<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>CoSTa&#039;s Family Page &#187; Choroba</title>
	<atom:link href="http://costa.info.pl/tag/choroba/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://costa.info.pl</link>
	<description>Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 06 May 2012 09:24:40 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Jak nie urok, to sraczka</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/04/jak-nie-urok-to-sraczka/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/04/jak-nie-urok-to-sraczka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Apr 2011 18:43:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=24423</guid>
		<description><![CDATA[<script type='text/javascript' src='http://costa.info.pl/wp-includes/js/jquery/jquery.js?ver=1.7.1'></script>
Wróciliśmy już na dobre do domu. Młody ma się z dnia na dzień coraz lepiej i widać po nim, że nic nie widać. Znaczy oczywiście ma jeszcze ślady i pewnie będą schodziły jeszcze jakiś czas ale nie sądzę, by jakieś trwałe blizny mu zostały czy też jakieś inne wredoctwa. W poniedziałek mieliśmy wizytę kontrolną i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wróciliśmy już na dobre do domu. Młody ma się z dnia na dzień coraz lepiej i widać po nim, że nic nie widać. Znaczy oczywiście ma jeszcze ślady i pewnie będą schodziły jeszcze jakiś czas ale nie sądzę, by jakieś trwałe blizny mu zostały czy też jakieś inne wredoctwa. W poniedziałek mieliśmy wizytę kontrolną i lekarz stwierdził, że wszystko ma się dobrze a nawet jeszcze lepiej. Następna kontrola za dwa tygodnie. Bomba.</p>
<p>No i pięknie, niech nam się Gucio goi szybko i wydajnie.</p>
<p>To mniej więcej tyle dobrych wieści. W międzyczasie bowiem dopadła całą naszą rodzinę (no prawie, Gucio się ostał i w związku z tym padają na niego główne podejrzenia o przywleczenie diabelstwa) grypa żołądkowa. Zaczęło się niewinnie. Jakoś dzień czy dwa po powrocie Gucia ze szpitala jak co rano odprowadzałem Majkę do szkoły. Było fajnie, wygłupialiśmy się a mała dokazywała na poprzedzających szkołę zajęciach tanecznych.</p>
<p>Ni z gruchy, ni z pietruchy dopadł nas telefon ze szkoły, że młoda coś kiepsko się czuje i że chyba trzeba będzie ją z zajęć zgarnąć. Rzekłem sobie, że jeśli młoda coś kombinuje, to kopnę ją zdrowo w tyłek i w bojowym nastroju ruszyłem po Majkę do szkoły. Zobaczyłem ją siedzącą na stołówce, bladziutką, jakąś taką słabowitą a od pani usłyszałem, że młoda rzuciła pawia i skarży się, że jej słabo. Nastrój bojowy minął momentalnie, zgarnąłem małą ze stołówki i ruszyliśmy do klasy zabrać odzienie i ewakuować się z przybytku wiedzy.</p>
<p>W klasie paw. Taki solidny, z głębi trzewi. Gdzieś tam zauważyłem salami i stwierdziłem, że to pewnie jakieś zatrucie i sprawa powinna się szybko w miarę rozwiązać. Cóż za błąd! Młoda odstawiona do domu zaczęła rzygać na całego, dostała gorączki i już wiedzieliśmy, że jakiś wirus ją magluje. Pod wieczór na słabowitość i chęć rzucenia pawia zaczęła uskarżać się Doropha. Z pewnym takim niedowierzaniem patrzyłem, jak szybko się to ustrojstwo rozwija i już po chwili miałem żonę wyłączoną z użytku. Zostałem sam na placu boju z dwiema chorymi i jednym poparzonym i chcącym się już kąpać i iść spać w diabły dzieciakiem. W skrócie: byłem heroiczny! Wszystko zagrało jak w szwajcarskim zegarku a sytuacja została poniekąd opanowana. Miski zostały porozkładane w strategicznych miejscach, napoje podane, telepiące się w gorączce kobiety okryte i napompowane czymś gorączkę zbijającym. Aż się kurna spociłem, tyle było przy tym biegania.</p>
<p>Systematycznie pompowałem w siebie spore ilości Coli wierząc święcie, że tego gówna nic się nie ima i że jeżeli w jakąś prewencję mam się bawić, to właśnie tym zbożnym napojem. Zazwyczaj Cola działa doskonale ale jako się rzekło — przyplątało się do nas naprawdę paskudne paskudztwo i jakoś w środku nocy obudziłem się z nieprzyjemnym uczuciem potrzeby haftowania. Pierwszą robótkę hafciarską odbębniłem nad kiblem i zaprawdę powiadam Wam — nawet po największych alkoholowych libacjach nie miałem tak intensywnych hafciarskich doznań. Drugi raz dopadło mnie już w wyrze ale byłem na wszysko przygotowany a miska była odpowiednio głęboka.</p>
<p>Następnego dnia stan osobowy naszej rodziny przedstawiał się jak następuje:<br />
Gucio — poparzony ale poza tym w miarę zdrowy<br />
Majka — chora w diabły, wymiotuje na samą myśl o jedzeniu<br />
Doropha — słania się na nogach o ile nie leży zgięta wpół na podłodze<br />
papa CoSTa — z brzuchem w miarę OK ale zaczyna łamać strasznie</p>
<p>Do kibla ustanowiliśmy społeczną kolejkę oraz pełniliśmy na zmiany warty przy Gutku, który jakimś dziwnym trafem nie wykazywał jakichś gwałtownych objawów zawirusowania. Minęły nam tak w sumie z trzy dni bo nawet kiedy nudności i biegunki przeszły, zostało połamanie i totalna apatia z tym związana.</p>
<p>Nie ma to jak ze szpitala trafić wprost w objęcia wirusa.</p>
<p>Teraz już jest wszystko w porządku i mamy nadzieję, że wraz z końcem marca skończy się dosyć dziwny wypadkowy i chorobowy okres w naszej rodzinie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/04/jak-nie-urok-to-sraczka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co u Gucia?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Mar 2011 22:10:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=23813</guid>
		<description><![CDATA[Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz — p. Stefan Sobczyński — stwierdził, że rany goją się nieźle i idzie wszystko ku lepszemu. Na szczęście nie będzie potrzeby przeszczepiania fragmentów skóry na klacie a rączka ma się już nawet całkiem nieźle. Największym problemem jest szyja, która co prawda [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz — p. Stefan Sobczyński — stwierdził, że rany goją się nieźle i idzie wszystko ku lepszemu. Na szczęście nie będzie potrzeby przeszczepiania fragmentów skóry na klacie a rączka ma się już nawet całkiem nieźle. Największym problemem jest szyja, która co prawda goi się i widzimy znaczną poprawę ale z racji tego, że jest szyją, na której szczycie znajduje się kędzierzawe coś, którym trzeba oczywiście ciągle kręcić, gojenie nie przebiega tak szybko, jak byśmy sobie tego wszyscy życzyli. Niestety unieruchomić całości raczej się nie da, zaplastrować takoż nie ma tego jak i tym sposobem szyja stała się największym problemem.</p>
<p>Gucio dostał kawą solidnie. Drugi stopień poparzeń klatki piersiowej, z rączką nieco lepiej. Nie wiemy jeszcze jak będzie wyglądała kwestia blizn ale najprawdopodobniej czeka nas pracowite wcieranie maści różnych. Lekarz uspokaja wszakoż i w ogóle prezentuje takie spokojne podejście, które wprost przekłada się przynajmniej na moje rozgorączkowanie. Będzie co ma być a źle być nie powinno.</p>
<p>Harmonogram dnia ustalił się już nam na dobre. Rano zmieniam Dorotę po jej nocnej zmianie i siedzę z małym do popołudnia. Młody ma zmieniane koło dziesiątej opatrunki i wtedy jest też czas na przekonanie się, że te małe płucka mają w cholerę mocy i drzeć się moje dziecko potrafi wniebogłosy. Kurczę, to musi cholernie boleć… Poza zmianą opatrunku w sumie niewiele się już teraz mu robi no i poza dbaniem, by to wszystko goiło się jak trzeba i doglądaniem, czy aby proces postępuje jak należy. Młody zaś cierpliwie znosi zamknięcie w obcym środowisku i jest kochany bardzo. Jakoś próbuje sobie ten czas organizować, jakoś kombinuje jak by się tu pobawić, jak by tu po oddziale pobiegać i w ogóle jak by tu samochodami po korytarzu się porozbijać i przy okazji zrobić to tak, by Siostra Oddziałowa nie widziała bo goni cholera za łażenie po miejscu często uczęszczanym i na zarazki wystawionym. Kombinuje a my za tą cholerą łazić musimy i w każdej chwili być przy nim by sobie coraz bardziej swędzących ran nie rozdrapał. I tak dzionek za dzionkiem. Zmęczeni już tym jesteśmy bardzo. Po powrocie ze szpitala najchętniej waliłbym się w wyro i spał ale tu jeszcze Majką się nieco zająć trzeba… Wolę nie wiedzieć jak zmęczona i znużona musi być po nockach Dorota. Ostatnio tylko się mijamy w sali szpitala i tyle się widzimy. Trochę mi się za żoną tęskni…</p>
<p>Kiedy wyjdziemy? Diabli wiedzą. Osobiście obstawiam czwartek ale to wszystko zależy od pana Sobczyńskiego a przede wszystkim od Gutka, który musi się nieco spiąć by gojenie ran przyspieszyć. Idzie mu nieźle ale nie wiem na ile jeszcze mu cierpliwości starczy i czy czegoś głupiego w stylu rozdrapania sobie szyi nie wywinie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gucio w szpitalu</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Mar 2011 21:06:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=23793</guid>
		<description><![CDATA[Nazywają go „kawosz”. Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym „herbaciarze”, „zupiarze” i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło się to samo. Zalanie wrzątkiem. W poniedziałek rano siadałem do pracy przy portfolio. Dzień zaczął się tak sobie ale jednego można było być pewnym — młody miał humor jak cholera. Biegał, gadał, dokazywał, wszędzie go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nazywają go „kawosz”. Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym „herbaciarze”, „zupiarze” i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło się to samo.</p>
<p>Zalanie wrzątkiem.</p>
<p>W poniedziałek rano siadałem do pracy przy portfolio. Dzień zaczął się tak sobie ale jednego można było być pewnym — młody miał humor jak cholera. Biegał, gadał, dokazywał, wszędzie go było pełno. Pełno go było szczególnie przy moim biurku — klawiatura, myszka, ekran, sporo rzeczy do klikania…</p>
<p>Zrobiłem sobie jak co rano kawę i świeżo zaparzoną zaniosłem przed monitor. Jak ostatni idiota położyłem ją gdzieś w sumie daleko od małego bo po przeciwniej od niego stronie biurka. Z tym że Gucio urzędował po tej stronie, gdzie akurat miałem fotel, do którego chciałem się dostać. Wyciągnąłem młodego z zacisznego kącika, gdzie dostęp miał do wszystkich elektronicznych zabawek, odstawiłem za siebie, obróciłem się by dupsko posadzić na fotelu i zabrać się do pracy…</p>
<p>Zapomniałem o cholernej kawie.</p>
<p>To była sekunda.</p>
<p>Nagle przeraźliwy krzyk i widok małego trzepiącego rękoma z potwornego bólu.</p>
<p>Kawa! Pierdolona kawa!</p>
<p>Ściągam bluzę, by wrzątek jakoś od skóry oodzielić. Body! Kurwa mać, jeszcze body! Jak to cholerstwo się ściąga? Ręce latają, momentalnie zimny pot czuję wszędzie i robi mi się niedobrze. Jest, zeszło! O słodki Jezu…</p>
<p>Naskórek schodził z niego płatami. Natychmiast telefon na 112. Jezu, czemu tak długo tego nie odbierają? Odebrali. Zgłoszenie. Co robić? Polewać chłodną wodą. Wsadzić w wannę i lać by jakoś ból uśmieżyć. Karetka już w drodze.</p>
<p>Gucio wyje z bólu. Skóra na moich oczach po prostu odchodzi. Jezu, jeszcze rączka. I szyja. I kawałek twarzy…</p>
<p>Boże, co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Coja…</p>
<p>KUUUURWAAAAAA!!!</p>
<p>Są, przyjechali! Co robić? Ciągle polewać. Ile syn ma lat? Na co uczulony? Czopek przeciwbólowy podany, opatrunek żelowy założony. Niech się pan ubiera, lecimy do szpitala.</p>
<p>Pięć minut później jesteśmy w szpitalu. Natychmiast na rozpoznanie i chirurgię. Szybkie zabezpieczenie oparzelin. Rany są okropne, serce mi staje, nie wiem co robić, mylę daty urodzin, czego oni do cholery chcą, jakie papiery? OK, później, wszystko później. Wpada zapłakana Dorota, źródło informacji o każdej możliwej chorobie i każdym możliwym leku, jakie to dziecko brało w ostatnim czasie. Jak ona to pamięta?</p>
<p>Chirurgia. Opatrunek. Mały wyje w sali opatrunkowej, Dorota łka, ja siedzę jak drewniany kołek nie mając pojęcia co mogę zrobić. Zaczyna do mnie docierać, co zrobiłem. Ale to jeszcze nie szok. Ten przyjdzie później.</p>
<p>Teraz czas na szybkie obroty. Dorota zostaje w szpitalu, ja lecę szukać wszystkiego, co może przypominać piżamę zapinaną od przodu i z szerokimi rękawami by nie naruszyć poparzonej dłoni przy zmianie bielizny. Dziesiątki sklepów, tysiące metrów kwadratowych powierzchni handlowych i nigdzie nie ma niczego nawet zbliżonego kształtem do takich piżam. Ręce mi się trzęsą, latam od sklepu do sklepu, kupuję co mogę, z tyłu głowy rośnie coś strasznego. Teraz już wiem, to była reakcja, próba odreagowania czegoś okropnego, co zrobiło się małemu dziecku.</p>
<p>Mały na prochach, niewiele czai. Patrzy się takim niesamowitym, skupionym wzrokiem próbując ułożyć sobie w naćpanej głowie kto właściwie się na niego patrzy. Bandaże na ręce, kroplówka, poparzona twarz, widać rany na szyi… Dorota do domu, przygotować się na nockę. Siedzę obok małego i nie wiem gdzie oczy podziać. Człowiek obok z synem z poparzonymi nogami krótko kwituje: to nie ma sensu. Nie można sobie robić wyrzutów. Ich mały na chwilę spuszczony z oczu ściągnął sobie garnek gotujących się ziemniaków na stopy. Będzie przeszczep. Czy u nas będzie? Nie wiemy, przy zmianie opatrunku zrobią rozpoznanie głębokości poparzeń i potrzeby przeszczepu.</p>
<p>Wraca Dorota, lecę do domu zwolnić opiekunkę i zająć się Majką. Majka wystraszona, ciągle dopytuje się o Gucia. Robimy lekcje, robimy kolację, daję małej obejrzeć jakiś jej film, sam czuję, że gdzieś się zapadam. Teraz uderzyło. Potworna migrena, ból czaszki rozdzierający mózg. To reakcja, to opóźniony szok. Zaczyna docierać, co się temu dzieciakowi zrobiło…</p>
<p>Gutek trzyma się dzielnie. W środę okaże się przy zmianie opatrunku, co z nim dalej będzie. Przed chwilą dzwoniłem do Doroty ale głos miała potwornie zmartwiony. Coś się w międzyczasie stało. Nie może rozmawiać, nie dowiem się, nie wiem co dalej… Jutro skoro świt jadę do szpitala. Zobaczymy jak i co będzie.</p>
<p>Piszę to dla was ewentualni czytający to rodzice. Piszę to by do was dotarło, że nieszczęście to kwestia chwili, sekundy, czasem nawet mniej niż mrugnięcia okiem. Piszę to byście w przeciwieństwie do mnie myśleli zawczasu. Byście za każdym razem, kiedy odstawiacie szklankę z herbatą czy kawą, pomyśleli o tym którędy i jak dzieciak może się do niej dostać. Byście gotując używali tylko tych dalszych palników, nie tych do których może jakimś cudem dostać się dzieciak. Byście byli zawsze czujni. Wiem, wszystkiego nie da się przewidzieć ale można i trzeba wyrobić sobie odruch patrzenia, oceniania odległości, sprawdzania możliwości…</p>
<p>Naprawdę, weźcie to sobie do serca. Chwilą swojej nieuwagi zafundowałem małemu potworny ból a widok tych płatów schodzącej z dziecka skóry będzie mnie prześladował do końca życia. Szkoda, jaka stała się małemu mamy nadzieję uda się jakoś zaleczyć. Ale to póki co tylko nasza gorąca nadzieja.</p>
<p>Oddział, na którym leży Gucio to praktycznie same chłopaki. Widziałem może jedną dziewczynkę. Bardzo ale to bardzo uczulam rodziców małych chłopców, by zabezpieczyli swoje domy, meble, kuchnię przed maluchami. To najwidoczniej w nich tkwi, oni muszą wszystkiego dotknąć, wszystkiego spróbować, wszystko rozmontować i sprawdzić. Niechaj to robią na zdrowie i niechaj rozwijają swoje twórcze i ciekawe umysły. Ale to nasza, rodziców rola, by robili to w bezpiecznych warunkach. Ja oblałem ten egzamin z bycia rodzicem totalnie. Dla dobra własnych dzieci — zadbajcie o ich bezpieczeństwo już teraz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>30</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co tam się u nas wyprawia?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/02/co-tam-sie-u-nas-wyprawia/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/02/co-tam-sie-u-nas-wyprawia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Feb 2011 22:59:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=21647</guid>
		<description><![CDATA[Nie odzywałem się bardzo, bardzo długo. Ogromne przepraszam dla wszystkich (tych kilku raptem) zainteresowanych za to nieklepanie. Jak się okazuje jednak kogoś jeszcze losy tej naszej podstawowej komórki społecznej interesują i po kilku mailach z pytaniem „WTF, żyjecie?” pędzę z odpowiedzią: żyjemy. A życie nasze wyglądało ostatnimi czasy mniej więcej tak: Ja siedziałem wciąż w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/02/20110205-115907.jpg" width="240" />
		</p><p>Nie odzywałem się bardzo, bardzo długo. Ogromne przepraszam dla wszystkich (tych kilku raptem) zainteresowanych za to nieklepanie. Jak się okazuje jednak kogoś jeszcze losy tej naszej podstawowej komórki społecznej interesują i po kilku mailach z pytaniem „WTF, żyjecie?” pędzę z odpowiedzią: żyjemy. A życie nasze wyglądało ostatnimi czasy mniej więcej tak:</p>
<p>Ja siedziałem wciąż w robocie, z której wracałem totalnie zmęczony a ogólne znużenie ciągłym zapieprzem bez chwili wytchnienia rosło ostatnio w niepokojąco wysokim tempie.</p>
<p>U Dorophy jakiś ichni mądrala wpadł na pomysł cięcia kosztów i pomysł wykonał. W kraju takim jak Polska koszty tnie się w jeden tylko sposób: wywalając ludzi a reszcie dowalając zadania tych wywalonych. Jak stara chińska tradycja każe, trza przy okazji nieco wyśrubować normy więc w pewnym momencie miałem żonę-zombie bo…</p>
<p>Dzieciaki postanowiły nam nieco pochorować. O ile da Majek jeszcze chorował we w miarę cywilizowany sposób, o tyle Gutek dał ognia na całego. Gorączki, anginy, wywołane osłabieniem organizmu afty i zakażenia w pysku i gdzieś w głębi gardła spowodowały, że młody praktycznie przez tydzień nic nie jadł, wył jak potępieniec przy próbie wciśnięcia mu choćby łyżki wody o permanetnym niespaniu że już nie wspomnę. W efekcie rozgorączkowała mi się w pewnym momencie i żona i muszę przyznać, że pewnego dnia w domu mieliśmy skrzyżowanie szpitala z wariatkowem.</p>
<p>Ot i cała tajemnica naszego z sieci zniknięcia. Ale mam nadzieję, że wrócimy na dobre bo chyba czasu będę miał nieco więcej. Powód? A wymówienie w pracy dałem i od poniedziałku zaczyna mi się okres wypowiedzenia. Ano, poszedłem sobie z pracy precz. Powodów tej decyzji było sporo ale po jej podjęciu i wykonaniu widzę, że to była decyzja dobra. Co dalej? Nie wiem. Nagrywam sobie pracę, która mam nadzieję wypali bo byłoby to coś dla mnie w końcu innego acz na pewno nie nowego. Moja branża, zajęcie mocno w klimatach moich zainteresowań mediami (w tym społecznościowymi), rzecz wymagająca sporej pracy ale wydaje mi się, że fajnej. Założę firmę i poświadczę nieco usług, ot co :). Jeśli wypali i jakaś chemia między mną a firmą zaistnieje — będzie ciekawie.</p>
<p>Z innych newsów: Wpadła do nas babcia Wula, spakowała nasze starsze dziecko, wsadziła je w samolot i w towarzystwie Alinki (córy mojego brata Brzozy) wywiozła do Grecji na ferie. Cowieczorne skajpowanie z córą utwierdza nas w przekonaniu, że grecki odłam rodziny najwyraźniej za punkt honoru obrał sobie rozpuszczenie dzieciaków i spełnia wszelkie zachcianki dziewczynek. Oczywiście nie mamy nic przeciwko temu — młodej się należy nieco wolności i dopieszczenia, którego w codziennej bieganinie nie możemy jej dać zbyt wiele ale co się odbędzie prostowania błędów i wypaczeń… :)</p>
<div id="attachment_21646" class="wp-caption aligncenter" style="width: 235px"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/02/20110205-115907.jpg" title="Alinka i da Majek w sklepie z przebraniami"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/02/20110205-115907-225x300.jpg" alt="Alinka i da Majek w sklepie z przebraniami" title="Alinka i da Majek w sklepie z przebraniami" width="225" height="300" class="size-medium wp-image-21646" /></a><p class="wp-caption-text">Alinka i da Majek w sklepie z przebraniami</p></div>
<p>Guciowi choroba przeszła choć wciąż zaleczamy zakażenia i rany, które ma w pysku i w okolicach. Ważne, że odzyskał apetyt i humor i znów możemy cieszyć się naszym radosnym Gutkiem. Mówiąc szczerze młody ostro nadrabia tygodniowe zaległości w jedzeniu i ciężko nadążyć z wypełnianiem lodówki pod jego potrzeby. Trudno też przyzwyczaić się do tego, że młody wciąga dosłownie wszystko, co ma jakiś smak. Naprawdę muszę chować przed nim swój ser pleśniowy…</p>
<p>Ot życie. U nas się toczy mniej więcej właśnie tak.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/02/co-tam-sie-u-nas-wyprawia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To był ciężki tydzień</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Jan 2010 19:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4408</guid>
		<description><![CDATA[Nieźle, ostatni wpis na blogu miał miejsce siedem dni temu… Co się stało, że przez tydzień praktycznie tu nie zaglądałem i nie pisałem zwyczajowych głupot? Ano praca mnie dopadła. Ciężka, po 11–12 godzin dziennie siedzenia przed komputerem i składania różnych rzeczy na gwałt. Tydzień czegoś takiego potrafi wykończyć, powiadam Wam… Już niebawem rozpoczynają się ważne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nieźle, ostatni wpis na blogu miał miejsce siedem dni temu… Co się stało, że przez tydzień praktycznie tu nie zaglądałem i nie pisałem zwyczajowych głupot? Ano praca mnie dopadła. Ciężka, po 11–12 godzin dziennie siedzenia przed komputerem i składania różnych rzeczy na gwałt. Tydzień czegoś takiego potrafi wykończyć, powiadam Wam…</p>
<p>Już niebawem rozpoczynają się ważne dla firmy, w której robię, targi zwane <a href="http://www.budma.pl/pl/" title="Strona targów">Budma</a>. Jak co roku moje korpo bierze w nich udział choć na swój sposób — ostatnio zresztą coraz modniejszy wśród wielu firm. Zamiast bowiem wystawiać się na terenie targów, robi sobie ekspozycję z nowościami i miejsce spotkań w należącym do holdingu salonie <a href="http://www.maltatrading.pl/" title="Strona Malty Trading">Malta Trading</a>. Co roboty przy tych nowościach miałem, to moje…</p>
<p>W tydzień poskładałem kilka wydawnictw, w tym spory katalog (80 stron, nieźle) z panelami <a href="http://www.kronooriginal.com/" title="Strona podłogi">Krono Original</a> i zupełną nowość w ofercie — podłogi <a href="http://www.brilliancefloor.com/" title="Strona podłogi">Brilliance</a> (jak widzę wciąż wisi placeholder ale na targi powinna wystartować normalna strona). Brilliance doczekało się swojego katalogu, okołopodlogowych rzeczy w rodzaju pocztówek z dekorami i typowo ekspozycyjnych pierdół w stylu blend na ekspozytory. To samo z resztą dotyczyło kolekcji Krono Original, którą trzeba było okatalogować, okleić naklejkami, oblendować i zrobić te wszystkie setki pierdółek, które składają się na coś, co można nazwać ekspozycją. Nie wiem jakim cudem ale wygląda na to, że wszystko się uda i na dzień startu targów będzie gotowe.</p>
<p>Niestety koszt tej udanej (chyba) roboty jest dosyć wysoki — sporo stresu, mnóstwo siedzenia przed monitorem (iMac 24″ (ten starszy) ma jednak niezłą matrycę, oczy jakoś mi nie wypadły :)), sporo nerwów w kontaktach ze współpracownikami i ogólnie zadyma. Na szczęście z czasem chyba dochodzi się do wprawy i obrabiając już czwarty rok Budmę muszę przyznać, że siła każdej korpo to ludzie i tylko ludzie. Współpracuję z naprawdę świetnymi ludźmi, dzięki którym w ogóle to wszystko się jakoś turla.</p>
<p>W tematach rodzinnych ten tydzień to też mnóstwo ciężkiej pracy, tym razem dla Dorophy. Praktycznie sama (ja wracałem do domu późno i z jedynym marzeniem — walnąć się do wyra) opiekowała się dwójką chorych dzieciaków a chory Gutek to po prostu jakaś masakra na większą skalę. Nie mam pojęcia jak ona to wytrzymuje i jakim cudem tej dwójki po prostu nie zabija. Z Majką jeszcze jest spoko, przynajmniej do czasu, kiedy nie zaczyna jej się nudzić i kiedy nie zaczyna wpadać przez to na coraz to fajniejsze pomysły, by zwrócić na siebie uwagę. Ale Gutek… Oj, ten koleś to choleryk. I to wredny. Potrafi po prostu drzeć mordę nie wiadomo jak długo i doprowadzać tym do płaczu wszystkich w okolicy. Doskonale też wychodzi mu copółgodzinne budzenie się w nocy i — jakże by inaczej — darcie mordy, które jakimś cudem jeszcze nie doprowadziło Doroty do samobójstwa.</p>
<p>Jesteśmy zmęczeni. Wszyscy. To minie ale póki co jest średnio ciekawie. Jutro z samego rana nawiedzamy lekarzy (w międzyczasie jeden nawiedził nas, co skończyło się lekkim bankructwem) i zobaczymy, ile tym razem trzeba będzie zostawić w aptekach. Zaczynam powoli przekonywać się do homeopatii — wciskanie ludziom cukru wychodzi zdecydowanie taniej, niż wciskanie tych wszystkich zdobyczy nowoczesnej medycyny. Ot i powód popularności homeopatii — jedno opakowanie cukiereczków i już ma się czyste sumienie, że człowiek się leczy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Katar blues</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/12/katar-blues/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/12/katar-blues/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Dec 2009 20:36:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Głupota]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4162</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy z nosa ci się leje, Kiedy gardło cię boleje, Kiedy krzyż cię napierd***, Kiedy chustka jest za mała… Blues! To jest katarowy blues… Ani pograć, ni zapalić, Ani z gwinta wino walić, Blues! To jest katarowy blues… Jak widać — nie jest dobrze. Powiem więcej: jest fatalnie. Niby wszystko si, u mnie jakby spokojniej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Kiedy z nosa ci się leje,<br />
Kiedy gardło cię boleje,<br />
Kiedy krzyż cię napierd***,<br />
Kiedy chustka jest za mała…</p>
<p>Blues! To jest katarowy blues…<br />
Ani pograć, ni zapalić,<br />
Ani z gwinta wino walić,<br />
Blues! To jest katarowy blues…</p></blockquote>
<p>Jak widać — nie jest dobrze. Powiem więcej: jest fatalnie. Niby wszystko si, u mnie jakby spokojniej, wydzielin mniej ale zatkało mnie totalnie, uszy mam do wymiany, pocę się przy byle wysiłku a Doropha ma o wiele, wiele gorzej. Niestety o wolnym mogę tylko pomarzyć. W styczniu mam targi, na które mam przygotować dosłownie wszystko. Doropha ma dwa i pół etatu przy Gutku i Majce i ma zwyczajowo w plecy bardziej. O, a właśnie przez ramię mi rzekła, że zgubiła pensetę i robi się do tego brodata. Zaiste, kobiety są dziwne a ja zaczynam odkrywać jakim cudem giną mi moje maszynki do golenia :).</p>
<p>Istnienie wirusów to jawny dowód:<br />
– braku istnienia Boga<br />
– jego istnienia ale za to wrednej natury<br />
do wyboru…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/12/katar-blues/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dopadło i nas</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/11/dopadlo-i-nas/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/11/dopadlo-i-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2009 07:39:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4065</guid>
		<description><![CDATA[Jak kraj długi i szeroki, przez łąki i pola biegnie… Nie, nie fasola. Biegnie jakiś zafajdany wirus, którego kiedy w końcu dopadnę, wszystkie nibynóżki czy inne wypustki z wirusiej dupy powyrywam. Wirusy to stworzenia, które można określić jednym mianem: nieproszone skur***. Jasno, prosto i z mocą od samego wejścia do domu mówi się takim „won” [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak kraj długi i szeroki, przez łąki i pola biegnie… Nie, nie fasola. Biegnie jakiś zafajdany wirus, którego kiedy w końcu dopadnę, wszystkie nibynóżki czy inne wypustki z wirusiej dupy powyrywam.</p>
<p>Wirusy to stworzenia, które można określić jednym mianem: nieproszone skur***. Jasno, prosto i z mocą od samego wejścia do domu mówi się takim „won” a one i tak gdzieś się zalęgną, gdzieś się schowają, gdzieś przenikną i oczywiście wlezą w człowieka, mimo iż nie ma się na to najmniejszych chęci. Sukinsyństwo tych tworów i cała ich mroczna przewrotność polega jednak na tym, że atakują zazwyczaj tych, którzy raczej nie mogą im oddać. Tym sposobem najwięcej dostaje się dzieciakom, choć i starsi też potrafią solidnie oberwać.</p>
<p>W zeszły weekend zawitała u nas babcia Wula, która przybyła nieco nas wspomóc, nieco gospodarstwo domowe ogarnąć i chudobą się zająć. W jej rodzinnej Jeleniej Górze wszystko jeszcze było ponoć w porządku jednak po przekroczeniu naszego progu zaczął się koszmar babci Wuli, który skończył się soczystym L4, prześwietleniami krtani i czego tam jeszcze. Jesteśmy z Tobą babciu, walcz i wirusowych zasrańców się pozbądź.</p>
<p>Wirusy to jednak złośliwe bestie i zamiast zadowolić się samą babcią, postanowiły przeskoczyć sobie na da Majka, który dostał wczoraj gorączki a dzisiejszą nockę spędził z okładem na głowie i napompowany Nurofenem, bo przy 39 stopniach i lekkim nomen omen majaczeniu już się plwa na naturalne metody i funduje się dziecku solidną antyhomeopatię. Grzecznie siedziałem przy córce i ją poiłem, okład na głowie zmieniałem i ogólnie zafundowałem sobie pół nocki czuwania. Doropha w międzyczasie walczyła z Guciem, który to osobnik zafundował z kolei jej noc ciężką nad wyraz, ciągle jęcząc, marudząc i nie mogąc się do cycka dossać. Zdaje się, że młody zaczyna z kinola smarować a to już wzbudza nasze lekkie przerażenie, bo Gucio jest z tych mocno obciążających swoich rodziców i jeśli jeszcze do tego dojdzie choroba, to będzie już kompletnie pozamiatane.</p>
<p>Czekam teraz tylko na Dorophę a później i na swoją kolej. Bo mam dziwną pewność, że te zasrańce wirusy na dzieciakach nie skończą. A antyciało im w plecy! Nie damy się!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/11/dopadlo-i-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Majka! Masz kopa!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/05/majka-masz-kopa/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/05/majka-masz-kopa/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 May 2009 07:09:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3277</guid>
		<description><![CDATA[Jestem złym rodzicem. Wściekłym rodzicem. Zrobię swojemu dziecku o coś takiego: Zbutuję swoje dziecko, dam mu wycisk, przy którym katowanie mnie na treningach to pestka, wezmę swoją małą i przegonię w tę i nazad, tu i tam, siam i owam… Kopnę dzieciaka tak mocno, że zestarzeje się w locie. Wtłukę tak głęboko w glebę, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem złym rodzicem. Wściekłym rodzicem. Zrobię swojemu dziecku o coś takiego:</p>
<ul>
<li>Zbutuję swoje dziecko, dam mu wycisk, przy którym katowanie mnie na treningach to pestka, wezmę swoją małą i przegonię w tę i nazad, tu i tam, siam i owam…</li>
<li>Kopnę dzieciaka tak mocno, że zestarzeje się w locie.</li>
<li>Wtłukę tak głęboko w glebę, że dotrze do nieznanych pokładów polskiej ropy, gazu, berylu i germanu jednocześnie.</li>
<li>Wsiądę na ten nasz w cholerę niewygodny rower i będę ciągnął tę małą pokrakę na lince przez sto kilometrów z okładem. A potem zdechnę.</li>
<li>Zastrzelę, ożywię, zastrzelę raz jeszcze, ożywię ponownie, znów zastrzelę i zastanowię się nad ponownym ożywieniem (i założę się, że nie napiszą o mnie biblii).</li>
</ul>
<p>Oto co jej zrobię.</p>
<p>Podstawowe pytanie: <strong>dlaczego</strong>?</p>
<p>Wczoraj w robocie zadzwonił mnie telefon. Na wyświetlaczu pokazało się „Przedszkole Majki”. Już wiedziałem, że coś jest nie teges. „Panie Brzeziński, córka panu leży na podłodze i płacze strasznie, że ją ucho boli”… Praktyczna to skarb, który rzadko zawodzi — „Niech no pani ją z tej podłogi podniesie, posadzi w jakimś wygodnym miejscu i powie, że jesteśmy w drodze”. Kilka telefonów później nawiałem z roboty, Doropha ze swojej i ruszyliśmy każde w swoim kierunku — ja do przedszkola i szybko do szpitala, Doropha po dokumenty do domu i do szpitala, by tę wielką księgę z wszystkimi chorobowymi wyskokami da Majka w szpitalu pokazać, gdyby ktoś chciał się tym zainteresować.</p>
<p>W szpitalu interesować się  nie chcieli. Na dyżurze w kilka minut dosłownie dostaliśmy dyżurną panią laryngolog (niebrzydką laskę tak swoją ścieżką), która lekko oniemiała na widok histerii Majki. A tak, nasza córka reaguje po tych wszystkich swoich przejściach totalną histerią już dźwięk słowa „szpital”, o widoku białego kitla już nie wspominając.</p>
<p>Anyway, pani zajrzała w ucho, zrobiła „ojojojooooj”, zdiagnozowała solidne zapalenie i raz dwa błonę bębenkową przecięła. Później zapisała jakieś kuriozalne dawki dziwacznych leków a w „Wypisie z księgi głównej Izby Przyjęć” zapisała coś takiego (uwaga, jest hardcorowo i przepisane litera w literę):</p>
<blockquote><p>Wywiad:<br />
ból ucha lewego, katar (Majek nie miała kataru — po prostu płakała)<br />
gardlo niecoo zaczeriwneione, niezytowe, UL błona ębnkowa azcaeriwneione, katralna, uiwpyklona, wykonano paracnetze (+)<br />
UP; bez zmian</p></blockquote>
<p>I teraz najlepsze: <strong>laska nie była pijana!</strong> Nie wiem, na czym teraz na dyżurach jadą ale powinni zmienić dilerów, bo ci im jakiś szajs wciskają. Jak powiem, że jednym z przepisanych leczeń było „Cebiuon 3x109 kropli” to chyba sami już wiecie, jak popieprzony towar lekarze biorą. Taaa, już widzę Dorophę odliczającą 109 kropli, krzyczącą nagle z kuchni „kurwa, jebłam się!”. I to jakiegoś preparatu z witaminą C, który podaje się niemowlakom…</p>
<p>Apeluję do polskiej tak zwanej służby zdrowia! Uczcie się pilniej sukinsyny i — przede wszystkim — zmieńcie dilerów!</p>
<p>Po zwyczajowych przy zapaleniach gorączkach, po kolejnym przekonaniu się, że znajoma apteka dająca leki na samą obietnicę przytargania recept nieco później to dobro per se, po wydaniu blisko stówy na taksówki o lekarstwach nie wspominając, dochodzę do jednego wniosku:</p>
<p><em>Jestem złym rodzicem. Wściekłym rodzicem. Zrobię swojemu dziecku o coś takiego…</em></p>
<p>OK, wiem, to nie małej wina. No ale cholera mogłaby się wreszcie wziąć za siebie i jakąś odporność zbudować. Po tych wszystkich zabiegach i czym tam jeszcze, mogłaby wreszcie przestać zapadać na te zapalenia, wycieki, przecięcia itd… Bo co tu innego zrobić, jak nie nakopać swojej córce?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/05/majka-masz-kopa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zrobiłem dziś dobry uczynek</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/04/zrobilem-dzis-dobry-uczynek/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/04/zrobilem-dzis-dobry-uczynek/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Apr 2009 20:08:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3169</guid>
		<description><![CDATA[Wracałem dziś sobie z roboty, jak mam to w zwyczaju czynić co dzień (roboczy). Lazłem ja sobie grzecznie boczkiem chodnika, a to by nikomu nie zawadzać swoją głuchotą (dokanałówki plus iPod plus Junkie XL uodparniają na wszelkie czynniki zewnętrzne) i tak sobie idąc w pięknych okolicznościach przyrody widzę, jak gdzieś z boczku stoi sobie dziewczę. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wracałem dziś sobie z roboty, jak mam to w zwyczaju czynić co dzień (roboczy). Lazłem ja sobie grzecznie boczkiem chodnika, a to by nikomu nie zawadzać swoją głuchotą (dokanałówki plus iPod plus Junkie XL uodparniają na wszelkie czynniki zewnętrzne) i tak sobie idąc w pięknych okolicznościach przyrody widzę, jak gdzieś z boczku stoi sobie dziewczę. Dziwnie sobie stoi. Tak właściwie to wygląda, jakby chciało usiąść. A tak jeszcze właściwiej to wygląda, jakby za chwilę miało paść jak długie.</p>
<p>Słuchawki i iPod w bok i idę się pytać, czy coś się może aby stało.</p>
<p>Stało się. Po raz pierwszy w życiu spotkałem się oko w oko z kimś, kto chyba miał jakiś lekki atak epileptyczny. Stała przede mną dziewczyna, której jedna ręka latała dosyć intensywnie w górę i w dół, która miała widoczny problem ze skoncentrowaniem wzroku (oczy jej „biegały” na wszystkie strony) i której choroba pojeździła też nieco po umiejętności mówienia — wszelkie próby powiedzenia czegoś składnego kończyły się niekończącym się jąkaniem, które musiałem przerywać dosyć stanowczo.</p>
<p>Powiem Wam tyle: masakra. Nie, nie chodzi wcale o tę biedną, chorą dziewczynę ale chodzi o mnie, a właściwie o to, że nie mam bladego pojęcia jak w takich sytuacjach się zachować. Nic nie wiem o epilepsji, nie wiem jak wyglądać mogą jej ataki i co w ich przypadku robić. OK, każdy widział na filmach co się z ludźmi wyprawia przy tych atakach na całego, w tych momentach, z którymi najbardziej kojarzy się słowo <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Epilepsja" title="Kilka słów o padaczce">„padaczka”</a>. Ale całe spektrum mniej widowiskowych zachowań jest dla nas kompletnie obce. A najgorsze jest to, że nie mamy bladego pojęcia, co w takich wypadkach należy robić. Robiłem więc to, co uważałem za słuszne: przede wszystkim posadziłem dziewczynę na jakiejś ławce i gadałem do niej jak głupi przy okazji zmuszając ją do gadania, bo mimo iż nieskładne, zdecydowanie w widoczny sposób poprawiało jej kondycję i zdolność skupienia się na czymkolwiek. Po kilku głębszych wdechach i lekkim uspokojeniu całości mogłem już z niej wyciągnąć, że jest chora, że bierze leki (i tu kolejny stres — wyciągnęła z torebki całą garść różnych tabletek a ja nie miałem pojęcia, co z tym robić), że ma epilepsję i że jeśli jeszcze chwilę z nią posiedzę, to nie trzeba będzie wzywać lekarza (oj jak byłem gotów dzwonić — byłem już bliski lekkiej paniki z tej całej niemocy i niewiedzy). Posiedziałem, bo cóż można było innego zrobić? Atak powoli mijał, kolory na twarz wracały, ręka latała coraz mniej a chodzenie nie stanowiło jakiegoś większego problemu. Tylko jąkanie się ciągle było silne. Okazało się, że mieszka niedaleko więc odprowadziłem ją przed drzwi domu i polazłem dalej w cholerę.</p>
<p>Pewnie nigdy więcej nasze drogi się nie skrzyżują ale coś wyniosłem z tego spotkania. Przede wszystkim to, że choroby są straszne przede wszystkim dlatego, że nic o nich nie wiemy i nie mamy żadnego nawyku radzenia sobie z ich skutkami. Uczą nas w szkołach wszystkiego ale nie tego, jak pomóc komuś innemu… Nauczyłem się także, że rozmowa z chorym to podstawa. Peplałem ja, peplała i ona i dowiedziałem się, że zaczęła chorować w dzieciństwie, że różnie się to objawia i że niefajne toto jest a im dłużej mi opowiadała, tym spokojniejsza się robiła. Tylko z tym jąkaniem się nie mogła dać sobie rady.</p>
<p>Chyba zrobiłem dziś coś dobrego. Szkoda, że kompletnie nie miałem pojęcia, jak mógłbym pomóc bardziej/lepiej…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/04/zrobilem-dzis-dobry-uczynek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wracamy do żywych</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/04/wracamy-do-zywych/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/04/wracamy-do-zywych/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Apr 2009 20:05:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3096</guid>
		<description><![CDATA[Chciałoby się rzec po prostu — UFFFFFFF… Powoli mija nam zeszłotygodniowa trauma związana z zabiegiem da Majka. Nie obyło się oczywiście bez komplikacji i kolejnych chwil z duszą na ramieniu, takich atrakcji nasza córka raczej nam nie oszczędza niech ją szlag. Zapowiadało się ogólnie rzecz biorąc całkiem niewinnie — ot w czwartek Majkę ze szpitala [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chciałoby się rzec po prostu — <strong>UFFFFFFF</strong>…</p>
<p>Powoli mija nam zeszłotygodniowa trauma związana z zabiegiem da Majka. Nie obyło się oczywiście bez komplikacji i kolejnych chwil z duszą na ramieniu, takich atrakcji nasza córka raczej nam nie oszczędza niech ją szlag. Zapowiadało się ogólnie rzecz biorąc całkiem niewinnie — ot w czwartek Majkę ze szpitala wypisano i lotem koszącym do domu moje kobiety zjechały. Jakimś cudem Doropha nie padła jak długa a w piątek musiała się w końcu w pracy pojawić, by kicka w wiadomą część ciała nie dostać i z roboty po prostu nie wylecieć (choć w sumie z niej ciężarówka i mogą jej skoczyć :)). Tym sposobem zostałem piątkowym opiekunem Majki, co okazało się być zadaniem trudnym.</p>
<p>Córa do dziś ma spore problemy z łykaniem, co w piątek jeszcze oznaczało niechęć kompletną do jedzenia. Picia zresztą też. Efekt? Wmuszanie w dzieciaka zarówno jednego jak i drugiego, potężny z tym związany stres i coś mnie się kołaczące pod czachą, że chyba nie jest OK kiedy mała ma takie wypieki i to bez braku temperatury. Ale ta suka nie dała na siebie długo czekać. Jak Majkę trzepło, tak dosłownie w kilka minut temperatura skoczyła do ponad trzydziestu ośmiu stopni a młoda odjechała. Zdołałem w nią tylko wpompować Nurofen w solidnej dawce i mała zaliczyła gorączkowy odjazd. Spała (o ile można to nazwać snem) od jedenastej przed południem do prawie osiemnastej po południu a ja tylko bawiłem się termometrem by w końcu ufnąć na widok spadającego słupka rtęci.</p>
<p>Po tym gorączkowym strzale chyba się Majce poprawiło — nasza doktor Queen jak nazywamy naszą dojeżdżającą lekarkę, pooglądał, pobadała, nie stwierdziła jakichś płynów w różnych jamach i wyszło na to, że Majka dostała odłamkowym brakoodpornościowym. Niestety ale nasz szkrabek praktycznie nie ma odporności i po wyrżnięciu wszystkich tych migdałów oraz po założeniu drenów w uszach teraz będzie to nasze główne zadanie: odbudować małej odporność.</p>
<p>Grecjo! W tym roku przebywamy! Odbudowywanie odporności będzie bazowało na zdrowym trybie życia (nie ma to jak pół dnia siedzenia w morzu), zdrowiej diecie (Suflaki! Kalamarakia! Karpuzia! Elies! Feta! :)) no i oczywiście na wieczornym hartowaniu gardła przed chłodami (yay! LODYYYY!!! :)).</p>
<p>Ufff… Będzie dobrze…</p>
<p>Pomnik należy się mojej żonie aka Dorophie za całokształt i mojej mamci aka babci Wuli za ogromną pomoc, jaką nam tutaj od siebie ofiarowała. Nie mam pojęcia skąd te kobity biorą siły na walkę z choróbskami da Majka ale jakoś to robią. Faceci, naprawdę jesteśmy przy kobietach słabi…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/04/wracamy-do-zywych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego blog opustoszał?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/04/dlaczego-blog-opustoszal/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/04/dlaczego-blog-opustoszal/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Apr 2009 07:10:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3087</guid>
		<description><![CDATA[Od kilku dni praktycznie nie ma nas dla świata. Nie dzwonimy, nie odpowiadamy na maile a ja nie piszę nic na blogu. Rodzinkę naszą wzięło i od cywilizacji odcięło. Dlaczego? Majka miała wczoraj robiony zabieg/operację, która nie udała nam się ostatnim razem. Do sali operacyjnej wzięli ją z rańca a mnie nie było przy tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od kilku dni praktycznie nie ma nas dla świata. Nie dzwonimy, nie odpowiadamy na maile a ja nie piszę nic na blogu. Rodzinkę naszą wzięło i od cywilizacji odcięło. Dlaczego?</p>
<p>Majka miała wczoraj robiony zabieg/operację, która nie udała nam się <a href="http://costa.info.pl/2009/02/17/porazka/" title="Porażka">ostatnim razem</a>. Do sali operacyjnej wzięli ją z rańca a mnie nie było przy tym — znam opis zdarzeń z relacji Dorophy a owa relacja ograniczyła się w sumie do jednego: plastycznego przedstawienia tego, jak Majka bardzo bała się zabiegu. To nie był dla córy dobry dzień i lekki zabieg. Mała wpadła w histerię a po wcześniejszych doświadczeniach z kłuciem, krwią, zasłabieniami i czym tam jeszcze chyba jestem w stanie sobie wyobrazić, przez co przechodziła Doropha widząc naszą małą istotkę totalnie przerażoną. Majka bała się potwornie — ponoć trzęsła się niesamowicie, zęby dosłownie latały jej na wszystkie strony a ręce ani przez chwilę nie mogły spocząć. Małe, zaszczute bólem stworzonko…</p>
<p>Pokrojoną Majkę przywieziono do sali, władowano jej przeciwbólowy i pozwolono spać. Zaraz po robocie wylądowałem w szpitalu i mogłem się przekonać, że mała ma naprawdę przechlapane :/. Bardzo ciężko to przechodzi zarówno fizycznie jak i psychicznie — przede wszystkim ciągle jest przerażona i nie rozumie zbytnio co takiego złego zrobiła, że trzeba jej było sprawić tyle bólu. No po prostu serce się kraje a chęć walenia głową o ścianę to opcja sama przychodząca na myśl. Dziś rano ponoć wszystkie dzieciaczki z sali już całkiem szparko się czują i zaczynają dokazywać ale po Majce widać, jak wiele ją ta operacja kosztowała. Sińce pod oczami, ogromne osłabienie no i panika, która nie chce zbytnio odejść. Czeka nas ogromne zadanie wyprostowania młodej i przywrócenia jej wiary w świat.</p>
<p>Mojej żonie postawię pomnik. To, co ta kobieta wyczynia, mnie przerosłoby już dawno. Nie wiem skąd Dorcia bierze na to wszystko siły…</p>
<p><strong>EDIT:</strong> rodzinko (a może i ktoś to czytający) — podeślij no Majce z dwa słowa otuchy. Bardzo mała lubi dostawać maile i pewnie się ucieszy gdy coś w skrzynce zastanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/04/dlaczego-blog-opustoszal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chorujemy nawiedzeni przez babcię</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/03/chorujemy-nawiedzeni-przez-babcie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/03/chorujemy-nawiedzeni-przez-babcie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Mar 2009 16:39:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2970</guid>
		<description><![CDATA[Jak widać na dłuższy moment przyszło mi odejść od klawiatury. Ano, choróbska nas rodzinnie trapią a prócz tego dopadł nas i dopust boży w postaci mojej mamuśki, która wzięła i się nam na chore głowy zwaliła w drodze powrotnej z Warszawy do Jeleniej Góry. OK, żartuję sobie teraz — babka zwyczajowo uratowała nam tyłki napełniając [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak widać na dłuższy moment przyszło mi odejść od klawiatury. Ano, choróbska nas rodzinnie trapią a prócz tego dopadł nas i dopust boży w postaci mojej mamuśki, która wzięła i się nam na chore głowy zwaliła w drodze powrotnej z Warszawy do Jeleniej Góry. OK, żartuję sobie teraz — babka zwyczajowo uratowała nam tyłki napełniając lodówkę po brzegi, wprowadzając do domu rozwalonego podłym chorobowym morale ruch, gwar, harmider i przeświadczenie, że chorowanie jest do bani bo przecież tak dużo się dzieje i tak wielkie mamy plany, które tylko czekają na realizację.</p>
<p>Słowem — ta już niepierwszej młodości niewiasta wzięła i nam bateryjki naładowała nieco. Dalibóg nie mam pojęcia jak ona to robi ale energię ma cholera jedna niespożytą i kręci się wciąż jako ten owsik. Jak mój starszy z nią te wszystkie lata wytrzymał? Pewnie zachowując olimpijski spokój i ciągle uzupełniając barek. Serio, przy babci Wuli można wpaść w jakieś hiperaktywne kompleksy. Zadziwiająca kobieta…</p>
<p>Doropha smara tak zawodowo, że zaczynam myśleć o otworzeniu warsztatu i usługach smarowniczych. Ma smaru pokłady niezmierzone, ba! połacie całe, ba! pola wręcz ogromne smaronośne! Nie jestem w stanie uwierzyć, że czyjeś górne drogi oddechowe mogą być aż taką fabryką smaru i przy okazji że można żyć będą aż tak owym smarem zaplombowanym.</p>
<p>Majka ma już serdecznie dosyć siedzenia w domu i w związku z tym dostaje na łeb. Równo i po całości. Wczoraj ułożyła puzzle z 300 elementów. Choroba jak widać przerzuca się z dróg oddechowych na głowę: czy ktoś normalny ze swojej własnej woli mając pięć lat wziąłby się za układanie niemałych puzzli??? Jezu, moje do tej pory największe osiągnięcie puzzlowe to ułożenie czegoś z setki elementów. Przy większych ilościach puzzle lądowały nieodmiennie w koszu jako zajęcie głupie i nudne. Zaczynam dostrzegać jak nieskończone pokłady znudzenia siedzeniem w domu ma nasza córa i serdecznie jej współczuję. Pięciolatek powinien brykać all day long z kumplami i koleżankami a nie siedzieć w domu z chorymi pierdzielami, czyli rodzicami.</p>
<p>A ze mną coraz lepiej. Dziś kolejna gorąca kąpiel w rozgrzewających olejkach powinna dokonać dalszego uporządkowania spraw w cielsku. Widzę już pierwszy minus chorowania — brzuch rośnie, co w konfrontacji z wypełnieniem lodówki przez babcię nie wróży niczego dobrego.</p>
<p>Ważne, że humor dopisuje choć robi się coraz bardziej fatalistycznie. Jeeez, ale bym zabrał całą tę moją bandę do kina z okazji dnia kobiet…</p>
<p>Babcie, cioteczki, siostrzyczki oraz wszystkie to czytające — z okazji dnia kobiet życzę wszystkiego naj! Bądźcie nadal tak piękne i kobiece, jak już jesteście.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/03/chorujemy-nawiedzeni-przez-babcie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>No i mamy lazaret</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/03/no-i-mamy-lazaret/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/03/no-i-mamy-lazaret/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Mar 2009 18:01:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2829</guid>
		<description><![CDATA[OK, co u nas tak właściwie słychać? Ano Doropha naświetliła nieco wczoraj naszą aktualną zdrowotną sytuację. Wygląda ona mniej więcej tak: Doropha kaszle, ma zatkaną każdą dziurkę oraz robi za mały, ledwo przenośny (chciałbym zobaczyć asa, który moją żonę dźwiga „lekko” :)) grzejnik. Majka czuje się z nas wszystkich najlepiej, czym doprowadza nas do bólu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>OK, co u nas tak właściwie słychać? Ano Doropha naświetliła nieco wczoraj naszą aktualną zdrowotną sytuację. Wygląda ona mniej więcej tak:</p>
<ul>
<li>Doropha kaszle, ma zatkaną każdą dziurkę oraz robi za mały, ledwo przenośny (chciałbym zobaczyć asa, który moją żonę dźwiga „lekko” :)) grzejnik.</li>
<li>Majka czuje się z nas wszystkich najlepiej, czym doprowadza nas do bólu — próbował ktoś w zaawansowanej grypie zorganizować czas pięciolatkowi? Chętnych jak widzę nie widzę :).</li>
<li>A ja byłem dziś u pani doktór naszej rodzinnej — zostałem opukany, oglądnięty, osłuchany i w ogóle. Pani się spytała, co mi. Odpowiedziałem, że tak ogólnie to chyba niewiele ale mnie wszystko napierdala tak bardzo, że oddychać ciężko. Coś tam jeszcze mi opukała, poszczypała, ja usłużnie pojęczałem i dostałem furę wolnego, które mam wyleżeć koniecznie. Coś mam z „tkankami miękkimi” a znaczy to w praktyce mniej więcej tyle, że boli. Wszędzie tam, gdzie jest miękko. Painkiller zażyty więc jest na razie OK. Modlę się o laptopa bo siedzenie przed monitorem nawet na painkillerze jest do dupy. Ustaliliśmy z panią doktór, że to nie tylko wina chorej rodziny a raczej wpływ radośnie podkręconej klimy w mojej pracy, której nijak skręcić nie mogę, zgłoszenia o zbyt dużym grzaniu lądują w koszu a efekt jest taki, że siedząc w lutym z pootwieranymi na oścież oknami z powodu gorąca, coś mnie się w cielsku zepsuło. Tak więc drogi pracodawco — jeśli to czytasz — dzięki za długie L4 ale tak ogólnie to jeśli chcesz mi wolne zafundować, wolałbym w nieco innej formie.</li>
</ul>
<p>Tak to mniej więcej u nas teraz wygląda. Jakoś jutro przyjeżdża do nas babcia Wula. Ciekawe, co prócz długów stąd wywiezie :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/03/no-i-mamy-lazaret/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przyjszła w gości suka jedna</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/03/przyjszla-w-gosci-suka-jedna/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/03/przyjszla-w-gosci-suka-jedna/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Mar 2009 08:28:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2808</guid>
		<description><![CDATA[O kim mowa? Oczywiście o zarazie najgorszej pod Słońcem, dla niepoznaki zwanej grypą. Przyszła i zamieniła nam mieszkanie w lazaret. Najpierw dopadło da Majka, który załapał wirusy w przedszkolu będąc. Da Majek chyba idzie na pobicie jakiegoś rekordu bo pochodził do przedszkola dni raptem cztery, z czego ten ostatni zaliczył gorączką co się zowie. Wirusy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O kim mowa? Oczywiście o zarazie najgorszej pod Słońcem, dla niepoznaki zwanej grypą. Przyszła i zamieniła nam mieszkanie w lazaret.</p>
<p>Najpierw dopadło da Majka, który załapał wirusy w przedszkolu będąc. Da Majek chyba idzie na pobicie jakiegoś rekordu bo pochodził do przedszkola dni raptem cztery, z czego ten ostatni zaliczył gorączką co się zowie.</p>
<p>Wirusy to podłe i przebiegłe bestie i doskonale wiedzą, że najlepiej atakować cele praktycznie bezbronne. No i chop przeskoczyły na Dorophę, która Aliena w łonie nosząc raczej żadnych silnych dragów przyjąć nie może. Dorcia wygląda jak nieszczęście, marudzi tak bardzo, że już się wytrzymać nie da (acz wczoraj głównie spała rozwalona chorobą).</p>
<p>Z Dorophy przeskoczyło oczywiście i na mnie, o czym <a href="https://twitter.com/costa_mm/status/1274489290" title="Twitterowy wpisik o początku choróbska">donosiłem już wczoraj</a>. To, co wczoraj się zaczynało, właśnie rozkwita i tak se myślę, że czas na pierwsze od bardzo dawna L4. Łamie mnie, dreszcze chodzą, choć ni smarka, ni kaszlu póki co nie stwierdzono.</p>
<p>Fak :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/03/przyjszla-w-gosci-suka-jedna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Porażka…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/02/porazka/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/02/porazka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Feb 2009 16:46:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2649</guid>
		<description><![CDATA[Jedni piszą trójksięgi, inni kręcą trójfilmy, my odstawiamy trójwpisy. Tym wpisem podsumowuję i kończę historię naszego szpitalnego wypadu w celu usunięcia damajkowych migdałów połączonego z założeniem dousznych drenów. Zaczęło się zwyczajnie, czyli wyjazdem na umówiony Zabieg. Na miejscu okazało się, że doktor, do którego byliśmy umówieni, u którego obowiązkowo wcześniej wydaliśmy pieniądze na „prywatną” konsultację [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jedni piszą trójksięgi, inni kręcą trójfilmy, my odstawiamy trójwpisy. Tym wpisem podsumowuję i kończę historię naszego szpitalnego wypadu w celu usunięcia damajkowych migdałów połączonego z założeniem dousznych drenów.</p>
<p>Zaczęło się zwyczajnie, czyli wyjazdem na umówiony <a title="No to jedziemy na Zabieg" href="http://costa.info.pl/2009/02/16/zabieg/">Zabieg</a>. Na miejscu okazało się, że doktor, do którego byliśmy umówieni, u którego obowiązkowo wcześniej wydaliśmy pieniądze na „prywatną” konsultację i badanie, wziął i sobie na wakacje pojechał. Troszkę nas to osłupiło bo przecież do jasnej cholery nie po to chyba się ludziom dupę zawraca i z nimi umawia na terminy, by później se wyjechać. Srał go pies, machnęliśmy na to ręką i zostaliśmy mając nadzieję, że jeśli jest duży szpital, to znajdzie się ktoś, kto nam dzieciaka zoperuje.</p>
<p>No i tym sposobem zostaliśmy <a title="W szpitalu" href="http://costa.info.pl/2009/02/16/w-szpitalu/">w szpitalu</a>. W szpitalu panował generalny chaos, atmosfera „aleosochodzi, gdzie ja mam teraz i z czym iść?” i gdyby nie fenomenalny skład pokoju, w którym sobie Majka zamieszkała, byłaby dolina na maksa. Trzeba przyznać, że pokój był wykręcony, dzieciaki przewesołe, rodzice po pierwszym spięciu wzięli i się rozpięli i chichraliśmy się równo. Wieczorową porą zjechałem do domu zostawiając Dorophę na placu boju.</p>
<p>Dziś rano zafundowali Majce i Dorocie wczesny start, łyknięcie tablety i pierwsze miejsce w kolejce do zabiegów. Majka tabletę wzięła, na wózek ja wsadzono i jazda na salę. Dziesięć minut później przyjeżdża ktośtam z córką z orzeczeniem, że anestezjolog nie godzi się na operowanie młodej a to z przyczyny kaszlu i szmerów osłuchowych.</p>
<p>Cały nasz ten wysiłek członek strzelił. Wszystko poszło się o kant dupy walić, bo jak przyznała później pani anestezjolog, gdyby miała aktualne badania może i mogłaby na ich podstawie podjąć inną decyzję ale jako że badania były sprzed miesiąca, nie mogła ryzykować zdrowia dziecka. Problem w tym, że dnia poprzedniego byliśmy u innej pani anestezjolog, mówiliśmy głośno i wyraźnie o tym, że badania mają już miesiąc i przydałoby się zrobić nowe ale panienka stwierdziła, że są jak najbardziej aktualne i nie trzeba nowych robić.</p>
<p>Kolejny termin — 30-go marca.</p>
<p>Gdy mi to dziś rano Doropha przez telefon powiedziała po prostu wpadłem w furię. Gdyby mi durny kot w tym momencie nawinął się pod rękę zginąłby najpewniej. I to straszną śmiercią. Wjechałem do roboty, wysłałem kilka maili, wziąłem wolne i poleciałem zobaczyć, co się w tym szpitalu wyprawia. Po wizycie u ordynatora (strasznie dobry człowiek tak swoją drogą) ochłonąłem nieco i oklapłem. Doropha oklapła już wcześniej. Po prostu system nas przerósł acz widzimy, że coś się zmienia — teraz burdel organizacyjny przykrywany jest dużą dawką szczerego pozytywnego nastawienia i chęci niesienia pomocy.</p>
<p>Ta więc porażka na całej linii, potworny zawód i zwis luźny męski. Dolina, dno i metr mułu. Jedyne, co trzyma nas przy życiu to wizja pierogów, jakie przyjadą już jutro nad ranem wraz z moją teścióweczką, która przybywa nieść pomoc i podnosić nas na duchu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/02/porazka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W szpitalu…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/02/w-szpitalu/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/02/w-szpitalu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Feb 2009 19:15:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2645</guid>
		<description><![CDATA[No i wylądowaliśmy w szpitalu. Polski system opieki medycznej przewiduje, że aby móc się dostać do szpitala, należy wpierw odbyć pielgrzymkę po różnych lekarzach, z których najgorzej ma lekarz rodzinny bo wychodzi na to, że tylko jemu się nie płaci. Co prawda szpital też nic póki co nas nie kosztuje ale na to „nic” składamy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i wylądowaliśmy w szpitalu. Polski system opieki medycznej przewiduje, że aby móc się dostać do szpitala, należy wpierw odbyć pielgrzymkę po różnych lekarzach, z których najgorzej ma lekarz rodzinny bo wychodzi na to, że tylko jemu się nie płaci. Co prawda szpital też nic póki co nas nie kosztuje ale na to „nic” składamy się co miesiąc w kwotach niemałych. </p>
<p>Majka rozpoczęła dziarsko — już w poczekalni do rejestracji poznaliśmy dwie dziewczynki, z którymi wygłodniała kontaktów z dziećmi córa się skumplowała. Później spotykaliśmy się na kolejnych etapach szpitalnego hadżdżu — w poczekalni do badań kwalifikacyjnych, w poczekalni do rejestracji szpitalnej i w poczekalni do przyjęć na oddział szpitalny. W szpitalach jak widać głównie się czeka :). </p>
<p>Ostatecznie towarzystwo wylądowało w jednej sali a widząc, jak peplało toto przed zakwaterowaniem, mam jak najgorsze przeczucia dotyczące ciszy i spokoju. Majka dostała jakiegoś szwungu strasznego i kopa energetycznego — biega, skacze, lata, fruwa… Tak to jest, kiedy wyjdzie się wreszcie z więzienia, jakie zafundowaliśmy małej przed zabiegiem. Raz nas już spod sali operacyjnej cofano bo młoda oczywiście musiała zachorować. Dlatego teraz zarządziliśmy młodej kwarantannę, którą mała zniosła dzielnie ale miała już serdecznie jej dosyć i stąd chyba ta hiperaktywność. </p>
<p>Gdy to piszę jest południe i Majka trafiła na badania słuchu. Przed nią jeszcze konsultacje u anestezjologa i sprawdzenie, czy aby na pewno młoda dzielnie zniesie narkozę. Poza tym mamy lekki chaos z panią pielęgniarką, która najwidoczniej niezbyt chwyta, co się wokół niej dzieje i kto gdzie leży. Coś babka bierze ale dalibóg nie wiem co. Coś, co na pewno upośledza pamięć krótkotrwałą.</p>
<p>… Później …</p>
<p>OK, godzina 14:10 — Majka idzie na wizytę u anestezjologa. Jak się okazuje, to najważniejsza persona w całym tym młynie. I orzekła, że młodą można ciąć. Yeah! Anglosasi mają swoją bloody Mary a u nas będzie krwawa Majka!</p>
<p>… Później …</p>
<p>Godzina 15:30 — Doropha wraca do domu przygotować jakieś żarcie oraz siebie samą do nocnego czuwania. Szlag, nie można przy dzieciaku się położyć więc czeka żonkę noc na krześle albo w jakiejś innej pozycji. Patrzę nieufnie na sąsiada i jego wygodny materac dmuchany. Coś wisi w powietrzu…</p>
<p>… Później …</p>
<p>Godzina 20.06 — wlazłem do domu i robię sobie pierwsze dziś pożywanko. Jutro zmienię żonę zaraz po pracy ale już teraz jej współczuję. Majkę zakwalifikowano do cięcia i z rańca zacznie się młyn. Po nieczuleniu młoda pewnie będzie dochodziła do siebie jakiś czas a później zaczną się płacze, że boli, że przełykać nie idzie i że sznurki z uszu wystają. Przeżyjemy.</p>
<p>Co mnie rozwaliło — Majce się w szpitalu… <strong>Spodobało</strong>! Tak, to „wina” koleżanek i ogólnie mocno imprezowej atmosfery w pokoju. Kaman, szóstka dzieciaków w mniej więcej podobnym wieku po prostu musi przewracać oddział do góry nogami. No i przewraca tak lekko — ostatnio dzieciaki skradały się po indiańsku by uciec z oddziału. Wcześniej nieco wycyganiły od pielęgniarek takie rękawiczki gumowe, kazały sobie nadmuchać i odbyły się zawody w dojeniu. Fak, sam wziąłbym w nich udział, gdyby nie pozostali dorośli nieco mnie tremujący :). Poza tym niestety szpitalna nuda i niewiele więcej.</p>
<p>Dzięki za trzymanie kciuków! Oby tak dalej — to przynosi efekty! Byliśmy pewni, że małą znów uwalą na starcie i znów trzeba będzie termin przekładać. Na szczęście wygląda na to, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/02/w-szpitalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabieg…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/02/zabieg/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/02/zabieg/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Feb 2009 05:10:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=2643</guid>
		<description><![CDATA[Cholera, to już dziś. Zaraz pakujemy Majkę w taksówkę i jedziemy czynić Zabieg. Taaak, właśnie ten Zabieg, o którym swego czasu pisałem. No niestety, ostatnim razem się nie udało — Majki nie chcieli w szpitalu zatrzymać bo była chora i nikt by jej do Zabiegu nie uśpił. Dziś mamy nadzieję, że po przebadaniu okaże się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cholera, to już dziś. Zaraz pakujemy Majkę w taksówkę i jedziemy czynić Zabieg. Taaak, właśnie ten Zabieg, o którym <a title="Czekanie na Zabieg" href="http://costa.info.pl/2009/01/13/doropha-w-nerwach-ja-lekko-przestraszony/">swego czasu pisałem</a>. No niestety, ostatnim razem się nie udało — Majki nie chcieli w szpitalu zatrzymać bo była chora i nikt by jej do Zabiegu nie uśpił. Dziś mamy nadzieję, że po przebadaniu okaże się, że Majka dostaje zielone światło do wycięcia wszystkiego, co tam mają jej wyciąć. Czasowo wyglądałoby to mniej więcej tak: dziś badania i przyjęcie na oddział, jutro wycinanko, pojutrze (jeśli nie będzie jakichś odpukać problemów) zabieramy dzieciaka do domu.</p>
<p>Doropha jest przerażona. Ja w miarę spokojny ale też coś mnie chwyta. Zobaczymy jak będzie na miejscu i — co ważne bo Majka ma traumę po siedzeniu w szpitalu związanym z zapaleniem stawów — czy nie będzie się wstrętów czyniło rodzicom w temacie zostawania z dzieckiem. Będą wstręty? Spieprzamy stamtąd w podskokach i zbieramy na prywatną klinikę w Kajetanach. W tym popieprzonym kraju wszystkiego można się spodziewać po jeszcze bardziej od kraju popieprzonej służbie zdrowia.</p>
<p>Trzymajcie kciuki!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/02/zabieg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>dentysta ale (o dziwo) nie sadysta :)</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/03/dentysta-ale-o-dziwo-nie-sadysta/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/03/dentysta-ale-o-dziwo-nie-sadysta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Nov -0001 00:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Blues]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[jak to wiele zależy od człowieka… nie tak dawno temu pisałem, że tegoż bloga poczytuje sobie dentysta mojej żony (znaczy się, że mój także :)) i że ogólnie zacny z niego człowiek. ma ten specyficzny dar: taki np. spanikowany koleś jak ja widząc te wszystkie metalowe rzeczy, które na pewno służą tylko do czynienia bólu, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>jak to wiele zależy od człowieka… nie tak dawno temu pisałem, że tegoż bloga poczytuje sobie dentysta mojej żony (znaczy się, że mój także :)) i że ogólnie zacny z niego człowiek. ma ten specyficzny dar: taki np. spanikowany koleś jak ja widząc te wszystkie metalowe rzeczy, które na pewno służą tylko do czynienia bólu, w najnormalniejszym odruchu na świecie powienien z gabinetu zwiewać im dalej, tym lepiej. dar tegoż człowieka polega na tym, że najzwyczajniej w świecie jakimś cudem zmusza oblanego potem kolesia do spokojnego klapnięcia na fotelu i rozwarcia szczęk na oścież. to jakiś fenomen natury jest, ot co.</p>
<p>dziś papa costa po raz pierwszy od wielu, wielu lat zawitał u dentysty. strachał się okrutnie, przygotowany był na użycie siły w samoobronie ale… jakimś cudem wylazł zadowolony, uśmiechnięty, z planem leczenia rozłożonym na kilka najbliższych tygodni i wcale ale to wcale nie obawiający się przyszłotygodniowej krwawej jatki, jaka go czeka. trzeba pousuwać to i owo, powymieniać tamto i owamto, przeczyścić siamto i już papa costa będzie mógł reklamować pasty do zębów. coś niewiarygodnego… ten lęk przed dentystami to chyba po lekturze <b>maratończyka</b> mi został. to zdaje się w tej książce znajduje się szczegółowo opisana scena przesłuchania za pomocą wiertła dentystycznego. jeśli nie w tej to sorry, tak jakoś mi się po głowie kołata.</p>
<p>jak to jednak wiele od człowieka zależy… byłem przygotowany na stany przedzawałowe a tu luz, blues i ogólna sympatia do świata. cię choroba, zmanipulował mnie doktor. musi być należy do układu :).</p>
<p>dzięki doktorku! takie wsparcie jest niektórym strajchałom potrzebne…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/03/dentysta-ale-o-dziwo-nie-sadysta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>wirus atakuje. i to solidnie.</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/02/wirus-atakuje-i-to-solidnie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/02/wirus-atakuje-i-to-solidnie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2006 05:42:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[doropha chora. da majek chory. ja jeszcze się trzymam choć dalibóg nie wiem jak przy tak zmasowanym ataku. doropha rozpoczęła jakoś w środku tygodnia. objawy takie jak zwykle: gorączka, ogólne osłabienie i takie tam. problem pojawił się dnia następnego, kiedy to gorączka za diabła odejść nie chciała. i tak, drodzy moi, moja żona gorączkuje w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>doropha chora. da majek chory. ja jeszcze się trzymam choć dalibóg nie wiem jak przy tak zmasowanym ataku.</p>
<p>doropha rozpoczęła jakoś w środku tygodnia. objawy takie jak zwykle: gorączka, ogólne osłabienie i takie tam. problem pojawił się dnia następnego, kiedy to gorączka za diabła odejść nie chciała. i tak, drodzy moi, moja żona gorączkuje w sumie do dziś, choć już nie tak intensywnie. wyjątkowo wściekła mutacja wirusiska. zafundowała jej coś z oskrzelami.</p>
<p>w sobotę wirusiko przypuściło szturm na da majka. 39 stopni i takie tam… wpadł do mnie kolega (greetz moli!), który na widok mnie ścierającego wymioty da majka z podłogi nieco chyba zbladł :). oj tak, dopadło naszą małą pociechę okrutnie. eeeh, a miało być tak pięknie, na spacerek mieliśmy iść, ja w piątek w erpegi grać miałem… :/</p>
<p>chyba zacznę prowadzić jakieś statystyki zachorowalności w naszej rodzinie. no to nie jest normalne, że średnio co dwa tygodnie któraś z lasek coś łapie, potem tydzień z okładem łażenia po doktorach, smarkania i beczenia i za dwa tygodnie powtórka z rozrywki.</p>
<p>dolina :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/02/wirus-atakuje-i-to-solidnie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>powalony dzień</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/02/powalony-dzien/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/02/powalony-dzien/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2006 05:32:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[wczoraj to był dopiero powalony dzień… zaczęło się niewinnie, czyli od spóźnienia do roboty (jakoś zawsze się spóźniam cholera), potem kończyłem przeprowadzkę swojego biura (o tym w następnym wpisie będzie) i instalowałem sprzęt. bite półtorej godziny ciągnięcia kabli i robienia rzeczy różnych, by cała ta elektronika nie wyglądała tak paskudnie jak wygląda od dupy strony, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>wczoraj to był dopiero powalony dzień… zaczęło się niewinnie, czyli od spóźnienia do roboty (jakoś zawsze się spóźniam cholera), potem kończyłem przeprowadzkę swojego biura (o tym w następnym wpisie będzie) i instalowałem sprzęt. bite półtorej godziny ciągnięcia kabli i robienia rzeczy różnych, by cała ta elektronika nie wyglądała tak paskudnie jak wygląda od dupy strony, czyli od tylniej strony obudowy komputera. łojezu ile tych kabli się tam wala… telefony oczywiście cały czas dzwoniły bo przecież po tygodniu nieobecności w pracy nazbierało się tematów do na-ty-chmia-sto-we-go przygotowania od pyty i jeszcze trochę.</p>
<p>w sumie 10 godzinek stukania. w międzyczasie telefon od dorophy — coś źle się czuję i mam zadbać o prowiant i lekarstwa. okidoki, to żaden problem. problemem okazała się być dorophowa przypadłość: 39 stopni, żona mi słabła ponoć i odjeżdżała w chałupie totalnie. no to wracam do domu, robię te cholerne zakupy (kolejny telefon od żonki, która już po prostu nie może być dłużej aktywna i zwracać uwagę na rozrabiającego da majka). szybciej!</p>
<p>apteka, kilka lekarstw, powrót do domu. żona leży kompletnie rozłożona chorobą, gorączka wali pod niebiosa. wygoniłem ją do drugiego pokoju coby mi się córa nie zaraziła. i się cholera zaczęło. da majek dostał po prostu spazmów z okazji pójścia mamy precz.</p>
<p>sytuacja ogólna była w pewnym momencie nieciekawa: ja zmęczony po robocie okrutnie, da majek wyjący jak potępieniec i zanoszący się szlochem strasznym, w pokoju obok żona wyjąca takoż bo słyszała wycia małej, kupa rzeczy do zrobienia (nakarmić, napoić, wykąpać, zająć się) a mnie ręce opadły całkowicie bo po dziesięciu godzinkach intensywnego dosyć klikania nie miałem już siły na nic więcej. chciałem w pewnym momencie strzelać, krzyczeć i śmiać się jednocześnie.</p>
<p>masakra, nie cierpię takich dni :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/02/powalony-dzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

