Menu serwera

DSC02693

Pierwsza część urlopu za nami!

Tydzień wziął i minął. Dziwny to był tydzień, gdyż kompletnie nam się wszystko z planami rozminęło. Planowaliśmy urlop w kaszubskiej pseudo-dziczy aka domek ze wszystkimi wygodami nad jeziorkiem, w którym mieliśmy się pluskać, po którym mieliśmy sobie na rowerkach wodnych jeździć, nad którym mieliśmy brąz łapać i w ogóle. Ale…

Pogoda była z dupy!

Solennie sobie przyrzekam, że następne wakacje odbębnimy gdzieś na możliwie dalekim południu, w okolicach Morza Śródziemnego, narzekając na upał i nadmiar Słońca. No żesz kierwa, jak zaczęło padać, tak przez tydzień mieliśmy chmury nad głowami i nie raz nas zmoczyło. Zamówienie na pogodę panbożek wziął i olał, w związku ze związkiem my olaliśmy miejscówkę, która najwidoczniej swoich uroków nam użyczyć nie chciała i odstawiliśmy zupełnie co innego, niż zamierzaliśmy.

Dramatis personae

Na urlop ruszyliśmy rodzinnie w składzie: das „Rycerz” Gut, hrabina „Foch” da Majek, matrona „Smark” Doropha i niżej podpisany papa „Wszystkim się Dorotko zajmę, dzieci zabawię, wszystkie prace wykonam, contentu dostarczę, wszędzie zawiozę, w znoju i trudzie ostanę” CoSTa.

Czas i miejsce akcji

Kaszuby, roku Pańskiego 2016, pierwszy tydzień miesiąca sierpem znaczonego. Na owych Kaszubach łebski deweloper postawił chat niemało, które w osiedle zebrał zwanym Kaszubska Ostoja. O dziwo, co na zdjęciach na stronie deweloper zawarł, tak w rzeczywistości i było (prócz Słońca). Domek wygodny i zwarty a jednak dla czwórki jak znalazł. Łóżeczka wygodne (acz za miękkie na mój gust), kuchnia ładnie wyposażona, okolica czarowna a pod prysznicem woda ciepła jak trzeba i bez czekania na jakieś przepływowe ustrojstwo, które może się nagrzeje, a może nie.

Kilka fotek z naszej chałupki i okolic poniżej…

Bytów

Jako że nas pogoda zwiodła i o jeziorku mogliśmy tylko pomarzyć, zostało nam tylko ruszenie tyłków z miejscówki i wybranie się w Podróż. Pierwsza podróż, nieśmiała, zawiodła nas do niedalekiego Bytowa, w którym zamek ponoć Krzyżacki się znajduje. Pojechaliśmy te doniesienia sprawdzić i wiecie co? Był tam! Stał sobie i czekał na połażenie. Połaziliśmy. Mało tego. Okazało się, że na podzamczu kramy stały a w nich oręż wszelaki i zbroje zasobne, więc przyodzialiśmy das Guta w hełm co się zowie a do ręki daliśmy mu miecz srogi, którym zaraz zaczął wywijać. Od tego momentu w rodzinie ubył nam syn za to przybył nam chrobry Rycerz pełną gębą (i brzuchem), przy którym czuliśmy się bezpiecznie nad wyraz.

Sam Bytów zadowolił nas bardzo. Niewielkie, zwarte miasteczko z przesympatycznym centrum, po którym połaziliśmy nieco. Naszej matrony z nami nie było z racji smarkania ale nadrobiła to w dniu następnym, który deszczem straszył i zamiast na zwiedzanie, do kina nas wygonił na film zwany BFG (Bardzo Fajny Gigant). Baja w oldschoolowym stylu ze świetną animacją twarzy, wewnętrznym ciepłem i ogólnym pozytywnym przesłaniem. Widzieliśmy już rzeczy lepsze ale i BFG do gustu naszemu Rycerzowi przypadł.

Kilka fotek z Bytowa poniżej…

Lębork

Kolejny gród, który nawiedziliśmy, miał sławę takiego, który kolejny zamek krzyżacki gdzieś w trzewiach mieści. Nie zrobiliśmy wcześniejszego rozeznania, bo gdybyśmy zrobili, zapewne nigdy byśmy w Lęborku nie wylądowali. „Zamek” to jakaś chucpa, w dodatku nie do zwiedzania, bo wsadzili tam sąd i prokuraturę a budynek tylko przypomina coś, co mogło kiedyś być zamkiem. Jak dobrze, że research się nie odbył! Dzięki temu odkryliśmy ślicznej urody miasteczko, w którym przemiło spędziliśmy czas dreptając sobie ichnim deptakiem, oglądając resztki warownych murów, wbijając się do muzeum, w którym byliśmy chyba jedynymi zwiedzającymi i to od dłuższego czasu, bo obsługa miejscami z własnej inicjatywy ciekawostki podrzucała… To, co zostało z murów obronnych, jest dziś słodkim nad wyraz, krótkim szlakiem wokół starówki, z dwoma fajowymi basztami, do których wejść można i co prawda niewiele ale zawsze – coś zobaczyć. Lębork sprawił na nas – a szczególnie na naszej matronie – bardzo sympatyczne wrażenie i jeśli ktoś będzie w okolicy, polecamy wskoczyć dla samego miasteczka. Jest urocze.

Kilka fotek z Lęborka poniżej…

A co deszczowymi wieczorkami? Oczywiście – planszóweczki! A rankami ciężkie do dalszych przygód wstawanie…

Łeba

Naszej matronie zachciało się nad morze. Tak po prostu, po kobiecemu, parsknęła i stwierdziła, że bez morza nie ma urlopu i w ogóle ma być tak jak chce. Smarkając i pokaszlując wymogła na nas wyjazd nach morze. Doskonały to był pomysł, gdyż nieco dalej od naszej chatki anatemy już nie było, klątwa znikała i znaleźliśmy Słońce! Co prawda pod koniec naszej bytności w Łebie zaczęło popadywać ale cieszyliśmy się słonecznymi chwilami na plaży choć przez chwilę.

W Łebie nigdy wcześniej nie byłem i trochę mnie zaskoczył luz na plaży, w którym nawet parawaninig jakoś w oczy się nie rzucał. I powiadam Wam – mamy cudne plaże! Niech się południe chowa ze swoimi kamieniami czy innymi wynalazkami. Nasz piasek rządzi! Niestety nie ruszyliśmy na ruchome wydmy, choć mnie ciągnęło strasznie ale das „Rycerz” Gut po połażeniu po plaży zaczął wykazywać braki kondycyjne i oczywiście po raz kolejny okazało się, że to co niżej podpisany chce albo o co bardzo prosi, może sobie wsadzić. Cóż, rodzina to zdecydowanie nie jest demokratyczny twór…

W drodze powrotnej zahaczyliśmy niechcący o zadziwiające miejsce. Jakiś człowiek w środku niczego wziął i postawił ponoć najwyższego na świecie konia trojańskiego (ma na to papier od Guinessa). Dookoła postawił jeszcze kilka innych dupereli a całość sprawiła ogromną frajdę Gutowi.

Kilka fotek z Łeby poniżej…

Malbork

Na koniec zostawiliśmy sobie całodzienny wypad do Malborka. Nigdy jeszcze nie byłem, nasłuchałem się, musiałem zweryfikować organoleptycznie.

Łooo, jakie to wielkie! I jak dobrze zorganizowane! Patent z przewodnikiem na uszach jest cudny po prostu – w cenie biletu otrzymuje się (do zwrotu łobuzy!) playerka audio ze słuchawkami, dzięki którym to sprzętom człowiek dowiaduje się na bieżąco gdzie jest, jakie dana komnata czy sala pełniły funkcje, gdzie iść dalej i takie tam inne. Rewelacja! Zwiedzanie zamku dzięki słuchawkom na uszach miało sens i było ciekawe. Guta co prawda nieco to nużyło ale obietnica dokupienia tarczy do wcześniejszego hełmu i miecza skutecznie ukrócała marudzenie. Zamek cudny i jeśli ktoś jeszcze nie był – warto! Zbrojownia rozwaliła mnie w drobny mak. Doskonała sprawa.

Niestety podzamkowa „restauracja” to był jeden wielki niewypał. Odgrzewane mrożonki? Naprawdę? Żenujące… Nie polecam restauracji Piwniczka z całego serducha.

Kilka fotek z Malborka poniżej…

Chojnice

Wracając do Poznania zahaczyliśmy jeszcze o Chojnice, w których bywam czasami waletując u kumpla na podłodze (hi Sarena!). Chciałem Dorophie pokazać trochę ichni ryneczek, który zrobił na mnie ultrasłodkie wrażenie. Coś jest w tych niedużych miejscowościach z niewielkimi ryneczkami, w których po prostu spędzić można miło chwilę, odsapnąć nieco, napić się kawy nie czując przy okazji naporu setek innych ludzi dookoła.

Kilka fotek z Chojnic poniżej…

Ot i minął nam pierwszy tydzień urlopu. Na drugi planujemy jeden dłuższy wyjazd i kilka drobniejszych choć z tego co widzę, das Gut woli z kolegami po podwórku zasuwać, da „Foch” Majek z koleżankami po kinach się pałętać, matrona zapodała sobie antybiotyki i woli siedzieć w chałupie… Cóż, sam się w takim razie gdzieś zacznę wybierać. Na rowerku, a co tam :)

, , , , , ,

3 odpowiedź do Pierwsza część urlopu za nami!

  1. Eleni Juvri 08/08/2016 o 23:12 #

    Super ralacja Akuniu! Szkoda ze nie moge sie odwzajemnic, bo poludniowa czesc rodziny jet rozproszona a i materialu mi tez brakuje, bo ostatnio nie chce mi sie robic fotek, czasami tylko robie Aleksisowi, jak cos smiesznego zrobi. U nas jak zwylke goraco, Wula jest u baci na wsi, Christina z Nikosem na Andros, Christos z Olga mineli sie z urlopami bo Christos mial w lipcu ( skoczylismy w trojke do babci) a Olga ma teraz i chyba pojutrze pojedzie z malym do rodzicow, wiec ja tez bede na krotkim urlopie i zamierzam z Wula prysnac na Andros. Od dzisiaj Stella z petrosem goscza Dimitrisa z rodzina w Jannina a Noni krazy miedzy Atenami i Joannina, Wysle Ci pare fotek na skrzynke mailowa. Filakia polla!

  2. byte 09/08/2016 o 08:26 #

    Zaiste, zacny domek, szkoda że z pogodą nie wypaliło. Teraz, Panie, to loteria jest z tymi urlopami.

    A, i jeszcze: Majki to już bym nie poznał, rośnie dziołcha nad wyraz. Kolejki kawalerów już pod drzwiami koczują?

  3. wula brzezińska 09/08/2016 o 12:53 #

    KOSTAS już nie muszę zwiedzać tych terenów bo opisałeś je tak pięknie i wyraziście ,że mam wrażenie że tam byłam z wami

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Urodzinowe życzenia dla Dorophy i babci Wuli
100 lat dla Dorophy i babci!

Ho, ho, ho! Dziś mamy doprawdy rodzinne combo! Otóż urodzinki swoje naste obchodzą zarówno Doropha jak i babcia Wula. Jako...

Zamknij