Archiwa dla tagu: Choroba

Dlaczego blog opustoszał?

Od kilku dni prak­tycz­nie nie ma nas dla świata. Nie dzwo­nimy, nie odpo­wia­damy na maile a ja nie piszę nic na blogu. Rodzinkę naszą wzięło i od cywi­li­za­cji odcięło. Dlaczego? Majka miała wczo­raj robiony zabieg/operację, która nie udała nam się ostat­nim razem. Do sali ope­ra­cyj­nej wzięli ją z rańca a mnie nie było przy tym — znam opis zdarzeń […]

15 Komentarzy  Czytaj →

Chorujemy nawiedzeni przez babcię

Jak widać na dłuż­szy moment przy­szło mi odejść od kla­wia­tury. Ano, cho­rób­ska nas rodzin­nie tra­pią a prócz tego dopadł nas i dopust boży w postaci mojej mamuśki, która wzięła i się nam na chore głowy zwa­liła w dro­dze powrot­nej z Warszawy do Jeleniej Góry. OK, żar­tuję sobie teraz — babka zwy­cza­jowo ura­to­wała nam tyłki napeł­nia­jąc lodówkę po brzegi, wpro­wa­dza­jąc do domu […]

9 Komentarzy  Czytaj →

No i mamy lazaret

OK, co u nas tak wła­ści­wie sły­chać? Ano Doropha naświe­tliła nieco wczo­raj naszą aktu­alną zdro­wotną sytu­ację. Wygląda ona mniej wię­cej tak: Doropha kaszle, ma zatkaną każdą dziurkę oraz robi za mały, ledwo prze­no­śny (chciał­bym zoba­czyć asa, który moją żonę dźwiga „lekko” :)) grzej­nik. Majka czuje się z nas wszyst­kich naj­le­piej, czym dopro­wa­dza nas do bólu — pró­bo­wał ktoś […]

3 Komentarzy  Czytaj →

Przyjszła w gości suka jedna

O kim mowa? Oczywiście o zara­zie naj­gor­szej pod Słońcem, dla nie­po­znaki zwa­nej grypą. Przyszła i zamie­niła nam miesz­ka­nie w laza­ret. Najpierw dopa­dło da Majka, który zała­pał wirusy w przed­szkolu będąc. Da Majek chyba idzie na pobi­cie jakie­goś rekordu bo pocho­dził do przed­szkola dni rap­tem cztery, z czego ten ostatni zali­czył gorączką co się zowie. Wirusy to podłe i prze­bie­głe bestie i dosko­nale wiedzą, […]

3 Komentarzy  Czytaj →

Porażka…

Jedni piszą trój­k­sięgi, inni kręcą trój­filmy, my odsta­wiamy trój­w­pisy. Tym wpi­sem pod­su­mo­wuję i koń­czę histo­rię naszego szpi­tal­nego wypadu w celu usu­nię­cia damaj­ko­wych mig­da­łów połą­czo­nego z zało­że­niem dousz­nych dre­nów. Zaczęło się zwy­czaj­nie, czyli wyjaz­dem na umó­wiony Zabieg. Na miej­scu oka­zało się, że dok­tor, do któ­rego byli­śmy umó­wieni, u któ­rego obo­wiąz­kowo wcze­śniej wyda­li­śmy pie­nią­dze na „pry­watną” kon­sul­ta­cję i bada­nie, wziął i sobie na […]

10 Komentarzy  Czytaj →

W szpitalu…

No i wylą­do­wa­li­śmy w szpi­talu. Polski sys­tem opieki medycz­nej prze­wi­duje, że aby móc się dostać do szpi­tala, należy wpierw odbyć piel­grzymkę po róż­nych leka­rzach, z któ­rych naj­go­rzej ma lekarz rodzinny bo wycho­dzi na to, że tylko jemu się nie płaci. Co prawda szpi­tal też nic póki co nas nie kosz­tuje ale na to „nic” skła­damy się co miesiąc […]

8 Komentarzy  Czytaj →

Zabieg…

Cholera, to już dziś. Zaraz paku­jemy Majkę w tak­sówkę i jedziemy czy­nić Zabieg. Taaak, wła­śnie ten Zabieg, o któ­rym swego czasu pisa­łem. No nie­stety, ostat­nim razem się nie udało — Majki nie chcieli w szpi­talu zatrzy­mać bo była chora i nikt by jej do Zabiegu nie uśpił. Dziś mamy nadzieję, że po prze­ba­da­niu okaże się, że Majka dostaje zie­lone światło […]

7 Komentarzy  Czytaj →

dentysta ale (o dziwo) nie sadysta :)

jak to wiele zależy od czło­wieka… nie tak dawno temu pisa­łem, że tegoż bloga poczy­tuje sobie den­ty­sta mojej żony (zna­czy się, że mój także :)) i że ogól­nie zacny z niego czło­wiek. ma ten spe­cy­ficzny dar: taki np. spa­ni­ko­wany koleś jak ja widząc te wszyst­kie meta­lowe rze­czy, które na pewno służą tylko do czy­nie­nia bólu, w naj­nor­mal­niej­szym odruchu […]

4 Komentarzy  Czytaj →

wirus atakuje. i to solidnie.

doro­pha chora. da majek chory. ja jesz­cze się trzy­mam choć dali­bóg nie wiem jak przy tak zma­so­wa­nym ataku. doro­pha roz­po­częła jakoś w środku tygo­dnia. objawy takie jak zwy­kle: gorączka, ogólne osła­bie­nie i takie tam. pro­blem poja­wił się dnia następ­nego, kiedy to gorączka za dia­bła odejść nie chciała. i tak, dro­dzy moi, moja żona gorącz­kuje w sumie do dziś, choć już […]

2 Komentarzy  Czytaj →

powalony dzień

wczo­raj to był dopiero powa­lony dzień… zaczęło się nie­win­nie, czyli od spóź­nie­nia do roboty (jakoś zawsze się spóź­niam cho­lera), potem koń­czy­łem prze­pro­wadzkę swo­jego biura (o tym w następ­nym wpi­sie będzie) i insta­lo­wa­łem sprzęt. bite pół­to­rej godziny cią­gnię­cia kabli i robie­nia rze­czy róż­nych, by cała ta elek­tro­nika nie wyglą­dała tak paskud­nie jak wygląda od dupy strony, czyli od tylniej […]

4 Komentarzy  Czytaj →