Menu serwera

Monster Trucks

Monster Trucks – krótka recenzja dziwnego filmu

Korzystając z feryjnego luzu, jaki spłynął na nas (na syna niżej podpisanego i syna owego, znaczy das Guta), skoczyliśmy dziś do kina na Monster Trucks. Film znikąd, o niczym, nic nie wnoszący ale o dziwo – całkiem fajny jeśli nie ma się jakichkolwiek wymagań i chce się po prostu spędzić miło czas z siedmiolatkiem w kinie.

Nie oglądaliśmy trailerów, nie czytaliśmy recenzji, nie napalaliśmy się, nie oczekiwaliśmy cudów i idąc tak zupełnie na pałę trafiliśmy na film, który… Jest oględnie mówiąc z dupy. Serio. Jeśli chcesz, by twoje dziecko oglądało tylko wartościowe rzeczy – nie prowadź dzieciaka na Monster Trucks. Jeśli chcesz, by twoje dziecko wykuwało swój słownik na wartościowych dialogach – nie prowadź dzieciaka na Monster Trucks. Jeśli chcesz, by twoje dziecko zobaczyło na własne oczy, jak działa i czym jest tolerancja i brak uprzedzeń wobec rzeczy nieznanych – nie prowadź dzieciaka na Monster Trucks. To naprawdę jest film z tyłka, w dodatku hermetyczny, bo robiony pod hamerykańską małoletnią widownię, którą być może duże pickupy z wielkimi kołami kręcą. Nas ten etos na szczęście ominął i tym bardziej film powinien być dla przeciętnego europejskiego dziecka dziwny.

Problem w tym, że mimo wszystkich swoich minusów (naprawdę miałki scenariusz, grane to wszystko jest drewnianie, muzyka niesłyszalna, więc wrażenia nie robi, dubbing niezły acz nie porywający i tak można o wszystkim w tym filmie napisać), ten bardzo średni film jednak Guta wciągnął a i mnie historyjka o potworkach z głębin ziemi zainteresowała. Nie dlatego, że jest ciekawa ale dlatego, że ktoś tam ogarnia warsztat i zrobił film rzemieślniczo porządny, który ma idealnie wyważoną i uśrednioną proporcję dziania się do słodkości potworków. Potworki lubi się od pierwszego wejrzenia, główny bohater from-zero-to-hero jest dokładnie taki, jaki powinien być, jego dziewczyna nie onieśmiela urodą, przez co od razu staje się oglądającemu bliższa… Już chwytacie w czym tkwi siła tego filmidła? Ano właśnie, jest jak każda inna bajka: sobie leci, nie zawadza, wciąga się sama i w przełyku nie staje. Doskonale przeciętne dziełko ale o dziwo w tym tkwi jego siła.

Das Gut śmiał się, wkręcił się, wzruszył się, wkurzył się na badgajów, na końcówce odpowiednio piszczał w rytm pisków wielkich kół hamerykańskiego, motoryzacyjnego mokrego snu. Znaczy seans udany acz pewnie jak się za tydzień zapytam, o czym film był, raczej na odpowiedź nie liczę.

Doskonale przeciętne dzieło, pięć punktów na dziesięć możliwych. Sympatyczne ale w sumie niepotrzebne. Czy warto? Jeśli macie pod ręką siedmiolatka – warto dać mu tych kilka hamerykańskich chwil chwały. A potem się po prostu wyjdzie i poszpera wśród kinowych plakatów za czymś fajnym.

Oficjalna strona filmu
Film w serwisie iMDB

, , ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rogue One: A Star Wars Story (Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie) - recenzja
Rogue One: A Star Wars Story (Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie) – recenzja

No i ruszyliśmy z das Gutem na nowe Gwiezdne wojny. W końcu. Jakoś nie wyszło nam kupno biletów na premierę...

Zamknij