Menu serwera

Pyrkon 2017

Pyrkon 2017

W dniach 28-30 kwietnia 2017 odbył się w Poznaniu Festiwal Fantastyki Pyrkon 2017 czyli jeden z największych konwentów w tej części naszej skromnej kulki skał zwanej dla niepoznaki Ziemią. Niżej podpisany stawił się tam w każdy dzień, trochę fotek porobił, nieco geszeftów kupił a fantastyką się w ogóle nie zajął, bo kiedy ma się ośmiolatka, to trzeba z nim biegać za przebierańcami, każde stoisko obejrzeć, nad wszystkim zrobić „faaaajne” a po iluśtam godzinach wykonywania tych czynności ma się po uszy i nic już się więcej nie chce robić. Jak się pewnie domyślacie, problem był i zwał się „co za głupi pomysł brać dzieciaka na konwent zamiast samemu się bawić do bólu”.

OK, ponarzekałem na okoliczności obiektywne, więc przeskoczę do subiektywów. Fajnie było? Fajnie! Pokonwentowałem cokolwiek? Nie pokonwentowałem choć serce wyrywało się do paneli różnych i spotkań z tymi i owymi. Coś fajnego w łapy wpadło? A i owszem, acz w tym roku wszystko nastawione na dzieciaki lub małżonkę, mnie z konwentu pamiątka żadna nie została choć oko błyszczało do różnych fajnych gadżetów.

Ludzi mnóstwo i straszna szkoda, że pogoda w sumie niezbyt dopisała, bo działoby się zapewne jeszcze więcej, niż się działo. Orgi tym razem pomyślały i pozwoliły kupić bilety zawczasu, więc kolejek nie było i można było normalnie na teren konwentu wejść. Acz muszę przyznać, że zeszłoroczna kolejka miała swój urok i kto swego nie odstał, niech żałuje. Te nerwy, te bluzgi… Niezapomniane przeżycie poczucia się kimś lepszym, bo się „na dzieciaka” udało załapać… Tego w tym roku nie było i dobrze. Cywilizuje się ta zbieranina.

Atrakcji niestety jako się rzekło za wiele nie zaliczyłem ale coś tam w oko wpadło na plus i na minus. Połaziliśmy nieco z das Gutem po halach i stwierdzam, że wciskanie do hali z grami komputerowymi stoisk Blizzarda czy innych Asusów jest po prostu z dupy. Nie wiem czemu to służy – od ślipienia na sprzęt i jak się chłopcy w kolejnego StarCrafta tłuką są inne konwenty i imprezy. Hala nudna i ratowały ją tylko stoiska z grami niezależnymi, gdzie w oko wpadł mi jeden tytuł: Warlocks 2: God Slayers. Jestem bardzo na tak! Było też kilka innych ciekawych tytułów ale ten zrobił i na mnie, i na das Gucie największe wrażenie. Wciągnęły nas też oldschoolowe maszyny i gry na nie. Gut wielbi a ja podzielam to uwielbienie oraz mam duży szacun dla młodego za dojrzałe podejście do rzeczy starych ale po prostu dobrych.

Po słabej hali z komputerami nieco słabszą ale odrobinę lepszą okazała się hala z meeting pointami m.in. Star Wars. W zasadzie prócz rewelacyjnego rozbitego Tie Fightera za bardzo nie było tam co oglądać – większość ekspozycji była już w zeszłym roku. Halę ratowały stoiska z drobnicową ofertą innych konwentów (Orkon miał śliczne stoisko, brawo ZaZa!) oraz grafiki i plakaty szkoły polskiej. Plakaty znane ale niezmiennie doskonałe.

Konwentowego ducha poczuliśmy za to w hali z planszówkami, gdzie das Gut lekko oniemiał a i odwiedzająca później konwent Doropha także wydała z piersi swej lekkie „o, wow!”. Ilość graczy i atmosfera naprawdę robią wrażenie i trzeba tego samemu poczuć, zdjęcia czy opowieści nie oddają tego ducha walki panującego w hali. Trochę gierek wpadło mi w oko, dzięki czemu nasza kolekcja wzbogaciła się o dwie gry: Szalona Misja (naprawdę fajna i niedroga gra – jesteśmy po kilku partyjkach z das Gutem oraz jednej z Dorophą i obydwoje zgodnie orzekli, że gra daje radę jak najbardziej) oraz bardzo promowany Domek (głupia nazwa ale całkiem spoko zasady, także dla das Guta).

Poza tym das Gut i Doropha przegonili mnie w tę i we wtę po hali nr 5 czyli komercyjnej stronie Pyrkonu. Tłumy tam były niemożebne a mnie zawsze na takich kupieckich imprezach brakuje południowego darcia ryja sprzedawców i kupujących – nie czuć, że to suuk a szkoda, bo potencjał jest ogromny. Spodobały mi się stoiska firm dystrybuujących gry planszowe. W końcu znalazło się miejsce na przetestowanie tytułów, pogranie pod okiem wytresowanych przedstawicieli dystrybutora, którzy zazwyczaj składnie objaśniali zasady i prowadzili raźno przez rozgrywkę. Dobrze! Oby tak dalej!

Namiot z żarełkiem i hala z żarełkiem były, oferowały to co zwykle, nawet jakichś zbójeckich cen nie było. Siedliśmy na moment z das Gutem, by nieco kulasom ulżyć, czegoś się napić i przy okazji poobserwować przez chwilę ludzki stream przewalający się po okolicy. Wyglądało to mniej-więcej tak:

Było – jak to na Pyrkonie – dziwnie :)

OK, niżej kilka fotek, by nie zanudzić was do końca. Czy w przyszłym roku pójdę na Pyrkon? Oczywiście! Ale zmieniam zupełnie priorytety. Dzieci mam gdzieś i co najwyżej wezmę młodego w piątek na wieczorny obchód wszystkiego. Sobota i niedziela to będzie czas na mua, na pogranie, na poerpegowanie, na pobywanie na panelach i w dyskusjach. Na pokonwentowanie po prostu.

Do przyszłego roku w takim razie!

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Urodzinowy komiks :)
Najlepsza z żon vs najlepsi spośród znajomych

OK, zostałem w ostatnią sobotę z wieczora wzięty znienacka i podstępem i rozwalony totalnie. Dawno już nie było mi tak......

Zamknij