Archiwa dla tagu: Doropha

reinstall wszystkiego odbyty — czas na piwo

odbył się rein­stall wszyst­kiego. moje 200 giga­baj­tów twar­dej powierzchni wypeł­nio­nej dobrem wsze­la­kim zostało dla pew­no­ści zaorane, par­ty­cje pością­gane i poza­kła­dane na nowo i nic już nie ma prawa się psuć. świe­żutki win­dows dostał poootęż­nego kopa wydaj­no­ścio­wego a dzi­siej­sza insta­la­cja ubuntu dap­pera bar­dzo pozy­tyw­nie mnie zasko­czyła. czemu? bo zdaje się, że jakieś masywne update się doko­nało od ostat­niego mojego […]

7 Komentarzy  Czytaj →

basta! ileż można chorować?

to już prze­cho­dzi wszel­kie ludz­kie poję­cie. oby­dwie moje laski są nie­ule­czalne. może tro­chę sta­ty­styk: doro­pha coś tam sobie prze­no­siła i dostała wolny… cały przy­szły tydzień plus zastrzyki w dup­sko. zna­czy — coś chyba poważ­nego. ma leżeć plac­kiem i się nie ruszać. daaaamn… da majek nie dostał zastrzy­ków w dup­sko co prawda ale dziel­nie kon­ty­nu­uje swój serial pod tytu­łem: „byłam […]

5 Komentarzy  Czytaj →

wirus atakuje. i to solidnie.

doro­pha chora. da majek chory. ja jesz­cze się trzy­mam choć dali­bóg nie wiem jak przy tak zma­so­wa­nym ataku. doro­pha roz­po­częła jakoś w środku tygo­dnia. objawy takie jak zwy­kle: gorączka, ogólne osła­bie­nie i takie tam. pro­blem poja­wił się dnia następ­nego, kiedy to gorączka za dia­bła odejść nie chciała. i tak, dro­dzy moi, moja żona gorącz­kuje w sumie do dziś, choć już […]

2 Komentarzy  Czytaj →

powalony dzień

wczo­raj to był dopiero powa­lony dzień… zaczęło się nie­win­nie, czyli od spóź­nie­nia do roboty (jakoś zawsze się spóź­niam cho­lera), potem koń­czy­łem prze­pro­wadzkę swo­jego biura (o tym w następ­nym wpi­sie będzie) i insta­lo­wa­łem sprzęt. bite pół­to­rej godziny cią­gnię­cia kabli i robie­nia rze­czy róż­nych, by cała ta elek­tro­nika nie wyglą­dała tak paskud­nie jak wygląda od dupy strony, czyli od tylniej […]

4 Komentarzy  Czytaj →

moja żona czyta blogi

żona moja czyta blogi. okej, świat się od tego nie zawali ale to i tak dla mnie pewne zasko­cze­nie. w sumie nie wiem dla­czego ale nie wyobra­ża­łem sobie do tej pory żony mojej śle­dzą­cej z wypie­kami na twa­rzy histo­rie prze­wi­ja­jące się przez jej kilka ulu­bio­nych blo­gów. być może ule­gnie moim namo­wom i kie­dyś opi­sze tych kilka jej zda­niem najciekawszych […]

16 Komentarzy  Czytaj →

przyjemne zaskoczenie po ciężkiej pracy

kate­go­ria „rodzinna” jak naj­bar­dziej chyba pasuje do tego wpisu. ale nie będzie w sumie o rodzi­nie. będzie za to o tym, co rodzina w postaci żony może zafun­do­wać ste­ra­nemu robotą i obi­temu przez los i życie mężowi. wcho­dzę sobie oto dziś po pracy do domu i widzę… nie, nie pół­nagą żonę w pozie suge­ru­ją­cej bar­dzo wiele. to zapew­nie i owszem ale nieco później :). […]

10 Komentarzy  Czytaj →