Menu serwera

Junak M11 125

Junak M11 rok 2017 – nowy członek rodzinki :)

42 latka na osi, więc czas tłumaczyć zachcianki tak zwanym kryzysem wieku średniego. Bardzo to wygodna sprawa, bo pozwala na radosne wskazywanie paluchem „to chcę!” a w razie odmowy na tupanie nóżką, kładzenie się na podłodze i wycie pod niebiosa „przecież mam kryyyzyyyys!”. Na szczęście obyło się bez scen a właściwie scenariusz wejścia w posiadanie zacnego motoru o godnej nazwie Junak M11 125 odbiegł zupełnie od normy wieku średniego. Szczerze mówiąc – zupełnie inaczej :)

Zaczęło się od tego, że Doropha wzięła i wsiadła na motor (taki prawdziwy, z silnikiem wylewającym się poza obrys sylwetki i targającym bebechami po ziemi i z pojemnością większą, niż pojemność naszej zmywarki) w roli tak zwanego plecaka. W nowomowie motorowców to po prostu pasażer. Wróciła z tak imponującym bananem na twarzy, że od razu drgnęła we mnie (a właściwie pieprzła na całego) nuta zawziętej zazdrości, że oto za chwilę porzuci mnie dla jakiegoś moczącego jaja na deszczu (ładnie deszczyk po baku spływa prosto w krok na motorkach, miałem okazję niedawno się przekonać), zasranego, brudnego, odzianego w skórę obszczymura, którego nie stać na normalny środek lokomocji, czyli samochód.

Napędzany tą zawziętą nienawiścią pewnego poranka wstałem i rzekłem: bedem motocyklistom – tak przynajmniej relacjonuje to Doropha nabijając się ze mnie okrutnie. Nic to, jak postanowiłem, tak zrobiłem i rzuciłem się szukać jakiejś jednostki zacnej, mocnej, olbrzymiej, imponującej i w ogóle. Szybko się okazało, że z prawkiem kategorii B mogę co najwyżej jakiegoś skuterka dorwać albo innego bzyka. Cóż, skoro nie można imponować partnerce seksualnej dźwiękiem z rury, to może choć wyglądem. I powiadam wam, średnio było w czym wybierać (acz są ładne motorki, nie powiem). Tym bardziej, że za diabła się na tych motorkach nie wyznaję. Niemniej kwerenda do wujka Google poszła i w efekcie, po niedługim zastanowieniu, padło na TO: Junak M11 125 DD125E-8 w wersji z 2017 roku, czyli najnowszej. Na fotce poniżej wersja wcześniejsza ale ogólnie wygląda to bardzo podobnie, z kilkoma różnicami w detalach, z których najważniejszy to wtrysk (pojawił się w tegorocznej wersji). Żadnych pomp ssania i innych takich – pełna kulturka. Najbardziej brakuje mi w porównaniu do poprzedniej wersji ponoć wygodnych podłóg na nogi, wyglądały kultowo.

Junak M11 125

Junak M11 125

I powiadam Wam, w naturze prezentuje się o wiele lepiej, niż na fotce. Motor jest całkiem spory, poważny, z ładnie wysuniętym kołem przednim, waży ze 150 kilo i – na tyle, na ile nim pojeździłem – jest w cholerę wygodny acz nie mam do czego porównywać, bo wcześniej to tylko skuterki w automacie się ruszało, a i to rzadko. Siedzi się bosko i nisko, łapki wygodnie na kierownicy się trzyma a kanapa przyjmuje dupsko z cudnym, miękkim pogłosem. No i nie brzmi to jak bzyk. Owszem, nie wydaje tych ładnych, bulgoczących dźwięków, jakie wypluwają z siebie prawdziwe motory ale też nie jest to skuterowe bzykanko. Więcej o motorku możecie poczytać na stronie importera. A poniżej recenzja starszego modelu poczyniona przez Motobandę:

Zasadniczo z zakupem, zarejestrowaniem i ubezpieczeniem uwinąłem się w cztery dni. Niestety nie dane mi było radośnie wyjechać z salonu a to przez problem z hamulcami. Szlag mnie trafił i w ogóle witki opadły, kiedy w drodze powrotnej wzięło i całe to kurestwo się zakleszczyło i jechać nie chciało. Ja cały gotowy, po iluśtam godzinach kręcenia kółeczek i ćwiczenia startów i hamowań a tu taki zonk… Chłopaki z salonu ściągnęli motor z trasy i dalej kombinować, co i jak. Telefon, że zrobione. No to jadę odbierać ale dobry Bóg podrzucił mi myśl, że może lepiej niech zajmie się tym ktoś doświadczony i na pomoc wezwałem imć Voytassa.

Cóż to był za doskonały pomysł! Nie trzeba było długo czekać, by i jemu Junaczek wziął i zaczął stawać dęba. Znów hamulce, znów coś nie teges… Dzwonię do salonu, salon roztacza przede mną wizje odesłania sprzętu do importera… No płacz i zgrzytanie zębów. Na szczęście Voytass to koleś, który rozwiązuje problemy i – przede wszystkim – używa mózgu. Odpalił wujka Google i co się okazało: ponoć to przypadłość nowych egzemplarzy, że importer nie dokręca wszystkiego, co trzeba i takie rzeczy, jak dźwignia zmiany biegów czy innego hamulca po prostu latają swobodnie z tendencją do wylatywania, blokowania i czego tam jeszcze. Wystarczyło pięć minut na dokręcenie wszystkiego jak trzeba i motor ruszył jak… hmmm… rakieta ;)

Tak więc o nowi nabywcy Junaków – sprawdzajcie, czy w Chinach wszystko dokręcono jak trzeba!

Jeżdżę sobie od kilku dni i wrażenia z jazdy są bardzo fajne. Motorek jakby skrojony pode mnie. Przy moich 176 cm wzrostu i ekhem niskim środku ciężkości doskonale się uzupełniamy. Jedzie się wygodnie, sylwetka jest naturalna a kanapa robi doskonałą robotę. Szczerze mówiąc wygodniej mi się na tym siedzi, niż w mojej polówce a zimny łokieć mam olłejs :). Docieramy się wzajemnie i chyba nam się wzajem podoba. Teraz tylko nabrać skilli muszę i wrzucam Dorophę na siodełko by ruszyć w trasę. Niezbyt długą ale zawsze jakąś i przede wszystkim – z szerokim bananem na ryju. Bo banan factor jest w tej maszynce wielki! No i jeszcze jedna sprawa: motor kompletnie nie wygląda na 125 cm3. Jest naprawdę godny, kapie chromem a współczynnik ssania spojrzeń ma pokaźny. Manewrując i ucząc się drania pierwszego dnia, podlazło do mnie trzech kolesi pytając a co to, a jak to, a że ładne, a że fajne i w ogóle. Było to w okolicach warsztatu, więc trafili się kolesie ale nawet przy krótkich na razie wypadach na miasto widzę, że laseczki motorek lubią. Dobrze! Może nie tylko ja będę wściekle zazdrosny :)

Junak M11 125

Junak M11 125

Jak się prowadzi? Nie wiem, bo nie mam do czego porównywać – to mój pierwszy motor. Czuję się na nim pewnie i jak na razie nie doświadczyłem jakichś ujazdów kół czy innych ślizgów. Na piasek czy drogę polną nie polecam – pojeździłem chwilę i owszem da się ale tyłek ładnie wtedy zaczyna chodzić. Natomiast na asfalcie nawet ja, nieumiejący jeszcze skręcać czy innych przeciwskrętów wykonywać, czuję się po prostu pewnie. Motor może nie klei się do podłoża ale też nie lata na wszystkie strony. No i przede wszystkim: BARDZO dobre zawieszenie ani za twarde, ani za miękkie. Wczoraj testowo ruszyłem na dziury na poznańskich Hubach Moraskich (autochtoni będą wiedzieli, o którą ścieżkę chodzi) i jestem zachwycony. Mój samochód gorzej nierówności wybiera, niż mój Junaczek. I żeby nie było – nie buja motorem, po prostu ładnie i kulturalnie zawieszenie robi swoją robotę.

Przede mną kupa nauki, wykupienie godzinek w szkółce i na pewno zrobienie kategorii A, bo to cholera wciąga. Z mocniejszą maszyną poczekam z roczek lub dwa, by się oswoić z motorowym światkiem ale już widzę, że zabawa dopiero na dobre się zaczyna a skarbonka dopiero się rozkręca. No bo w sumie jak to tak – bez sakw, bez owiewki, bez frędzli i bez kowbojek? Się nie da! Ten motorek ma wyglądać, nie kręcić osiągi. I ze swojego zadania wywiązuje się doskonale ale też wymaga dodatkowych inwestycji w imydż. Dla ciekawskich: śmigałem tym już 70 a Voytass i 90 na godzinkę. Ponoć może motorek pojechać i więcej ale po prawdzie nie musi. Nie do tego Junak M11 służy a i wiaterek przy takich prędkościach zaczyna być już mocno odczuwalny przy w sumie wyprostowanej sylwetce.

W najbliższych dniach muszę zawitać na pierwszą wizytę kontrolną w salonie – sprawdzą łańcuch i inne elementy, poprawią jeśli będzie coś do poprawiania i generalnie zrobią króciutki przegląd. I tak przez najbliższy tysiąc kilometrów, by dotrzeć drania. A wtedy lecę na dłuższą wyprawę, nie ma bata. Zupełnie inaczej się drogę na motorze czuje, zupełnie inaczej, niż w samochodzie, czuje się odległości. Nie ma nudy! Cholernie mi się to podoba :)

OK, trzymajcie za nas kciuki, byśmy z Dorcią jakoś w najbliższych tygodniach ogarnęli temat i przeżyli. Mamy nadzieję, że motorodzina będzie miała z nas uciechę nie tylko przez nabijanie się :)

PS

Chciałem także i tym kanałem komunikacji wyrazić wdzięczność głęboką i czołobitną dla Zarządu (w postaci Dorophy) za zrozumienie dla mojego coraz to bardziej postępującego zdziecinnienia i finansowania gówniarskich zachcianek. Dorciu, jesteś boska! Będę ci woził twój zgrabny tyłek gdzie tylko chcesz :). No i mam nadzieję, że jednak sama też zaczniesz bzykać!

, , , ,

2 odpowiedź do Junak M11 rok 2017 – nowy członek rodzinki :)

  1. szuman Grudzień 4, 2018 o 11:14 #

    Też mnie bierze na jakieś dwa kółka z silnikiem i resztą na papier kat. B. Jak to jedzie w pojedynkę, a jak z pasażerem? Daje radę? Pod górkę, z górki, zbiera się? Jak po sezonie z usterkami? Warte to tych piniendzy?

    • CoSTa Grudzień 4, 2018 o 22:53 #

      Hey!

      Motorek ma 10 kucy i niestety nie jest to demon przyspieszeń czy prędkości. Licznikowe 110 max (na GPSie 90 z groszami – licznik jakieś 10% sobie dorzuca jak i do samopoczucia drivera :)). Niemniej sama jazda to czysta przyjemność. Przewygodna bestia. Miałem soboty, w które i 7 godzin się latało i dupa cała.

      A tak serio: rzecz bardzo fajna o ile kilka warunków początkowych się spełni. Po pierwsze: wymiana kapci. Te defaultowe są robione z plastiku i odrobina wilgoci na jezdni skutkuje ujazdami jak cholera. To trzeba wymienić koniecznie. Po drugie: nowy motorek wymagał dokręcania lub odkręcania różnych rzeczy. Chłopaki w Chinach nie za bardzo się do tego przykładają, tym bardziej nie chce się dystrybutorom/salonom i w efekcie trzeba pokręcić samemu. Po trzecie: motorek – jak każdy z tego co widzę po znajomych motocyklistach – wymaga pieszczenia i uwagi oraz zafunduje ci egzamin z budowy i rozmieszczenia różnych drobnych części. Ot niedawno wziął i zgasł sobie na środku skrzyżowania. Poleciały kurwy i inne wyrazy a okazało się, że to po prostu sobie bezpiecznik wyleciał na przechadzkę. Po dociśnięciu śmigało się dalej miło i przyjemnie. Takich drobiazgów wychodzi z czasem sporo. Ot choćby manetka gazu trzyma linkę gazu na… plastikach. I to niezbyt mocnych. W efekcie pewnego razu wzięło się mnie to odłamało i musiałem manetkę wymienić (a do domu dojechac na przekręconej w drugą stronę – fajna zabawa takie gazowanie na odwrót :). Motorek także trzeba co jakiś czas dokręcać w okolicach osłony chłodnicy, potrafi zacząć grzechotać i w wibracje osłona wpadać, co daje średnio przyjemny odgłos. Ogólnie wygłuszenie drania to moje zadanie na zimę w garażu.

      Pewnie bym się tym przejmował, gdyby nie różne podobne przygody znajomych motorniaków z ich markowymi maszynami. Też wyskakują w nich różne drobiazgi ale jak to imć Voytass ujął: bez sensu jest takie jeżdżenie bez przygód :)

      Moja rada: jeśli to twoje pierwsze 125, nie bierz z salonów. Weź jakąś tanią używkę, zajedź ją, pouczysz się budowy (bardzo prostej tak swoją drogą) czegoś innego, niż skuter i bez żalu albo cię to wciągnie, albo dasz sobie spokój. Jeśli chcesz śmigać po mieście, weź coś wąskiego – to moje M11 w korkach sprawdza się średnio. Przejadę ale z gimnastyką. Jest po prostu szeroki ten Junaczek. Jeśli chcesz coś w trasę – mojego M11 nie mogę się nachwalić. Za wygodę, bo nie za osiągi. Ale wygoda jest wielka, kilometry łykasz z bananem na twarzy i wiesz już o co w tym chodzi :)

      W pojedynkę pojeździsz całkiem miło. Garnie się moto jak na swoje 10 koników całkiem żwawo zważywszy na wagę całości. Z pasażerem (Dorophą na plecach i kilka razy z córą) poczujesz dodatkową wagę ale i pod górkę wjedziesz. No, pod bardziej stromą będziesz musiał zredukować do czwórki :). Niestety już po kilku jazdach poczujesz syndrom WIĘCEJ MOCY i tak ci to siądzie z tyłu głowy i przyjemność z jazdy będzie psuło :)

      Silniczek jest skromny, więc w mieście w tym Junaku przygotuj się na wachlowanie biegami. Pierwsze cztery używasz do 60 km/h. Później wbijasz piątkę i tak do licznikowych 110 sobie na jednym biegu możesz się zbierać. Chwilę to potrwa ale się zbierze.

      Pytaj o co chcesz, postaram się konkretniej jakoś odpowiedzieć.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pyrkon 2017
Pyrkon 2017

W dniach 28-30 kwietnia 2017 odbył się w Poznaniu Festiwal Fantastyki Pyrkon 2017 czyli jeden z największych konwentów w tej...

Zamknij