<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>CoSTa&#039;s Family Page &#187; Dziecko</title>
	<atom:link href="http://costa.info.pl/tag/dziecko/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://costa.info.pl</link>
	<description>Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną.</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 21:42:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Przybyło nas!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2012/01/przybylo-nas/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2012/01/przybylo-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 13:39:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Brzoza]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.info.pl/?p=34583</guid>
		<description><![CDATA[<script type='text/javascript' src='http://costa.info.pl/wp-includes/js/jquery/jquery.js?ver=1.7.1'></script>
Mnożymy się niczym króliki! Nie wiem jak Wy, ale my (a przynajmniej mój brat) pracujemy na przyszłość tego kraju i dbamy o to, by miał kto robić na nasze emerytury. Ten heroiczny nasz wysiłek jest doceniany przez kochane nasze państwo w postaci zamykania kolejnych przedszkoli i szkół ale czniamy to, bo przecież Kiedyś Będzie Lepiej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2012/01/20120107-martynka02.jpg" width="240" />
		</p><p>Mnożymy się niczym króliki! Nie wiem jak Wy, ale my (a przynajmniej mój brat) pracujemy na przyszłość tego kraju i dbamy o to, by miał kto robić na nasze emerytury. Ten heroiczny nasz wysiłek jest doceniany przez kochane nasze państwo w postaci zamykania kolejnych przedszkoli i szkół ale czniamy to, bo przecież Kiedyś Będzie Lepiej ™.</p>
<p>O przyszłość tego kraju zadba dopiero co wyklute, małe, drące pyska ile wlezie, słodkie i przekochane stworzenie, które się wzięło i rodzinie Brzozy poczęło. Przedstawiamy Wam nowego członka naszej familii: <strong>MARTYNKĘ</strong>!</p>
<div id="attachment_34584" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2012/01/20120107-martynka01.jpg"><img class="size-medium wp-image-34584" title="Martynka - przesłodkie stworzenie :)" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2012/01/20120107-martynka01-500x281.jpg" alt="Martynka - przesłodkie stworzenie :)" width="500" height="281" /></a><p class="wp-caption-text">Martynka — przesłodkie stworzenie :)</p></div>
<div id="attachment_34585" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2012/01/20120107-martynka02.jpg"><img class="size-medium wp-image-34585" title="Ta stopa zapowiada dużą stopę życiową :)" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2012/01/20120107-martynka02-500x281.jpg" alt="Ta stopa zapowiada dużą stopę życiową :)" width="500" height="281" /></a><p class="wp-caption-text">Ta stopa zapowiada dużą stopę życiową :)</p></div>
<p>Córa i mama czują się dobrze, Brzoza cały naładowany jest adrenaliną i — zapewne niebawem — czystym etanolem… Ogólnie się dzieje :)</p>
<p>Poznański odłam familii gratuluje warszawskiemu odłamowi i wraz z jeleniogórskim odłamem zapowiada rychły najazd w celach podziwiania, tulenia i pieszczenia małego brzdąca! Trzymajcie się! Trójka dzieciaków… Trochę Wam cholera współczuję :)</p>
<p>Cholera, współczuję też nieco sobie. Potrójny wujek…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2012/01/przybylo-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co u Gucia?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Mar 2011 22:10:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=23813</guid>
		<description><![CDATA[Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz — p. Stefan Sobczyński — stwierdził, że rany goją się nieźle i idzie wszystko ku lepszemu. Na szczęście nie będzie potrzeby przeszczepiania fragmentów skóry na klacie a rączka ma się już nawet całkiem nieźle. Największym problemem jest szyja, która co prawda [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz — p. Stefan Sobczyński — stwierdził, że rany goją się nieźle i idzie wszystko ku lepszemu. Na szczęście nie będzie potrzeby przeszczepiania fragmentów skóry na klacie a rączka ma się już nawet całkiem nieźle. Największym problemem jest szyja, która co prawda goi się i widzimy znaczną poprawę ale z racji tego, że jest szyją, na której szczycie znajduje się kędzierzawe coś, którym trzeba oczywiście ciągle kręcić, gojenie nie przebiega tak szybko, jak byśmy sobie tego wszyscy życzyli. Niestety unieruchomić całości raczej się nie da, zaplastrować takoż nie ma tego jak i tym sposobem szyja stała się największym problemem.</p>
<p>Gucio dostał kawą solidnie. Drugi stopień poparzeń klatki piersiowej, z rączką nieco lepiej. Nie wiemy jeszcze jak będzie wyglądała kwestia blizn ale najprawdopodobniej czeka nas pracowite wcieranie maści różnych. Lekarz uspokaja wszakoż i w ogóle prezentuje takie spokojne podejście, które wprost przekłada się przynajmniej na moje rozgorączkowanie. Będzie co ma być a źle być nie powinno.</p>
<p>Harmonogram dnia ustalił się już nam na dobre. Rano zmieniam Dorotę po jej nocnej zmianie i siedzę z małym do popołudnia. Młody ma zmieniane koło dziesiątej opatrunki i wtedy jest też czas na przekonanie się, że te małe płucka mają w cholerę mocy i drzeć się moje dziecko potrafi wniebogłosy. Kurczę, to musi cholernie boleć… Poza zmianą opatrunku w sumie niewiele się już teraz mu robi no i poza dbaniem, by to wszystko goiło się jak trzeba i doglądaniem, czy aby proces postępuje jak należy. Młody zaś cierpliwie znosi zamknięcie w obcym środowisku i jest kochany bardzo. Jakoś próbuje sobie ten czas organizować, jakoś kombinuje jak by się tu pobawić, jak by tu po oddziale pobiegać i w ogóle jak by tu samochodami po korytarzu się porozbijać i przy okazji zrobić to tak, by Siostra Oddziałowa nie widziała bo goni cholera za łażenie po miejscu często uczęszczanym i na zarazki wystawionym. Kombinuje a my za tą cholerą łazić musimy i w każdej chwili być przy nim by sobie coraz bardziej swędzących ran nie rozdrapał. I tak dzionek za dzionkiem. Zmęczeni już tym jesteśmy bardzo. Po powrocie ze szpitala najchętniej waliłbym się w wyro i spał ale tu jeszcze Majką się nieco zająć trzeba… Wolę nie wiedzieć jak zmęczona i znużona musi być po nockach Dorota. Ostatnio tylko się mijamy w sali szpitala i tyle się widzimy. Trochę mi się za żoną tęskni…</p>
<p>Kiedy wyjdziemy? Diabli wiedzą. Osobiście obstawiam czwartek ale to wszystko zależy od pana Sobczyńskiego a przede wszystkim od Gutka, który musi się nieco spiąć by gojenie ran przyspieszyć. Idzie mu nieźle ale nie wiem na ile jeszcze mu cierpliwości starczy i czy czegoś głupiego w stylu rozdrapania sobie szyi nie wywinie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/03/co-u-gucia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gucio w szpitalu</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Mar 2011 21:06:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=23793</guid>
		<description><![CDATA[Nazywają go „kawosz”. Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym „herbaciarze”, „zupiarze” i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło się to samo. Zalanie wrzątkiem. W poniedziałek rano siadałem do pracy przy portfolio. Dzień zaczął się tak sobie ale jednego można było być pewnym — młody miał humor jak cholera. Biegał, gadał, dokazywał, wszędzie go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nazywają go „kawosz”. Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym „herbaciarze”, „zupiarze” i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło się to samo.</p>
<p>Zalanie wrzątkiem.</p>
<p>W poniedziałek rano siadałem do pracy przy portfolio. Dzień zaczął się tak sobie ale jednego można było być pewnym — młody miał humor jak cholera. Biegał, gadał, dokazywał, wszędzie go było pełno. Pełno go było szczególnie przy moim biurku — klawiatura, myszka, ekran, sporo rzeczy do klikania…</p>
<p>Zrobiłem sobie jak co rano kawę i świeżo zaparzoną zaniosłem przed monitor. Jak ostatni idiota położyłem ją gdzieś w sumie daleko od małego bo po przeciwniej od niego stronie biurka. Z tym że Gucio urzędował po tej stronie, gdzie akurat miałem fotel, do którego chciałem się dostać. Wyciągnąłem młodego z zacisznego kącika, gdzie dostęp miał do wszystkich elektronicznych zabawek, odstawiłem za siebie, obróciłem się by dupsko posadzić na fotelu i zabrać się do pracy…</p>
<p>Zapomniałem o cholernej kawie.</p>
<p>To była sekunda.</p>
<p>Nagle przeraźliwy krzyk i widok małego trzepiącego rękoma z potwornego bólu.</p>
<p>Kawa! Pierdolona kawa!</p>
<p>Ściągam bluzę, by wrzątek jakoś od skóry oodzielić. Body! Kurwa mać, jeszcze body! Jak to cholerstwo się ściąga? Ręce latają, momentalnie zimny pot czuję wszędzie i robi mi się niedobrze. Jest, zeszło! O słodki Jezu…</p>
<p>Naskórek schodził z niego płatami. Natychmiast telefon na 112. Jezu, czemu tak długo tego nie odbierają? Odebrali. Zgłoszenie. Co robić? Polewać chłodną wodą. Wsadzić w wannę i lać by jakoś ból uśmieżyć. Karetka już w drodze.</p>
<p>Gucio wyje z bólu. Skóra na moich oczach po prostu odchodzi. Jezu, jeszcze rączka. I szyja. I kawałek twarzy…</p>
<p>Boże, co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Coja…</p>
<p>KUUUURWAAAAAA!!!</p>
<p>Są, przyjechali! Co robić? Ciągle polewać. Ile syn ma lat? Na co uczulony? Czopek przeciwbólowy podany, opatrunek żelowy założony. Niech się pan ubiera, lecimy do szpitala.</p>
<p>Pięć minut później jesteśmy w szpitalu. Natychmiast na rozpoznanie i chirurgię. Szybkie zabezpieczenie oparzelin. Rany są okropne, serce mi staje, nie wiem co robić, mylę daty urodzin, czego oni do cholery chcą, jakie papiery? OK, później, wszystko później. Wpada zapłakana Dorota, źródło informacji o każdej możliwej chorobie i każdym możliwym leku, jakie to dziecko brało w ostatnim czasie. Jak ona to pamięta?</p>
<p>Chirurgia. Opatrunek. Mały wyje w sali opatrunkowej, Dorota łka, ja siedzę jak drewniany kołek nie mając pojęcia co mogę zrobić. Zaczyna do mnie docierać, co zrobiłem. Ale to jeszcze nie szok. Ten przyjdzie później.</p>
<p>Teraz czas na szybkie obroty. Dorota zostaje w szpitalu, ja lecę szukać wszystkiego, co może przypominać piżamę zapinaną od przodu i z szerokimi rękawami by nie naruszyć poparzonej dłoni przy zmianie bielizny. Dziesiątki sklepów, tysiące metrów kwadratowych powierzchni handlowych i nigdzie nie ma niczego nawet zbliżonego kształtem do takich piżam. Ręce mi się trzęsą, latam od sklepu do sklepu, kupuję co mogę, z tyłu głowy rośnie coś strasznego. Teraz już wiem, to była reakcja, próba odreagowania czegoś okropnego, co zrobiło się małemu dziecku.</p>
<p>Mały na prochach, niewiele czai. Patrzy się takim niesamowitym, skupionym wzrokiem próbując ułożyć sobie w naćpanej głowie kto właściwie się na niego patrzy. Bandaże na ręce, kroplówka, poparzona twarz, widać rany na szyi… Dorota do domu, przygotować się na nockę. Siedzę obok małego i nie wiem gdzie oczy podziać. Człowiek obok z synem z poparzonymi nogami krótko kwituje: to nie ma sensu. Nie można sobie robić wyrzutów. Ich mały na chwilę spuszczony z oczu ściągnął sobie garnek gotujących się ziemniaków na stopy. Będzie przeszczep. Czy u nas będzie? Nie wiemy, przy zmianie opatrunku zrobią rozpoznanie głębokości poparzeń i potrzeby przeszczepu.</p>
<p>Wraca Dorota, lecę do domu zwolnić opiekunkę i zająć się Majką. Majka wystraszona, ciągle dopytuje się o Gucia. Robimy lekcje, robimy kolację, daję małej obejrzeć jakiś jej film, sam czuję, że gdzieś się zapadam. Teraz uderzyło. Potworna migrena, ból czaszki rozdzierający mózg. To reakcja, to opóźniony szok. Zaczyna docierać, co się temu dzieciakowi zrobiło…</p>
<p>Gutek trzyma się dzielnie. W środę okaże się przy zmianie opatrunku, co z nim dalej będzie. Przed chwilą dzwoniłem do Doroty ale głos miała potwornie zmartwiony. Coś się w międzyczasie stało. Nie może rozmawiać, nie dowiem się, nie wiem co dalej… Jutro skoro świt jadę do szpitala. Zobaczymy jak i co będzie.</p>
<p>Piszę to dla was ewentualni czytający to rodzice. Piszę to by do was dotarło, że nieszczęście to kwestia chwili, sekundy, czasem nawet mniej niż mrugnięcia okiem. Piszę to byście w przeciwieństwie do mnie myśleli zawczasu. Byście za każdym razem, kiedy odstawiacie szklankę z herbatą czy kawą, pomyśleli o tym którędy i jak dzieciak może się do niej dostać. Byście gotując używali tylko tych dalszych palników, nie tych do których może jakimś cudem dostać się dzieciak. Byście byli zawsze czujni. Wiem, wszystkiego nie da się przewidzieć ale można i trzeba wyrobić sobie odruch patrzenia, oceniania odległości, sprawdzania możliwości…</p>
<p>Naprawdę, weźcie to sobie do serca. Chwilą swojej nieuwagi zafundowałem małemu potworny ból a widok tych płatów schodzącej z dziecka skóry będzie mnie prześladował do końca życia. Szkoda, jaka stała się małemu mamy nadzieję uda się jakoś zaleczyć. Ale to póki co tylko nasza gorąca nadzieja.</p>
<p>Oddział, na którym leży Gucio to praktycznie same chłopaki. Widziałem może jedną dziewczynkę. Bardzo ale to bardzo uczulam rodziców małych chłopców, by zabezpieczyli swoje domy, meble, kuchnię przed maluchami. To najwidoczniej w nich tkwi, oni muszą wszystkiego dotknąć, wszystkiego spróbować, wszystko rozmontować i sprawdzić. Niechaj to robią na zdrowie i niechaj rozwijają swoje twórcze i ciekawe umysły. Ale to nasza, rodziców rola, by robili to w bezpiecznych warunkach. Ja oblałem ten egzamin z bycia rodzicem totalnie. Dla dobra własnych dzieci — zadbajcie o ich bezpieczeństwo już teraz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/03/gucio-w-szpitalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>30</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>RPG dla siedmiolatków? Pewnie!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/04/rpg-dla-siedmiolatkow-pewnie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/04/rpg-dla-siedmiolatkow-pewnie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 08:22:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4593</guid>
		<description><![CDATA[Gram w gry RPG. Nie, nie tylko na komputerze ale także w takie „na żywo”, z mistrzem gry, ze współgraczami i w ogóle. Ostatnimi czasy gram zdecydowanie mniej ale każdy, kto ma dzieciaki i robotę, w której z terminami ciężko wyrobić powie wam, że to istna plaga tak zwanej „dorosłości”. Niemniej od czasu do czasu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gram w gry RPG. Nie, nie tylko na komputerze ale także w takie „na żywo”, z mistrzem gry, ze współgraczami i w ogóle. Ostatnimi czasy gram zdecydowanie mniej ale każdy, kto ma dzieciaki i robotę, w której z terminami ciężko wyrobić powie wam, że to istna plaga tak zwanej „dorosłości”. Niemniej od czasu do czasu uda mi się na jakiegoś erpega załapać i czasem nawet nie zasypiam :). Gram od dawna ale jeszcze nigdy ale to nigdy gier nie prowadziłem, nigdy nie byłem dżimasterem, nigdy nie wymyślałem i nie podawałem fabuły. Aż do niedawna…</p>
<p>Od jakiegoś czasu pogrywamy z Majką w erpegi. Sesji jak do tej pory było niewiele ale — co cieszy — prócz mojej małej wciągnęły się w granie także jej koleżanki. Niedawno odbyła się druga wspólna sesja i pozwólcie, że krótko opowiem, co my tak właściwie tam robimy.</p>
<p>Dziewuchy trafiły do świata, który jest skrzyżowaniem reklamówki Barbie, My Little Pony i czegoś jeszcze różowego z Władcą Pierścieni. Trafiły więc do świata, w którym są ultrasłodkie magiczne stworzenia a istotnym elementem wystroju gracza (graczki?) jest (koniecznie!) brokat na policzkach i wymalowane paznokcie. Wiele to mówi o współczesnym wyobrażeniu piękna przez dzieciaki pasione telewizyjną reklamą od Mattel… Aby nieco ten cukierkowy obrazek sprowadzić do erpegowej rzeczywistości, wprowadziłem do świata kanoniczny bestiariusz znany z każdego fantasy erpega i do tego podlewam na ile mogę całość smoliście mroczną magią i wydarzeniami, które wymuszają na dziewczynkach zdrowe pragnienie spieprzania, gdzie się tylko da. Jednym słowem — staram się wytworzyć sytuację zagrożenia, z której dzięki zaradności i niepoślednim magicznym talentom dziewuchy dają dyla na magicznym jednorożcu, który lecąc pozostawia za sobą ślad tęczy.</p>
<p>I powiadam wam — jest kierwa TRUDNO! Szczególnie gdy nasyciło się przez lata chorymi wizjami moich mistrzów gry, którzy za punkt honoru przyjmowali sobie wciśnięcie graczy w takie ekstremalne bagno, że włosy czasem dęba stawały. Pokusa wrzucenia sześcio– i siedmiolatek w jakieś psychotyczne wizje podlane zdrową dawką nekromancji jest naprawdę silna i trudna do opanowania :). Ale jak na razie chyba udaje mi się osiągnąć pewien stan równowagi między obecnym w świecie Złem i czynionym przez dziewczynki Dobrem.</p>
<p>Nie oszczędzam swoich graczy (graczek?). Póki co oswajam je ze światem i z ich możliwościami oraz przyzwyczajam do myślenia w temacie konsekwencji używania sporych mocy, w które obdarzył je niżej podpisany. Z tego co już widzę, prowadzenie dzieciakom jest bardzo, bardzo ciężkie z dwóch względów: dzieci są bardzo niecierpliwe i na naukę mogę przeznaczyć niewiele czasu oraz dzieciaki są straszliwie zazdrosne. Daj jednej jakąś umiejętność, której nie będzie miała druga (wszystko to przeze mnie zaplanowane — chodzi o to, by sobie pomagały i wzajem swoje moce uzupełniały ale nie chcę im tego wprost mówić, niech dojdą dzieciaki do tego same) a natychmiast druga będzie beczała, że ona takiej mocy nie ma i że nie chce grać bo tamta ma lepsze skille. To jest jak zabawa w piaskownicy — ktoś ma lepszą koparkę i zaczyna się ogólnopiaskownicowy spektakl łaszenia się lub nienawiści aż po grób. Zrównoważenie umiejętności postaci to przy prowadzeniu dzieciakom sprawa kluczowa. Właśnie dlatego, by nie wzbudzać w nich wzajemnych jakichś animozji. To mi się niestety nie udało…</p>
<p>Bardzo subtelnie trzeba też dozować elementy te nieco straszniejsze. Jestem wyznawcą poglądu, że bezstresowe i w różowościach chowanie dzieciaków niczemu nie służy a już na pewno nie ich dobru. Dziecko powinno (na miarę swoich możliwości oczywiście) móc i potrafić podejmować decyzje, nawet te powodujące poczucie dyskomfortu. To prosta ścieżka do nauki podejmowania decyzji w ogóle i dobre przyzwyczajenie dzieciaka do przyszłych, daleko trudniejszych wyborów. Wkręcam więc moim graczkom od czasu do czasu jakieś nieco trudniejsze zadania, niż to, z której strony wskoczyć na ulubionego konika. I tu też uwidacznia się cudowna cecha dzieci — jeśli im coś nie odpowiada, nie będą kombinowały tylko prosto z mostu powiedzą, że mają to w dziecięcym odpowiedniku dupy :). Rzecz bezcenna ale dla prowadzącego to zmora straszliwa bo ciężko jest dzieciaki pogonić do robienia czegoś, czego robić nie chcą. Tym bardziej, że zawsze mogą strzelić focha, obrócić się na pięcie i zacząć wsuwać chrupki na znak totalnej dezaprobaty poczynań prowadzącego. Wychodzi im to cudnie, naturalnie i w ogóle aż miło patrzeć na taką niestępioną tak zwaną „kulturą” ekspresję ale też jest to spory problem dla mnie bo coś bardzo szybko muszę wymyślić, by tych resztek skupienia się dzieciaka na grze nie stracić.</p>
<p>Skupienie… Koncentracja… Czegoś takiego u sześcio– i siedmiolatków ze świecą szukać. Dwie– trzy minuty to cały czas, jakim dysponuję, by spróbować coś wytłumaczyć i nie zanudzić dzieciaka. Dlatego na moich sesjach sporo jest akcji, dzieje się dużo, angażuję dzieciaki jak mogę — każę im biegać, udawać latanie, skakać, krzyczeć tak, jak krzyczałyby w tamtym świecie a w międzyczasie przemycam różne informacje, z których być może któraś coś zapamięta. Wdepnąłem w niezłe bagno tak swoją drogą bo właśnie dziewczyny dotarły na uniwersytet i cała następna sesja będzie jedną wielką szkołą magii, walki i czego tam jeszcze. Nie mam bladego pojęcia jak im wyłożyć zawiłości magii elementarnej ale coś muszę w tym temacie wymyślić. A to początek kształcenia przecież… :)</p>
<p>Prowadzenie dzieciakom to kawał ciężkiego chleba ale przy okazji bardzo fajny kawał. Dzieciaki są bowiem bardzo autentyczne w swoich emocjach (na ostatniej sesji łezki w oczkach stanęły jednej z przestraszonych graczek), ekspresja tryska z nich na wszystkie strony i jeśli tylko udaje mi się nieco ich wyobraźnię uruchomić, zaczynają grać naprawdę fajnie bo to przecież jedna z podstawowych umiejętności dziecięcej zabawy — umiejętność „udawania”, odgrywania kogoś innego. Zobaczymy co z tego dalej będzie ale jak na razie chyba źle nie jest.</p>
<p>Całkiem ciekawe doświadczenie, polecam szczerze. Zabawy sporo, wysiłku jeszcze więcej ale efekty chyba warte całego tego kombinowania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/04/rpg-dla-siedmiolatkow-pewnie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pomalutku do przodu</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/11/pomalutku-do-przodu/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/11/pomalutku-do-przodu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Nov 2009 06:13:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4053</guid>
		<description><![CDATA[Pobudka o 4:30 w niedzielny ranek — czysta radość :) Kurczę, się nam tryb życia przez Gucia zmienił, a niechże go… Młody strasznie absorbuje, po prostu masakrycznie wiele czasu wysysa z życia Dorophy i robi to w sposób intensywny i najgorszy z możliwych, czyli becząc. Majka pod tym względem była zupełnie inna — owszem, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pobudka o 4:30 w niedzielny ranek — czysta radość :)</p>
<p>Kurczę, się nam tryb życia przez Gucia zmienił, a niechże go… Młody strasznie absorbuje, po prostu masakrycznie wiele czasu wysysa z życia Dorophy i robi to w sposób intensywny i najgorszy z możliwych, czyli becząc. Majka pod tym względem była zupełnie inna — owszem, jak każde dziecko wymagała opieki, dozoru i czasu przy niej spędzonego po prostu od groma ale nie oznajmiała tego krzykiem, gniewem i napinaniem się takim, by dostawać przepuklin. Młody już sobie jedną zafundował a coś podejrzewam, że jeśli dalej będzie się tak spinał dojdą nam do kolekcji i kolejne. Ponoć tak faceci mają i basta — drą mordę, o swoje dbają z całą mocą i stanowczością a cycek musi być podany na czas, w odpowiedniej temperaturze otoczenia i najlepiej z osobą towarzyszącą. Podobnie podczas przebierania — osoba towarzysząca po prostu być musi a najlepiej dwie bo przecież dopiero wtedy można należycie docenić ten ciężki wkład własny syna w pieluchę.</p>
<p>Gucio to stwór wodny. Uwielbia wprost kąpiele, w których bardzo wyraźnie się wyluzowuje, podczas których bardzo wyraźnie lubi strzelić sobie szczocha i których koniec (a więc i potrzeba ubrania się) zawsze bardzo jest mu nie w smak. Serio, czegoś takiego u Majki nie widziałem. Wystarczy wyciągnąć gówniarza z wody i zaczyna się koncert na całego a dokładny czas wyciągnięcia znają nasi sąsiedzi i prawdopodobnie cała okolica. Co za moc w tych małych płucach!</p>
<p>Gucio jest nerwusem. Okropnym nerwusem. Wkurza go całe mnóstwo różnych rzeczy ze zmianą pieluchy na czele. Po prostu nie cierpi tego i całym małym sobą pokazuje, że nie chce, by się przy dupsku i jajkach mu mieszało. Ot brudas zawołany, który ceni wszystko, co własne i nie odda tego za żadne skarby świata.</p>
<p>Gucio za nic ma politykę i finanse. Majkę potrafiłem skutecznie uśpić opowiadając jej o zawiłościach naszego systemu podatkowego lub o aktualnych aliansach politycznych ówcześnie rządzących czy też opozycyjnych partii ale na młodego to nie działa. W trąbie ma afery, za nic ma defraudacje, kupę go obchodzą alianse i przymierza. Po jakichś dwóch minutach mojej peplaniny zaczyna dawać całym sobą (oraz całą mocą swojego gardła) znać, że starczy mu tych głupot a przecież do opowiedzenia są tak życiowe rzeczy, jak życie intymne grzechotki zwanej Krzysiem, która to grzechotka (który to grzechot??? jak to odmienić?) ma wiele przygód łóżkowych szlajając się od łóżeczka, do łóżeczka. Ale żeby się tam na samym opowiadaniu miało kończyć… Mały cholernik wymaga opowieści z podziałem na role i bogatych w onomatopeje, przy których Ogniem i mieczem czy też inne Wiedźminy wysiadają. Tak sobie myślę, że chyba zacznę młodemu puszczać soundtracki z jakichś pełnych akcji filmów i być może wtedy da nam w końcu spokój.</p>
<p>W tym wszystkim średnio odnajduje się da Majek, który bardzo nie wie, dlaczego Gucio cięgiem jest z czegoś niezadowolony. Wiecie jakie to beznadziejne uczucie tak stać koło sześciolatka i stwierdzać, że ani na jotę nie jest się od niego mądrzejszym? „Nie wiem” to ostatnio najczęściej spisywane przeze mnie zeznanie w Wielkiej Instrukcji Obsługi Gutka, którą na boku sobie spisuję. Po prostu diabli wiedzą, o co temu dzieciakowi czasami chodzi.</p>
<p>Jednak są momenty, kiedy Gutas przestaje się spinać, rozluźnia się i zaczyna bardziej przypominać to, czym powinien być — słodkiego noworodka. Te chwile są rzadkie ale chyba przez to takie właśnie cenne. No bo kiedy Gutas walnie uśmiechem, to odpływa Doropha, odpływam ja a Majka zawsze się na uśmiech spóźnia :). Kiedy widzisz rozdziawioną, bezzębną paszczę rozciągniętą w słodkim uśmiechu przychodzą ci do głowy dwie myśli: „jesteś tak słodki, że zaraz cię wpierniczę” oraz „kur***, szkoda, że to zaraz się skończy”.</p>
<p>I tak leci nam dzień za dzionkiem. Konsekwentnie pomalutku do przodu. A ja z każdym owym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że ktoś, kto pierwszy wymyśli maszynę tłumaczącą z niemowlęcego na ludzki, będzie najbogatszym człowiekiem na świecie. Powiadam Wam bowiem, że czasami za odpowiedź na pytanie „ale o co ci kur*** synek chodzi?” oddałbym nerkę. I lewe płuco.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/11/pomalutku-do-przodu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fajny film oglądaliśmy. Momenty były!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/10/fajny-film-ogladalismy-momenty-byly/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/10/fajny-film-ogladalismy-momenty-byly/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2009 07:27:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4045</guid>
		<description><![CDATA[Zostaliśmy totalnie zdominowani przez Gutka. Blog praktycznie przestał żyć a sama myśl o tym, by siąść i napisać coś ciekawego po całym dniu sprzątania, mycia, pracy i czasu płynącego między palcami po prostu odrzuca. Miałem moment wczoraj, w którym sięgnąłem po netbooka gotowy skreślić kilka słów o fajnym dokumencie, jaki oglądaliśmy z Dorophą ale po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zostaliśmy totalnie zdominowani przez Gutka. Blog praktycznie przestał żyć a sama myśl o tym, by siąść i napisać coś ciekawego po całym dniu sprzątania, mycia, pracy i <a href="http://costa.info.pl/2009/10/20/czas-plynie-miedzy-palcami/" title="Czas płynie nam między palcami">czasu płynącego między palcami</a> po prostu odrzuca. Miałem moment wczoraj, w którym sięgnąłem po netbooka gotowy skreślić kilka słów o fajnym dokumencie, jaki oglądaliśmy z Dorophą ale po prostu mnie przyblokowało. Zamknąłem drania, odpaliłem Dooma na iPhone i po prostu rozwalałem ciesząc się z tych kilku chwil, w których nie trzeba myśleć i ciągle się czymś przejmować. Nie mam pojęcia jak Doropha to wszystko wytrzymuje ale jakiś pomnik muszę jej ulepić. To pewne.</p>
<p>Ad rem. Oglądaliśmy bodajże w niedzielę świetny dokument na TVN Style (o dziwo — całkiem sensowna oferta programowa dla kobiet ale zdarzają się i rodzynki dla facetów), którego tytułu już nie pamiętam ale który był o tym, co nas aktualnie najbardziej absorbuje — o macierzyństwie/tacierzyństwie i o tym wszystkim, co dzieje się po urodzeniu dziecka. Z tym że był to jeden z tych dokumentów, które patrzą na cały proces od drugiej, tej mniej nagłaśnianej strony.</p>
<p>Utarło się twierdzenie, że dziecko to największe dobro, jakie może spotkać dwoje kochających się ludzi. Czy aby na pewno? Cały dokument był poświęcony tej mniej znanej, mniej nagłaśnianej stronie posiadania potomstwa — o wpływie, jaki wywołuje pojawienie się dziecka na życie dwojga ludzi. Konkluzja wstępna: <strong>jest niszczycielski!</strong></p>
<p>Oglądaliśmy z Dorophą dokument, podczas emisji którego głowy same nam się kiwały by potwierdzić to, co prezentowane tam pary mówiły. Pojawienie się dziecka to dla związku rewolucja, kompletna zmiana, totalne przekręcenie i przekreślenie dotychczasowego życia, wyeliminowanie drobnych przyjemności (o tych większych nawet nie ma co wspominać)… To tornado, które wywróci, przenicuje, wypluje, wchłonie i znów wypluje potężną dawkę obowiązków, stresu, zmartwień, wydatków, kolejnych obowiązków, jeszcze odrobiny stresu a na koniec i tak jeszcze dorzuci nieco zmartwień na dokładkę. Wszechobecne zmęczenie, wywołane nim otępienie, brak chęci na jakąkolwiek aktywność wiążącą się z wydatkowaniem energii ponad tę potrzebną na sprawowanie opieki… Widzę swoją żonę (a Gucio jest absorbujący, oj jest absorbujący jak diabli), widzę jej potworne zmęczenie i znużenie i starając się jej jakoś pomóc sam łapię się na chęci po prostu leżenia i nicnierobienia. Stres, który przy tym wszystkim się tworzy jest POTWORNY! Czasem chodzę nabuzowany jak szybkowar na ostrym ogniu i tylko szukam okazji, by jakoś pary upuścić. Kończy się to w oczywisty sposób — wkurzam wszystkich i wszystko (łącznie z kotem), mam chęć czasem gryźć i zabijać a czasem dla odmiany płakać. Mam chęć zrobić wszystko, by jakoś tego stresu się pozbyć.</p>
<p>Z Dorotą jest nie lepiej — całe to gadanie o urokach macierzyństwa można między bajki włożyć, kiedy Twój dzień ogranicza się do pobudki o jakiejś szalonej porannej godzinie i od tego momentu jesteś służącą dla swojego dziecka. Gorzej, że nie masz czasem pojęcia, co powoduje płacz, wnerwienie i krzyk małego. Nie jesteś w stanie tego ogarnąć, nie rozumiesz, nie możesz się z tym małym zwierzątkiem porozumieć… Naprawdę nie mam pojęcia jak ona to wytrzymuje. Mnie po prostu zaczyna brakować cierpliwości, denerwuję się a mały natychmiast to wyczuwa i tak nakręca się wzajemna spirala masakry.</p>
<p>O tym wszystkim (i o wielu innych sprawach) był ten program. Życie seksualne? Jakie życie seksualne! Zapomnij na najbliższe miesiące! Kultura? Wyjście do kina? Rozmowa o czymś innym, niż dziecko… To wszystko ginie w natłoku potrzeb i żądań małego człowieczka, który absorbuje Cię totalnie. To wszystko było w tym programie powiedziane a czasem ogromna gorycz, jaka wylewała się z ekranu aż porażała. Ale — ot kunszt realizatorski — dawało się ją zrozumieć! Świetny dokument, który obnażył wiele aspektów posiadania dzieci, na które rodzice po prostu nie są przygotowani.</p>
<p>To, co mnie rozwaliło, to końcówka dokumentu i kolejny powód do kiwania głowami. Na pytanie, czy jednak warto te dzieci mieć, chyba wszystkie przedstawione pary zgodnie odpowiedziały jedno: <strong>warto!</strong> Nam wystarczy spojrzeć na sześcioletnią już Majusię, którą kochamy nad życie i bez której po prostu nie wyobrażamy sobie obydwoje już świata, by dokładnie i dogłębnie wiedzieć, co ci ludzie mieli na myśli. Niczego tak bardzo nie warto, jak mieć dziecko. Jedna z kobiet pięknie powiedziała, że dzieci są dopełnieniem naszego istnienia na tej planecie, że to ostatni element układanki, po ułożeniu którego można powiedzieć, że to wszystko ma sens i jakiś kierunek. Bo tak właśnie jest — to jest ów ultimate goal, do którego dążymy poganiani wymogami natury i ewolucji. I nie zrozumie się tego, dopóki nie będzie się dziecka trzymało w swoich ramionach i nie będzie się oglądało jego rozwoju, nie będzie się na ów wpływało i nie będzie się widziało, jak z małego zwierzątka dewastującego Twoje życie, staje się ten mały człowieczek kimś Tobie najbliższym.</p>
<p>Przepiękny choć prosty dokument o rzeczach najbardziej przyziemnych a przecież stanowiących esencję procesu zwanego macierzyństwem. Szkoda, że to stacje prywatne muszą takimi tematami się zajmować a nie telewizja publiczna. No ale do tego <a href="http://costa.info.pl/2009/10/21/a-gdzie-sa-filmy-dla-dzieci-i-mlodziezy/" title="A gdzie są filmy dla dzieci i młodzieży czyli krytycznie o naszej telewizji publicznej">był czas się przyzwyczaić</a>…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/10/fajny-film-ogladalismy-momenty-byly/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A gdzie są filmy dla dzieci i młodzieży?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/10/a-gdzie-sa-filmy-dla-dzieci-i-mlodziezy/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/10/a-gdzie-sa-filmy-dla-dzieci-i-mlodziezy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 06:41:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4038</guid>
		<description><![CDATA[Ano właśnie, takie to pytanie nasunęło się mnie i Dorophie podczas ostatniego weekendu, kiedy to skakaliśmy po kanałach różnistych próbując znaleźć coś fajnego do wciągnięcia dla da Majka. I pod tym względem niestety ale mamy w naszym kraju po prostu dramat. W telewizorni na dzieciaka czeka kupa kanałów tematycznych puszczających bajki różne — takie dla [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ano właśnie, takie to pytanie nasunęło się mnie i Dorophie podczas ostatniego weekendu, kiedy to skakaliśmy po kanałach różnistych próbując znaleźć coś fajnego do wciągnięcia dla da Majka. I pod tym względem niestety ale mamy w naszym kraju po prostu dramat.</p>
<p>W telewizorni na dzieciaka czeka kupa kanałów tematycznych puszczających bajki różne — takie dla najmłodszych, takie dla nieco starszych i animacje dla całkiem już jurnej młodzieży. Problemy zaczynają się, gdy chce się na moment dzieciaka odgonić od kolorowego, drącego mordę, migającego i animowanego czegoś na rzecz czegoś z fabułą, aktorem i scenariuszem nieco dłuższym niż „bum, bam, bęc, wybuch– zapętlić przez dziesięć minut z przerwą na reklamy”. Się okazuje, że strasznie z tym ciężko. Jeśli jednak już coś się znajdzie, to są to rzeczy kupowane w różnych częściach świata, robione w wielonarodowych kooperacjach coby nieco koszty rozłożyć i zasadniczo nie oferujące zbyt wiele (choć zdarzają się tu perełki).</p>
<p>Problem: dlaczego do jasnej cholery w tym kraju praktycznie nie produkuje się już filmów dla dzieci i młodzieży oraz nie puszcza się ich w telewizorni w ramach so called „misji”, za którą śmie się żądać od ludzi pieniędzy w postaci abonamentu? Jasne, mamy nasrane w owym TV ziarnami, plebaniami czy innymi ojcami Mateuszami ale na wyprodukowanie czegokolwiek dla dzieciaków już przechodzi myśli i możliwości naszej kochanej TV. Co ja będę pisał — wystarczy spojrzeć na rozkład jazdy naszej misyjnej TV z ostatniej choćby niedzieli, by od razu wiedzieć, o co tu biega: pół bez mała dnia zajmują jakieś religijne czy związane z religią pierdoły. Na bogów, przecież można zrobić sobie jakiś osobny kanał jeśli chce się być takim świętojebliwym (jakby już ich było mało) i pchać w kościół siano za jego pomocą bez upierdliwości dla ludzi, którzy szukają w TV dokumentu, programu dla dzieciaka innego niż Domisie czy Teleranek czy też po prostu chcą odpocząć nieco w niedzielę przed telewizorem razem z dzieciakiem (i NIE nasi bardzo drodzy włodarze z TV, nie oznacza to kolejnych teleturniejów i idiotycznych żartów a’la Familiada).</p>
<p>W Polsce nie tworzy się już dla dzieciaków nic poza cyklicznymi programami dla najmłodszych i bardzo rzadkimi programami dla nieco starszych. Aby obejrzeć dobre kino przygody trzeba cofać się do czasów głębokiego socjalizmu i puszczać sobie te wszystkie Tolki banany, hece na czternaście fajerek czy inne wakacje z duchami. Na Croma, w ogóle aby cokolwiek fajnego dziecku puścić, trzeba sięgnąć poza albo w okolice czasów przemiany ustrojowej i dopiero tam znajdzie się świetne filmy pokroju Cudownego dziecka (lubię ten film jak jasna cholera). Z rzeczy nowszych, które bardzo się mojej rodzince (i mnie) podobały wypada wymienić film animowany pod tytułem Królestwo Zielonej Polany — świetna animacja z kupą wykręconego humoru. No ale znów — to rok 1994 czyli zdrowo przed narodzeniem Majusi. Czy coś godnego uwagi powstało jednak w XXI wieku? Mam nadzieję, że bardzo się mylę ale wydaje mi się, że produkcji wartych uwagi powstało w tym czasie bardzo, bardzo niewiele. Albo inaczej — całkiem możliwe, że powstały (pewnie za budżetowe pieniądze) ale nie mają szansy na pokazanie w ogólnopolskiej telewizji bo przecież Ziarno czy inny ojciec Mateusz też muszą mieć swój czas antenowy.</p>
<p>Tak mniej więcej wygląda dbanie o zaspokojenie potrzeb dzieci w tym kraju. Tysiąc becikowego i spierdalać. Trzeba postawić nową świątynię opatrzności czyjejśtam.</p>
<p>A tak bajdełej — Majka trafiła do zerówki. Nasze genialne władze wymyśliły genialną reformę, dzięki geniuszowi której, moje dziecko mając sześć lat NIE MOŻE (tak nam pani w zerówce powiedziała, dosłownie że NIE MOŻE) uczyć się czegokolwiek, bo to program klasy pierwszej. I chusteczka z tym, że w przedszkolu dzieciaki uczyły i bawiły się przy angielskim (od pierwszej klasy, więc w zerówce ban), poznawały literki czy uczyły się wykorzystywać paluchy także do liczenia a nie tylko do dłubania w nosie. Nasze genialne władze zafundowały dzieciakom okrąglutki rok nicnierobienia. Ale zaraz, zaraz… No tak. Mają zajęcia! No przecież religię muszą mieć i na to i znajdzie się program, i pieniądze, i co tylko jeszcze chcecie! Pominę milczeniem, że dzieciaki w okresie największej swej aktywności mają raptem jedną godzinę wychowania fizycznego. Nie wiem jak to inaczej nazwać, niż kpiną i plunięciem człowiekowi w twarz.</p>
<p>Przecież w tym kraju nie pozostaje nic innego niż siąść i płakać, ewentualnie wziąć sprawy w swoje ręce i radzić sobie samemu, samemu sobie dzieciaki kształcić, samemu zapewniać im w miarę inteligentną (lub przynajmniej nie obrażającą ich inteligencji) rozrywkę, samemu się leczyć itd. Dźwięczy mi w głowie wtedy tylko jedno pytanie:</p>
<p><em>Na jaki mokry, zbolały, parchaty i śmierdzący chu*** mi w takim razie taki kraj???</em></p>
<p>Ja mogę sobie wszystko sam organizować i za wszystko sam płacić. Tylko nie zabierajcie mi w takim razie połowy moich zarobków w przeróżnych podatkach i daninach. Sam wiem najlepiej, na co powinny być wydane.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/10/a-gdzie-sa-filmy-dla-dzieci-i-mlodziezy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gucio w domu czyli howto dla rodzących</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/09/gucio-w-domu-czyli-howto-dla-rodzacych/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/09/gucio-w-domu-czyli-howto-dla-rodzacych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Sep 2009 05:23:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3979</guid>
		<description><![CDATA[OK, w końcu mój synalek przybył do domu. Gucio urodził się 24-go września roku pańskiego 2009 o godzinie 13:40. Przybywając na ten piękny świat ważył nieco ponad 4 kilo, puchaty był bardzo, różowiutki i co tylko można sobie wymarzyć. Najważniejsze jednak, że przybył zdrowy, śliczny i silny nad wyraz. Doropha poród zniosła ogólnie nieźle, choć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/09/20090929-Gucio.jpg" width="240" />
		</p><p>OK, w końcu mój synalek przybył do domu. Gucio urodził się 24-go września roku pańskiego 2009 o godzinie 13:40. Przybywając na ten piękny świat ważył nieco ponad 4 kilo, puchaty był bardzo, różowiutki i co tylko można sobie wymarzyć. Najważniejsze jednak, że przybył zdrowy, śliczny i silny nad wyraz. Doropha poród zniosła ogólnie nieźle, choć oczywiście nie jest to doświadczenie najmilsze z możliwych (acz po fakcie ma się tendencję do miłego wspominania tej krwawej jatki). Podobnie jak przy Majce, tak i teraz poród poszedł względnie szybko (druga faza zaliczona w 10 minut — strach pomysleć, co działoby się przy trzecim, pewnie wystrzeliłoby z Dorci zanim w ogóle zaczęłaby rodzić :)) choć były dosyć paskudne utrudnienia w postaci wrednego przeziębienia całej naszej trójki, co Dorophę wkurzało najbardziej bo poród z lejącym się kinolem do najłatwiejszych zadań na świecie nie należy.</p>
<p>Ale może po kolei. Gucio urodził nam się w czwartek na co kompletnie nie byliśmy przygotowani. Dosłownie <a title="Po dzisiejszym badaniu" href="http://costa.info.pl/2009/09/23/po-dzisiejszym-badaniu/">dzień wcześniej</a> pani ginekolog wypisywała Dorocie skierowanie do szpitala na wywołanie porodu, gdyby Gutkowi nie chciało się wyjść przez następny tydzień. Wszystkie bowiem znaki na ziemi i niebie wskazywały, że mały ma w trąbie wychodzenie na świat i zamarzył sobie zrobienie konkretnej masy fundując Dorocie centymetrowe rozwarcie w dniu badania i ani milimetra więcej. A to nie zapowiada jakiegoś bardzo rychłego narodzenia.</p>
<p>Około czwartej nad ranem w czwartek Dorota obudziła mnie mówiąc, że to chyba już dziś. Kompletnie mnie to z rytmu wybiło bo przecież badania na zupełnie inna datę wskazywały i szczerze mówiąc nie mieliśmy nic więcej prócz torby szpitalnej przygotowanego. Jakieś łóżeczka, jakieś przewijaki… To miałem kupić w nadchodzący weekend i na całą tę świeżyznę miał nam się dopiero zwalić Gutas. Młody miał jednak inne plany i być może w wyniku pobudzenia badaniem postanowił wyskoczyć jak Filip z konopii.</p>
<p>Na wysokości godziny 9 rano już mniej więcej byliśmy przekonani, że to żaden fałszywy alarm (mieliśmy coś takiego z Majką — wycofano nas z porodówki i Dorcia jeszcze tydzień z brzuchem biegała) i że to chyba jednak właśnie tego dnia przyjdzie nam Gucia urodzić. Problem mieliśmy spory z Majką, która nie dość, że była chora to jeszcze nie miała z kim zostać na czas porodu. Panicznie szukaliśmy kogokolwiek, kto mógłby się małą zająć ale że dzień roboczy a znajomi pracujący… Na szczęście znaleźli się w potrzebie dalsi krewni Doroty (czyli Zbychu i Sylwia — dzięki raz jeszcze!), którzy nam tego dnia ogromnie pomogli. Zbychu mógł popilnować małej a ja tym samym mogłem wsadzić Dorotę w taksówkę i ruszyć z żona rodzić.</p>
<p>Na izbę przyjęć trafiliśmy około godziny 10:30 z dwuipółcentymetrowym rozwarciem. Dorotę skurcze już całkiem solidnie skręcały i po wstępnym badaniu odesłano nas na porodówkę. Rodziliśmy w poznańskim szpitalu na Polnej, w którym rodziła się także Majka i który zapamiętaliśmy jako może nie luksusowe ale przyzwoite miejsce do rodzenia, w którym na człowieka też się zwraca uwagę a nie tylko na jego numer ubezpieczenia i rachunek za poród rodzinny. Ano, w tym katolickim i ponoć prorodzinnym kraju za wszystko trzeba płacić, także za najbardziej naturalną rzecz pod Słońcem, czyli za obecność ojca przy porodzie.</p>
<p>Dorophę rozebrano, ubrano ją w firmowe (straszliwie biedne) ciuszki i poprzyczepiano jej całą tę aparaturę, która ma być przyczepiana. Od tego momentu sprawy zaczęły toczyć się bardzo szybko acz nie aż tak szybko, bym mógł załapać się na sam poród. Niestety nieoceniony Zbyszek do pracy musiał iść i dosłownie pół godziny przed rozpoczęciem całej akcji musiałem się pędziorem do domu zwijać, by posiedzieć i poopiekować się Majką. Tym sposobem przy narodzinach nie byłem obecny czego strasznie żałuję oraz czego żałowała także Dorota. Jednak obecność faceta przy rodzącej kobiecie to spore dla niej wsparcie i bardzo, bardzo namawiam wszystkich przyszłych ojców, by swoje kobiety w tym jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu wpierali jak tylko mogą. To naprawdę jest dla nich ważne. Nawet nie wspominam o rzeczy oczywistej — to także jest bardzo ważne dla nas, facetów. Samodzielne przecięcie pępowiny ma jednak jakiś symboliczny charakter…</p>
<p>Z tego, co mówiła mi Doropha, wyłania się obraz bardzo ale to bardzo sprawnie funkcjonującej, bardzo pomocnej i przyjacielskiej porodówki. Świetna pani doktor, z którą miałem okazję pogaworzyć i nieco się podroczyć, stanęła na wysokości zadania i nie wypieprzyła mnie z sali za głupoty, które wygadywałem zdając sobie pewnie sprawę, że w stresie mógłbym robić rzeczy daleko gorsze :). Położne okazały się być bardzo kompetentne, jako się rzekło bardzo przyjazne i potrafiły stworzyć tę niezbędną atmosferę bezpieczeństwa i pewności, że wszystko pójdzie dobrze. Serio, Doropha nie mogła się nachwalić składu porodówki na Polnej a mnie przegoniła po sklepach ze słodyczami, bym jakąś bombonierę czy dwie zanabył i wręczył, byle nie drogą bo zaraz CBA czy inna faszystowska służba tego kraju zamknęłaby cały skład za przyjmowanie łapówek.</p>
<p>Z porodówki Doropha trafiła na oddział położniczy i tam niestety sielanka się skończyła. Zupełnie inna kultura pracy z pacjentem (a właściwie jej brak), potworna bieda i widoczny na każdym kroku, wychodzący z każdego konta brak pieniędzy… Smutna szpitalna rzeczywistość…</p>
<p>Czego w szpitalu potrzeba? Przede wszystkim dobrze zapakowanej torby ze wszystkim, co byłoby potrzebne na mniej więcej czterodniowy wyjazd. Talerzyki, kubki, sztućce, klapki pod prysznic, kapcie do chodzenia po oddziale, bielizna (obszerna i łagodna w kontakcie z ciałem — bawełna czysta, żadnych tam stringów :)), którą założycie i tak po dwóch minimum dobach w szpitalu ale która da Wam drogie Panie spory komfort psychiczny… Doropha nauczona doświadczeniem wrzuciła sobie do torby także małą kosmetyczkę, co jak się okazało było doskonałym pomysłem, bo babka saute nie czuje się tak dobrze, jak babka ze zrobionym okiem i podciągniętą brwią. Bardzo to podnosi samoocenę a wszystko, co pozwoli na moment zapomnieć o wiszącym brzuchu (spokojnie, skurczy się z czasem), nabrzmiałych piersiach i bolącym tyłku jest zaiste w cenie. Niestety, czasem potrafi kobietę dopaść ostra poporodowa dolina, z którą można próbować powalczyć takimi to prostymi ale dla kobiety dosyć istotnymi sposobami.</p>
<p>Doropha zrobiła tym razem też coś, co było pomysłowe i niegłupie — zadbała o dokumentację medyczną przebiegu ciąży. OK, każdy potrafi wsadzić kilka kartek do teczki ale cały knyf polegał na tym, że ładnie to sobie wszystko żonka posegregowała, powkładała w koszulki, poopisywała i w izbie przyjęć na pierdoły (czyli papierki) poszło stosunkowo niewiele czasu. To dosyć istotne, gdy skurcze wykręcają Ci kręgosłup…</p>
<p>W efekcie wyszło nam coś takiego :)</p>

<a href='http://costa.info.pl/2009/09/gucio-w-domu-czyli-howto-dla-rodzacych/20090929-gucio_maja/' title='Maja i Gucio'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/09/20090929-Gucio_Maja-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Maja i Gucio" title="Maja i Gucio" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2009/09/gucio-w-domu-czyli-howto-dla-rodzacych/20090929-gucio/' title='Gucio zaraz po przyjeździe ze szpitala'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/09/20090929-Gucio-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Gucio zaraz po przyjeździe ze szpitala" title="Gucio zaraz po przyjeździe ze szpitala" /></a>

<p>OK, na koniec kilka przydatnych rad dla przyszłych mam, co to pierwszy raz:</p>
<ul>
<li>Szkoła rodzenia to jest świetny pomysł. Nawet jeśli niezbyt się o tych wszystkich technikach relaksacyjnych podczas porodu pamięta, to i tak pozostaje pewne oswojenie z materią, co pozwala jakoś zawalczyć z paniką. Faceci mają brać udział w zajęciach obowiązkowo! Mam wrażenie, że to głównie dla nich w ogóle takie zajęcia wymyślono. Inny plus takich zajęć — oswoicie się z instytucją położnej, dowiecie się jak z nią rozmawiać, jak jej komunikować, że plecy napieprzają i trza by ułożenie zmienić i takie tam inne. Bardzo polecam takie zajęcia…</li>
<li>Upewnijcie się, że położna, z którą umówicie się na rodzenie (zadbanie o położną przed porodem to naprawdę doskonały pomysł) jest babką, która potrafi coś w szpitalu zdziałać. Niestety nasz kochany katolicki i prorodzinny kraj rżnie jak może służbę zdrowia a porodówki już szczególnie, w wyniku czego całkiem prawdopodobne jest, że jeśli akurat traficie na zmasowany atak urodzin, po prostu nie będzie dla Was miejsca i zostaniecie odesłane z kwitkiem. Wtedy przebojowa położna potrafiąca coś załatwić naprawdę się przyda.</li>
<li>Całkiem dobrym pomysłem jest przy wybieraniu sobie lekarza przeprowadzającego przez okres ciąży kogoś, kto pracuje w szpitalu, w którym chcecie rodzić i najlepiej gdy jest jeszcze tam jakąś szyszką. Owszem, wizyty będą pewnie droższe (tak funkcjonuje nasze państwo, nie ja to wymyśliłem) ale naprawdę nie trzeba umawiać się z takim lekarzem na poród i płacić mu za obecność przy porodzie jakichś kolosalnych sum — inni lekarze też są kompetentni i znają się zazwyczaj na swojej robocie bardzo dobrze i bez problemów poród odbiorą. Tu raczej chodzi o to, że feudalne stosunki w naszej służbie zdrowia opierają się na mocy nazwiska i jeśli traficie na izbę przyjęć z kartą ciąży, pod którą będzie widniało odpowiednie nazwisko, o resztę możecie być raczej spokojne drogie Panie. Ten system działa w glorii i chwale naszego prawa więc trzeba z niego korzystać czy się chce, czy też nie.</li>
<li>Poród to bolesna i krwawa sprawa. Radzę facetom stawać przy łóżku, na którym rodzi kobita od zawietrznej czyli od strony głowy :). Serio, tam w dole dzieje się rzeź i jeśli jesteś wrażliwym, kochanym, wspaniałym mężczyzną takim jak ja — oszczędź sobie widoku tej masakry. Za to bardzo, bardzo, bardzo dzielnie trzymaj się przy przecinaniu pępowiny. Mnie przy Majce nieco zamroczyło z przejęcia…</li>
<li>Drogie Panie — pamiętajcie, że dla faceta to też wielkie przeżycie. O ile na codzień jesteśmy zazwyczaj leniwymi matołami nie potrafiącymi lub niechcącymi się zajmować tak upierdliwymi rzeczami, jak dzieci czy sprzątanie wokół nich, tak w te dni dostajemy zazwyczaj nagłej łaski i olśnienia i bierzemy się do roboty. Przeżywamy poród może nie tak, jak Wy ale mimo wszystko przeżywamy więc proszę, wybaczcie facetom, że czasem zapominają języka w gębie, nie potrafią pocieszyć tak, jak bohaterowie Harlekinów, że z nadmiaru chęci coś czasem spieprzą lub w wyniku trzęsienia się rąk z przejęcia coś czasem upuszczą (spokojnie, dziecka na pewno nie upuszczą ale kubas z kawą potrafi wylecieć z łap tak całkiem samoistnie).</li>
</ul>
<p>Ot i wszystko. Jeśli macie jakieś pytania do Doroty — piszcie, pytajcie, ślijcie maile. Jeśli jakiś facet ma pytanie do mnie — piwo przyjmuję całą dobę. Po konsumpcji okaże się, czy odpowiem :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/09/gucio-w-domu-czyli-howto-dla-rodzacych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podcast 008 — Brzozowe USG</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/04/podcast-008-brzozowe-usg/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/04/podcast-008-brzozowe-usg/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Apr 2009 04:10:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podcast]]></category>
		<category><![CDATA[Ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3117</guid>
		<description><![CDATA[Wpis i podcast typowo rodzinny, można śmiało pominąć. Wszelkie ciocie i babcie jednak BACZNOŚĆ! Brzozik podesłał i ku uciesze rodziny na rodzinną stronkę wrzucić nakazał filmik z USG, w którym główną rolę gra potomek Ani i Brzozy. Jedno mnie rozwala — technologia dzisiejsza, dzięki której można sobie trójwymiarowe wizje malucha siedzącego w brzuchu przedstawiać. Niesamowite… [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/templates/costa-two_colours_theme/img/xml.gif" width="240" />
		</p><p>Wpis i podcast typowo rodzinny, można śmiało pominąć.</p>
<p>Wszelkie ciocie i babcie jednak BACZNOŚĆ! Brzozik podesłał i ku uciesze rodziny na rodzinną stronkę wrzucić nakazał filmik z USG, w którym główną rolę gra potomek Ani i Brzozy. Jedno mnie rozwala — technologia dzisiejsza, dzięki której można sobie trójwymiarowe wizje malucha siedzącego w brzuchu przedstawiać. Niesamowite… Dorek, ja też chcę takie 3D!</p>
<p>A ja tylko przypominam, że podcasty można wciągać z naszej stronki także przez RSS wydzielonymi do tego celu kanałami:<br />
<img src="http://costa.info.pl/templates/costa-two_colours_theme/img/xml.gif" alt="" /> <a href="http://feeds.feedburner.com/CostasFamilyPage-Podcast">CoSTa’s Family Page — podcast</a><br />
<img src="http://costa.info.plhttp://costa.info.pl/wp-content/uploads/uploads/buttony/cfp-feed_itunes.png" alt="" /> <a href="http://phobos.apple.com/WebObjects/MZStore.woa/wa/viewPodcast?id=264380747">CoSTa’s Family Page — w iTunes Store</a><br />
<img src="http://costa.info.plhttp://costa.info.pl/wp-content/uploads/uploads/buttony/miro-logo-small.png" alt="" /> <a href="http://subscribe.getMiro.com/?url1=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FCostasFamilyPage-Podcast">CoSTa’s Family Page — zasubskrybuj w Miro</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/04/podcast-008-brzozowe-usg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
<enclosure url="http://dl.getdropbox.com/u/543979/Podcasty/008-brzozowe_usg.mp4" length="0" type="" />
		</item>
		<item>
		<title>Magia dzieje się raz jeszcze…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/02/magia-dzieje-sie-raz-jeszcze/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/02/magia-dzieje-sie-raz-jeszcze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Feb 2009 22:42:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Urodziny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=393</guid>
		<description><![CDATA[To było tak przecież niedawno… Ten maluch zmienił całe nasze życie. Wywrócił i podeptał wszystko. W zamian dał zaś tyle, że nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć. Miłość, radość, poczucie jedności, poczucie celu i sensu… To dopiero początek tego, co dostajemy na codzień od naszej córeczki — Majki. Z tym większą więc radością spieszę poinformować [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/02/20090207-majka-foto02.jpg" width="240" />
		</p><p>To było tak przecież niedawno…<br />

<a href='http://costa.info.pl/2009/02/magia-dzieje-sie-raz-jeszcze/20090207-majka-foto02/' title='Majka i CoSTa'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/02/20090207-majka-foto02-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Majka i CoSTa" title="Majka i CoSTa" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2009/02/magia-dzieje-sie-raz-jeszcze/20090207-majka-foto01/' title='Majka i Doropha'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/02/20090207-majka-foto01-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Majka i Doropha" title="Majka i Doropha" /></a>
<br />
Ten maluch zmienił całe nasze życie. Wywrócił i podeptał wszystko. W zamian dał zaś tyle, że nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć. Miłość, radość, poczucie jedności, poczucie celu i sensu… To dopiero początek tego, co dostajemy na codzień od naszej córeczki — Majki.</p>
<p>Z tym większą więc radością spieszę poinformować rodzinę bliższą (która już wie) i dalszą (która też już pewne wie :)) oraz wszelkich możliwych naszych znajomych, nieznajomych oraz świat cały, że już niebawem będziemy wręcz pławili się w szczodrych, dziecięcych darach.</p>
<p><strong>BĘDZIEMY MIELI DZIECKO!</strong></p>
<p>Yeah! Doropha jest w ciąży! Yupppiiii!!!</p>
<p>Majka będzie miała rodzeństwo, my kolejne urwanie głowy, babcie kolejny powód do przyjazdów a opiekunka będzie miała przerąbane :). Dorcia ocenia, że to dopiero pierwszy miesiąc ale muszę przyznać, że młode jest ambitne i już jej wszystko jej rozchwiało. Doropha ma przepisowe mdłości, czuje się fatalnie ale mamy nadzieję, że po pierwszym trymestrze objawy ustąpią i zacznie się jazda. Termin to przełom września i października, więc muszę kupić se wodoodporny wózek z solidnymi kapciami by mi z wirażów na jesienno-zimowych trasach nie wypadał.</p>
<p>Oj kochani, nie mogłem się do tej pory cieszyć jak człowiek bo Doropha dała bana na wszelkie rozpowiadanie radosnej nowiny. Wiecie jakie to cholernie męczące jest, kiedy człowiek chce mordę drzeć z radochy a nie może pisnąć ni słówka? Nooo ale to się teraz zmieni. Przede wszystkim muszę jakieś piwo z chłopakami wypić i jak człowiek tego newsa oblać. Poza tym trza zakasać rękawy i jakieś fuchy zacząć trzaskać bo na młodego/młodą i ciepłe mleczko trzeba zarobić.</p>
<p>A właśnie — co według Was się wykluje? Babeczka? Facecik? Z boczku (a póki co poniżej) powisi przez czas jakiś głosowanie z pytaniem, a że jesteśmy strasznie ciekawi Waszych typów — klikajta. Mam przeczucie, że to będzie druga pannica…</p>
Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post’s poll.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/02/magia-dzieje-sie-raz-jeszcze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>60</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>da majek idzie spać sam!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/03/da-majek-idzie-spa-sam/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/03/da-majek-idzie-spa-sam/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Nov -0001 00:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Link]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[scooby doo, bajka przeklęta! przy końcu roboty za rodzinką mi się chyba zatęskniło bo jakoś tak przed chwilą do łba wskoczyło, jak to da majek próbuje się nauczyć spać sama. pomysł narodził się po ostatniej wizycie u koleżanki da majka, niejakiej paulinki voytassowej (greetz voytass!). tam padło brzemienne w skutki zdanie: paulinka sama chodzi spać, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/uploads/rozne/scoobydoo-screen01.thumb.jpg" width="240" />
		</p><div style="width: 160px;" class="serendipity_imageComment_left">
<div class="serendipity_imageComment_img"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/uploads/rozne/scoobydoo-screen01.jpg" class="serendipity_image_link"><img width="160" height="120" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/uploads/rozne/scoobydoo-screen01.thumb.jpg" /></a></div>
<div class="serendipity_imageComment_txt">scooby doo, bajka przeklęta!</div>
</div>
<p>przy końcu roboty za rodzinką mi się chyba zatęskniło bo jakoś tak przed chwilą do łba wskoczyło, jak to da majek próbuje się nauczyć spać sama. pomysł narodził się po ostatniej wizycie u koleżanki da majka, niejakiej paulinki voytassowej (greetz voytass!). tam padło brzemienne w skutki zdanie: paulinka sama chodzi spać, sama sobie śpi w swoim łóżeczku i ogólnie nie naprzykrza się starszym po nocy.</p>
<p>da majek nie uwierzył. nie mógł uwierzyć. ciągle się pytał „a jak to tak, nie boi się?”, „nie śpi z mamusią?” itd. nasze dziecko dosłownie oniemiało, że tak w ogóle można. no i padło postanowienie: <b>da majek ma się nauczyć spać sama</b>. co ja kwituję krótkim „taaaa…”. już to widzę jak nam się dzieciak z wyra wyprowadza. już to widzę, jak ją doropha wypuszcza :). skutkiem ubocznym postanowienia jest nagły wybuch miłości da majka do dorophy: „mamusiu, ty tak ładnie śpisz”, „mamusiu, kogo ja będę miziać do spania?” i tak dalej — styl rodzice znają, nierodzice szybko by się znudzili. papa costa zachowuje się przy tym wszystkim jak prawdziwy papa: w samodzielne spanie swojej córki wierzy jeszcze mniej niż ona sama. ale rozmowę już z córą odbyłem i dowiedziałem się, że głównie to ona boi się duchów i między innymi dlatego nie chce spać sama.</p>
<p>basta! ban na <a href="http://www.scooby-doo.com" title="strona głupiej bajki, którą wielbi da majek">scooby doo</a>. ta baja rozpieprza mojemu dziecku mózg a mnie pożycie małżeńskie :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/03/da-majek-idzie-spa-sam/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>kłopotów z da majkiem ciag dalszy</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/03/k-opot-w-z-da-majkiem-ciag-dalszy/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/03/k-opot-w-z-da-majkiem-ciag-dalszy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Mar 2006 05:58:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[okej, coś z tym zrobić trzeba. jeśli dobrze liczymy, nasza córka od mniej więcej listopada jest cięgiem chora. po ostatnim wyjściu do kina znów katar, ogólna masakra i diabli wiedzą co jeszcze. to już kompletnie nas dobija a nerwy wraz z dorophą mamy w strzępach. na widok kolekcji lekarstw, jakie wmiędzyczasie się uzbierały, dostałem po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>okej, coś z tym zrobić trzeba. jeśli dobrze liczymy, nasza córka od mniej więcej listopada jest cięgiem chora. po ostatnim wyjściu do kina znów katar, ogólna masakra i diabli wiedzą co jeszcze. to już kompletnie nas dobija a nerwy wraz z dorophą mamy w strzępach. na widok kolekcji lekarstw, jakie wmiędzyczasie się uzbierały, dostałem po prostu szału. to wszystko było pakowane w moje dziecko??? i tak po prostu nie działa???</p>
<p>pieprzę naszą panią doktor radosną, która przy badaniu nawet nie raczy sprawdzić węzłów chłonnych a mając przed sobą kilkumiesięczną historię choroby nawet nie zająknie się o potrzebie przeprowadzenia badań specjalistycznych. no taaak, przecież każde takie zlecenie chyba coś ich kosztuje… płacę na służbę zdrowia, z której dokładnie nic nie mam prócz rujnowania systemu odpornościowego mojego dziecka kolejnymi antybiotykami. jak zwykle okjazuje się, że jeśli chce się mieć coś zrobionego dobrze, to trzeba za to płacić ekstra. okej, no problem, na dziecku nie zamierzam oszczędzać ale wkurza mnie kompletny brak profesjonalizmu u publicznych lekarzy a mordy pełne żądań pod niebiosa.</p>
<p>ten weekend to będzie jedna długa wycieczka po specjalistach. ile by to nie kosztowało zajmie się moją małą ktoś od dróg oddechowych, ktoś od alergii i pewnie od kilku innych jeszcze rzeczy. tak kombinuję, czy z tymi badaniami nie wybrać się do jeleniej góry. lekarze sprawdzeni i jakoś budzący większe moje zaufanie. obaczymy. anyway, publiczna służbo zdrowia żegnaj. płacę na ciebie, bo muszę i nie mam innego wyjścia. gdyby to ode mnie zależało rozgoniłbym to całe towarzystwo w pizdu i niech sobie radzą na wolnym rynku. niekompetentni idioci odpadną od razu. że co, że płacić będzie trzeba? a co, teraz to niby się nie płaci? wszystko co wymaga czegoś więcej niż wypisania recepty na kilka podstawowych leków jest określane mianem wizyty specjalistycznej zdaje się, na którą trzeba mieć skierowanie. czy idiota, którego wystawienie mi owego skierowania kosztuje, będzie chciał to skierowanie wystawić? retoryczne pytanie…</p>
<p>trzymaj się majku! koniec z jakimiś nieprawdopodobnymi dawkami iluśtam jednocześnie leków. koniec z ciągłym osłabianiem twojego już i tak kiepskiego układu odpornościowego kolejnymi pomysłami jakiejś chorej pani doktor fundującej ci kolejne ingerencje w ten układ za pomocą kolejnych piguł. koniec i kropka.</p>
<p>kurwa, ale ze mnie ojciec… musiało minąć te kilka miesięcy bym do takich a nie innych wniosków doszedł… kurwa, kurwa, kurwa! :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/03/k-opot-w-z-da-majkiem-ciag-dalszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>pogadanki majki</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/02/pogadanki-majki/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/02/pogadanki-majki/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Feb 2006 22:34:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Dom]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gra]]></category>
		<category><![CDATA[Kot]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[Mini]]></category>
		<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[od blisko trzech lat mieszkamy w dziwnym państwie, w którym niepodzielnie rządzi i króluje mała istotka… rozwija sie to stworzenie w zaskakującym nas tempie i dąży do dyktatury absolutnej. jak sugeruje szanowny papa costa, jestem pod butem od dawna — on rzekomo nie do końca. ha! najgorzej jak sie komuś coś wydaje! tak się jakoś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>od blisko trzech lat mieszkamy w dziwnym państwie, w którym niepodzielnie rządzi i króluje mała istotka… rozwija sie to stworzenie w zaskakującym nas tempie i dąży do dyktatury absolutnej. jak sugeruje szanowny papa costa, jestem pod butem od dawna — on rzekomo nie do końca. ha! najgorzej jak sie komuś coś wydaje! tak się jakoś stało, że wzięło nas to małe stworzenie i owinęło wokół palca.</p>
<p>poza tym od jakiegoś czasu ma obsesję na punkcie bajek z barbie w roli głównej. po jednej z nich stwierdziła, że jest „księżniczką barbie pegaza”. drogą dedukcji i przy majkowej akceptacji ja jestem królową barbie pegaza a papa costa to pegaz.</p>
<p>odkąd zaczęła mówić, wprawia nas w zadziwienie coraz większe ale jak zaczęła nam czytać bajki, to osłupieliśmy kompletnie.</p>
<p>bez zbędnych dywagacji kilka małych przykładów.</p>
<p align="center"><b>majki bajki</b></p>
<p><b>kot w butach</b></p>
<p>maja zasiada… rozkłada książkę, wskazuje królewskim palcem miejsce gdzie mogę spocząć i zaczyna:</p>
<blockquote><p>- <i>kot w butach </i>- westchnięcie dla podkreślenia powagi słów<br />- <i>dawno dawno temu był sobie kot… </i>- długa pauza, w której z każdej strony ogląda kartkę w książce — <i>mamo, a gdzie on ma buty?</i></p>
</blockquote>
<p><b>czerwony kapturek</b></p>
<blockquote><p><i>- dawno dawno temu był sobie celwony kaptulek i… nie posedł do babci.</i></p>
</blockquote>
<p><b>franklin chce zdobyć odznakę</b></p>
<p>dla niewtajemniczonych dodam, ze franklin to mały żółwik, mnóstwo go w mini mini i w księgarniach można znaleźć całe serie bajek z tym zielonym stworem w roli głównej…</p>
<blockquote><p>- <i>faklin</i> (pisownia oryginalna) b<i>ył jus duzym chłopcem… i posed z psyjaciólmi bo chciał być halcezem… mieli świetna zabawę.</i><br />- <i>nie dziękuje, nie chce twojego fleta odzekł faklin … uf jak golaco zdechnął i nic więcej nie powiedział.</i></p>
</blockquote>
<hr width="100%" size="1" />
<div align="center"><b>rozmówki rodzinne</b></div>
<p />
<p><b>tekściki dotatusiowe</b></p>
<p>1) dziecię siedzi w kąpieli, papa costa pilnuje małej coby w trakcie nie żarła piany, pila wody i nie robiła innych przyjemnych rzeczy… papa costa czyta sobie i przy okazji córci gazetę (a co, niech się dziecko dowie co się na świecie dzieje (tu leciutko wtrącę, że jak była bardzo malutka tatuch usypiał ją opowiadając o biurokracji w kraju naszego żywota lub o systemie podatkowym — zasypiała natychmiast :))). costa czyta i czyta… maja przelewa wodę, podtapia lalki i takie tam, w pewnym momencie znudzona wielce powiada:</p>
<blockquote><p>- <i>wies tato, sądzę, ze to wsystko jest bez sensu…</i></p>
</blockquote>
<p>i jak tu nie przyznać jej racji?</p>
<p>2) maja narozrabiała: tak długo huśtała sie na krześle mimo tatuchowych uwag, ze przewróciła stolik, krzesełko, wylała kubek z wodą, talerz z obiadem wylądował malowniczo na podłodze itp. papa costa nie zdzierżył, podniesionym głosem ustawiał córcię, po czym opuścił pomieszczenie — od sprzątania są inni, więc ja sprzątam. maja na początku lekko skruszona siedzi, po czym pociąga nosem i pokrzykuje w ślad za tatuchem:</p>
<blockquote><p>- <i>i co nalobiłeś? naksycałeś i posedleś sobie na spacel. bezcelność!</i></p>
</blockquote>
<p>3) na wyraźne zapotrzebowanie córci, tata przynosi dziecku wodę w kubeczku… prawdopodobnie temperatura nieodpowiednia w ocenie majka, bo pełna oburzenia powiada tak:</p>
<blockquote><p>- <i>co to? z klanu? dzidziusiom dawać wode z butelki albo klaniku jakiegoś.. no wies tato? niesłychane!</i></p>
</blockquote>
<p>4) papa costa jest wrogiem reklam, jedna jednak wyjątkowo mu się podoba ze względu na ładne kobiece ciałka przewijające sie w reklamie jakiejś sieci komórkowej, zdarza mu sie w związku z tym komentować na gorąco… w związku z tym za każdym razem gdy go nie ma w pokoju a leci „jego” reklama, córka gromkim głosem pokrzykuje:</p>
<blockquote><p>- <i>tato, dobla leklama, fajne niunie som!</i></p>
</blockquote>
<p>5) tatuś gra na konsolce, walczy ze złem świata… jest po prostu boski! wchodzę, patrzę na rzeź i grzecznie zwracam uwagę, że ta gierka to niekoniecznie dla majki, na co córcia rzecze:</p>
<blockquote><p>- <i>nie bój sie mamo. pats, jak fajnie tato zalas spuści temu złemu kolesiowi bęcki…</i></p>
</blockquote>
<p />
<hr width="100%" size="1" /><b>teksciki domamusiowe</b>
<p />
<p>1) wieczorek, zmywam tapetę całodzienną z twarzy, córka asystuje, ja zmyłam makijaż, zmęczona marudzę pod nosem:</p>
<blockquote><p>- <i>ale jestem blada…</i><br />majek, krytycznie:<br />- <i>fakt, mamo, kto to widział być taką „bledą”</i></p>
</blockquote>
<p>2) makijaż — wariacje na temat. wyciągam waciki, córcia oczywiście przy mnie, przyznam, że w roztargnieniu zapomniałam, że zostałam wychowana inaczej i dziecku powinnam również odpowiedni sprzęt podać. zaczęłam zmywać a zbulwersowana córcia:</p>
<blockquote><p>- <i>a ja! pats jak sie stlasnie rozmazalam, musę sobie tu poplawić…</i></p>
</blockquote>
<p>3) majek ma w sobie coś z niszczyciela. jak ją najdzie wena to rzuca czym popadnie (potem twierdzi, że nie chciała), ale efekty bywają różne. jako, że krzyk nie przynosi żadnych rezultatów a przynajmniej długotrwałych, próbuję rozmowy :)</p>
<blockquote><p>- <i>majuś, dlaczego tym rzucasz?</i><br />- … — majuś patrzy spode łba<br />- <i>córcia, dlaczego niszczysz te rzeczy?</i><br />- <i>nie wiem </i>- pada odpowiedź<br />- <i>ale co sobie wtedy myślisz?</i><br />po chwili ciszy córka mi się wywnętrza:<br />-  <i>cy mama kupi mi sukienke  księznicki cy nie? co by tu zjeść na śniadanko… moze płatki z mlekiem?</i></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/02/pogadanki-majki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>windows vista: granie i zidiocenie użytkownika?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/02/windows-vista-granie-i-zidiocenie-u-ytkownika/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/02/windows-vista-granie-i-zidiocenie-u-ytkownika/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2006 06:10:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Dom]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Gra]]></category>
		<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Kot]]></category>
		<category><![CDATA[Pop]]></category>
		<category><![CDATA[Program]]></category>
		<category><![CDATA[Windows]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[bardzo lubię bloga btd. ostatnio chłopak wyszukuje w necie materiały na niezłe ogólne przemyślenia i szturcha mnie mocno w dodatku swoimi komentarzami. całkiem dobrze wychodzi mu to lekkie prowokowanie (no mnie leciutko do dyskusji zagania jak widać :)) a i muszę przyznać, że nie mam nic przeciwko pogadaniu blog vs blog na jakieś tematy. zawsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>bardzo lubię <a href="http://btd.livenet.pl/" title="blog pana btd">bloga btd</a>. ostatnio chłopak wyszukuje w necie materiały na niezłe ogólne przemyślenia i szturcha mnie mocno w dodatku swoimi komentarzami. całkiem dobrze wychodzi mu to lekkie prowokowanie (no mnie leciutko do dyskusji zagania jak widać :)) a i muszę przyznać, że nie mam nic przeciwko pogadaniu blog vs blog na jakieś tematy. zawsze to nieco ciekawiej.</p>
<p>tym razem <a href="http://btd.livenet.pl/index.php/archives/178" title="notka pana btd, przyczynek do tych rozważań">padło na notkę</a>, w której btd cytuje artykuł z <a href="http://www.gry-online.pl/" title="serwis gry-online.pl">gry-online.pl</a> o tym jak microsoft widzi kwestię gier w swoim nowym systemie <i>(zalecam przeczytanie bo cały wpis odnosi się bezpośrednio do tej notki)</i>. oczywiście btd opatrzył to wszystko odpowiednim swoim komentarzem, z którym na pierwszy rzut oka można się tylko zgodzić. ale po przemyśleniu sprawy… kilka wniosków nie jest już dla mnie takich oczywistych.</p>
<p>zacznijmy od tego, że wizja przedstawiona przez niejakiego pana moore’a jest na pececie może nie rewolucyjna ale na pewno to nowość co się zowie. vista to będzie chyba pierwszy system, w którym zadba się także o graczy i nie tylko o nich ale także o ich rodziców. powiem szczerze, że to, co z perspektywy gracza wydaje się bzdurą, z perspektywy rodzica już wcale takie nie jest. sam jestem rodzicem, który za już niedługi czas nie będzie miał innego wyjścia jak tylko udostępnić swojej latorośli komputer do dłuższych zabaw. problem w tym momencie jest oczywisty: chciałbym da majkiem jakoś kierować podczas jej internetowych wypadów oraz chciałbym mieć wpływ i kontrolę nad tym w co i kiedy gra moje dziecko. przykro mi ale puszczenie samopas absolutnie nie wchodzi w rachubę. dostęp kontrolowany, opisany w artykule przytoczonym przez btd, w takiej sytuacji bardzo ale to bardzo mi odpowiada. patrząc na to nieco szerzej — domowe pecety, które mogą robić za centrum rozrywki dla wszystkich domowników, włączając w to małoletnich graczy na ten przykład, powinny umożliwiać rodzicom pewną kontrolę nad poczynaniami ich latorośli. swojemu dziecku należy ufać ale uważam, że powinno być to zaufanie ograniczone. dziecko trzeba też w pewnym stopniu kontrolować, bez tego nie wyobrażam sobie sensownego procesu wychowawczego.</p>
<p>druga rzecz i chyba najsolidniejszy zarzut podniesiony przez btd: te wszystkie ułatwienia w instalacji gier, ich zarządzaniem i cała ta reszta — to wszystko wygeneruje pokolenie „konsolowo-idiotów” nie potrafiących posługiwać się komputerem. ma btd rację oczywiście ale z drugiej strony… nie musi jej mieć :). zainstalowanie gry w windows xp wymaga wsadzenia płyty do napędu, wpisania seriala a dalej zasadniczo pozostaje już tylko klikanie „dalej”. po dłuższej lub krótszej chwili na pulpicie pojawia się zazwyczaj kolejna ikonka. dwuklik i gramy. i to wszystko. czasem dochodzą jeszcze kwestie ustawień ale to już nie jest problem systemu, bardziej developerów danej gry. tu mi się nasuwa pytanie: czy dzisiejszy proces instalacji jest jakoś szczególnie skomplikowany? z tego co zrozumiałem czytając cytowany przez btd artykuł — całość sprowadzi się po prostu do zapanowania nad grami. wszystko w jednym miejscu (bo tak to sobie wyobrażam): od instalacji począwszy, przez określanie zasad dostępu do gry, na deinstalacji skończywszy. pytam: co w tym złego? ot usprawnienie interfejsu zasadniczo niczego nie zmieniające. płytę nadal trzeba wsadzić w napęd i zapewne jeszcze przez jakiś czas nadal trzeba będzie klikać „dalej”. więc w czym problem? robienie systemowi operacyjnemu zarzutu z tego, że się go łatwo obsługuje to imo już gruuuube przegięcie.</p>
<p>jestem konsolowcem i poczułem się niejako wywołany do tablicy w sprawie konsol :). ludzie kupują konsole z różnych względów. ja kupiłem z tych względów wielu: przywiązanie do marki, kilka tytułów exclusive, wygoda grania na konsoli, brak dodatkowych kosztów i frustracji związanych ze sprzętem… ogólnie, jak widać, rozchodziło mi się o wygodę i spokój. odwracając teraz nieco kota ogonem: dlaczego posiadacze pecetów (w tym i ja) nie mieliby mieć podobnie? szybko, łatwo, wygodnie i przyjemnie? daleki jestem od stwierdzenia, że pecet choć w części zastąpi konsolę ale można ludziom szukającym rozrywki choć odrobinę życie umilić. ba! rozbudowałbym pomysł microsoftu o kwestie wymagań sprzętowych danej gry — to także imo byłoby fajne rozwiązanie.</p>
<p>czy vista wychowa nam pokolenie systemowych idiotów? zapewniam, że nie bardziej niż wcześniejsze wersje windowsa. ludzie odporni i po prostu nie zainteresowani tym jak system działa, nadal będą mieli to w poważaniu głębokim. tak to już z ludźmi jest. jedni (w tym i wspomniany btd :)) nie usiedzą spokojnie, muszą coś rozkręcić, sprawdzić, pokombinować, wyczyścić, zainstalować… inni mają to wszystko głęboko gdzieś i chcą po powrocie z roboty odpalić komputer, przejrzeć pocztę, kilka stron, uruchomić jakąś gierkę, chwilę popykać i to wsio. geeki zawsze będą miały swój świat do dyspozycji: linuksy, sruksy, bebechy windowsa do pogrzebania w.</p>
<p>w sumie to mam pytanie: czy istnieje w linuksie jakiś mechanizm/program/whatever chroniący komputer przed dzieciakiem właśnie? w sensie np. określenia, że taki a taki użytkownik to dzieciak, potencjalnie niebezpieczny osobnik :), radośnie biegający po dysku i necie czego powinno mu się zabronić i wydzielić ściśle co może, a czego nie. mam wrażenie, że już niedługo zacznie mi być takie oprogramowanie bardzo potrzebne. da majek zaczyna sobie coraz lepiej poczynać cholera :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/02/windows-vista-granie-i-zidiocenie-u-ytkownika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>urodziny enderowej darii</title>
		<link>http://costa.info.pl/2006/01/urodziny-enderowej-darii/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2006/01/urodziny-enderowej-darii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2006 19:44:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[Urodziny]]></category>
		<category><![CDATA[Znajomi]]></category>

		<guid isPermaLink="false"></guid>
		<description><![CDATA[żeby nie było, żeśma takie ponuraki i tylko w domu siedzimy… jako że da majek ostatnio cięgiem chory był, a i reszta młodzieży takoż czuła się nietęgo (prócz darii, tej podobno nic się nie ima) — urodziny enderowej córki, które miały miejsce jakiś miesiąc temu, odbyć się mogły dopiero teraz. znajomi nas sprosili, kazali na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>żeby nie było, żeśma takie ponuraki i tylko w domu siedzimy… jako że da majek ostatnio cięgiem chory był, a i reszta młodzieży takoż czuła się nietęgo (prócz darii, tej podobno nic się nie ima) — urodziny enderowej córki, które miały miejsce jakiś miesiąc temu, odbyć się mogły dopiero teraz. znajomi nas sprosili, kazali na prezent kupić to i to (roztropnie mamy sobie ustaliły, czego małej potrzeba — tak powinno to wyglądać zawsze a nie zostawia się ludzi w kłopocie „co by tu właściwie kupić” :)), no i wylądowaliśmy u enderów. niestety ździebko krótko bo da majek zaczął dokazywać z braku snu i ogólnego zmęczenia.</p>
<p>tak czy inaczej — <strong>sto lat dario</strong>! i oby starzy mieli następnym razem kolę, czipsy i całą resztę gotową zawczasu :)</p>
<p>ps. ze mną nie ma problemów. na prezent zawsze chcę jakąś gierkę na playstation. aktualnie playstation 2. dobre nowości mile widziane :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2006/01/urodziny-enderowej-darii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: http://www.w3-edge.com/wordpress-plugins/

Page Caching using disk: basic
Database Caching 129/235 queries in 0.118 seconds using disk: basic
Object Caching 3461/3667 objects using disk: basic

Served from: costa.info.pl @ 2012-02-10 03:33:32 -->
