Archiwa dla tagu: CoSTa

Ciekawe popołudnie…

Wczoraj mie­li­śmy kawał cie­ka­wego popo­łu­dnia. I wie­czoru takoż. Zaczęło się nie­win­nie, bo oto na naszym tara­sie wylą­do­wali poznani w szpi­talu przy oka­zji kawo­wej przy­gody Gutka — zna­jomi. Z tej oka­zji odpa­li­li­śmy prak­tycz­nie w ogóle tego roku nie­grza­nego grilla i pochła­nia­li­śmy ścierwo zro­bione cał­kiem nie­źle. No, kur­cza­czek może nie wyszedł naj­le­piej ale kar­kówka moim skrom­nym zda­niem była mnio­dzio — odpo­wied­nio przypieczona, […]

2 Komentarzy  Czytaj →

U papy CoSTy zmiany!

Ojjj… Ależ lag w ostat­nich wpi­sach! Porobiło się u mnie nieco zmian i tro­chę czasu zabra­kło, by jakoś siąść do kom­pu­tera i wkle­pać to wszystko w sen­sow­nej for­mie. Ale nie ma co odwle­kać i w końcu trzeba się wyspo­wia­dać :) Ano, zna­la­złem sobie robotę. W lutym dałem sobie spo­kój z kor­po­ra­cją, dla któ­rej robi­łem przez ostat­nie sześć czy sie­dem lat. Powodów było sporo […]

13 Komentarzy  Czytaj →

Szkolny festyn

2011.05.28 - Festyn w szkole

No i ruszy­li­śmy na szkolny festyn rodzinny. Majka prze­brana za nieco nie­śre­dnio­wieczną damę dworu ale co tam, ważne, że szpada była i można się było napa­rzać. A bo festyn miał jako temat prze­wodni śre­dnio­wieczne rycer­stwo, zamki, kró­lów i co tam jesz­cze. Ogólnie — fajna imprezka, na któ­rej poszło sporo żar­cia (Doropha strze­liła cia­sto mar­chew­kowe do wspól­nej puli), nieco picia […]

2 Komentarzy  Czytaj →

Jak nie urok, to sraczka

Wróciliśmy już na dobre do domu. Młody ma się z dnia na dzień coraz lepiej i widać po nim, że nic nie widać. Znaczy oczy­wi­ście ma jesz­cze ślady i pew­nie będą scho­dziły jesz­cze jakiś czas ale nie sądzę, by jakieś trwałe bli­zny mu zostały czy też jakieś inne wre­doc­twa. W ponie­dzia­łek mie­li­śmy wizytę kon­tro­lną i lekarz stwier­dził, że wszystko ma […]

5 Komentarzy  Czytaj →

27 lutego, jak co roku…

Tradycyjny obra­zek z tra­dy­cyj­nej (i coraz smut­niej­szej — wszak nie młod­nieję) oka­zji. Kurczę, czter­dziestka coraz bli­żej… Ależ ten czas zapieprza.

7 Komentarzy  Czytaj →

Sześć lat pracy później…

I minęło sześć (albo nawet i sie­dem, ciężko się doli­czyć) lat pracy w fir­mie zwą­cej się Kronospan. To było dłu­gie i cięż­kie sześć lat, pod­czas któ­rych nauczy­łem się bar­dzo wiele o tym, jak pra­cuje spora mię­dzy­na­ro­dowa kor­po­ra­cja. Sześć lat, które odci­snęło na mnie spore piętno. Czym się tam zaj­mo­wa­łem? Zacząłem i skoń­czy­łem jako ichni „gra­fik” choć tak po praw­dzie z grafiką […]

12 Komentarzy  Czytaj →

Co tam się u nas wyprawia?

Alinka i da Majek w sklepie z przebraniami

Nie odzy­wa­łem się bar­dzo, bar­dzo długo. Ogromne prze­pra­szam dla wszyst­kich (tych kilku rap­tem) zain­te­re­so­wa­nych za to nie­kle­pa­nie. Jak się oka­zuje jed­nak kogoś jesz­cze losy tej naszej pod­sta­wo­wej komórki spo­łecz­nej inte­re­sują i po kilku mailach z pyta­niem „WTF, żyje­cie?” pędzę z odpo­wie­dzią: żyjemy. A życie nasze wyglą­dało ostat­nimi czasy mniej wię­cej tak: Ja sie­dzia­łem wciąż w robo­cie, z któ­rej wra­ca­łem total­nie zmę­czony a ogólne […]

7 Komentarzy  Czytaj →

„Osiem” brzmi całkiem dziarsko

My. Zaobrączkowani.

Osiem lat temu moja lep­sza połowa powie­działa mnie swoje sakra­men­talne „tak”, na co ja odpar­łem ze swadą i przy­tu­pem „ależ ofcoz kocha­nie moje jedyne, co tak będziemy się licy­to­wali, prze­cież nie po to ścią­gnę­li­śmy ludzi z dia­bli wie­dzą jak dale­kich regio­nów Europy, nie po to naj­mo­wa­li­śmy ten nie­grze­szący urodą hote­lik w Stalowej Woli na kil­ka­dzie­siąt nie­na­pi­tych paszcz, bym […]

9 Komentarzy  Czytaj →

Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas

Skończyło się. Nareszcie wzięło i się skoń­czyło coś, przez co ostatni mie­siąc z okła­dem spę­dzi­łem prak­tycz­nie sie­dząc w pracy i zawa­la­jąc wszystko inne — od życia rodzin­nego poczy­na­jąc na bie­ga­niu na tre­ningi aikido koń­cząc. Półtora mie­siąca wycią­gnięte z życio­rysu. I po co? I po to, by na kilka godzin zająć czymś ludzi, któ­rzy z nami i tak han­dlo­wać będą bo robimy im sta­ty­stycz­nie z 30% […]

13 Komentarzy  Czytaj →

Podsumujmy się nieco

O ja cię pier­ni­czę, się u mnie dzieją rze­czy ostat­nio wycze­sane. Ostatni tydzień poka­zał mi, jak w dużej fir­mie bez sen­sow­nego nad­zoru i z dużymi bra­kami per­so­nal­nymi może powsta­wać budżet mar­ke­tin­gowy i powia­dam Wam — rzeź­nia to mało powie­dziane. Poniedziałek i wto­rek spę­dzi­łem na wyjeź­dzie do Mielca, gdzie w jed­nej z naszych fabryk zebrała się wszelka wier­chuszka i gdzie rede­fi­nio­wano zada­nia, cele i wszystkie […]

3 Komentarzy  Czytaj →