<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>CoSTa&#039;s Family Page &#187; Hardware</title>
	<atom:link href="http://costa.info.pl/tag/hardware/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://costa.info.pl</link>
	<description>Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną.</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 21:42:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Głośniki Logitech Z120</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/12/glosniki-logitech-z120/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/12/glosniki-logitech-z120/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 14:56:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.info.pl/?p=34551</guid>
		<description><![CDATA[<script type='text/javascript' src='http://costa.info.pl/wp-includes/js/jquery/jquery.js?ver=1.7.1'></script>
Jak na Logitecha przystało - nie ma się do czego przyczepić w kwestii jakości wykonania. Świetnie jest po prostu. Głośniki swoje ważą i nie latają przy lada podmuchu powietrza. Jakość użytego plastiku - wysoka. Wszystko spasowane jak trzeba i po prostu aż miło na to się patrzy. Poza tym głośniki są w uniseksowym kolorze białym i przynajmniej kurzu nie będzie na nich tak bardzo widać, jak na monitorze, który zbiera kurz potwornie. A więc ideał? Oj niestety nie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/12/20111231-z120.png" width="240" />
		</p><p>Jakoś w marcu tego roku kupiłem sobie tani monitorek o nazwie <a title="iiyama ProLite E2473HDS" href="http://costa.info.pl/2011/03/iiyama-prolite-e2473hds/">iiyama ProLite E2473HDS</a>. Z założenia miało to być coś, co poza byciem tanim, miało po prostu jakoś oddzielić mojego Maka mini od telewizora, do którego miniacz był podpięty. Odsyłam do linkowanego tekstu po krótką „recenzję” monitora a tu może tylko puszczę drobny z niej wypisek.</p>
<div class="woo-sc-quote"><p>Jednym sło­wem — nie za tania tanio­cha, którą tra­pią jesz­cze inne drobne pro­blemy. Wbudowane gło­śniki nada­dzą się do wyemi­to­wa­nia sys­te­mo­wych dźwię­ków powia­do­mień ale do niczego wię­cej.</p></div>
<p>No właśnie, w tych wbudowanych głośnikach był der Hunt Begraben. No bo prócz miniacza do monitora została podłączona też konsola i nagle okazało się, że o ile solowe granie jest OK w słuchawkach na uszach, o tyle sesje gierkowe z Majką u boku i piszczącym monitorem przed oczami po prostu nie sprawiały żadnej frajdy. Właśnie ze względu na te beznadziejnie głośniczki w monitorze.</p>
<div id="attachment_34554" class="wp-caption aligncenter" style="width: 465px"><img class="size-full wp-image-34554" title="Głośniki Logitech Z120" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/12/20111231-z120.png" alt="Głośniki Logitech Z120" width="455" height="267" /><p class="wp-caption-text">Głośniki Logitech Z120</p></div>
<p>No i pytanko: <strong>Jak sobie głośniczki za 70 zyla radzą?</strong></p>
<p>Już odpowiadam: Radzą sobie całkiem nieźle acz nie jest to ósmy cud świata.</p>
<p>A teraz konkrety. Jak na Logitecha przystało — nie ma się do czego przyczepić w kwestii jakości wykonania. Świetnie jest po prostu. Głośniki swoje ważą i nie latają przy lada podmuchu powietrza. Jakość użytego plastiku — wysoka. Wszystko spasowane jak trzeba i po prostu aż miło na to się patrzy. Poza tym głośniki są w uniseksowym kolorze białym i przynajmniej kurzu nie będzie na nich tak bardzo widać, jak na monitorze, który zbiera kurz potwornie.</p>
<p>Zasilanie głośniki biorą z USB czyli możecie to targać z laptopem i żadne gniazdko nie będzie Wam potrzebne. Miłe. Źródło dźwięku podłącza się standardowo łączem 3,5mm jack czyli podłączycie wszystko, co tylko chcecie podłączyć. Bardzo fajnie pomyślano o chowaniu kabli. Otóż głośniki z tylnej swej strony mają całkiem sporo miejsca do ich chowania i funkcjonalnego wyprowadzania kabla z głośnika. Ciężko to opisać ale idea jest prosta, pomysłowa i — jako się rzekło — funkcjonalna.</p>
<p>Co z dźwiękiem? Nie jest źle choć głowy nie urywa. Głośniki nie są zbyt głośne i pokoju beatem Ci nie wypełnią ale jeśli siedzisz przy sprzęcie i przy nim chcesz muzyki posłuchać — nadadzą się. Do grania także nadają się dobrze — dynamika, basy, wszystko w granicach górnych stanów średnich jak dla głośników komputerowych/laptopowych. Cieszy, że przy podkręceniu na maksa i źródła dźwięku, jak i samych głośników, nic z nich nie dobiega, żaden hiss czy choćby ślad innego zakłócenia. To miłe.</p>
<p>Czy warto więc wywalać 7 dych na ten sprzęcik? Wywaliłem i jak na razie nie żałuję. Swoje zadanie głośniki spełniają dobrze, do jakości wykonania nie można się przyczepić ale pewnym problemem może być głośność sprzętu — za głośno to nie jest i imprezy na nich raczej się nie rozkręci :)</p>
<div class="woo-sc-box info   "><a title="Strona produktu" href="http://www.logitech.com/pl-pl/speakers-audio/home-pc-speakers/devices/8114">Strona produktu</a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/12/glosniki-logitech-z120/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Router ASUS RT-N13U Rev.B1</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2011 08:05:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Download]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Link]]></category>
		<category><![CDATA[Porada]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.info.pl/?p=34192</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu marudziłem na Facebooku czy innym Tweeterze, że chodzi za mną kupno nowego routera. Mój Linksys WRT54GL, którego mam już od 2009 roku, powoli zaczynał działać różnie. Mimo kombinowania z softem i różnymi takimi, zdarzały mu się słabsze dni i mimo ogólnej stabilności jakoś ostatnio nie wzbudzał mojej radości. Poza tym brzydkie to jak kupa choć trzeba dodać, że całkiem sprawnie działająca kupa. To zaprawdę bardzo fajna konstrukcja ale niestety leciwa i to się powolutku w czasach wszechobecnej „enki” zaczyna czuć. Zachciało mi się mieć coś nowszego, coś oferującego nieco więcej, niż tylko dzielenie łącza.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus_router-left.jpeg" width="240" />
		</p><p>Jakiś czas temu marudziłem na Facebooku czy innym Tweeterze, że chodzi za mną kupno nowego routera. Mój Linksys WRT54GL, <a title="LinkSys WRT54GL w domu mym" href="http://costa.info.pl/2009/04/linksys-wrt54gl-w-domu-mym/">którego mam już od 2009 roku</a>, powoli zaczynał działać różnie. Mimo kombinowania z softem i różnymi takimi, zdarzały mu się słabsze dni i mimo ogólnej stabilności jakoś ostatnio nie wzbudzał mojej radości. Poza tym brzydkie to jak kupa choć trzeba dodać, że całkiem sprawnie działająca kupa. To zaprawdę bardzo fajna konstrukcja ale niestety leciwa i to się powolutku w czasach wszechobecnej „enki” zaczyna czuć. Zachciało mi się mieć coś nowszego, coś oferującego nieco więcej, niż tylko dzielenie łącza.</p>
<p>Znalezienie jakiegoś fajnego routerka, który przy okazji nie opróżni kieszeni okazało się być zadaniem łatwym. Każdy nowszy sprzęcik obiecywał więcej, niż dawał mnie mój Linksys i w sumie mogłem brać co popadnie. Jednak jako że jestem głupi i nieobyty, wziąłem i zapragnąłem kupić coś innego, co w działaniu poniekąd zobaczyłem u kolegi. Znaczy rzuciłem okiem na ekran jego laptopa podczas gdy konfigurował on urządzenie i bardzo spodobało mi się oprogramowanie Asusa. Konkretnie jego wygląd bo wiele więcej nie widziałem. Ot i macie drodzy marketoidzi kolejny powód, dla którego bierze się urządzenia tak techniczne, jak routery – mają wyglądać nie tylko zewnętrznie ale także od strony międzymordzia :)</p>
<p>Skoczyłem dnia pewnego do Saturna i drogą kupna nabyłem model nieco wyższy od tego, którego pokazywał mi znajomy. Padło na modelik <strong>ASUS RT-N13U Rev.B1</strong>.</p>
<p>Powiem tak: w życiu jeszcze się tak nie wkurwiałem na jakieś urządzenie, jak właśnie na ten router. Leciały grube bluzgi, solenne przyrzeczenia, że nigdy więcej żadnego drogiego dziadostwa od Asusa nie kupię i w ogóle. Powodem wkurzenia było dziwaczne działanie urządzenia przy próbie ustawienia jakichkolwiek opcji innych, niż nazwa sieci, jej hasło i hasło dostępu do panelu administracyjnego. Urządzenie po zapodaniu mu np. zakresu adresów IP przyznawanych przez jego serwer DHCP działało co prawda nadal ale prędkość netu spadała dramatycznie. Mam aktualnie łącze 25Mbit do siebie i 1,5Mbit od siebie. Po zapisaniu jakichkolwiek ustawień (poza wymienioną nazwą sieci i hasłami) szybkość zjeżdżała mi do w porywach 0,7Mbit/0,1Mbit. Tragedia po prostu.</p>
<p>Sytuację uratowało postawienie alternatywnego firmware, czyli znanego i lubianego <a title="Strona alternatywnego firmware" href="http://www.dd-wrt.com/site/index">dd-wrt</a>. Problemów nie uniknąłem i tutaj. Co prawda firmware ładnie się wgrało ale działać nie chciało. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że cholerna <a title="Strona mojego coraz głupszego ISP" href="http://www.inea.pl">INEA</a> od niedawna ostro ukraca praktyki dzielenia łącza bez bulenia za dodatkowe terminale. Tak, nie przesłyszeliście się – mamy XXI wiek, epokę łączących się z netem lodówek a poznański monopolista każe sobie płacić (i to niemało!) za każde urządzenie korzystające z Internetu. Ano, trzeba było sklonować adres MAC i poszło już wszystko jak trzeba.</p>
<p>dd-wrt działało sobie całkiem fajnie ale to jest soft dla sweterków i ludzi lubiących bardziej grzebanie w ustawieniach panienki, niż samą panienkę. Ja należę do ludzi chcących korzystać z netu a nie ciągle coś konfigurować i z miejsca zatęskniłem do fajnego międzymordzia od Asusa. Poza tym dd-wrt nie obsługuje na razie out of the box portu USB a to potężny minus. W końcu chciałem sobie tam wpiąć pendrajwa i udostępniać w necie różne fajne rzeczy bez potrzeby miecia włączonego wciąż komputera.</p>
<p>Tym sposobem dd-wrt nie zagościło dłużej na mojej zabawce. Po jakichś dwóch dniach dostało kopa za niemiecie przysiadalnego wyglądu i oberżnięcie funkcji, które firmware asusowy oferował. Inna kwestia, że jeśli ktoś jest sweterkiem, to może mieć z tym firmware zabawy co niemiara, włącznie z postawieniem klienta torrenta i co tam tylko do głowy przyjść może. Całkiem możliwe, że się kiedyś na to ryzykowne danie skuszę bo możliwości jest od cholery. Gdyny komuś chciało się bawić, podrzucam <a title="Dokumentacja dla alternatywnego firmware" href="http://www.dd-wrt.com/wiki/index.php/Asus_RT-N13U">linkę do dokumentacji</a> i miłej zabawy życzę. Fora twierdzą, że funkcjonuje to wszystko nadzwyczaj sprawnie więc do dzieła panowie i piszcie jak wam wyszło.</p>
<p>Proces przywracania oryginalnego firmware pozwolę sobie pominąć choć wspomnę tylko, że o suport techniczny się operacja oparła (korespondujemy sobie do dziś tak swoją drogą). Udało się i do oryginalnego firmware w końcu wróciłem. Z problemami, o których wspomniałem na początku. I tu ogromne kudosy dla suportu Asusa, który naprowadził mnie na prawidłową ścieżkę. Otóż okazuje się, że soft asusowy należy ustawiać TYLKO I WYŁĄCZNIE za pomocą Internet Explorera. Przez to głupie ograniczenie straciłem dni całe zabawy z nowym routerkiem, flashowałem biosy, trułem tyłek suportowi, robiłem z siebie idiotę i co tam jeszcze. Ot, trudny jest żywot człowieka niekorzystającego z IE a dla potencjalnych nabywców poniżej wołami napiszę:</p>
<div class="woo-sc-box note   ">Ustawiaj ten router TYLKO za pomocą Internet Explorera!</div>
<p>Oszczędzisz sobie mnóstwa kłopotów…</p>
<h2>Jak to działa</h2>
<p>W skrócie: nieźle. Oprogramowanie jest sympatyczne i dosyć oczywiste dla kogoś, kto chociażby lekko liznął routerowe tematy. Można ustawić wszystko, co potrzebne może być w domku, włącznie z przydzielaniem konkretnego adresu IP w sieci LAN konkretnemu numerowi MAC, na czym zależało mi bardzo, bo na komputerze sporo rzeczy testuję i chcę mieć porty przekierowane jak trzeba, bez potrzeby każdorazowego ich przestawiania po wyłączeniu mojego mini. Ogólnie — jest wszystko, co potrzebne a QoS zrobiono obrazkowo i idiotoodpornie. I działa jak trzeba. Poniżej może kilka screenshotów dla zobrazowania o co tu loto.</p>

<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen01/' title='Połączenie internetowe'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen01-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Połączenie internetowe" title="Połączenie internetowe" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen02/' title='Informacja o sieci'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen02-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Informacja o sieci" title="Informacja o sieci" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen03/' title='Klienci sieciowi'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen03-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Klienci sieciowi" title="Klienci sieciowi" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen04/' title='Dysk USB'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen04-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Dysk USB" title="Dysk USB" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen05/' title='Tryb działania'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen05-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Tryb działania" title="Tryb działania" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen06/' title='QoS'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen06-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="QoS" title="QoS" /></a>
<a href='http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/20111111-asus-screen07/' title='Ustawienia zaawansowane'><img width="150" height="150" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/11/20111111-asus-screen07-150x150.png" class="attachment-thumbnail" alt="Ustawienia zaawansowane" title="Ustawienia zaawansowane" /></a>

<p> </p>
<p>Jak widać oprogramowanie wygląda przysiadalnie a poustawiać można sobie całkiem sporo.</p>
<p>Bardzo fajną rzeczą jest obsługa zewnętrznych dysków, które można podpiąć sobie do portu USB (podpięcie drukarni udostępnia ją jako drukarkę sieciową ale nie wiem jak i czy w ogóle to działa bo nie mam drukarki). Ja wpiąłem tam pendrajwa, na którego wrzucam różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy (na ten przykład filmy do wciągnięcia iPadem :)) a plus ma to taki, że wpięte urządzenie można udostępnić w sieci lokalnej via samba i/lub ftp. Dodatkowo można sobie tak rzecz skonfigurować, by była dostępna z internetu i wtedy ma się swój serwerek ftp udostępniony w necie i ciągle dostępny. Bardzo to wygodne rozwiązanie choć oczywiście nie jest to super-duper serwer mediów i czego tam jeszcze. Jeśli jednak macie potrzebę udostępniania sobie swoich zasobów czy to w sieci wewnętrznej, czy to na zewnątrz — ten router może być całkiem przydatny.</p>
<p>Tych kilkanaście dni codziennego używania przełożyło się na kilka wniosków, które sobie może wypunktuję:</p>
<div class="shortcode-unorderedlist bullet"></p>
<ul>
<li>Obsługa tylko via Internet Explorer to kpina z ludzi, którzy niekoniecznie chcą (lub mają możliwość bo np. w ogóle nie używają Windows) mieć do czynienia z tą przeglądarką. Są dostępne lepsze a Asus sobie w kule tnie brakiem ich obsługi. Ja rozumiem przywiązanie do Microsoftu ale bez przesady…</li>
<li>Oprogramowanie jest przyjazne, ustawienia proste do pojęcia, dobrze pogrupowane i generalnie soft jest (prócz tego nieszczęsnego IE) jednym z mocniejszych punktów tego routera. Serio, tu się ciężko zgubić a pod ręką ma się ciągle pomoc. Duży plus za sensowne podejście do użytkownika! Wcześniejsze wersje oprogramowania ponoć były mocno wadliwe ale wersja 2.0.2.0 ponoć pousuwała sporo problemów i potwierdzam — jest stabilnie, szybko i miło. Lektura forów internetowych jest czasem bardzo pouczająca :)</li>
<li>Sporym ficzerem jest obsługa dysków USB (router czyta FAT, NTFS i ponoć EXT3), która po prostu działa całkiem sprawnie. Asus dodatkowo udostępnia bezpłatną usługę DDNS, którą banalnie się uruchamia i można ze swojego dysku korzystać będąc gdzie bądź w świecie. Usług DDNS oprogramowanie obsługuje kilka więc nie jest się ograniczonym do asusowej.</li>
<li>Routerek jest ładny. Dla niektórych to istotne.</li>
<li>Routerek jest mocny. Sygnał z niego dociera do sąsiadki (nie pytajcie, co u niej robiłem :)) przez kilka ścian, w tym dwie nośne. W mieszkaniu mam sygnał w okolicach maksa w każdym pomieszczeniu.</li>
<li>Routerek nie jest tani ale ma tańszą o numerek wersję (sporo tańszą), którą testował mój znajomy i z której jest zadowolony.</li>
</ul>
<p></div>

<p>I to mniej więcej wszystko. Po początkowym stresie i fakach teraz jestem zadowolonym użytkownikiem, którego zadowolenie niestety nie jest pełne z powodu przeglądarkowej abberacji Asusa. Poza tym to naprawdę świetny sprzęt a jeśli jesteś sweterkiem, będziesz miał czym się bawić instalując alternatywne firmware.</p>
<div class="woo-sc-box info   "><strong>Niezbędne linki:</strong><br />
<a title="Oficjalna strona z informacjami o routerze" href="http://pl.asus.com/Networks/Wireless_Routers/RTN13U/">Oficjalna strona z informacjami o routerze</a><br />
<a title="Wspomniane wcześniej alternatywne firmware dd-wrt" href="http://www.dd-wrt.com/wiki/index.php/Asus_RT-N13U">Wspomniane wcześniej alternatywne firmware dd-wrt</a></div>
<div class="woo-sc-box download   "><img alt="zip" title="zip" class="download-icon" src="http://costa.info.pl/wp-content/plugins/download-monitor/img/filetype_icons/document-zipper.png" /> <a href="http://costa.info.pl/download/ASUS+RT-N13U+Rev.B1+FM+v2.0.2.0" title="ASUS RT-N13U Rev.B1 FM v2.0.2.0">ASUS RT-N13U Rev.B1 FM v2.0.2.0</a> (zip, 5.91 MB)<br />Oryginalne firmware routera ASUS RT-N13U Rev.B1 w wersji 2.0.2.0, z językiem polskim. Sporo się tego naszukałem w sieci i mam nadzieję, że mi Asus sprawy nie wytoczy za udostępnianie tego kawałka kodu. Na polskiej stronie oficjalnej możecie sobie szukać tego firmware do woli :)</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/11/router-asus-rt-n13u-rev-b1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Technologia i problemy</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/10/technologia-i-problemy/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/10/technologia-i-problemy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Oct 2011 09:28:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Software]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=34126</guid>
		<description><![CDATA[Między porannym myciem zębów a wciąganiem majtek na dupę, wzięła i wywiązała się między mną a Dorophą mała utarczka słowna zakończona fochem żony i moimi krótkimi przemyśleniami O Naturze Technologicznej Wszechrzeczy, którymi postanawiam się oto podzielić. Tak k’potomności. O co poszło? O drobiazg pozornie nic nie znaczący – ot o synchronizację iPoda. Jakoś tak bowiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/10/20111020-hand_down.png" width="240" />
		</p><p>Między porannym myciem zębów a wciąganiem majtek na dupę, wzięła i wywiązała się między mną a Dorophą mała utarczka słowna zakończona fochem żony i moimi krótkimi przemyśleniami O Naturze Technologicznej Wszechrzeczy, którymi postanawiam się oto podzielić. Tak k’potomności.</p>
<p>O co poszło? O drobiazg pozornie nic nie znaczący – ot o synchronizację iPoda. Jakoś tak bowiem się złożyło, że żonka zachciała w końcu muzykę sobie w sprzęciku wymienić i zwyczajowo otrzymałem w tym temacie zlecenie: „wrzuć mi coś fajnego”. Detal, nie? No i tu oczywiście musiało włączyć się moje kombinowanie bo zaraz mi się wykombinowało, że zawsze ja muszę jej to wrzucać a przecież to nie moja sprawa, niech sama sobie zadba o własną muzykę i w ogóle. I nagle mnie olśniło – moja żona nie ma pojęcia jak to zrobić! Pod wspólnym dachem żyję ja – miłośnik jabłczanych gadżetów i moja żonka, która z nich korzysta ale nie ma pojęcia jak w sumie się to robi! O tempora, o mores…</p>
<p>Rzekłem żonie, że to trochę dziwne w XXI wieku korzystać z technologii i nie mieć pojęcia jak to właściwie działa, co może i jak to nakarmić treściami, na których nam zależy. Żona strzeliła wspomnianego focha a mnie wykluło kilka przemyśleń. O takich:</p>
<h2>Technologii należy używać</h2>
<p>Nie ma innego sposobu na zapoznanie się z technologią (jakąkolwiek), niż po prostu używanie jej. Żadna instrukcja obsługi, żadna książeczka, żadna inna forma przekazania wiedzy o technologii nie zastąpi zwyczajnego, codziennego z nią kontaktu. Dopiero potrzeby wobec technologii (rzeczona chęć władowania nowej muzy) uruchamiają proces poznawczy i chęć zapoznania się z zasadami jej funkcjonowania (czyli jak to do cholery zrobić i jak się za to zabrać). Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie chodzi mi o wyższość takiej czy innej metody (dla mnie np. synchro via iTunes to świetna sprawa ale mój brat reaguje na takie wynalazki wysypką i go rozumiem) ale bardziej o sam fakt uświadomienia sobie, jak się zabrać za taki proces. Proste „chcę wrzucić sobie muzykę na ajpoda” implikuje wiedzę o tym, gdzie owej muzyki szukać, jak nią zawiadywać w iTunes (lub na dysku jeśli ktoś woli tradycyjnie), jak sprawdzić ile jeszcze miejsca wolnego zostało (i co to w ogóle jest to całe miejsce czy też jak to zwą „pamięć”) itd. Jak widać banalna niby czynność wymaga całkiem sporej dawki wiedzy.</p>
<p>Problem podstawowy: skąd się ta wiedza tak właściwie bierze?</p>
<p>Odpowiedź jest oczywista: z doświadczenia. Uczyć się obsługi komputera czy iPoda można a nawet trzeba ale dopiero wraz z używaniem tych urządzeń nabiera się wiedzy o tym co to właściwie jest plik, jak funkcjonuje on w tej całej komputerowej rzeczywistości, jak ów umieszczać w innych urządzeniach itd. Popatrzcie czasem na swoich rodziców i zobaczcie co tak właściwie sprawia im największe problemy w pracy z komputerem. To, co widać na ekranie jest jeszcze do ogarnięcia ale pojęcia abstrakcyjne, takie właśnie jak „plik”, potrafią sprawiać ogromne trudności. A to przecież podstawy całej zabawy…</p>
<p>Dzisiejsza uwaga Dorophy o tym, że nie za bardzo pamięta jak tak właściwie zabrać się za synchronizację iPoda to dowód na to, że technologii – aby być z nią w miarę na bieżąco – należy po prostu używać.</p>
<h2>Technologia jest skomplikowana</h2>
<p>Ja wiem, ja wiem… Producenci prześcigają się w tworzeniu coraz to bardziej pro-użytkownikowych rozwiązań, starają się coraz bardziej zbliżyć technologię do człowieka, oswoić ją i w ogóle. Problem? Wychodzi to średnio. Powód? Bo ciągle tworzone są nowe rozwiązania, które mają ponoć życie ułatwić a tak po prawdzie zmieniają to, do czego byliśmy dotychczas przyzwyczajeni i co już opanowaliśmy.</p>
<p>Sam proces tych zmian nie jest niczym złym, to przecież rozwój i progres, tak być powinno. Problemem jest kwestia edukacji.</p>
<p>Moje dziecko ma w szkole tak zwaną „informatykę”. Abstrahując już od tego, że ma jej mniej, niż lekcji religii, to oczywiście dobrze, że się one dzieją. Szkoła jeszcze jakoś stara się nadążać za zmianami choć sami wiemy, jak opornie to idzie i jak nieefektywne są programy szkolne. Ale są.</p>
<p>A z pokoleniami starszymi? Kto tych ludzi wyedukuje? Kto pokaże zmiany i na czym one polegają? To jest realny problem, który stoi na przeszkodzie propagowania się zmian i nieznajomości istoty tych zmian. W ciągu kilku lat przeskoczyliśmy na telewizory HD, zdaje się że aktualnie ciężko jest nawet kupić coś, co nie jest przynajmniej HD Ready. I co z tego, skoro w znakomitej większości ogląda się na nich treści w formatach nie-HD? Jaką wartość dodaną przyniosła ta zmiana? Co dała ona takiej na ten przykład koleżance mojej żony lub mojej żonie? Moja żona ma dostęp do HBO HD ale kompletnie nie robi jej różnicy, czy ogląda film w jakości SD czy HD. Twierdzi, że różnicy nie widzi choć gdy przełączę program, od razu staje się dla niej widoczna. W czym więc problem? Może w tym, że aby owo HD włączyć, trzeba wpierw je wykupić, wiedzieć, gdzie dostawca je w swoich programach umieścił i przełączyć się gdzie trzeba? Sporo rzeczy do dowiedzenia się…</p>
<p>Praktycznie każda nowość technologiczna to aktualnie cały system (lub wręcz ekosystem) zależności, działań pośrednich i czego tam jeszcze. Kupno iPoda czy innego odtwarzacza to dopiero początek problemu. Trzeba przecież jeszcze te urządzenia „czymś” nakarmić a to „coś” skądś wziąć a przede wszystkim – trzeba mieć o tym odpowiednią wiedzę. Bez owej wiedzy, jak dziś rano się przekonałem, coś tak trywialnego jak wrzucenie muzy na grajka może stać się problemem.</p>
<h2>Rozumieją nieliczni, używa wielu</h2>
<p>Już widzę unoszące się do góry brwi w wyrazie zdziwienia ale po porozglądaniu się nieco dalej, niż bliscy znajomi, widzę że tak po prostu jest. Siłą rzeczy znam się w większości z ludźmi podzielającymi moje zainteresowania, na tym przecież proces doboru znajomych polega. Ale rzucenie okiem poza ten krąg zaczyna zastanawiać.</p>
<p>Przykład najprostszy i znany wszystkim: e-mail. Maila używają bez mała wszyscy ale ilu używających wie, co to limit wielkości wysyłanej wiadomości? Wśród młodych pewnie każdy ale starsze pokolenia mają z tym problemy bo zwyczajnie mogą nie rozumieć na czym problem zbyt dużego załącznika polega. A kwestie zagrożeń płynących z używania maila? Znamy, wiemy, rozumiemy, ostrzegamy a i tak zjawisko wirusów nie niknie, phishingi mają się nieźle a zombiefarmy jakoś wciąż funkcjonują. Co jest tego powodem? Według mnie właśnie brak zrozumienia mechanizmów działania czegoś takiego jak mail, jak program pocztowy, jak przeglądarka i konsekwencje klikania gdzie popadnie. W tym przypadku aż boli brak wspomnianej wcześniej edukacji. Co może moja matka – świeży użytkownik maila – wiedzieć o tym jak to wszystko działa i czego się strzec i z jakiego powodu?</p>
<p>To, że danej technologii używają miliony czy wręcz miliardy wcale nie świadczy o tym, że te miliony czy miliardy w ogóle wiedzą o co w niej chodzi.</p>
<p>Czy to zrozumienie to taka ważna sprawa? I owszem, to jest dosyć istotne. Za każdą technologią stoi jakaś logika, jakiś wypracowany system czynności, symboli i tego wszystkiego, co składa się na doświadczenie obsługi tej technologii przez użytkownika. Dla przykładu weźmy smartfona. Jeszcze kilka lat temu te urządzenia obsługiwało się zupełnie inaczej. Dziś normą jest szczypanie, przesuwanie paluchem, pukanie na ikonkę z telefonem by skorzystać z jednej z wielu funkcji takiego urządzenia. Weźcie swoje Samsungi czy inne ajfony i dajcie swoim rodzicom. Jak na dłoni zobaczycie jak funkcjonuje system zakodowanych czynności już poznanych, przyswojonych i działających na poziomie wręcz odruchu. A teraz weźcie od znajomego jakiś aparat z innym systemem operacyjnym. Widzicie jak łatwo znajdujecie się w – przecież innym! – systemie? To jest owa logika, ten wypracowany system czynności i symboli, które składają się na rozumienie funkcjonowania danej technologii.</p>
<p>Aby technologia była dla użytkownika przystępna, muszą zadziałać wszystkie wspomniane wcześniej elementy:</p>
<ul>
<li>Użytkownika trzeba edukować</li>
<li>Użytkownik powinien – nie wchodząc w szczegóły – rozumieć podstawy funkcjonowania technologii</li>
<li>Technologia powinna funkcjonować w oparciu o pewną logikę</li>
<li>Użytkownik powinien jej używać</li>
</ul>
<p>Mam wrażenie, że dopiero taki zestaw jest w stanie zagwarantować, że użytkownik będzie w ogóle danej technologii używał.</p>
<p>I pomyśleć, że to wszystko na podstawie małego spięcia z żonką :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/10/technologia-i-problemy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idealny wirtualny świat</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/09/idealny-wirtualny-swiat/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/09/idealny-wirtualny-swiat/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2011 12:44:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Software]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=31464</guid>
		<description><![CDATA[Wieczorna lektura przeróżnych serwisów technologicznych, politycznych i innych –cznych jest dla mnie czasem relaksu myślowego. Oto nie muszę bowiem czegoś wciąż wymyślać i nad czymś się wciąż zastanawiać, przechodzę w tryb bierny i konsumuję jak na rasowego konsumenta przystało. Jednak czytanie to nieco inna konsumpcja od wciągania obrazków czy innych filmików. Czasem jednak przeczytana treść [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wieczorna lektura przeróżnych serwisów technologicznych, politycznych i innych –cznych jest dla mnie czasem relaksu myślowego. Oto nie muszę bowiem czegoś wciąż wymyślać i nad czymś się wciąż zastanawiać, przechodzę w tryb bierny i konsumuję jak na rasowego konsumenta przystało. Jednak czytanie to nieco inna konsumpcja od wciągania obrazków czy innych filmików. Czasem jednak przeczytana treść potrafi jakąś reakcję wzbudzić i nawet po całym dniu zasuwania na chleb człowiek zdobyć się może na heroiczny wysiłek powiedzenia „ale łot de fak?”.</p>
<p>Ostatnio całkiem sporo takich łotdefaków mi podczas lektury wyskakuje. Co chwila zmiany, co chwila nowości, co chwila inne technologie na topie a ja coraz młodszy się nie robię i zaczynam mieć problem z nadążeniem za tymi nowinkami. Facet przed czterdziestką to wdzięczny materiał do wyciągania pieniędzy (taki wiek niestety) ale też jest to materiał trudny, którego obróbką trzeba się zająć z niezwykłą starannością. Szczególnie zaś w temacie technologii, za którą (znów: taki wiek niestety) może ów facet niezbyt nadążać bo praca, bo dzieci, bo żona, bo dom, bo niemamkurwaczasu. Dlatego podejście do wyciągania pieniędzy od takiego kolesia musi być nieco inne, niż zwykło się przyjmować.</p>
<p>Po pierwsze: faceci w moim wieku zazwyczaj nie lecą już na osiągi. Mamy swoją mądrość, swoje doświadczenie życiowe i szczerze nas wali, czy pod maską siedzi gazylionhertz czy tylko jakieś inne i7. Dalibóg, tak jak kiedyś siedziałem w tych procesorowych technologiach i mogłem o dowolnej godzinie, z najgłębszego snu wyrwany opowiedzieć proces produkcyjny procesora Pentium, tak teraz mam to w tak głębokim odwłoku, że nawet nie wiem, czy AMD jeszcze w wyścigu szybkościowym daje Intelowi radę, czy też może to Intel gna za AMD. I czy w ogóle to AMD jeszcze istnieje. A to „i” w nazwie procesora kojarzy mi się bardziej z gadżetem jabłkowym niż z… no właśnie, skąd to całe „i” się tam wzięło?</p>
<p>Po drugie: faceci w moim wieku w większości pracują i pieniądze swoje wydają, strasznie przy okazji rozpaczając nad tym, że muszą się nimi dzielić z rodziną zamiast w całości wywalać je na swoje przyjemności. My lubimy sobie dogodzić choć gdybyśmy mogli bardziej, to dogadzalibyśmy sobie tak, że producenci zabawek nie wiedzieliby, co z pieniędzmi robić.</p>
<p>Po trzecie: i tak łazimy wszędzie z aktówkami czy innymi torbami na laptopy a kieszeni nie wypychamy kluczami, odtwarzaczami mp3 tudzież telefonami. Jesteśmy w miarę zorganizowani, poukładani i wytresowani, co ma ten plus, że możemy targać ze sobą znacznie większą ilość gadżetów, niż standardowy nastolatek. I robimy to! Typowy facet przed czterdziestką robiący za biurwę MUSI po prostu tego laptopa z oprzyrządowaniem targać gdzie tylko się da. A tam może trzymać swoje skarby…</p>
<p><strong>DLATEGO</strong></p>
<p>Postuluję do wszystkich twórców gadżetów i innych rozwiązań o stworzenie nam – facetom przed czterdziestką – idealnego wirtualnego świata, w którym będziemy się dobrze czuli, który da nam to, czego oczekujemy i który będziemy mogli wykorzystać do naszych celów. A jak mógłby wyglądać taki idealny wirtualny świat? Skrótowo może przedstawię:</p>
<p><strong>Synchronizacja</strong></p>
<p>Najważniejszą rzeczą pod Słońcem jest oczywiście synchronizacja. Mając trzy telefony, dwa tablety, z cztery komputery i wszystko to od innego dostawcy a każdy gadżet z innym systemem operacyjnym (z czego połowa to sprzęty firmowe) – my po prostu MUSIMY dostać w końcu jakieś sensowne rozwiązanie dla problemu synchronizacji wszelkich ultraważnych dla nas danych. Wiem, że są już usługi, które taką funkcjonalność starają się oferować ale nie jest to rozwiązanie doskonałe. W idealnym wirtualnym świecie loguję się do telefonu (dowolnego) i dostaję na twarz komunikat o ilości ściągniętych kontaktów, fotek, utworów i co tam jeszcze da się synchronizować. Po wskoczeniu na tablecik i poprzeglądaniu netu na kanapie, historię swojego buszowania chciałbym móc zobaczyć na komputerze. Wiecie o co chodzi, prawda? Jasne, że już dziś istnieją takie rozwiązania ale są one dalekie od wygody i nie są odporne na multisprzętowość i multisystemowość. Z punktu widzenia faceta przed czterdziestką są po prostu upierdliwe a czas przeznaczony na konfigurowanie tego wszystkiego by jakoś funkcjonowało normalny samiec przeznaczy na oglądanie pań w bieliźnie.</p>
<p><strong>Dechmuracja</strong></p>
<p>Dla większości to czytających chmura to wspaniała sprawa i ostatni krzyk mody. Faceci przed czterdziestką dorastali w nieco innych jednak klimatach i wciąż trzymają się ich te uwarunkowania. My lubimy mieć i macać. Pliki lubimy mieć w swoich urządzeniach i niezbyt dowierzamy chmurom w temacie ich stabilności i bezpieczeństwa. Jasne, że można trzymać fotki gdzieś na brazylijskim serwerze, tylko po co? Chmura dla chmury? Jasne, że od tego nie uciekniemy – nie jesteśmy zazwyczaj głupi i wiemy, że to potencjalnie przydatna sprawa ale i tak bardziej ufamy zawartości swoich dysków twardych i kart pamięci, niż gdzieś funkcjonującej (lub nie) chmurze. Jaka by ona fajna nie była. Dla nas wciąż fotkę lepiej obrabia się lokalnie za pomocą dedykowanego do tego programu niż online w jakiejś zazwyczaj i tak bardzo funkcjonalnie słabej aplikacji webowej.</p>
<p><strong>Dekomplikacja</strong></p>
<p>Każdy w miarę rozgarnięty facet wie, że kupno gadżetu to dopiero początek kombinacji w temacie jego używania. Masz telefon? Super! To jaki chcesz do niego plan taryfowy? Dokupujesz później tablet z trzy-gie i co? Oczywiście – jaki chcesz do tego plan taryfowy? A może łączyć? A może dzielić? A może prepaid? A może nie? Kaman ludzie, mamy i tak u was pootwierane rachunki więc czemu tym logowaniem się do sprzętu nie załatwić kwestii płatności? Logujesz się, korzystasz z trzy/cztery-gie (nieważne, czy na swoim sprzęcie czy może swojego dzieciaka – jeden login to rule them all!) a rachunek grzecznie się obciąża. Ten twój własny, który obciążać może pobliska pizzeria samym faktem wystawienia rachunku, który potwierdzisz klikając „tak” w informującym cię SMSie. Faceci przed czterdziestką kochają patent „1 click to buy” i grzecznie a często tego buttona miziają właśnie dlatego, że pomiziać jest go łatwo, szybko i przyjemnie. Odkomplikowanie procesu obsługi i zakupów czynionych za pomocą naszych gadżetów skaże was, drodzy usługodawcy i sprzętodostawcy, na szumiący potok przelewów.</p>
<p>Dekomplikacja to ogromna praca do wykonania stojąca przed dostarczycielami rozrywek dla facetów przed czterdziestką. Jeśli owi faceci mają wydawać na nie pieniędzy więcej, niż teraz to czynią, musicie im to kochani maksymalnie ułatwić.</p>
<p><strong>Ot i tyle. Serio.</strong></p>
<p>Faceci przed czterdziestką chcą mieć prościej i sensowniej. Chcą poużywać swoich gadżetów bez konieczności ciągłego dbania o tak podstawowe sprawy, jak wgrywanie do gadżetu prywatnych i służbowych danych. Idealny wirtualny świat od momentu zalogowania powinien oferować wszystkie serwisy i usługi, z których się korzysta już zsynchronizowane i będące na bieżąco. Warunek konieczny: niezależnie od urządzenia czy systemu operacyjnego. I – o ile to możliwe – lokalnie z autosynchronizacją za pomocą chmury czy czego tam innego. I wiemy o tym, że istnieje Google czy inne firmy oferujące różne fajne usługi. Problem w tym, że zbytnio to wszystko ze sobą nie gada a jeśli już gada, to trzeba się czasem po łokcie urobić, by gadało jak trzeba. Urabiania się po łokcie natomiast faceci przed czterdziestką niezbyt lubią, mają bowiem inne fascynujące zajęcia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/09/idealny-wirtualny-swiat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Post-srost-PC</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/08/post-srost-pc/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/08/post-srost-pc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Aug 2011 14:02:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=30576</guid>
		<description><![CDATA[OK, mamy nowe buzz-określenie, które jest nadużywane już do bólu przez buzz-chłopaków lubujących się w buzz-promowaniu swoich buzz-blogów czy innych buzz-serwisów. Buzz, buzz, buzz… O co chodzi? O tę od dłuższego czasu lansowaną tezę, która po wyartykułowaniu jej przez papę Jobsa stała się prawem, że oto komputery domowe umierają. Że zastępują je urządzenia mobilne wszelkiej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>OK, mamy nowe buzz-określenie, które jest nadużywane już do bólu przez buzz-chłopaków lubujących się w buzz-promowaniu swoich buzz-blogów czy innych buzz-serwisów. Buzz, buzz, buzz…</p>
<p>O co chodzi? O tę od dłuższego czasu lansowaną tezę, która po wyartykułowaniu jej przez papę Jobsa stała się prawem, że oto komputery domowe umierają. Że zastępują je urządzenia mobilne wszelkiej maści i na tradycyjnego peceta miejsca w domach Zwykłych Użytkowników już jest coraz mniej. OK, może nie dosłownie tak się wyraził (ba, właściwie to tego w ogóle nie powiedział) ale sens jest mniej więcej podobny do powyższego – tradycyjne piece są w odwrocie i nastaje nowa era urządzeń conieco innych od tych znanych od dziesięcioleci.</p>
<p>I  owszem, to prawda. Ale – jak większość prawd – nie cała i nie pełna.</p>
<p>Tak zwana przez buzz-chłopaków Era Post-PC to taki sobie mały problem z podejściem do zdefiniowania tego, co właściwie jest Personal i w dodatku Computer. Jak byśmy sobie tego pięknego angielskiego zwrotu nie tłumaczyli, wychodzi nam, że mowa o „komputerze osobistym”. Brzmi ładnie ale od czasu zafundowania możliwości logowania się w systemie więcej niż jednej osobie, komputer przestał być osobisty a stał się po prostu komputerem. Tako rzecze logika i nie ma tu co kombinować. Owszem, twórcy systemów operacyjnych dają narzędzia mające gwarantować w ramach systemu odrobinę prywatności ale co komu z takiej prywatności, kiedy administrator domowego systemu (czyli w praktyce ojciec rodziny) i tak ma wgląd we wszystko? Jako się rzekło – Personal Computer już od dawna nie jest w sensie ścisłym personal. Jasne, zaraz dostanę wypiskę definicji z różnych źródeł, które moje twierdzenie obalą w błocko a każda z tych definicji będzie odmienna od poprzedniej ale pozwólcie, że skoro te definicje mogą się różnić, to i moja będzie. Komputer osobisty to taki, który jest osobisty i basta – taka jest moja definicja.</p>
<p>Aktualnie na rynku mamy od cholery urządzeń, które z definicji są komputerami osobistymi. To telefony, smartfony, tablety i pewnie kilka jeszcze innych rodzajów urządzeń by się znalazło. Te komputery są i zapewne jeszcze przez jakiś czas będą bardzo osobistymi urządzeniami właśnie z faktu ich „przywiązania” do jednego użytkownika. Dane, maile, dokumenty i programy powiązane są z zazwyczaj jednym użytkownikiem. Piszę „zazwyczaj” bo w takim na ten przykład iOSie można instalować oprogramowanie korzystając ze sklepowego konta innej osoby, niemniej aby inna osoba mogła używać smartfona, tabletu czy innego takiego – to urządzenie musi być jej użyczone i jak na razie, nie ma opcji by ta druga osoba jakieś konto sobie w tym urządzeniu założyła i działała na własny rachunek. To się pewnie zmieni ale jak na razie smartfon czy inny tablet są jak gacie – można je komuś pożyczyć ale to ciągle własne gacie i nie da się przepiąć pieluchy, by były czyjeś inne.</p>
<p>Obrazowość porównania zaiste mnie samego zadziwiła. Widać tu wpływ dwuletniego dzieciaka :).</p>
<p>Konkludując: rynek komputerów osobistych ma się doskonale i rośnie teraz nawet bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Miliony bardzo osobistych urządzeń trafiają co roku do rąk użytkowników i buzzowanie, że oto mamy erę Post-PC, to jakaś paranoja. Można sobie gdybać, czy komputery biurkowe tudzież laptopy znikną z czasem wyparte przez mocne, niewielkie, podłaczalne do monitora czy TV urządzenia, które umożliwią na nich sensowną pracę. To całkiem uprawnione gdybanie bo przecież miniaturyzacja wciąż ma się dobrze i co roku dostajemy coś coraz cieńszego, mniejszego i z coraz większą mocą. Przyrost tej mocy w pewnym momencie się skończy bo zadania stawiane przed urządzeniami można już w sumie dziś z powodzeniem wypełniać za ich pomocą. Mój iPad obrabia zdjęcia szybciej i sprawniej od mojego sześcioletniego Maka mini a ów Mak w zupełności wystarczy mi do typowej biurówki choć od czasu kupna aparatu z możliwością nagrywania filmów HD czuje parcie na wymianę na coś o wiele szybszego. Tak czy inaczej chodzi mi o to, że do pewnych rozsądkowych granic przyspieszenia już żeśmy doszli i większe moce są większości z nas średnio potrzebne. Liczy się sposób wykonania zadania bo w większości przypadków i tak będzie ono wykonane dosyć szybko i sprawnie.</p>
<p>Era PC dopiero się zaczyna. Minęły po prostu czasy wielkich, podbiurkowych, towerowych obudów, które szumiały w domach. Teraz akcenty rozkładają się nieco inaczej po prostu – ot jeśli ktoś potrzebuje sprzętu do pracy, kupuje sobie taki, jaki będzie dla niego wygodny. W domu wygodniejszy powoli staje się po prostu laptop a od całkiem niedawna – tablet czy smartfon.</p>
<p>Tak więc to, z czym mamy do czynienia to po prostu zmiana formatu i wielkości urządzeń i eksplozja popularności urządzeń bardzo osobistych. Wiecie – Personal.</p>
<p>Era Post-PC? Błagam…</p>
<p>PS. Podobne do mnie przemyślenia ma i Pemmax piszący, że <a href="http://mojmac.pl/2011/09/25/jeszcze-nigdy-nie-bylem-tak-bardzo-pc/" title="Jeszcze nigdy nie byłem tak bardzo PC na blogu Przemka.">jeszcze nigdy nie był tak bardzo PC</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/08/post-srost-pc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>BlackBerry Playbook — to bym przetestował z chęcią</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/04/blackberry-playbook-to-bym-przetestowal-z-checia/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/04/blackberry-playbook-to-bym-przetestowal-z-checia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Apr 2011 06:57:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=25607</guid>
		<description><![CDATA[Fascynuje mnie ten kawałek elektroniki. Czytam o tym tablecie sporo i z wyczytanych opinii i recenzji mogę sobie mniej więcej wyobrazić co to za kawałek krzemu jest, acz wolałbym to dostać w swoje ręce i osobiście przekonać się jak wyglądałby dzień czy dwa pracy z tym ustrojstwem. Ciekawa forma, solidne wykonanie, dobre podzespoły… BlackBerry zawsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fascynuje mnie ten kawałek elektroniki. Czytam o tym tablecie sporo i z wyczytanych opinii i recenzji mogę sobie mniej więcej wyobrazić co to za kawałek krzemu jest, acz wolałbym to dostać w swoje ręce i osobiście przekonać się jak wyglądałby dzień czy dwa pracy z tym ustrojstwem.</p>
<p>Ciekawa forma, solidne wykonanie, dobre podzespoły… BlackBerry zawsze chciałem mieć właśnie ze względu na przysłowiową już solidność choć ponoć ostatnie słuchawki są takie sobie przy konkurencji. Ale przecież BalckBerry to synonim zasotoswań biznesowych a to pewnie nie bierze się znikąd i prócz solidnego wykonania o sile słuchawek decyduje przede wszystkim oprogramowanie. Owszem, czytałem już także opinie, że to zostało nieco z tyłu w porównaniu do konkurencji (iPhone czy Android) ale tu zestawiamy słuchawki stworzone do zastosowań „poważnych” ze słuchawkami dla każdego. Teoretycznie to skupienie się na zaspokajaniu potrzeb biznesu powinno umieszczać urządzenia RIM w nieco odmiennej lidze niż zabawki z iOS i Androidem. Teoretycznie.</p>
<p>Playbook fascynował mnie od samego jego zapowiedzenia przez RIM właśnie tym teoretycznym biznesowym potencjałem wynikającym z wieloletniego doświadczenia firmy w dostarczaniu rozwiązań biznesowych. Drugim powodem mojej fascynacji był użyty przez RIM system operacyjny. QNXa instalowałem na swoim PC i przez jakiś czas systematycznie go używałem i nawet jeśli nie był to Najbardziej Wspierany Pod Słońcem System Operacyjny (czytaj: oprogramowania na to nie było od producenta zbyt wiele a kompilowanie samemu jakoś nigdy mnie nie kręciło choć kilka kompili się w życiu zkernelowało :)), to i tak całość sprawiała doskonałe wrażenie. Wydajny system (serio, bardzo wydajny, czuło się i widziało różnicę gołym okiem), sensownie zaprojektowany interfejs bazujący oczywiście na opensourcowych rozwiązaniach ale z kilkoma tweakami… To było naprawdę coś innego. Więc kiedy wyczytałem, że QNX robi system dla Playbooka, moje zainteresowanie tym tabletem poszybowało pod niebiosa.</p>
<p>W końcu pokazał się i czytam recenzje oraz opinie. I mam mieszane uczucia. Od strony hardware nie ma się do czego przyczepić. Wykonanie i odczucia z obcowania ze sprzętem wszyscy recenzenci opisali jako przyjemne a sprzęt wydaje się sprawiać solidne wrażenie. I pewnie tak właśnie jest. Ale od strony programowej… Hmm, tu już jest różnie i w większości przypadków jednak na „nie” a czasem wręcz zdecydowane „nie”.</p>
<p>RIM wypuszcza tablet, w którym brak tak podstawowych narzędzi jak klient e-mail czy PIMowe programy zastrzegając jednocześnie, że pojawią się niebawem przy kolejnej aktualizacji oprogramowania. Hmm, jak mam to niby odczytać jako potencjalny kupujący? Rozumiem rozszerzanie możliwości urządzenia przez aktualizacje oprogramowania ale tu mówimy o urządzeniu tworzonym pod marką będącą synonimem zastosowań biznesowych a tu brak tak istotnych dla każdego zalatanego człowieka elementów? WTF drogie RIM? O czym właściwie myśleliście chłopcy wypuszczając na rynek produkt bez podstaw? I jeszcze akcja z dostępem do maili via słuchawka od RIM… To jakieś kuriozum jest, ot co.</p>
<p>Z drugiej jednak strony czytam o ponoć nieźle rozwiązanej wielozadaniowości i oglądając wideo prezentujące tę wielozadaniowość w akcji chcę krzyczeć na Apple „tak to się robi! Skopiować to pronto!”. Z trzeciej zaś strony czytam, że wielozadaniowość i owszem działa fajnie ale gdy się nieco przesadzi z ilością otwartych aplikacji zaczynają się problemy ze stabilnością. I to odczuwalne problemy, sprawiające kłopoty recenzującym. Czyli jednak ten system nie jest tak dopracowany, jak być powinien. Jasne, z czasem pewnie zostaną te problemy rozwiązane ale przypominam, mówimy tu o sprzęcie dla biznesu, od firmy z reputacją i mającą pretensje do bycia tą jedyną do zastosowań profesjonalnych. Takie rzeczy nie mogą się po prostu zdarzać firmie z pretensjami. Te pretensje trzeba czymś uzasadnić.</p>
<p>Ale tu znów czytam o świetnej obsłudze mediów i wydajności w tym temacie. Wideo 1080p słane po kablu na HDMI i równoczesna praca na tablecie? Damn, to brzmi dobrze i bardzo mi się podoba. Mojego iPada po podłączeniu do TV kablem mogę co najwyżej oglądać — rodzina wciąga film a ja muszę siąść do kompa by maile odebrać. Dupa a nie wielozadaniowość i wydajność — mam iPada 1 więc może w tym problem ale to urządzenie wedle moich standardów świeże i powinno dać radę bez problemów takim zadaniom.</p>
<p>Więc media fajnie ale co z aplikacjami? Tu znów czytam o dramacie lekkim bo aplikacji niezbyt dużo, z ich jakością problemy i w ogóle tu Playbook może iPadowi skoczyć. Szczerze mówiąc liczby nie robią na mnie wrażenia i te 300 tysięcy aplikacji w App Store jabłkowym przekłada się na kilkadziesiąt, góra kilkaset wartych wydania pieniędzy programów. Ale ponoć w sklepie BlackBerry jest po prostu biednie i wartych uwagi aplikacji jest tyle, co kot napłakał. Nie brzmi to zbyt dobrze ale sam wiem jak bardzo subiektywną sprawą jest jakość i przydatność aplikacji i to chciałbym osobiście sprawdzić.</p>
<p>Ogólnie ten sprzęt brzmi jak pomieszanie kupy fajnych rzeczy z kupą bzdurnych lub w ogóle nie zaimplementowanych rzeczy. Ten sprzęt brzmi jak coś, co ma potencjał ale też jak coś, co wytrenuje solidnie wewnętrzne tao klienta drogą cierpliwości. Jeśli RIM będzie miało obsuwy w aktualizacji oprogramowania i nie będzie dostarczało obiecanych funkcji w rozsądnym czasie ten kawałek bardzo ciekawej konstrukcji po prostu umrze. A jest zbyt ciekawy na to.</p>
<p>O tym, czy warto w ogóle na ten tablet zwrócić uwagę musiałbym się jednak osobiście przekonać. Zbyt wiele tu osomności by sprzęt skreślać ale też zbyt wiele tu fakapów, by się na sprzęt rzucać z kartą gotową na wszystko. To trzeba by wziąć na dłuższą chwilę w rękę i sprawdzić, jak sprawuje się w codziennej batalii o przetrwanie czyli po prostu w pracy. Apple udowodniło, że samo hardware to nie wszystko ale też udowodniło, że zamknięcie urządzenia to skuteczna przyczyna do jego olania przez ludzi potrzebujących czegoś więcej niż konsoli do gier z fajnymi ale mało życiowymi (wymiana plików Apple!) aplikacjami. A przecież praca to nie tylko wymiana plików, to cały workflow, w który urządzenie powinno się wpisywać by miało sens istnienia jako urządzenie biznesowe. O tym jeszcze w żadnej przeczytanej przeze mnie recenzji nie było żadnej sensownej wzmianki.</p>
<p>Ależ chcę to mieć w swoich łapach!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/04/blackberry-playbook-to-bym-przetestowal-z-checia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Użytkowy aspekt elektroniki</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/04/uzytkowy-aspekt-elektroniki/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/04/uzytkowy-aspekt-elektroniki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Apr 2011 10:17:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPad]]></category>
		<category><![CDATA[iPod/iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[Software]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=24495</guid>
		<description><![CDATA[Sporo ostatnio czytam o postępującej rywalizacji producentów elektroniki tworzących te wszystkie telefony, tablety i co tam jeszcze innego chcących wprowadzić pod nasze strzechy (WebOS od Hewlett Packard na komputerze stacjonarnym spodobał mi się szczególnie — fajny pomysł!). Tak czytam i czytam i się zastanawiać zaczynam, czy to wszystko idzie w aby dobrym kierunku. Bo im [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sporo ostatnio czytam o postępującej rywalizacji producentów elektroniki tworzących te wszystkie telefony, tablety i co tam jeszcze innego chcących wprowadzić pod nasze strzechy (WebOS od Hewlett Packard na komputerze stacjonarnym spodobał mi się szczególnie — fajny pomysł!). Tak czytam i czytam i się zastanawiać zaczynam, czy to wszystko idzie w aby dobrym kierunku. Bo im więcej czytam, tym bardziej widzę coś, co swego czasu odgoniło mnie od klasycznego PC i kazało przejść na konsolową stronę mocy a od jakiegoś czasu kazało też nieco innym spojrzeniem cały ten elektroniczny galimatias ogarniać.</p>
<p>Chodzi o stosunek ceny nie do możliwości a do użyteczności.</p>
<p>Dualcorowe procesory w telefonach. Yupiiii! Będzie wszystko szybsze, sprawniejsze i w ogóle odjechane. Dualcorowe procesory w tabletach i układy graficzne zawstydzające ten z mojego biurkowego komputera. Yupikajej! Super! Nie dość, że będzie szybciej, to jeszcze do tego bardziej wygładzone i generalnie fajniejsze w oglądaniu. Świetnie. Mam tylko jedno pytanie: czy to aby polepszy użyteczność aplikacji, jakie na te coraz to szybsze urządzenia powstają? Czy urządzenia mobilne dopadnie ta sama zmora, która swego czasu odrzuciła mnie od PC?</p>
<p>Chodzi mi o wydajnościowy wyścig zbrojeń, którego ofiarą pada niestety zazwyczaj optymalizacja kodu i odpowiednie zaprojektowanie aplikacji. Już dziś na urządzenia mobilne powstaje setki aplikacji dziennie ale tych dobrych, tych dobrze zaprojektowanych, dobrze zoptamalizowanych, nie wymagających kupna nowego urządzenia by cieszyć się ich wszystkimi możliwościami jest stosunkowo niewiele. Na co dzień używam iPada i telefonu z Androidem i okazuje się, że na obydwu platformach jest podobnie — dobre w sensie użyteczne i pracujące jak trzeba aplikacje to drobny procent całej oferty dostępnej na te urządzenia (mam wreżenie, że wręcz promil). Ściągam i uruchamiam dziennie przynajmniej kilka nowych programów by ogromnie rzadko stwierdzić, że chociaż jeden z nich jest do czegoś przydatny i wart zostawienia w mojej bibliotece oprogramowania. Czemu tak się dzieje?</p>
<p>Swego czasu byłem zapalonym graczem kupującycm i ściągającym gry na swojego peceta na pęczki (tak, kiedyś człowiek miał czas na te rzeczy). O ile w czasach pierwszych procesorów pentium jeszcze dało się z jedną konfiguracją PC wytrzymać dosyć długo, o tyle z czasem gry zaczęły dyktować konfigurację sprzętową mojego komputera. Po drugim czy trzecim upgrade karty graficznej w komputerze i to w ciągu jednego roku coś mi się w głowie zapaliło i mam tak do dziś — za co ja faktycznie płacę? Za dwa-trzy przełomy na rynku gier, na które warto wydać pieniądze na hardware czy też za niekompetencję i pośpiech te gry tworzących, którym nie chce się optymalizować i dopracowywać kodu? Wersja spiskowa obejmowała też zmowę twórców gier z twórcami hardware i wzajemne napędzanie sprzedaży jedni drugim (w sumie teorii trzymam się do dziś :))… Im dłużej ten rynek obserwuję, tym bardziej się w stanowisku niekompetencji twórców oprogramowania utwierdzam.</p>
<p>Jakoś wtedy zerknąłem łaskawszym okiem na konsole i zanabyłem swoją pierwszą: PSX od Sony. Tu sytuacja była diametralnie inna: jedna architektura sprzętowa, na której twórcy musieli konkurować swoimi umiejętnościami, optymalizacją, pomysłami obejścia ograniczeń sprzętowych itd. Kiedy pokazywała się gra, która wśród redaktorów pisemek wszelakich wywoływała okrzyk „wow!” wiadomo było, że powinna wywołać taki okrzyk i u mnie. Bo będę widział to samo co oni, działające z taką samą szybkością i grać będę na takim samym lub bardzo podobnym kontrolerze. To były moim skromnym zdaniem złote czasy elektronicznej rozrywki. Twórcy gier mogli latami pieścić swoje silniki i wyciskać z urządzeń ile się tylko dało z samego prostego faktu cyklu życia produktu o nazwie „konsola”. Brak wszędobylskiego internetu skutkował tym, że produkt wysyłany do tłoczenia był przetestowany na wszystkie możliwe sposoby, zoptymalizowany jak tylko można było, sprawdzony jak tylko się dało i przemyślany oraz zaprojektowany był raz i musiał być to projekt dobry. Inaczej na półki sklepowe trafiała partia tysięcy płyt, które gdyby zgarnęły złe noty w prasie po prostu by na tych półkach zostały. Dziś walniętą grę zawsze można poprawić jakimś patchem (bardzo ubawiło mnie ssanie przez mojego brackiego ton updatów i poprawek do Wiedźmina, po których i tak to zdaje się kulawo działało) a mający tupet producenci potrafią do patcha dorzucić kilka nowinek i jeszcze rządać za to kasy, zwąc taką paczkę DLC czy jak tam jeszcze. Kiedyś robiono grę jako zamkniętą całość i zapewniano godziny rozrywki bo gdyby tych godzin nie było, mało kto by ową grę kupił. Dziś w ramach podstawki (drogiej tak samo jak kiedyś pełne gry o ile nie droższej) dostaje się kilka godzin mieszania a później trzeba dopłacać by coś jeszcze ewentualnie z tytułu wycisnąć. Ja już nawet nie tworzę teorii spiskowych — to jest po prostu spisek i skok na nasze portfele, z którym w sumie nie wiadomo co zrobić bo grać przecież lubimy.</p>
<p>Konsole skręciły w ten pecetowy trend ciągłego patchowania i płatnego rozszerzania możliwości gier i pozwoliły twórcom na znaczne skrócenie czasu przygotowania produktu do wypuszczenia na rynek. Niestety odbija się to dosyć często na jakości tytułów. Tyle dobrego, że jeszcze nie wymyślono jak wymieniać podzespoły bez potrzeby kupna całej nowej konsoli acz wprowadzenie do konsol dysku twardego uważam za koniec złotej ery konsolowego szpilania.</p>
<p>Jak to się ma do urządzeń mobilnych, o których wspomniałem na początku? Myślę, że dokładnie tak samo. Oto bowiem mamy z gruntu zamknięte konstrukcje (jak konsole do gier), w których architektura jest ustalona a czas życia produktu jest błyskawicznie krótki w stosunku do czasu życia konsoli. Problem w tym, że co i rusz na rynku pokazują się coraz to nowsze urządzenia, w które wsadzane są coraz to nowsze i mocniejsze podzespoły, coraz to więcej pikseli mające ekrany, coraz to bardziej HD kamery… Zastanawiam się, któremu producentowi oprogramowania chce się ponosić wydatki na optymalizację poza tymi niezbędnymi na zapewnienie minimum wstecznej kompatybilności z coraz to nowszymi wersjami systemów operacyjnych i architekturami sprzętowymi sprzed roku. Efekt jest taki, że programy pisane są szybko, na bieżąco a dostosowywanie ich do aktualnego hardware to często jedyne ich zmartwienie.</p>
<p>Widzę to w bardzo wielu programach dostosowywanych z iPhone na iPada. Soft pierwotnie obmyślany dla telefonu i dla jego wielkości ekranu bardzo często okazuje się być marnie przeniesiony na większy ekran. Widać brak skupienia się na interfejsie, na stworzeniu sensownej nawigacji po programie, na wykorzystaniu większej powierzchni na lepszą ergonomię rozłożenia elementów interfejsu. Widać po prostu pośpiech w uaktualnianiu aplikacji do nowszego urządzenia. Nie mam wątpliwości, że podobnie będzie z tabletami napędzanymi Androidem…</p>
<p>Bardzo wiele z programów, które mam w swoich „the best of the best” to soft, który działa na iPadzie, na iPhonie 3G i na moim stareńkim iPodzie touch pierwszej generacji. To w większości produkty doświadczonych programistów, którzy dbają o użytkownika nie pozostawiając go samemu sobie nawet po teoretycznym zgonie jego platformy. To programy, w których dba się o ich dostosowanie do każdej kolejnej platformy sprzętowej głównie od strony użyteczności tych programów. iPhone 4 i iPad to w sumie bardzo podobne platformy i nawet rozdzielczości ekranów są zbliżone ale ich wielkości już nie a to bardzo ale to bardzo rzutuje na użyteczność programu z odpowiednio zaprojektowanym interfejsem.</p>
<p>Niestety takiego softu w AppStore jest stosunkowo niewiele a ja zaczynam się zastanawiać jak to będzie w przypadku Androida, gdzie już teraz mnogość rozdzielczości i wielkości ekranów jest ogromna. Zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle warto wiązać się z platformą, która fakt rozrasta się w niesamowitym tempie ale którą w końcu zaczną trapić problemy znanego z pecetów wyścigu hardwarowych zbrojeń. Bo do tego dojdzie a właściwie już dochodzi. Będziemy mieli coraz to bardziej dopakowane sprzętowo tablety i telefony i oprogramowanie, które być może nie będzie w stanie nadążyć za tymi wszystkimi zmianami a w konsekwencji będzie pisane szybko i bez oglądania się na takie „drobiazgi” jak optymalizacja i — przede wszystkim — odpowiednie zaprojektowanie aplikacji, jej interfejsu i funkcjonalności.</p>
<p>Te wszystkie nowe smatrfony i tablety kosztują. I to niemało. Jak na sprzęt oferujący bardziej wygodę w konsumpcji treści i mediów niż owych treści tworzeniu — ceny wyższe niż sensownych netbooków czy nawet laptopów są po prostu za wysokie na to, by pojawiały się na nich nieprzemyślane, niezoptymalizowane i źle zaprojektowane aplikacje. Na razie (przynajmniej na iPadzie) nie jest bardzo źle ale też nie jest najlepiej. Jest sporo oprogramowania ale to nie znaczy, że ma się za bardzo w czym wybierać. Rok po premierze platformy przychodzi druga wersja urządzenia mocno podbijająca wydajność i już teraz zaczyna się mówić, że może to być problem. Jedynkę kupiło kilkanaście milionów ludzi i pewnie deweloperzy nie pozostawią ich samym sobie ale fragmentacja platformy postępuje a z tego nic dobrego wyniknąć nie może. W androidowym świecie wygląda to pewnie jeszcze mniej ciekawie…</p>
<p>Dlatego między innymi zaczyna mnie mocno niepokoić optyka przyjęta w recenzjach nowości sprzętowych i kiedy czytam o iPadzie 2 czy nowych planowanych tabletach czy telefonach z Androidam zaczynam zadawać jedno pytanie z punktu widzenia użytkownika chyba najważniejsze: „no ale co z tego, że to jest takie szybkie?”. Aplikacje ładują się szybciej? Fajnie ale cóż stoi na przeszkodzie w takiej ich optymalizacji, by ładowały się równie szybko na starszych modelach? Mam na iPadzie programy do ToDo startujące błyskawicznie i oferujące więcej możliwości od niektórych ładujących się zauważalnie wolniej. Widać jak koder dobry to zrobi coś jak trzeba. Gry będą bardziej płynne i bardziej dopieszczone? Zapewne o to chodzi w całym tym elektronicznym przyspieszeniu ale tu znów pojawia się problem z pecetowieniem tych zabawek — wywalać kupę kasy na coś, co za rok będzie po prostu stare? Po co?</p>
<p>Podstawowym kryterium wyboru elektronicznej zabawki powinna być jej użyteczność. Jeśli mam do wyboru platformę ze sporą ilością dobrego oprogramowania spełniającego moje oczekiwania i będącego dla mnie użytecznym — biorę. Jeśli jedynym hasłem zakupowym ma być ilość megaherców, rdzeni procesora, ilości pamięci czy pojemności flasha a za tym nie będzie stało oprogramowanie cały ten luksus obsługujące — sorry panowie marketoidzi ale nie tędy droga. Już teraz tablety czy telefony są na tyle szybkie i sprawne, że mogą obsłużyć zdecydowaną większość zadań. Mam więc prośbę: zadbajcie o to, by oprogramowanie powstające na wasze zabawki było odpowiedniej jakości. Nie popełniajcie pecetowych błędów i nie stawiajcie hardware nad software nawet jeśli zajmujecie się tego hardware produkowaniem. Dywersyfikacja źródeł dochodu połączona z tworzeniem dobrych rozwiązań softwarowych dla waszych klientów — macie przepis na sukces.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/04/uzytkowy-aspekt-elektroniki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iiyama ProLite E2473HDS</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/03/iiyama-prolite-e2473hds/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/03/iiyama-prolite-e2473hds/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Mar 2011 19:41:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=23177</guid>
		<description><![CDATA[Kupiłem do domu takie niedrogie coś jak w tytule i może kilka zdań w temacie użytkowania tego sklecę by innym decyzję ułatwić lub utrudnić. Ot by może komuś ten kawałek internetu się przydał. iiyama ProLite E2473HDS to dwudziestoczterocalowy monitor na matrycy TN podświetlanej LEDami i sprawiający na pierwszy rzut oka całkiem dobre wrażenie. Bo też [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/03/2011.03.11-monitor.jpg" width="240" />
		</p><p>Kupiłem do domu takie niedrogie coś jak w tytule i może kilka zdań w temacie użytkowania tego sklecę by innym decyzję ułatwić lub utrudnić. Ot by może komuś ten kawałek internetu się przydał.</p>
<div id="attachment_23178" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a title="iiyama ProLite E2473HDS" href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/03/2011.03.11-monitor.jpg"><img class="size-medium wp-image-23178" title="iiyama ProLite E2473HDS" src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/03/2011.03.11-monitor-300x245.jpg" alt="iiyama ProLite E2473HDS" width="300" height="245" /></a><p class="wp-caption-text">iiyama ProLite E2473HDS</p></div>
<p><strong>iiyama ProLite E2473HDS</strong> to dwudziestoczterocalowy monitor na matrycy TN podświetlanej LEDami i sprawiający na pierwszy rzut oka całkiem dobre wrażenie. Bo też szczerze mówiąc całkiem fajna to konstrukcja: lekka, niegruba, bez lustra odbijającego wszystko co się da i w ogóle dla potrzeb domowych to całkiem sprawny monitorek jest. O kupnie zdecydowała cena. Po prostu nie żądają za te 24 cale bóg raczy wiedzieć ile co w sytuacji bezrobotnego jest cechą bardzo pożądaną :). I muszę przyznać, że te bez mała osiem stówek jak na razie swoją robotę czyni nieźle.</p>
<p>ALE</p>
<p>Od lat pracuję praktycznie tylko z matrycami IPS i klapnięcie na tyłku przed TN to po prostu lekki szok. Kolory kompletnie z dupy i dopiero po dłuuugiej, ciężkiej i nierównej walce udało mi się podciągnąć kolorystykę i świecenie do jakichś w miarę akceptowalnych wartości. Monitor jest relatywnie tani co czuć i słychać w każdym skrzypnięciu towarzyszącym zmianie położenia ekranu, stopa jest lekka co z jednej strony jest fajne bo całość waży niewiele ale z drugiej strony Gucio już nie raz zabierał się za ściąganie monitora z biurka i szło mu całkiem nieźle. Menu ustawień jest z jakiejś zeszłej epoki i diabelnie niewygodne w używaniu. Łącza HDMI działają jak trzeba ale predefiniowane ustawienia są do bani i ani sobie dobrze filmu nie idzie obejrzeć, ani gierki dobrze na tym nie wyglądają dopóki się samemu nie pogrzebie. Problem w tym, że nie można sobie zapisać kilku ustawień i z każdym przełączeniem podłączonego sprzętu trzeba pracowicie wklepywać swoje ustawienia.</p>
<p>Jednym słowem — nie za tania taniocha, którą trapią jeszcze inne drobne problemy. Wbudowane głośniki nadadzą się do wyemitowania systemowych dźwięków powiadomień ale do niczego więcej. Brak huba USB też nieco boli a wykonanie całości stara się wyglądać na porządne ale śmierdzi taniochą (plastik jest niefajny bardzo).</p>
<p>ZA:</p>
<ul>
<li>w sumie po dłuuugim kręceniu można osiągnąć w miarę sensowną kolorystykę</li>
<li>matryca świeci mocno (może nawet nieco zbyt mocno), równo i bez problemów</li>
<li>dwa porty HDMI się przydają</li>
<li>cena wydaje się być sensowna jeśli support iiyamy jest tak dobry, jak mawiają</li>
</ul>
<p>PRZECIW:</p>
<ul>
<li>to TN co widać i czuć bardzo</li>
<li>jakość wykonania obudowy</li>
<li>fatalne menu ustawień</li>
<li>beznadziejne głośniki</li>
</ul>
<p>Do biura czy typowego domowego siedzenia przed kompem i skakania po Facebooku — nada się bardzo. Do grafiki, zdjęć, grania — też acz po długim procesie ustawiania parametrów. Do profesjonalnych zastosowań — zapomnijcie.</p>
<p><a href="http://iiyama-sklep.pl/iiyama-iiyama-prolite-e2473hds-gwarancja-zero-pixel-p-1700.html" title="Opis monitora">Opis monitora</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/03/iiyama-prolite-e2473hds/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na co komu tablet?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/02/na-co-komu-tablet/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/02/na-co-komu-tablet/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Feb 2011 14:17:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Android]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=22541</guid>
		<description><![CDATA[Ot dobre pytanie. Za sprawą jabłka i papy Jobsa wziął i się zrobił nagle cały rynek urządzń, które jeszcze do niedawna istniały jako malutka nisza gdzieś na obrzeżach galaktyki elektroniki użytkowej. Były sobie, istaniały, jedne były lepsze, inne gorsze ale jakoś nie potrafiły się przebić do świadomości masowego odbiorcy. Ot kolejna rzecz o wąskiej specjalizacji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ot dobre pytanie. Za sprawą jabłka i papy Jobsa wziął i się zrobił nagle cały rynek urządzń, które jeszcze do niedawna istniały jako malutka nisza gdzieś na obrzeżach galaktyki elektroniki użytkowej. Były sobie, istaniały, jedne były lepsze, inne gorsze ale jakoś nie potrafiły się przebić do świadomości masowego odbiorcy. Ot kolejna rzecz o wąskiej specjalizacji potrzebna iluśtam tysiącom ludzi na świecie. I tyle.</p>
<p>Tak by się przynajmniej wydawało do czasu debiutu iPada. Sam byłem mocno sceptycznie nastawiony do tego urządzenia choć przy okazji i mocno go ciekawy. Tabletu nigdy wcześniej nie miałem a teraz proszę — netbook się kurzy a ten między innymi tekst piszę sobie wygodnie na urządzonku, które zaraz sobie do wyra wrzucę w ramach wieczornej sesji z różnymi wiadomościami. Co się więc takiego stało, że sceptycyzm został powalony na łopatki i z dziką radością wydałem niemało pieniędzy na iPada?</p>
<p>Dotknąłem drania. Tyle się stało.</p>
<p>Żeby przekonać się na co komu tablet, trzeba owego po prostu dotknąć i nieco się nim pobawić. Nie musi to być iPad (choć na razie konkurencji jakby maławo) ale kiedy pokażą się tablety napędzane Androidem czy QNXem, mocno polecam przejście się do jakiegoś sklepu i pobawienie się czymś niby tak podobnym do netbooka a tak w używaniu odmiennym i dostarczającym tak innych doznań.</p>
<p>Tablet (na przykładzie iPada bo tego mam ale nie obrażę się jeśli ktoś podrzuci mi coś do tzw. testów :)) to takie coś, co ma się zawsze pod ręką bo jest po prostu wygodne. Nie ma tego całego rozkładania, szukania miejsca do postawienia, otwierania klapy z matrycą, włączania czy wybudzania znanego z laptopów czy netbooków. Leży sobie toto gdzieś w pokoju (zazwyczaj pod ręką choć od kiedy zaczął się moją zabawką bawić Gutek, chowam draństwo jakby głębiej :)) i wystarczy ślizg palucha po szkle i już ma się dostęp do maili, internetu czy gierek. Tablet to takie coś, co po prostu z miejsca jest gotowe do użycia. A to czyni kolosalną różnicę w temacie „na czym by tu sobie po necie posurfować”. Po prostu netbook ze swoimi czsami startu poszedł w totalną odstawkę.</p>
<p>Tablet można sobie trzymać w poziomie, pionie, do góry nogami, leżąc na wyrze, siedząc na kiblu, leniąc się na kanapie… To ustrojstwo najzwyczajniej w świecie nie ma wad laptopa czyli nie wymaga jakiejś określonej pozycji pracy (choć oczywiście pisze się milej po prostu siedząc niż uprawiając jogę). Bardzo to wygodne i niestety wyrabia zły nawyk chęci przyjęcia pozycji horyzontalnej podczas robienia czegokolwiek z komputerem. W pracy cholernie ten nawyk przeszkadza.</p>
<p>Tablet to nie czytnik e-booków i jest wyraźnie od takiego na ten przykład Kindle cięższy. Niemniej historie o tym, że nie da się na nim czytać można między bajki włożyć. Godziny spędzam z tym urządzeniem nie robiąc wiele więcej niż właśnie czytając. Oczywiście, nie da się tego robić na plaży bo to technologia jednak inna i w słońcu matryce LCD niezbyt się sprawdzają. Ale w domku jak najbardziej czytać się da i jest to cakiem wygodna sprawa.</p>
<p>Tablet w zależności od producenta oferuje kilka programów na start a o resztę trzeba zadbać samemu. W iPadzie programów jest kilka na krzyż ale już po pierwszym wejściu do AppStore człowiek zaczyna chwytać, że może sobie na ten swój kawałek szkła wrzucić programy dosłownie do wszystkiego. Ostatnio złapałem się na tym, że soft do mojego Maka mini ostatni raz kupowałem… hmmm… bardzo dawno temu. Za to programów na iPada mam z całą pewnością więcej, niż mam softu na mojego Maka a moja kasa płynie do deweloperów w sposób ostanio coraz mniej kontrolowany. Jakoś łatwiej się pieniądze tu wydaje tym bardziej, że zazwyczaj są to kwoty niewielkie. Tak czy inaczej — kilka programów na start i niewiele więcej się w paczce dostaje. Kupuje się płaskie coś a później hulaj dusza. Tablet nie jest więc dla ludzi, którzy nie za bardzo łapią tę całą ideę z kupowaniem oprogramowania. Przynajmniej nie tablet od jabłka.</p>
<p>Tablet to takie coś, co można spokojnie zabrać w podróż. iPad baterię ma fenomenalną i przetrzyma godziny grania i katowania go przez dzieciaki na tylnim siedzeniu samachodu a podejrzewam konkurencja jeszcze tę cechę przebije. Przyda się także w tak zwanych wyjazdach służbowych, kiedy to trzeba mieć pod ręką coś do notowania i pisania podczas wielogodzinnych nasiadów i by mieć co robić kiedy te nasiadówy dobiegną końca. Czy to dla dzieciaka, czy dla dorosłego — tablet to po prostu sensowne rozwiązanie problemu „co by tu cholera robić przez te wszystkie nudne godziny”. A i soku starczy na te zajęcia i pewnie jeszcze zostanie.</p>
<p>Jak widać wszystko tak naprawdę sprowadza się do oprogramowania. To ono definiuje przyjemność korzystania z urządzenia, które nie musi być napakowane nowinkami technicznymi, by było po prostu przyjemne w użyciu. Czy to Android, czy to QNX, czy to w końcu iOS — te platformy będą istniały tak długo, jak długo będą oferowały oprogramowanie warte uwagi użytkownika. Każdego użytkownika. Od szefa firmy po jego dzieciaka. Dlaczego? Bo jeśli coś można nazywać per Personal Computer to w pierwszej kolejności smartfona a w drugiej właśnie tablet. Te urządzenia stały się wręcz intymne, coś jak majtki — ma się je ciągle przy sobie. Nie wiem jak to jest w telefonach i tabletach innych firm ale w telefonach i tabletach jabłka nie ma możliowści stworzenia drugiego konta w urządzeniu, na które mogłaby się zalogować na ten przykład żona. Po prostu tak zostały zaprojektowane te urządzenia, jako prywatne, jednoosobowe, Personal. Kiedy gdzieś tam ktoś krzyczy o „końcu ery PC” (tak Przemku, do Ciebie piję :)) to możecie mu śmiało powiedzieć: „stary, teraz to się dopiero zacznie z tym PC!”.</p>
<p>Na co więc komu tablet? Na nic! Jeśli ktoś czuje się szczęśliwy ze swoim laptopem to niech tak pozostanie. Wszyscy pozostali powinni moim zdaniem chociaż spojrzeć i przez chwilę się pobawić tabletem. Ot by się samemu przekonać, czy smyranie ekranu jest fajniejsze, niż smyranie gładzika tudzież duszenie myszy. Bardzo wielu ludzi nie potrzebuje w codziennych kontaktach z komputerem pełnowymiarowego systemu operacyjnego. Bardzo wielu ludzi chce wykonać po prostu konkretne zadanie — odebrać pocztę, wyświetlić stronę, zagrać w grę czy też posłuchać muzyki. Te wszystkie okienka, menusy czy inne ikony mogą w tym wręcz przeszkadzać, nadto rozpraszać i niepotrzebnie komplikować coś, co powinno być proste i jednoznaczne. Dlatego bardzo wielu ludzi widzi sens istnienia dobrze zaprojektowanych urządzeń z sensownym oprogramowaniem i może się to jednym podobać, innym nie, można się z tego śmiać ale prawda jest banalna — do poczytania newsów czy odebrania poczty nie muszę siadać do biurka a mogę to wygodnie zrobić z głębi mojej kanapy. I o to właśnie chodzi — o wyeliminowanie niepotrzebnego komplikowania prostych czynności. Nie oznacza to, że tablet zastąpi mi komputer, o nie! Na komputerze bawię się w swoje DTP i generalnie na nim tworzę różne rzeczy. Ale do czynności prostych (pisanie tekstów, czytanie newsów, skakanie po stronach) komputera już nie odpalam. Po prostu sięgam po zawsze gotowe do użycia urządzenie i tyle.</p>
<p>Tablet do szczęścia nie jest potrzebny. Ale bardzo przydaje się, gdy chce się nieco wygodniej poobcować z elektroniką. W niektórych zastosowaniach jest sensowniejszy, w innych mniej… Czas się z tym pogodzić a nie na siłę udowadniać wyższość jednego nad drugim (w domyśle tabletu nad laptopem i na odwrót). Po prostu doszło do elektronicznych zabawek nowe urządzenie, które dla jednych będzie wyzwoleniem od tandemu klawiatura-klapa ze wszystkimi tego tandemu konsekwencjami, dla innych bzdurą nie potrafiącą zaoferować więcej, niż ukochany laptop. Jeśli mając laptopa czujesz, że ogranicza Cię on zanadto — posmakuj tabletu. Polecam. Doświadczenia są zaskakująco odmienne od tych znanych i może się okazać, że przypadną Ci do gustu. Mnie przypadły nad wyraz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/02/na-co-komu-tablet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WD Elements</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/02/wd-elements/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/02/wd-elements/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Feb 2011 13:29:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Linux]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=22517</guid>
		<description><![CDATA[Drogą kupna wszedłem w posiadanie czegoś takiego, czego nazwę podałem w tytule. Rozszyfrować to można jako Western Digital Elements Desktop 2TB USB 2.0 a na polski tłumaczy się to: dwuterabajtowy zewnętrzny twardziel. I do tego niedrogi. Od dłuższego już czasu borykałem się z problemem, który w skrócie nazwać można „niech szlag trafi tego torrenta bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/02/20110220-032903.jpg" width="240" />
		</p><p>Drogą kupna wszedłem w posiadanie czegoś takiego, czego nazwę podałem w tytule. Rozszyfrować to można jako Western Digital Elements Desktop 2TB USB 2.0 a na polski tłumaczy się to: dwuterabajtowy zewnętrzny twardziel. I do tego niedrogi.</p>
<div id="attachment_22516" class="wp-caption aligncenter" style="width: 260px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2011/02/20110220-032903.jpg" alt="Dysk WD Elements" title="Dysk WD Elements" width="250" height="222" class="size-full wp-image-22516" /><p class="wp-caption-text">Dysk WD Elements</p></div>
<p>Od dłuższego już czasu borykałem się z problemem, który w skrócie nazwać można „niech szlag trafi tego torrenta bo mi cholerny terabajt ni bajta już więcej nie pomieści”. Zna ten problem większość użytkowników internetu a rozwiązanie w obecnych czasach może być tylko jedno: więcej miejsca. Umówmy się — terebajt wypełniony bliżej niesprecyzowanym czymś do posprzątania jest tak samo wdzięczny, jak stajnie niejakiego obywatela A. więc jedynym sensownym wyjściem jest zachowanie się po obszarniczemu i po prostu stajni owych powiększenie. W większej przestrzeni śmieci zmieści się po pierwsze więcej, po drugie będą mniej wkurzały a to oznacza, że przyjęta taktyka jest z gruntu dobra.</p>
<p>Polazłem do sklepu szukać Czegoś Fajnego. Skończyłem z tym czymś z tytułu kupionym w Komputroniku (<a href="http://www.komputronik.pl/index.php/product/112155/Laptopy/Akcesoria_do_notebookow_i_netbookow/WD_Elements_Desktop_2TB_USB_2_0.html" title="Zobacz dysk na stronie Komputronika">tu konkretna strona</a>) i z przekonaniem, że zaraz mi się to coś rozpadnie i zepsuje. Na papierze ma to słabe parametry, nie ma bogowie wiedzą jakich ficzerów, nie obsługuje Firewire, USB 3.0, nie ma wbudowanego NASowego oprogramowania i czego tam jeszcze. To jest zdaje się po prostu plastikowa obudowa z dwuterabajtowym twardzielem w środku.</p>
<p>I to działa jak na razie wyśmienicie. Transfery są OK i wyciskają z USB 2.0 chyba wszystko, co da się wycisnąć i na co mój stareńki Mac mini pozwala. Dysk jest niesłyszalny i to jest jego OGROMNA zaleta. Przewalanie danych ze starego na nowy potrwało noc z okładem i powiadam Wam, o tym, że coś się dzieje informował mnie tylko mój starszy twardziel, który wydawał z siebie dźwięków mnóstwo i strasznych (widocznie dyski LaCie tak mają — to nie pierwszy taki przypadek). WD Elements jest po prostu niesłyszalny — rzecz absolutnie najważniejsza gdy się chce mieć coś pojemnego w pokoju poniekąd także i sypialnym. W miarę szybko wybudzają się w nim talerze do pracy (na pewno szybciej niż w trzykrotnie droższym LaCie) i nie ma problemów z pracą w dłuższych sesjach.</p>
<p>Polecam ten dysk każdemu, komu wisi uberwydajność i szuka po prostu miejsca na dump swoich plików i śmieci. Te dwa terebajty można śmiało postawić nawet w sypialni — w środku nocy usłyszycie co najwyżej lekki szmer pracującego napędu ale zapewniam, nie będzie to dżwięk zdolny Was obudzić, raczej ukołysze on każdego geeka do snu. No i budżetowo to rozwiązanie ma po prostu sens.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/02/wd-elements/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I jaką słuchawkę sobie tu wybrać?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/02/i-jaka-sluchawke-sobie-tu-wybrac/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/02/i-jaka-sluchawke-sobie-tu-wybrac/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 20:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPod/iPhone]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=22026</guid>
		<description><![CDATA[Mój iPhone 3G dogorywa. Coś mu się stało z płytą główną i Wi-Fi już mi działać nie chce, potrafi się drań ostro zmulić i ogólnie przyszedł już jego czas. Brat telefon zafundował ale jakoś nie ma widoków, by chciał fundnąć mi nową słuchawkę więc muszę wybrać sobie coś sam. A to oznacza — skromny budżet [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mój iPhone 3G dogorywa. Coś mu się stało z płytą główną i Wi-Fi już mi działać nie chce, potrafi się drań ostro zmulić i ogólnie przyszedł już jego czas. Brat telefon zafundował ale jakoś nie ma widoków, by chciał fundnąć mi nową słuchawkę więc muszę wybrać sobie coś sam. A to oznacza — skromny budżet niestety.</p>
<p>No i jestem w kropce bo na telefonach to się tak średnio znam. Znaczy wiem, że są te wszystkie HTC i diabli wiedzą co jeszcze ale kiedy przychodzi do spoglądania na ceny, to ja chyba spasuję. Nie stać mnie na jakieś wyczesane telefony ale bardzo ale to bardzo korci mnie pobawienie się Androidem. A więc szukam jakiejś w miarę taniej słuchawki z Androidem na pokładzie ale w sumie otwarty jestem na Symbiana (o ile coś sensownego znajdzie się w moich widełkach cenowych — do 500 złociszy z abo w Orange).</p>
<p>Póki co w oko wpadł mi <a href="http://www.lg.com/pl/telefony-komorkowe/telefony/LG-LG-Swift-Plus-P500.jsp" title="Strona telefonu">LG P500 Swift Plus</a>, który kosztuje w Orange sensowne pieniądze, śmiga na Androidzie 2.2 i zbiera raczej pozytywne recenzje w necie. W oko wpadła mi też <a href="http://www.nokia.pl/produkty/telefony/nokia-c6" title="Strona telefonu">Nokia C6-00</a> ale jakoś Symbian pociąga mnie mniej niż Android. Inną słuchawką, która mnie zakręciła jest <a href="http://www.motorola.com/Consumers/PL-PL/Consumer-Products-and-Services/Mobile-Phones/MOTOROLA-DEFY-PL-PL" title="Strona telefonu">Motorola Defy</a> ale to już nieco przekracza budżet a i aktualizacje androida przez Motorolę jakieś takie powolne są i jakoś nie chcę się pakować w aparat, który na dzieńdobry będę musiał rootować.</p>
<p>I co tu wybrać? Help! :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/02/i-jaka-sluchawke-sobie-tu-wybrac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Laptop? Zaczynam się zastanawiać…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/11/laptop-zaczynam-sie-zastanawiac/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/11/laptop-zaczynam-sie-zastanawiac/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Nov 2010 09:15:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Linux]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Windows]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=17799</guid>
		<description><![CDATA[Od zawsze kręciła mnie idea miecia czegoś przenośnego, mocnego na tyle, by zastąpić mogło stacjonarny komputer gdzieś w drodze podczas wyjazdu, czegoś co dałoby mi moc i pewność, czegoś ciągle pod ręką i na zawołanie. Od zawsze laptopa chciałem mieć i cały czas takiej zabawki pragnę. Bo przecież fajnie jest mieć wszystko co potrzeba na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od zawsze kręciła mnie idea miecia czegoś przenośnego, mocnego na tyle, by zastąpić mogło stacjonarny komputer gdzieś w drodze podczas wyjazdu, czegoś co dałoby mi moc i pewność, czegoś ciągle pod ręką i na zawołanie. Od zawsze laptopa chciałem mieć i cały czas takiej zabawki pragnę. Bo przecież fajnie jest mieć wszystko co potrzeba na wyciągnięcie łapy – świeżo zassane filmy, zdjęcia ze ślubu i połowy mojego życia, muzykę kradzioną i tę legalną, soft do obróbki filmików z aparatu, soft do robienia dzwonków do telefonu, Lightrooma do fotek, Photoshopa do Bóg raczy wiedzieć czego jeszcze, soft do konwersji formatów no i oczywiście gry. Od zawsze wydawało mi się, że bardzo fajnie byłoby mieć to wszystko pod rzeczoną ręką. I dalej mi się tak wydaje. Tyle że…</p>
<p>Tyle że w końcu miałem okazję popracować mobilnie i życie dosyć tę moją wydumaną wiedzę zweryfikowało. Zabawne, że wszelką aktywność związaną z używaniem komputera nazywa się „pracą z komputerem”. Gówno tam a nie praca. Większość znakomita czasu spędzanego w domu przed kompem to czysta rozrywka czy też tej rozrywki szukanie. Pracować to i owszem pracuję przy komputerze – dzień w dzień po 9 godzin w swojej robocie. Mam tam machinę solidną, z solidną w miarę matrycą, mocną i spełniającą solidnie swoje pracowe obowiązki. Machina oczywiście jest stacjonarna. Gdy wracam do domu elektronika służy mi już praktycznie tylko rozrywce, czasem (choć ostatnimi czasy jakoś skromnie) do wymęczenia jakiegoś tekstu na bloga czy poukładania zdjęć w albumach. Poza tym laptop włączany jest już praktycznie tylko do pośmigania po necie, poodpowiadania na maile, poczytania RSSów choć i to coraz rzadziej. Jakoś tak niedawno dotarło do mnie, że w sumie laptop w domu ma sens o tyle, że można toto wziąć do kibla zamiast siedzieć przed monitorem. Ale szczerze mówiąc to i kiblowy argument średnio do mnie przemawia – niewygodnie się lapka na kolanach siedząc na kiblu trzyma. Podobny zresztą problem mam z lapkiem w wyrze. Wygodne toto średnio choć Doropha już się dostosowała i potrafi nie klnąc jakoś po necie biegać.</p>
<p>A więc laptop do pracy. W pracy na pewno przydałaby się maszyna mocna, spełniająca te wszystkie wymagania opisane wcześniej, tym bardziej, jeśli robi się za tak zwanego „grafika” czyli detepowca. I tu właśnie życie zweryfikowało moją dumaną wiedzę bardzo. Moja praca wymaga od sprzętu mobilnego przede wszystkim DOSKONAŁEGO życia urządzenia na baterii. Bowiem na niekończących się spotkaniach robię wszystko, tylko nie detepuję a mocy w urządzeniu potrzebuję tyle, by sensownie notatki móc robić, jakieś audio czasem nagrać, pliki przesłać, Excela z Wordem odpalić… Słowem – nie o moc w pracy mi chodzi a o szeroko rozumianą mobilność. Tam potrzebuję czegoś śmigającego na bateriach godzinami, lekkiego jak bardzo tylko się da (mój dellowski netbook potrafi wraz z noszeniem stać się odczuwalnym ciężarem) i mającego na tyle mocy, by zadania biurowe i internet działy się natychmiast, bez lagów związanych z odpalaniem aplikacji czy ich przełączaniem. Niekoniecznie musi to być coś z Windows na pokładzie bo do notowania czy skonstruowania excelowskiego czy wordowego pliku nie muszę mieć zaraz całego windowsowego bagażu na plecach (tak swoją drogą — i tak aktualnie wzbudzam na spotkaniach lekką sensację wyświetlając ekran Joliclouda zamiast znanego wszystkim XP :)).</p>
<p>Problem polega oczywiście na tym, że nie spotkałem jak do tej pory maszyny, która byłaby jednocześnie wystarczająco mocna, ultra lekka i ciągnęła na bateriach godzinami. Moc zazwyczaj wiąże się z wagą i nieco krótszym bateryjnym życiem. Lekkość zazwyczaj wiąże się z niską wydajnością, podobnie ma się sprawa z bateryjnym życiem – także pociąga za sobą kompromisy w kwestii wydajności. No i tyłek w tym momencie bo nawet jeśli już jakąś maszynę znalazłem godną uwagi, to sensowne połączenie moich wymagań kosztuje całkiem sporo. A gdy dodać do tego moje wymagania co do wyglądu i wykonania sprzętu, za który miałbym dać swoje ciężko zarobione pieniądze… Ciężko coś na rynku znaleźć i przy okazji nie ogłosić upadłości. I nie, wcale nie mówię teraz o laptopach Apple. Akurat na maszynki jabłka patrzę na samym końcu ze względu na ich cenę.</p>
<p>OK, pogadałem nieco z żoną i zaczęliśmy nasze potrzeby określać. Potrzebujemy maszynki, która będzie działała natychmiast po włączeniu zasilania bo dość już mamy czekania na boot systemu operacyjnego. W domu laptop powinien działać od razu po włączeniu czy też wybudzeniu, tak rozzuchwaliły nas iPody i iPhony. Nasz dziś posiadany netbook jest przykładem tego, jak nie powinno się to odbywać. Domowy laptop powinien być niewielki, taki akurat do wzięcia do wyra, do kibla czy na taras. Domowy laptop powinien żyć na bateriach nieco dłużej niż dwie godziny bo to żadna przyjemność być pseudomobilnym a tak naprawdę ciągle przypiętym do kabla. Na domowym laptopie powinno dać się przeglądać net, odpowiedzieć na maile, przejrzeć newsy, zagrać w coś niewymagającego i casualowego. Nie musi toto odtwarzać filmów bo od tego mamy telewizor i podpięte do niego urządzenia acz idea wpięcia lapka do HDMI i wysłania obrazu na TV całkiem mi się podoba. Do pracy jakiejś poważniejszej też nie musi on służyć bo i Doropha, i ja wolimy pracować przy monitorze, w sensownych rozdzielczościach, z komputerem stacjonarnym jako bazą dla plików i z odpowiednią wydajnością dla obsłużenia Worda czy InDesigna. No i musi to być na tyle wytrzymałe, by przeżyło spotkanie z da Majkiem czy z czasem z Guciem (tu netbook od Della poległ, kilka chwil wystarczyło, by Gucio rozbroił klawiaturę i wyciągnął mi już jeden klawisz :)).</p>
<p>Tak więc nasze domowe idealne zacisze wyglądałoby mniej więcej tak: stacjonarny komputerek do pracy, obróbki rodzinnych fotek i filmików. Mamy już taki komputerek a nazywa się on Mac mini. Idealna rzecz do domowych zastosowań. Do tego laptop jakiś spełniający powyżej opisane wymagania i tutaj mam problem z wyborem. Netbooki odpadają ze względu na koszmarną w większości wydajność, która przede wszystkim w domowych zastosowaniach bardzo irytuje. Szczególnie to cholerne i potrafiące trwać wybudzanie/boot maszyny… Nie, to powinno być coś działającego natychmiast. No i tu do głowy przychodzi mi coś śmigającego na SSD lub iPad. Z ostatnich nowinek spodobał mi się bardzo MacBook Air 13 cali ale to droga zabawka i mocno zastanowiłbym się, zanim posadziłbym przed tym dzieciaka. Jakiś windowsowy, szybki sprzęt, na którym można by postawić Linuksa – coś takiego mi chodzi bardziej po głowie. Dual boot to idealne rozwiązanie potrzeb moich i Dorophy. Ale to musiałaby być konstrukcja sprawdzona, w której obsługiwane są wszystkie podzespoły. Przeboje z obsługą Poulsbo w moim netbooku nauczyły mnie już, że na obsługę sprzętu przez system operacyjny trzeba bardzo uważać i odpowiednio sprzęt dobierać. No i jestem w stanie na takiego laptopa wydać do 3–3,5k PLN. Szukam i szperam ale nie jestem z technologią na bieżąco i może jakiś czytelnik mógłby coś zaproponować…</p>
<p>Przyznam szczerze, że najbardziej pociąga mnie iPad. Ponoć koło lutego przyszłego roku ma się pokazać druga wersja tego urządzenia i podejrzewam, że będzie to wtedy całkiem sensowna konstrukcja z kamerą do skypowych pogaduszek, z obsługą naszego języka dopracowaną jak trzeba, z możliwością podłączenia klawiatury do wygodnego klepania mailików (wiem, już można ale pojęcia nie mam jak to się sprawuje z naszymi diakrytykami)… Poza tym to naturalne uzupełnienie domowego ekosystemu z dostępem do tych dziesiątków gier, w które grają Doropha i da Majek. No i obydwie obsługę już znają, toć to przerośnięty iPod touch. Tak, póki co kieruję swoje myśli w tę stronę ale wciąż szukam najsensowniejszego rozwiązania dla domu. Pracą przejmuję się mniej bo tę do wykonania będziemy robić na stacjonarce a na wyjazdowe notowanie iPad jest jak znalazł, choć dużym i czerwonym minusem jest głupia polityka Apple w temacie dzielenia się plikami z innymi urządzeniami, którego to dzielenia jak rozumiem wciąż nie ma i nie ma jak podzielić się cholernym plikiem z notatkami z kumplem siedzącym obok w sposób inny, niż drogą mailową czy Dropboxem. O zgraniu pliku od tegoż kumpla nawet nie wspominam…</p>
<p>Trudna sprawa. Serce stoi po stronie produktu jabłka ale rozum sugeruje sensowniejszy wybór. Mimo rozglądania się brakuje jednak rozumkowi solidnych argumentów w postaci konstrukcji naprawdę godnej uwagi. Liczę, że ktoś coś mi tu podpowie i podrzuci odpowiedniego linka, który wybije mi z głowy zabawkę jabłka :). Szukam czegoś ładnego, domowo funkcjonalnego, o solidnej i wytrzymałej konstrukcji (żadnych uginających się pod dotykiem plastików!), natychmiastowego w działaniu, żyjącego na bateriach godzinami, gabarytowo niewielkiego i budżetowo nie przeskakującego kwoty maks 3,5k złociszy. Na pewno wśród setek modeli laptopów obecnych na rynku coś się znajdzie ale im dłużej szukam, tym większy mętlik mam w głowie. Help!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/11/laptop-zaczynam-sie-zastanawiac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>49</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smartfon = ekosystem</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/10/smartfon-ekosystem/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/10/smartfon-ekosystem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Oct 2010 14:49:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPod/iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[Myśli]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=14779</guid>
		<description><![CDATA[Mam ajfona. I mam na niego w przepastnej bibliotece iTunes zdrowo ponad 200 aplikacji (jak nie więcej). Większość z nich darmowych ale nie jest to przytłaczająca większość. Za całą resztę zapłaciłem żywą, pachnącą, ciężko zapracowaną wirtualną gotówką przelewaną wprost z mojego konta na konto Apple. Gdyby tak podliczyć te wszystkie zakupione aplikacje, nawet jeśli większość [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mam ajfona. I mam na niego w przepastnej bibliotece iTunes zdrowo ponad 200 aplikacji (jak nie więcej). Większość z nich darmowych ale nie jest to przytłaczająca większość. Za całą resztę zapłaciłem żywą, pachnącą, ciężko zapracowaną wirtualną gotówką przelewaną wprost z mojego konta na konto Apple. Gdyby tak podliczyć te wszystkie zakupione aplikacje, nawet jeśli większość kupowana była na wyprzedażach, zbierze się z tego nie tylko kawał w większości niezłego oprogramowania ale i całkiem ciężkiego grosza. To fakt.</p>
<p>Do czego zmierzam? Do oczywistości, która gdzieś przy recenzjach smartfonów ucieka recenzentom: telefon to tylko jeden z wielu elementów, które trzymają użytkownika przy marce/systemie.</p>
<p>Czytam właśnie kilka recenzji telefonów z Windows Phone 7 na pokładzie i muszę przyznać, że mimo kilku wad wieku dziecięcego, sam system, UI jak i ogólne podejście Microsoftu do niego bardzo mi się podobają. To już w tej chwili solidny system jest i aż miło pomyśleć, jak rozwinie się w niedalekiej przyszłości. Wystarczy przypomnieć sobie jak ewoluował iOS by zdać sobie sprawę z potencjału, jaki w systemie Microsoftu tkwi na starcie. Wszędzie jednak czytam o potencjalnych przejściach z platform innych producentów na platformę Microsoftu i aż uderzyło mnie, że tak mało w tym pisaniu zastanowienia się głębszego nad implikacjami takich przejść i czy aby na pewno będzie to tak różowo dla Microsoftu wyglądało.</p>
<p>Każda firma poważnie myśląca o swoim systemie robi rzecz oczywistą — wpakowuje użytkownika w niekończące się wydatki związane z daną platformą. Nie wiedzieć kiedy i jak przy subsydiowanych słuchawkach kosztujących przecież tyle, co laptopy, ukazuje się kolejny szybko rosnący słupek wydatków: oprogramowanie. Google ma to akurat gdzieś bo ma zupełnie inny model zarabiania ale reszta producentów uczyni wszystko, by jak najbardziej związać użytkownika z produktem. A nic tak nie zwiąże jak wywalenie przez owego użytkownika góry kasy na oprogramowanie. Ewentualna przesiadka na inna platformę oznaczałaby dla mnie nie tylko sięgnięcie po błyszczącą nowość ze stajni np. Microsoftu ale przede wszystkim odcięcie od całego programowego zaplecza, na które wydałem kasę porównywalną z ceną samej słuchawki. Dwa albo i trzy razy to przemyślę jak pewnie każdy w miarę myślący człowiek.</p>
<p>Smartfony to zupełnie osobna nisza, którą tak naprawdę dopiero poznajemy. Fale migracji od słuchawki do słuchawki, od modelu do modelu i od systemu do systemu dotyczyć będą smartfonów raczej średnio co z resztą można zauważyć już teraz. Ludzie zmieniają marki i systemy ale dynamika tych zmian jest raczej średnia a w przypadku ajfona wydaje się być stosunkowo niewielka. Śmiem twierdzić, że to nie jakąś genialność tej słuchawki chodzi (posiadacze ajfonów sami wiedzą najlepiej, że nie ma tu o genialności mowy) ale raczej o ciężki bagaż poczynionych wydatków wiążących z platformą. Apple doskonale wie jak wznieść złotą klatkę i trzymać w niej swojego klienta jak najdłużej się da i wysysając jego środki jak tylko się da, co tylko wzmacnia klatkę. Każdy pobrany z AppStore program to cegiełka budująca mur lojalności klientów.</p>
<p>Tak mnie naszło na chwilę zastanowienia bo po poczytaniu tych wszystkich recenzji przeróżnych słuchawek i systemów chciałbym w końcu popróbować czegoś nowego. Na samą myśl jednak, że mam zmieniać znane już aplikacje i środowisko, na które wydałem sporo szmalu na coś nowego, na co wydam tego szmalu tyle samo jak nie więcej tylko po to, by odbudować sobie dotychczasowe środowisko pracy tyle że na nowej platformie… Ździebko mnie wtedy trzęsie. I mam wrażenie, że reakcji takich jak moja jest i będzie sporo. Tak więc z tą konwersją użytkowników na nowe systemy i nowe platformy to bym uważał. Na razie ruch jeszcze jest całkiem spory ale kiedy ludzie zainwestują na tych platformach konkretne pieniądze w oprogramowanie, tych chcących wszystko zmienić może okazać się nie aż tak znów wielu, jak chcieliby to widzieć recenzenci nowych zabawek.</p>
<p>Smartfon to ekosystem usług i wydatków. Co mądrzejsi będą wciskali co się da i ile się da, by tylko z tymi usługami i wydatkami swoich użytkowników związać. Apple wciska ajfony, iPody touch (to naprawdę świetna sprawa, że kupując jedną grę mogę ją instalować na kilku urządzeniach i dzieciak nie musi mi mojej zabawki z rąk wyrywać by sobie pograć :)) a ostatnio i iPady. RIM pokazuje koncepty tabletu jako kolejnej platformy do wydawania kasy choć imo powinni się skupić na polepszeniu oferty swojego sklepu ale widać wyraźnie, że łapią chłopcy o co w tym biznesie chodzi. Google zadba o to (przynajmniej będzie się starać), by Android wciskany był wszędzie, gdzie tylko da się coś wyszukać i na tym wyszukaniu coś zarobić. Microsoft zrobił w końcu swój system dla telefonów ale mordując nieco wcześniej Couriera pokazał, że w walce o podział softwarowego tortu naboi zbyt wiele niestety nie ma. Przynajmniej na razie. Pozostała nam Nokia i pewnie dziesiątki innych producentów elektronicznych gadżetów, którzy będą sprzedawali swojej elektroniki milionami ale na dłużej związać ze sobą klienta już za bardzo nie będą w stanie. Tym sposobem powstaje nam cała masa lojalnych-przez-wydawanie-kasy ludzi. Ich przekręcenie na swoją stronę mocy będzie już w niedalekiej przyszłości głównym zadaniem marketoidów a wydaje mi się, że nie będzie to zadanie łatwe.</p>
<p>Policzcie wydatki, jakie poczyniliście w związku z używaniem swojego kawałka elektroniki. O tyle właśnie jesteście bardziej lojalni ekosystemowi, w który się wkręciliście :).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/10/smartfon-ekosystem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowe zabawki od Apple</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/10/nowe-zabawki-od-apple/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/10/nowe-zabawki-od-apple/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Oct 2010 11:28:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Linux]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Jolicloud]]></category>
		<category><![CDATA[Mac OS X]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=14755</guid>
		<description><![CDATA[Jak zwykle zapóźniony w stosunku do błyskawicznych newsowych serwisów, wziąłem i postanowiłem sobie o nowych zabawkach od jabłka coś napisać. Bo w sumie czemu nie? Ale tak chciałem sobie popisać w nawiązaniu do tego, co już mam i zestawić z „wizjami” jabłka w temacie tego, jak będą komputery i systemy niebawem wyglądały. Co mam? Mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/10/20101022-macbook_air.jpg" width="240" />
		</p><p>Jak zwykle zapóźniony w stosunku do błyskawicznych newsowych serwisów, wziąłem i postanowiłem sobie o nowych zabawkach od jabłka coś napisać. Bo w sumie czemu nie? Ale tak chciałem sobie popisać w nawiązaniu do tego, co już mam i zestawić z „wizjami” jabłka w temacie tego, jak będą komputery i systemy niebawem wyglądały.</p>
<p>Co mam? Mam netbooka o nazwie <a href="http://costa.info.pl/2009/05/05/opis-komputera-dell-inspiron-mini-1210/" title="Opis komputerka">Dell Inspiron mini 1210</a>. W moim zestawieniu <a href="http://costa.info.pl/2010/03/16/elektronika-moje-the-best-i-the-worst/" title="Moja najgorsza i najlepsza elektronika ever">najgorszej i najlepszej prywatnej elektroniki ever</a> dostał niechlubną, pierwszą pozycję ale służy dzielnie (bo musi i nie ma innego wyjścia) oraz posłużył za poligon doświadczalny, na którym papa CoSTa dowiedział się bardzo wiele o swoich względem maszyn mobilnych wymaganiach. Których rzeczony Dell ni luja nie spełnia.</p>
<p>No ale wróćmy do szoł pana Jobsa. Dostaliśmy „nowe” <a href="http://www.apple.com/pl/ilife/" title="A co to?">iLife</a> (linkuje do polskiej strony ale cóż, Apple nie wyrobiło się z tłumaczeniami jak widać), w którym możemy porobić sobie na pełnym ekranie. Bomba! Na wspomnianym moim Dellu stoi sobie grzecznie system operacyjny, który nazywa się <a href="http://costa.info.pl/2010/08/06/jolicloud-1-0-wrazenia/" title="Moje wrażenia z używania systemu">Jolicloud</a>, jest jedną z gazyliona dystrybucji Linuksa i ma to szczęście, że robiony jest przez ludzi potrafiących myśleć i chcących obsłużyć moje niszowe urządzenie. I wiecie co? Tam od początku do końca pracuje się na zmaksymalizowanym wszystkim, co się da zmaksymalizować. Owszem, w sporej ilości przypadków to bardziej przeszkadza, niż pomaga ale to już problem wynikający z tego, że na siłę próbowano wepchnąć ideę w ramy normalnego i nieprzystosowanego do takich pomysłów UI. Twórcy Jolicloud popracowali nieco i dali swój Launchpad do sensownej pracy z netbookiem ale niestety stoi to na systemie, który do takiej pracy nie został pomyślany. Co nie znaczy, że idea już dawno nie funkcjonowała! Znaczy to tylko tyle, że chłopcy od wolnego oprogramowania mają nieco mniej możliwości przerobowych niż chłopcy od OSX by ową ideę mogli w miarę szybko wdrożyć.</p>
<p>Bo ze swoich bojów z netbookiem wyniosłem przekonanie jedno głębokie i taką właśnie ideę: gdy matryca niewielka, trzeba ją wykorzystać, jak tylko się da. I zazwyczaj człowiek pracując z komputerem robi rzecz jedną w danym czasie, pozostałe czynności spychając na plan dalszy. I tak sobie myślę, że nowe iPhoto czy inne iCośtam oferując możliwość pracy na pełnym ekranie i skupienia się na tym konkretnym zadaniu, z jednoczesną prostotą nawigowania po innych zadaniach dostarczaną przez nowy system w postaci Mission Control, to może wypalić i dostarczyć fajniejszych doznań płynących z pracy z komputerem. Pytanie jak będzie się to sprawowało na moim na ten przykład pracowym iMaku. Dwadzieścia cztery cale wizji to jednak już całkiem sporo i szczerze mówiąc rzadko kiedy maksymalizuję tu okna. Jest kilka aplikacji, w których to robię ale to drobny procent narzędzi, z których korzystam. Ja rozumiem, że ta pełnoekranowa praca z aplikacjami to będzie tylko opcja, dodatek, możliwość… Niemniej warto sobie zdawać sprawę z tego, że nie wszystko da się przenieść z iOS na Mac OS X i nie zawsze będzie miało to sens. I pewnie fullscreen pozostanie właśnie opcją na jeszcze bardzo długo. I dobrze.</p>
<p>Zapowiedź nowego systemu była na tyle ogólnikowa i skupiała się na pierdołach na tyle, że nie ma tu nawet czego komentować. Lion na pewno będzie miał mocno przerobione bebechy i pozostaje mieć tylko nadzieję, że prócz jelit lew będzie miał ruszoną także czuprynę. Finder, iTunes i inne bolące nas dziś programy — to po prostu musi być ruszone, opracowane na nowo, przepisane, przemyślane raz jeszcze. Bo powoli przestaje spełniać swoją rolę a użytkownicy czekają na lepsze rozwiązanie problemu obsługi plików (do Findera piję) czy zarządzania swoimi multimediami (iTunes).</p>
<p>Od strony softu zobaczyliśmy więc lekki lifting iLife i zapowiedź zapowiedzi nowej wersji systemu operacyjnego. I programik do gadania na wizji, który nie wiedzieć czemu zrobili jako nowy, zamiast wsadzić do iChata. I to by było chyba na tyle…</p>
<p>A nie, mamy jeszcze zapowiedź centralnego sklepu z oprogramowaniem dla OSX. Nieobowiązkowego (na szczęście) ale już wzbudzającego skrajne emocje kawałka softu, który ma w założeniu ułatwić nam życie. I to jest jak dla mnie największy news owego wieczoru (u nich poranka). Dlaczego? A dlatego, że w końcu cywilizowany sposób dystrybuowania oprogramowania trafi i na OSX. Dystrybucje Linuksa mają to od lat, Jolicloud czy Ubuntu poubierały swoje repozytoria w przystępne szatki i to po prostu działa. Zamiast biegać po dziesiątkach stron i szukać oprogramowania mam je zawsze pod ręką, na wyciągnięcie jednego kliknięcia. W urządzeniach mobilnych inny system dystrybucji nie ma sensu większego ale jeśli o desktopy czy laptopy chodzi, do tej pory tylko Linux oferował cywilizowane rozwiązania. W końcu i OSX zaoferuje natywnie coś, co i tak próbowano już robić (ot choćby <a href="http://costa.info.pl/2010/05/18/bodega-sklepik-z-aplikacjami-dla-mac-os-x/" title="Opis programu Bodega">opisywana swego czasu przeze mnie Bodega</a> oferuje namiastkę takiego systemu).</p>
<p>Później pokazano nam hardware. Nowe MacBooki Air, które też doczekały się już w necie mnóstwa opinii, z czego większość przeze mnie widzianych oscylowała w okolicach „neeee”. Achów i ochów jakoś maławo.</p>
<div id="attachment_14756" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/10/20101022-macbook_air.jpg" title="MacBook Air"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/10/20101022-macbook_air-300x163.jpg" alt="MacBook Air" title="MacBook Air" width="300" height="163" class="size-medium wp-image-14756" /></a><p class="wp-caption-text">MacBook Air</p></div>
<p>Ja tak sobie patrzę na te nowe zabawki od jabłka i tak sobie myślę, że cenzura na słowo „netbook” musi być w Apple silna! Oto bowiem dostaliśmy czystej wody subnotebooka, który gdyby nie był tak drogi, zasługiwałby na miano netbooka. Lekkie toto, ładne, z minimum portów i generalnie minimum wszystkiego, za co zdrowo myślący człowiek chciałby płacić ileś tysięcy złotych. Ja bym zapłacił bo toto wydaje się spełniać wszystkie niespełnione przez mojego Della wymagania.</p>
<p>Przede wszystkim instant-on. Mojego Della czasami nawet nie odpalam mimo chęci pobuszowania po necie. Z prostego powodu — zanim mi się to wszystko uruchomi, zbootuje, załaduje i zaskoczy, mnie już się odechciewa czekać. Podobnie ma Doropha, która ostatnio przeskoczyła na Jolicloud właśnie dlatego, że uruchomienie na naszym netbooku Windowsa XP to mieszanina ćwiczeń filozofii Zen z grami z cyklu „człowieku nie irytuj się”. Ja już tak bardzo przywykłem do natychmiastowego uruchomienia ajfona i natychmiastowego jego używania, że już nawet w miarę szybki Jolicloud zaczyna mnie irytować. Mój wymarzony netbook/notebook ma działać natychmiast a nie czekać na ładowanie systemu czy przywracanie owego ze stanu uśpienia.</p>
<p>Solidna grafika. Mam na myśli zarówno matrycę jak i kartę graficzną. Mam już serdecznie wyżej uszu wynalazków od Intela, które nawet obsługiwane ich sterownikami są po prostu mało wydajne. Mój idealny netbook/notebook musi mieć niezłą matrycę, dobrą rozdzielczość i kartę, która nie będzie dla filmów czy mniej wymagających gier wąskim gardłem.</p>
<p>Szybki dysk. Mój Dell to jawny dowód na to, że kupować też trzeba umieć. Kupiłem coś z tak tragicznie wolnym twardym dyskiem, że wszelka ewentualna przyjemność z używania komputera jest skutecznie mordowana czasami ładowania się czegokolwiek. Z ikonkami włącznie. Mój wymarzony netbook/notebook olałby dysk i śmigał na SSD czy innych pamięciach.</p>
<p>Sensowny procesor. Nie wymagam od netbooka cudów ale jeśli pod Windows przesuwanie okna z wyświetlaniem zawartości obciąża obydwa rdzenie Atoma na poziomie 70%, to coś jest cholera w tej całej konstrukcji nie tak. Procesor ma być w miarę solidny w moim wymarzonym netbooku/notebooku i umożliwić wygodną pracę z aplikacjami. Granie na laptopach uważam za osobliwą formę masochizmu więc o grach nawet nie wspominam.</p>
<p>Nowe Airy większość tych moich marzeń spełniają prócz jednego — sensownej ceny. A więc zwyczajowo dla Apple — są to sensowne konstrukcje, których nie kupię bo mnie na to nie stać, czego bardzo żałuję bo w końcu chciałbym mieć jakąś sensowną konstrukcję w domu.</p>
<p>Jobs gadał, że taka będzie przyszłość laptopów. I miał rację, kiedy tylko ceny pamięci spadną a dystrybucja filmów i muzyki w necie okrzepnie, takie maszyny będą powstawały jak grzyby po deszczu. Od lat w moim domu czytnik płyt w komputerze potrzebny jest w zasadzie tylko do rypania muzyki z płyt CD. Napęd stał się nam po prostu zbyteczny i tak jak popsuł się nie wiem ile lat temu, tak nawet nie chce mi się go naprawiać bo nie mam po temu powodów. Więc takiego laptopa bez napędu, w zamian oferującego dobry czas pracy na baterii, z sensownymi bebechami i z dobrym systemem operacyjnym oraz sensowną ceną — o, coś takiego bym przytulił. Czyli z uwagi na cenę nie będzie to pewnie jabłko. A szkoda…</p>
<p>Podsumowując: bez opadów szczęki ale z kilkoma ciekawymi obietnicami na przyszłość. Zobaczymy, jak się im ten system rozwinie, w którym kierunku pojedzie i jak te wszystkie elementy jabłczanego ekosystemu ze sobą będą współpracowały. Mam też nadzieję, że jabłko coraz częściej będzie zerkało na to, co wyczynia się w linuksowym światku bo inspiracji znajdzie tam mnóstwo i to czasami doskonałych. Wiem, że niejeden raz już się inspirowało i niejeden kod użyło ale chciałbym, by było tego więcej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/10/nowe-zabawki-od-apple/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Creative EP-635 — przetestowałem na sobie :)</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/09/creative-ep-635-przetestowalem-na-sobie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/09/creative-ep-635-przetestowalem-na-sobie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Sep 2010 07:41:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPod/iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=12752</guid>
		<description><![CDATA[Dziś krótka opinia o słuchaweczkach jak w temacie wpisu. Krótka bo i nie ma zbytnio czego opisywać — ot słuchawki chciałoby się rzec jak każde inne ale dla budżetowo ograniczonych maniaków muzyki nie mających pretensji do bycia audiofilami to może być bardzo dobry albo bardzo zły wybór. Zaraz wytłumaczę o co mi chodzi. Słuchaweczki sprawiają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/09/20100910-creative_ep-635.jpg" width="240" />
		</p><p>Dziś krótka opinia o słuchaweczkach jak w temacie wpisu. Krótka bo i nie ma zbytnio czego opisywać — ot słuchawki chciałoby się rzec jak każde inne ale dla budżetowo ograniczonych maniaków muzyki nie mających pretensji do bycia audiofilami to może być bardzo dobry albo bardzo zły wybór. Zaraz wytłumaczę o co mi chodzi.</p>
<div id="attachment_12753" class="wp-caption aligncenter" style="width: 420px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/09/20100910-creative_ep-635.jpg" alt="Creative EP-635" title="Creative EP-635" width="410" height="308" class="size-full wp-image-12753" /><p class="wp-caption-text">Creative EP-635</p></div>
<p>Słuchaweczki sprawiają całkiem korzystne pierwsze wrażenie. Są białe, niebrzydkie i w ogóle cacy. Problemy zaczynają się zaraz po wyjęciu z pudełka a jest nim najważniejsza i zarazem najgorsza rzecz w tych słuchawkach — sznurek służący wieszaniu całości z wykorzystaniem karczycha. Wygląda to w ten sposób, że bierze się sznurek przekłada przez głowę, na karczychu zawisają wtedy słuchawki właściwe, które kolejnymi kabelkami lecą już sobie do uszu. Słuchawki wyposażone też są w klipsik, na którym zawiesić można coś grającego i co ładnie sznurek obciąży i wykorzystanie karczycha usankcjonuje.</p>
<p>Konstrukcja jak widać skomplikowana i takoż się w praktyce tych słuchawek używa. Są po prostu diabelnie niewygodne, plączą się jak cholera ale najgorsze jest to, że praktycznie każdy przewód jest za krótki. O ile karczycho mogę sobie sznurkiem opasać, o tyle szerokość mojego karku :) powoduje, że przewody łączące słuchawki z owym sznurkiem stają się krótkawe. Obracanie głową może nie powoduje wypadania słuchawek z uszu ale daje się odczuć dyskomfort szorujących po szyi i naciągających lekko słuchawkę kabelków. Sam sznurek też jest za krótki i po prostu nie pozwala schować uczepionego do słuchawek ajfona do kieszeni spodni. Ratunkiem stają się wtedy koszule z kieszeniami naklatowymi ale gdy ich nie daj boże zabraknie, trzeba kombinować strasznie by móc posłuchać muzyki. Tu wszystko wydaje się być zrobione pod potrzeby i rozmiary nastolatki z doczepionym do słuchawek iPodem shuffle czy czymś w tym stylu. O używaniu ich do biegania też zapomnijcie — za krótki sznurek nie pozwoli Wam połączyć przyczepionego np. do ramienia grajka z uszami. To jest konstrukcyjna porażka proszę Pań i Panów. A do tego dochodzi jeszcze syfiący się z czasem sznurek, co dziwnym nie jest zważywszy na to, że jest poskręcany z materiałów i niezabezpieczony jakąś gumą. Szorując po szyi po pół roku używania sznureczek przestał być ładnie biały a nabrał szlachetnego odcienia kości słoniowej. Z tym że słoń, który ową kość wyprodukował do dentysty chadzał zapewne rzadko a o paście do zębów raczej nie słyszał :).</p>
<p>Czyli wydałem całkiem niemało pieniędzy na gównianą zabawkę? Poniekąd tak i patrząc tylko przez powyższy opis można się nieźle zrazić. Niemniej jest jedno „ale”, dzięki któremu wciąż słuchawek używam klnąc przy okazji na nie szpetnie. To jakość dźwięku. W porównaniu do moich poprzednich słuchawek <a href="http://costa.info.pl/2008/07/07/S-uchawki-Creative-EP-630-i-iPod-touch/" title="Mój opis słuchawek Creative EP-630">Creative EP-630</a> to jakby dwa odmienne dźwiękowe światy. Na EP-630 nie mogłem narzekać choć wskazywałem na przesycenie basów potrzebujące czasami aż korekcji dźwięku w sprzęcie odtwarzającym. W EP-635 w ogóle nie ma o tym mowy. Dźwięk jest czysty i ze sporą dynamiką. Sądzę, że w tym modelu Creative nieco przegięło w drugą stronę i odrobinę basy mogłoby wzmocnić ale doprawdy powinny to być śladowe ilości. Muzyka brzmi po prostu bardzo, bardzo dobrze. Mówiąc szczerze brzmi czasami wręcz rewelacyjnie a słuchanie ambientów nigdy jeszcze nie było takie przyjemne.</p>
<p>Słuchawki bardzo dobrze izolują otoczenie. Jazda autobusem jest praktycznie dźwiękowo niezauważalna. Bardziej ten autobus słyszy się przez przenoszone kośćcem wibracje niż uszami. Z tramwajem jest już gorzej bo i decybeli więcej ale i amplituda drgań większa. Od tego się nie ucieknie niestety. W innych, bardziej nastrajających do słuchania muzyki warunkach, słuchawki brzmią naprawdę dobrze. Zapewne audiofile będą pokrzykiwali, że Kossy śmakie czy inne Audiophile-Give-Us-Your-Money modele przenoszą gazylion herców w każdą stronę więcej ale szczerze mówiąc można to pohukiwanie spokojnie olać moczem ciepłym a gęstym, czego nawet nie usłyszy się mając w uszy wetknięte EP-635 i oddając się ulubionej czynności, czyli słuchaniu muzyki.</p>
<p>Niedrogie, beznadziejnie skonstruowane ale bardzo dobrze grające słuchawki. O ile biega się dużo w koszulach z kieszeniami naklatowymi — warto!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/09/creative-ep-635-przetestowalem-na-sobie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żegnaj Tomato, wracaj oryginalny sofcie</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/08/zegnaj-tomato-wracaj-oryginalny-sofcie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/08/zegnaj-tomato-wracaj-oryginalny-sofcie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Aug 2010 14:20:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=12187</guid>
		<description><![CDATA[Od zdrowo ponad roku mój router LinkSys WRT54GL śmiga grzecznie i dzieli mi necik. Do tej pory nie miałem większych uwag do jego działania a alternatywny firmware, który swego czasu zainstalowałem (LinkSys WRT54GL i Tomato Firmware) oferował kupę fajnych opcji i jeszcze więcej zabawy przy opcji tych przełączaniu, włączaniu i generalnie kombinowaniu, o co tu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/08/20100820-WRT54GL.jpg" width="240" />
		</p><p>Od zdrowo ponad roku mój router <a href="http://www.komputronik.pl/index.php/product/25432/_czno_i_komunikacja/Sieci_bezprzewodowe/Linksys_Wireless_G_Broadband_Router_WRT54GL.html" title="Moje cacko w Komputroniku">LinkSys WRT54GL</a> śmiga grzecznie i dzieli mi necik. Do tej pory nie miałem większych uwag do jego działania a alternatywny firmware, który swego czasu zainstalowałem (<a href="http://costa.info.pl/2009/05/09/linksys-wrt54gl-i-tomato-firmware/" title="LinkSys WRT54GL i Tomato Firmware">LinkSys WRT54GL i Tomato Firmware</a>) oferował kupę fajnych opcji i jeszcze więcej zabawy przy opcji tych przełączaniu, włączaniu i generalnie kombinowaniu, o co tu kierwa kaman :). Niestety od jakiegoś czasu coś zaczęło z moją siecią szwankować. Zrobiło się powoli, niefajnie, strony nie śmigały jak trzeba a ja nie czułem, że płacę za 6 megabitów do siebie i marne 512 kilobitów od siebie. Korzystając z okazji, że padałem wczoraj na pysk i miałem serdecznie dosyć wszystkiego po długim i ciężkim dniu w robocie, wziąłem się oczywiście za rozbrajanie problemu. Ot tak już mam. Rozwiązywanie problemów w takim stanie zazwyczaj kończy się albo totalnym sukcesem, albo rozpieprzeniem szwankującego sprzętu o ścianę. Na szczęście wczora z wieczora odniosłem sukces i sprzęt przetrwał.</p>
<div id="attachment_12189" class="wp-caption aligncenter" style="width: 356px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/08/20100820-WRT54GL.jpg" alt="LinkSys WRT54GL" title="LinkSys WRT54GL" width="346" height="206" class="size-full wp-image-12189" /><p class="wp-caption-text">LinkSys WRT54GL</p></div>
<p>Ale łatwo nie było. Najpierw próbowałem zdiagnozować przyczynę problemów i od razu wyskoczyły mi fatalne wartości pingów przy pingowaniu i tracowaniu czegokolwiek. Dwa tysiące milisekund i więcej to rzeźnia dla połączenia i nie dziwota, że rzucało się w oczy widocznie gorsze funkcjonowanie sieci. Już miałem składać reklamację ale postanowiłem nieco pokombinować. Podłączałem net na różne sposoby i do różnych urządzeń (przy okazji zauważając, że opłacam INEI z cztery adresy MAC bo trzeba Wam wiedzieć, że u mojego providera za każdy macadres urządzenia, które może się z netem łączyć trzeba płacić a ja nie będę na rodzinnym blogu używał brzydkich słów by wyrazić swoje zdanie o tym procederze). Marne pingi trwały do czasu podłączenia komputera bezpośrednio do modemu. A więc router był problemem i z nim trzeba było się rozprawić.</p>
<p>Router śmigał mi od jakiegoś czasu na najnowszej wersji fajnego firmware zwanego <a href="http://www.polarcloud.com/tomato" title="Strona projektu">Tomato</a>. Do tej pory byłem bardzo z tego firmware zadowolony: stabilne toto było, dawało fajne narzędzia, pokazywało wykresiki ale przede wszystkim pozwalało mi brandzlować się ilością zliczonych przesłanych danych. Widok góry gigabajtów przewalonych przez mój sprzęt zawsze miały dla mnie jakieś fetyszystyczne konotacje. Się jednak okazało, że coś z tym softem jest nie teges, skoro zaczęło się pod nim tak źle dziać.</p>
<p>Początkowo chciałem wrócić do poprzedniej wersji Tomato ale tak sobie pomyślałem, że warto zobaczyć co tam chłopaki z LinkSysa/Cisco wypuścili w temacie uaktualnień firmware. Zdziwiłem się bo i owszem firmware całkiem świeże było gotowe do wzięcia. No to wziąłem i dalej flashować routera. Niestety, kupa. Tomato w wersji 1.28 tej wersji oryginalnego firmware nie znał i sypał błędami, że plik jest jakiś do rzyci. Niewiele myśląc (znany z tego jestem :)) wziąłem i wrzuciłem jakąś starą, zachomikowaną głęboko wersję oryginalnego firmware i się okazało, że Tomato tę wersję bardzo lubi. Później już tylko update do najnowszej i viola — bangla.</p>
<p>Problemy jak ręką odjął. Przy intensywnym seedowaniu kilku torrentów, równoczesnym ściąganiu kilku podcastów, poczty i czego tam jeszcze pingi i tak latały w okolicach 60–90 milisekund. Bez żadnych QoS czy innych wynalazków, których nie rozumiem i w Tomato nie wykorzystywałem. Router tak po prostu sam z siebie tym łączem zarządza jak trzeba. Muszę przyznać, że w mój stary kabel wstąpiło nowe życie i necik ślicznie mi śmiga (znów).</p>
<p>Konkluzja: jeśli masz ze swoim LinkSysem kontrolowanym przez Tomato jakiś wydajnościowy problem — wróć na moment do oryginalnego firmware i sprawdź, czy tym sposobem problem nie minie. Jeszcze przez kilka najbliższych dni będę router mocno katował i sprawdzał jak toto śmiga ale jak na razie jest bardzo dobrze. Owszem, tych kilku fajnych narzędzi z Tomato brakuje i wykresikami już się brandzlować nie mogę ale z drugiej strony jestem w stanie to poświęcić jeśli w wyniku niemocy brandzlowania szybciej będą mi się pornole ściągały :)</p>
<p>LinkSys/Cisco — dzięki za pracujący firmware ale bierzcie przykład z Tomato czy z innych alternatyw, jak wasze oprogramowanie powinno wyglądać pod względem funkcjonalnym. Bo w temacie wydajności jak na razie podoba mi się Wasz soft bardzo!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/08/zegnaj-tomato-wracaj-oryginalny-sofcie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elektronika — moje the best i the worst</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/03/elektronika-moje-the-best-i-the-worst/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/03/elektronika-moje-the-best-i-the-worst/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Mar 2010 15:39:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[iPod/iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[PlayStation]]></category>
		<category><![CDATA[PS2]]></category>
		<category><![CDATA[PS3]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4511</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio dopadła mnie faza na wspominanie sobie różnych urządzeń elektronicznych (mniej lub bardziej), które w życiu „zaliczyłem” i które jakoś w mojej pamięci pozostały. Z elektroniką jest jak ze wszystkim, co ma się nieco dłużej niż bilet autobusowy — gromadzi wspomnienia, przylegają do niej uczucia, obdarza się czasem te elektroniczne zabawki namiastkami osobowości, czasem wyzywa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_ipod_touch.jpg" width="240" />
		</p><p>Ostatnio dopadła mnie faza na wspominanie sobie różnych urządzeń elektronicznych (mniej lub bardziej), które w życiu „zaliczyłem” i które jakoś w mojej pamięci pozostały. Z elektroniką jest jak ze wszystkim, co ma się nieco dłużej niż bilet autobusowy — gromadzi wspomnienia, przylegają do niej uczucia, obdarza się czasem te elektroniczne zabawki namiastkami osobowości, czasem wyzywa się je od najgorszych, czasem chce się je poklepać po plecach (gdziekolwiek taki na ten przykład składak owe plecy ma)… Jednym słowem — stają się te gadżety elementem życia. Na dobre i na złe.</p>
<p>Powiem Wam teraz o kilku elektronicznych gadżetach i urządzeniach, które najbardziej wbiły mi się w głowę, z którymi wiąże się najwięcej latającej dookoła karmy, które dały mi najwięcej radości tudzież wpędziły mnie w największą frustrację. Po prostu: będzie to moja lista the best of, którą rozpocznę od urządzenia, które przez ładnych kilka lat wpędzało mnie w stany ekstremalne.</p>
<p><strong>Składak PC</strong><br />
Lata całe miałem cudo, w którym wymieniłem dokładnie wszystko prócz płyty głównej. Miałem sprzęt, który dzielnie służył mi do grania, nauki różnych mało przydatnych pierdół, poznawania Linuksa i generalnie oswajania się z tworem, który zwie się Personal Computer. Moje obcowanie z poczciwym składakiem miało swoje wzloty ale przede wszystkim miało upadki. Ciągle było mu czegoś za mało — a to pamięci, a to mocy procka, a to mocy GPU karty graficznej. Pochłonęło to cudo masę pieniędzy zanim zrozumiałem, że granie na PC nie ma większego sensu właśnie ze względu na kasochłonność. Miałem już wtedy swoje kochane PlayStation i naocznie oraz własnoręcznie przekonałem się, jak wygodnym rozwiązaniem jest konsola podpięta do TV. Składak dokonał swego żywota serwując mi problemy z wydalaniem ciepła z coraz to mocniejszych procków i GPU, co powodowało mus dopychania wiatraków w obudowie wręcz już na siłę. Po zamontowaniu czterech czy pięciu rzekłem sobie przekrzykując ich jazgot, że nie tędy droga a ja jestem na takie babranie się po prostu za stary.</p>
<p>Składak dał mi w kość bardzo i mimo wielu wspólnych wzniosłych chwil, klnę na tego drania do dziś bardzo szpetnie. To było jedno z najgorszych urządzeń, które w życiu miałem. Może stąd taki mam wstręt do jednostek centralnych i całej tej pecetowej reszty. Po prostu już mnie to nie bawi, już nie chcę mieć w domu czegoś, z czym muszę się z czasem coraz bardziej bić.</p>
<hr />
<p><a href="http://costa.info.pl/2009/05/05/opis-komputera-dell-inspiron-mini-1210/" title="Mój opis tego komputera">Dell mini 1210</a></p>
<div id="attachment_4512" class="wp-caption aligncenter" style="width: 430px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-dell_mini_1210.jpg" alt="Dell mini 1210" title="Dell mini 1210" width="420" height="253" class="size-full wp-image-4512" /><p class="wp-caption-text">Dell mini 1210</p></div>
<p>Kupiłem jakiś czas temu tego netbooka z jednym założeniem: miał mi robić za dump fotek na wakacjach i miał służyć do wstępnej ich obróbki. Zasadniczo z zadania wywiązał się nieźle ale problemy z użytkowaniem zaczynają niestety wychodzić. Główny problem: netbook jest przeraźliwie woooolnyyyyy… Od momentu włączenia komputera do zalogowania się mija sporo czasu ale doliczając czas, który jest potrzebny na odpalenie się tych wszystkich łażących w tle pierdół (wyłączałem już co się dało — niewiele pomaga), mija już chęć do odebrania maili czy pobiegania po stronach. Także proces wybudzania drania z uśpienia potrafi trwać pierońsko długo a mnie na to zaczyna już powoli brakować cierpliwości. Ba, nawet po włączeniu, załadowaniu wszystkiego co trzeba i wreszcie czekaniu na akcję użytkownika, komputer nie przestaje być wolny. Flash potrafi przyblokować matoła solidnie, otwarcie jakiegoś programu biurowego wlecze się niemiłosiernie i albo wymienię w tym kompie dysk na coś bardzo szybkiego, albo po prostu dam bratu by miał coś dla praktykantów. Nie wspominam nawet o baterii, która w standardzie trzyma jakieś dwie i pół godzinki maks. Jasne, mogłem sprezentować sobie lepszą ale za tę kasę mogłem kupić sobie normalnego laptopa, co trzeba było uczynić.</p>
<p>Sprzęcik ma swoje dobre strony — fajna matryca z zupełnie nienetbookową rozdzielczością 1280x800, na której pracuje się wygodnie i bez potrzeby ciągłego przewijania zawartości okna, bo za małe jest. W sumie dla tej matrycy Della wziąłem. Poza tym nawet jeśli jest jakoś aktywnie chłodzony, to bieda podzespołów pozwala mu się nie grzać i komputer jest praktycznie niesłyszalny. Klawiatura owszem jest plastikowa ale pisze się na niej całkiem znośnie a so called „gładzik” w użyciu nie sprawia żadnych problemów.</p>
<p>Mimo swoich plusów minusy jednak przeważają i netbooka stawiam tylko lekko wyżej nad składakiem w swoim spisie elektroniki.</p>
<hr />
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_8-bitowych_Atari#Seria_XE" title="A co to?">Atari 65XE</a></p>
<div id="attachment_4513" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-atari_65xe.jpg" alt="Atari 65XE" title="Atari 65XE" width="400" height="300" class="size-full wp-image-4513" /><p class="wp-caption-text">Atari 65XE</p></div>
<p>Od tego sprzęciku poczynając mogę w sumie o każdym następnym pisać już tylko „osom, osom, osom!”. Sześćdziesiątkępiątkę dostałem od swoich rodziców (OK, na spółę z bratem, niech mu będzie :)) w czasach, w których samo wymówienie słowa „komputer” oznaczało rzucenie jakiegoś zaklęcia. Maszynka posłużyła zasianiu bakcyla, który trzyma mnie przy elektronice do dziś. Na toto programowałem, robiłem na tym grafikę, rzeźbiło się na tym muzę i — co najważniejsze — jeździło się za softem na to do Wrocławia (najbliższa giełda, w mojej rodzinnej Jeleniej Górze mało co było). Poznałem przez ten kawałek plastiku i krzemu mnóstwo ludzi, wkręciłem się w mnóstwo zajęć, przegryzałem się przez różnego rodzaju dokumentację a po uzupełnieniu zestawu o stację dysków, zacząłem jarzyć czym może być system operacyjny.</p>
<p>Przepiękny, niezniszczalny kawałek elektroniki, który zapisał się w mojej pamięci samymi superlatywami. Nawet cholerny magnetofon wspominam z rozrzewnieniem i pewną dozą tęsknoty.</p>
<hr />
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Atari_Jaguar" title="A co to?">Atari Jaguar</a></p>
<div id="attachment_4514" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-atari_jaguar.jpg" alt="Atari Jaguar" title="Atari Jaguar" width="400" height="300" class="size-full wp-image-4514" /><p class="wp-caption-text">Atari Jaguar</p></div>
<p>Nieco wyżej w moim rankingu stoi konsolka od Atari. Dostałem ją od brata ciotecznego (hi, Cris!) choć lepiej chyba byłoby powiedzieć, że ją mu podprowadziłem grożąc ogniem i czym tam jeszcze. Urzekła mnie od pierwszego na nią spojrzenia w zamierzchłych czasach świetności sklepu na Towarowej 25 (o ile mnie pamięć nie myli) we Wrocławiu, gdzie zobaczyłem ją po raz pierwszy. To zdaje się tam miała siedzibę firma Atar System, która wydawała <a href="http://atariki.krap.pl/index.php/STE_Fan" title="A co to?">STE Fana</a>… Anyway, zobaczyłem tam obiekt moich późniejszych westchnień czyli Jaguara podpiętego do sporego TV i z załączonym <a href="http://www.atariage.com/software_page.html?SoftwareLabelID=1111" title="A co to?">Tempestem 2000</a> i od tego momentu rzecz mnie prześladowała. Lata całe później w ręce moje konsola wpadła z — a jakże by inaczej — Tempestem 2000 na pokładzie i po prostu odjechałem. Solidne, kartridżowe cudo, które w działaniu możecie zobaczyć <a href="http://costa.info.pl/2009/03/11/podcast-007-oldschool/" title="Jaguar atakuje!">w jednym z moich podcastów</a>.</p>
<p>Fajna konstrukcja, ciekawe wzornictwo i wielka, niewykorzystana szansa firmy Atari. Szkoda ale ten kawałek elektroniki zajął sporo miejsca w moim sercu i musiałem o niem po prostu napisać.</p>
<hr />
<p><strong>Optimus P75</strong><br />
Kiedyś była taka sobie polska firma, która prężnie komputery składała i generalnie nieco cywilizacji na tym naszym komputerowym poletku zasiała. Decyzją władz została uwalona, ludzie poszli na bruk, Kluska porobił za bohatera a władzom nic się nie stało, bo przecież to Polska i tu można wyczyniać dowolne cuda. Anyway, składali chłopcy komputery a jednym z ich dokonań była ta właśnie maszyna.</p>
<p>Maszyna była wielka (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i była dla mnie objawieniem. Czemu? A temu, że dzięki niej oderwałem się od <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Atari_TOS" title="A co to?">atarowskiego TOSa</a> i przelazłem na ciemną stronę mocy, czyli DOSa a z czasem — Windowsa. Tu wszystko było nowe, nieznane, inne i bardzo ale to bardzo pociągające. Szybkość tej machiny powalała niedawnego użytkownika Atari ST a ogólne doznania płynące z używania tego sprzętu mogę streścić jednym: rewelka. Rzecz nauczyła mnie overclokingu (jedną zworą robiło się z tego komputera sprzęt P120 co było naprawdę czuć) i nauczyła grzebania w bebechach peceta. Konstrukcja była na tyle jednak solidna, że grzebać (poza typowymi apgrejdami wszystkiego :)) nie za bardzo było po co i tak też ten komputer zapamiętałem — bezproblemowy monster dający mnóstwo frajdy. Wysokie jego miejsce w zestawieniu jest chyba w takim wypadku zrozumiałe…</p>
<hr />
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Atari_ST" title="A co to?">Atari ST</a></p>
<div id="attachment_4515" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-atari_st.jpg" alt="Atari ST" title="Atari ST" width="400" height="271" class="size-full wp-image-4515" /><p class="wp-caption-text">Atari ST</p></div>
<p>Commodorowcy mieli swoje Amigi a ataraciarze swoje ST. Czas pokazał, że Amiga była lepsza ale to od ST zaczął się szesnastobitowy szał w naszym kraju. Moi nieocenieni rodzice sprezentowali taki sprzęt i mnie a ja byłem i jestem nim zachwycony do dziś. OK, może nie grał tak jak Amiga, może nie potrafił tyle co Amiga ale było to (i nadal jest) urządzenie zdecydowanie eleganckie, z klarownym i przejrzystym systemem operacyjnym (pstrokatość oesu Amigi do dziś mnie odstręcza) oraz z bogatą i ciekawą dla mnie biblioteką oprogramowania. Przykład wzorniczej konsekwencji i staranności wykonania.</p>
<p>Sprzęt był niezniszczalny i odporny na wszelkie złośliwości losu. Co prawda udało mi się mój egzemplarz własnoręcznie spalić ale oddajmy sprawiedliwość mojemu Atari — rozkręcenie drania, skręcenie i odpalenie z kilkoma częściami i śrubami w dłoni, których nie pamiętało się, gdzie trzeba wsadzić przy skręcaniu — to nie było najlepszym pomysłem. W efekcie po wydaniu kupy kasy stałem się posiadaczem sprzęciora o rozszerzonej pamięci i z najnowszym wtedy systemem operacyjnym (tzw. Rainbow TOSem). Oryginalny TOS miałem po… szwedzku więc przesiadka na angielskie środowisko pracy okazała się być po prostu pięknym doznaniem. Eeech, te pionierskie czasy :)</p>
<p>Cudowny sprzęt, fantastyczna jakość wykonania, ogromna ilość miłych wspomnień (w poszukiwaniu <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Frontier:_Elite_II" title="A co to?">Frontiera</a> na ST wylądowałem w najdziwniejszej knajpce komputerowej świata w samym centrum Aten — doceńcie oddanie grze :)) — to wszystko winduje Atari ST wysoko na mojej liście.</p>
<hr />
<p><a href="http://store.apple.com/us/product/MB110LL/A?fnode=MTY1NDA1Mg&#038;mco=MTA4Mzc4ODA" title="A co to?">Klawiatura aluminiowa Apple</a></p>
<div id="attachment_4516" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_klawiatura.jpg" alt="Apple klawiatura" title="Apple klawiatura" width="400" height="164" class="size-full wp-image-4516" /><p class="wp-caption-text">Apple klawiatura</p></div>
<p>Urzekła mnie od pierwszego spojrzenia i uwiodła od pierwszego dotknięcia. Wytrzymała, solidna, zwarta konstrukcja z klawiszami, których aż miło dotykać. Idealny skok klawiorów, walory użytkowe mocno ponad przeciętną (mówi Wam to koleś, który zajechał niezliczoną ilość klawiatur w życiu), ogólne wrażenia z używania po prostu doskonałe. No i to wzornictwo…</p>
<p>Niby to tylko klawiatura ale to najlepsze klawisze, jakie w życiu miałem. Wiem, że to kwestia przyzwyczajenia w dużej mierze ale w pracy co i rusz muszę popisać na przeróżnych modelach klawiatur i pełną wygodę oferuje mi właśnie klawiatura od jabłka. Świetna sprawa, która za umilenie codziennej pracy wspięła się bardzo wysoko w moim rankingu.</p>
<hr />
<p><a href="http://uk.playstation.com/" title="Strona PS3">PlayStation 3</a></p>
<div id="attachment_4520" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-ps3.png" alt="Sony PlayStation 3" title="Sony PlayStation 3" width="400" height="231" class="size-full wp-image-4520" /><p class="wp-caption-text">Sony PlayStation 3</p></div>
<p>Im staję się starszy, tym bardziej chce mi się grać. Uwielbiam to robić, uwielbiam trzymać pada, kocham rozwałkę na ekranie telewizora, w napięciu śledzę losy konsolowych bohaterów co ambitniejszych gier. To już element mojego życia a dziś PlayStation 3 dostarcza mi dla tego fragmentu mojego żywota pożywki.</p>
<p>Konsola stoi wysoko na mojej liście ale są ku temu powody. Przede wszystkim to solidny, jak na razie bezawaryjny (choć Brzozie na ten przykład czytnik już raz padł), w miarę cichy kawałek elektroniki, który poza graniem robi za grajka wszelkich filmów na płytkach. A robi to — dzięki upscalingowi przy DVD — rewelacyjnie. Takoż po zobaczeniu filmów na Blu-ray nie ma człowiek ochoty wracać do braku szczegółów filmów z DVD. Mojego chlebaczka nie da się nie lubić i mimo dziwnego wzornictwa i sporych rozmiarów, całkiem niebrzydki z niego mebel. PS3 wyzwala we mnie jakieś takie ojcowskie odczucia i czasem aż łapię się na chęci pogłaskania tego kawałka krzemu (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Za mnóstwo pozytywnych wzbudzanych we mnie uczuć konsola ląduje naprawdę wysoko.</p>
<hr />
<p><a href="http://www.apple.com/pl/macmini/" title="Strona komputera">Apple Mac mini</a></p>
<div id="attachment_4517" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_mini.jpg" alt="Apple Mac mini" title="Apple Mac mini" width="400" height="202" class="size-full wp-image-4517" /><p class="wp-caption-text">Apple Mac mini</p></div>
<p>W sprzęcie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Mały, zgrabny, wręcz minimalistyczny… Stał się obiektem moich westchnień i elektronicznych mokrych snów. Sytuacja stałą się na tyle poważna, że dla tego cacka rzuciłem palenie i w ramach samowręczenia łapówki, zrobiłem to właśnie za miniacza. Jakżesz warto było!</p>
<p>Sprzęt kupiłem lata temu ale do dziś to fantastyczny kawałek elektroniki. Nie jest i nigdy nie miał być w moim domu demonem wydajności służącym do grania — od tego mamy konsole. Miał za to być cichy (po latach spędzonych obok wyjącego składaka cisza miniacza była niczym bezgłośna wersja zesłania dziesięciu przykazań :)), miał być uczynny, miał być podstawą domowego komputerowego życia no i miał być słodki. I ze wszystkich tych zadań wywiązuje się z powodzeniem do dziś.</p>
<p>Dziś to solidny serwer mediów, który po podpięciu do telewizora dodatkowo robi za pleyera wszystkiego, co tylko da się odtwarzać. Z czasem zdechł w miniaczu napęd, który początkowo chciałem naprawić ale jakoś okazuje się, że zdechł w dziwny sposób — muzę i DVD czyta, natomiast za diabła nie chce czytać płytek z danymi i takowych wypalać. Miałem drania wymienić ale ten brak w sumie nie przeszkadza tak bardzo — większość moich mediów płytek nie ogląda nawet na odległość a te, które są na płytach o dziwo są czytane.</p>
<p>Mini jest słodkie, jest cudne, jest esencją tego, co nazwałbym applowatością komputerów. Wbrew pozorom to całkiem wydajna maszynka, która jest dowodem na to, jak optymalizowanie systemu pod konkretną konfigurację potrafi być ważne. Mijają lata a z kolejnymi wersjami Mac OS X moje mini staje się coraz szybsze i coraz wydajniejsze. Optymalizacja to jednak potęga…</p>
<p>Mini stało się prawie że członkiem naszej rodziny i za to ląduje bardzo, bardzo wysoko na mojej liście.</p>
<hr />
<p><a href="http://www.apple.com/pl/airportexpress/" title="Strona routera">AirPort Express</a></p>
<div id="attachment_4518" class="wp-caption aligncenter" style="width: 336px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_airport.jpg" alt="Apple AirPort Express" title="Apple AirPort Express" width="326" height="326" class="size-full wp-image-4518" /><p class="wp-caption-text">Apple AirPort Express</p></div>
<p>Zdziwieni? A dlaczego? AirPort Express to idealny przykład urządzenia, które robi to, co ma robić i które robi to dobrze. W momencie kupna służyło mi za router ale na bycie pełnoprawnym routerem sygnał toto ma nieco zbyt słaby. Teraz rozszerza mi sygnał sieci oraz streamuje muzę do kuchennej miniwieży, co w połączeniu z obsługą via iPod touch czy iPhone czyni z tego urządzonka całkiem sprawny pseudoserwer muzyki.</p>
<p><a href="http://costa.info.pl/2008/04/02/costa-has-gone-wi-fi-czyli-airport-express-802-11n-przyjechal/" title="Wrażenia po kupnie">Od momentu kupna</a> i wciśnięcia do kontaktu nie mam z tym urządzeniem absolutnie żadnego problemu. Nic, zero, null… Nawet nie pamiętam, że toto funkcjonuje. Tak właśnie bezproblemowe jest to w użytkowaniu i obsłudze. To autentycznie jedno z najlepiej zaprojektowanych i funkcjonujących urządzeń na rynku — małe, poręczne, mobilne, ze sporymi możliwościami. Prawie że mój ideał jabłkowego urządzenia. Tu robisz „fire and forget” a urządzenie sobie działa non stop od dwóch lat nawet nie jęknąwszy. O to właśnie chodzi…</p>
<hr />
<p><a href="http://uk.playstation.com/ps2/" title="Strona konsoli">PlayStation 2</a></p>
<div id="attachment_4519" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-ps2.png" alt="Sony PlayStation 2" title="Sony PlayStation 2" width="400" height="231" class="size-full wp-image-4519" /><p class="wp-caption-text">Sony PlayStation 2</p></div>
<p>Na stronie PS2 napisali: „The world’s most popular console”. Zapewne jest to prawda patrząc na ilość sprzedanych egzemplarzy ale nie tylko o ilość tu chodzi. Tu chyba chodzi przede wszystkim o jakość. A PS2 to moim skromnym zdaniem konsola idealna, szczególnie w swej slimowej odmianie. Ta „tabliczka czekolady” jak zwano slima, jest po prostu bardzo zgrabnym urządzeniem — niewielkim, cichym (choć w mojej przydałoby się przedmuchać wiatrak bo coś zaczyna głośno biegać), oferującym w czasach swojej świetności naprawdę sporo. To jednak, co wyróżnia tę konsolę to nieprawdopodobnie bogata biblioteka gier. Tytułów na PS2 wyszło mnóstwo, w czym oczywiście jest sporo crapu ale też wiele dzieł wręcz genialnych. Całe spektrum elektronicznej rozrywki wiąże się z tą konsolą, w tym wiele zupełnie nowatorskich pomysłów.</p>
<p>Mam ogromny sentyment do tego sprzętu i budzi on we mnie bardzo ciepłe emocje. To przykład tego, jak można zaprojektować urządzenie z pozoru skromne ale jednak funkcjonalne nad wyraz i dające całe morze frajdy. Stąd i prawie że top mojej listy tej konsoli się należy.</p>
<hr />
<p><a href="http://www.apple.com/pl/iphone/" title="Strona iPhone">Apple iPhone 3G</a></p>
<div id="attachment_4521" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_iphone.jpg" alt="Apple iPhone 3G" title="Apple iPhone 3G" width="400" height="239" class="size-full wp-image-4521" /><p class="wp-caption-text">Apple iPhone 3G</p></div>
<p>Starsza wersja aktualnego modelu, którą dzięki brackiemu mojemu posiadam, jest urządzeniem budzącym ogromne kontrowersje. Swego czasu mój brat <a href="http://costa.info.pl/2008/10/07/iPhone-absolutnie-subiektywna-ocena/" title="Brzoza wystawia cenzurkę iPhone">zjechał tę słuchawkę równo</a> a <a href="http://costa.info.pl/2009/06/22/iphone-3g-opinia/" title="Cenzurkę wystawiam ja">i ja nie byłem</a> i nie jestem wciąż jakoś nią zachwycony. Apple zamknęło telefon jak tylko mogło i jak tylko się dało a to się nie może podobać. Pracować (w sensie biznesowym) z tym nie idzie, telefon ma sporo wad i w ogóle pod względem ficzerów odstaje bardzo od współczesnych smartfonów.</p>
<p>ALE</p>
<p>Gdy już się drania do ręki weźmie… Ten telefon cierpi na jedną, za to podstawową przypadłość: można na niego kląć, można fukać ale nie idzie drania z ręki wypuścić. Potężna baza oprogramowania (w tym coraz lepsze gry), duża funkcjonalność, wyśmienicie zrealizowany multitouch, brak lagów w kontakcie z interfejsem… Jeśli nie potrzebujesz jakichś biznesowych funkcji (okazuje się na forach, że w cholerę nastolatków to biznesmeni, którzy bez Excela w komórce po prostu ani rusz :)) i nie jesteś geekiem, to masz prawie idealnego kandydata na przyjemny w obsłudze, prosty ale funkcjonalny jak diabli telefon. Coś, z czego od kopa korzystać może moja córka, o żonie już nie wspominając. Po prostu jak znalazł sprzęt dla zwykłych ludzi.</p>
<p>iPhone 3G za tę całą gamę uczuć, które we mnie wzbudza i za to, że towarzyszy mi w sumie ciągle i wszędzie a jazdy do/z pracy bez tego gadżetu już sobie nie wyobrażam — za to wszystko ląduje prawie na szczycie mojej listy. To po prostu kawał solidnej i użytecznej elektroniki jest.</p>
<hr />
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/PlayStation" title="A co to?">PlayStation</a></p>
<div id="attachment_4522" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-ps1.png" alt="Sony PlayStation" title="Sony PlayStation" width="400" height="240" class="size-full wp-image-4522" /><p class="wp-caption-text">Sony PlayStation</p></div>
<p>Pierwsza moja konsola i w dodatku kupiona za swoje ciężko zarobione pieniądze :). PSX było dla mnie swego czasu objawieniem, obiektem marzeń, modłów i chęci popełnienia przestępstwa, byle to coś w ręce swoje dostać. Na szczęście obyło się bez przestępstwa i w łapy moje wpadło coś, co uważam za jedną z najlepszych konstrukcji elektronicznych w historii.</p>
<p>Dziś PSX wygląda nieco kanciasto i w ogóle widać, że to rzecz z zeszłej epoki. Wypuszczony nieco później model PS One lekko sytuację wzorniczą ratował ale sentyment i poważanie mam dla tego nieporadnego wzornictwa. Ten model zafundował mnie i całej furze moich znajomych kupę radochy z grania i zredefiniował moje podejście do grania. Mnóstwo tytułów nastawionych głównie na arcadowy fun było bardzo przyjemną odmianą od pecetowego naparzania w strategie różnego rodzaju. PSX pokazał mi, gdzie leży zasadnicza różnica między graniem na konsoli a na PC — to kwestia wygody. Tylko i aż. Na samą myśl, że miałbym siąść przy biurku wgapiony w monitor aż mnie trzęsie. Jasne, dziś można pograć na laptopach ale jakoś nie rajcuje mnie granie na zbyt małym ekranie z kaloryferem na kolanach. Dziś dla mnie granie to tylko konsole i to właśnie PSX mnie przekabaciło.</p>
<p>Cudny kawałek elektroniki, który po iluśtam latach ostatnio odpaliłem. I co? I nic — wszystko działa jak bym zapakował drania do pudełka wczoraj. Kiedyś dbano o jakość podzespołów a nie robiono je jak dziś — wyliczając ich trwałość na jakieś dwa lata użytkowania. W końcu tę produkcję trzeba gdzieś sprzedać… Swego czasu tak nie było, elektronikę tworzyło się dbając o jakość i to po moim PSX także dziś widać. Pady — niezniszczalne. Body — oklejone czym się tylko dało, ze śladami upadków i czego tam jeszcze ale nijak to nie ma przełożenia na funkcjonowanie. Trwałe cholerstwo, które dało mi niesamowicie wiele dobrych fluidów.</p>
<hr />
<p><a href="http://www.apple.com/pl/ipodtouch/" title="Strona iPoda">Apple iPod touch 1G</a></p>
<div id="attachment_4523" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/03/20100316-apple_ipod_touch.jpg" alt="Apple iPod touch" title="Apple iPod touch" width="400" height="321" class="size-full wp-image-4523" /><p class="wp-caption-text">Apple iPod touch</p></div>
<p>No i czas na sam top mojej listy. Zaskoczeni? A dlaczego? Byłem jednym z tych early adopters, którzy rzucili się na nowinkę od jabłka prawie że w dniu jej premiery (no dobra, poczekałem z zakupem do podchoinkowego szaleństwa :)). Działo się to lata temu, kiedy o ajfonie tylko plotkowano a firmware iPoda touch pozwalał na przejrzenie netu za pomocą Safari, odebranie maili za pomocą Maila i na granie mediów — wszak była to wtedy nieco bardziej spasiona empeczwórka.</p>
<p>Minęły lata i dziś mam mały komputerek z gazylionem programików, gierek i czego tam jeszcze. Coś, co kupowałem jako iPoda, zmieniło się z czasem w wielofunkcyjne urządzenie, w którym granie muzy i wyświetlanie filmów to tylko jedna z bezliku potencjalnych funkcji. Jasne, chodzi o AppStore ale i generalnie rozwój oprogramowania jabłkowego dla touchów.</p>
<p>Dlaczego jednak to iPod touch okupuje pierwsze miejsce mojej listy zamiast iPhone, który przecież pozwala na więcej? A z dwóch powodów: iPod to dla mnie iPod — coś co ma grać i służyć rozrywce. I tylko temu. Reszta to bonus, z którego bardzo się cieszę ale który to bonus pod niebiosa wręcz wybija użyteczność tego gadżetu. Po drugie: jakość wykonania tego cacka po prostu mnie rozwala. iPod touch pierwszej generacji to przesolidna konstrukcja, która doświadczyła już niejednego upadku, wypadku, lotu i pieprznięcia o bruk twardy bo kamienny. Poza rysującym się tyłem iPodowi niewiele się stało a ekran po ponad chyba dwóch latach używania nawet ryski nie ma. A doświadczałem iPoda i ja, i da Majek, który teraz co dzień na nim łupie twardo (oraz nim łupie twardo :)). Po prostu pancerne, zwarte, świetnie zaprojektowane urządzenie.</p>
<p>Ten gadżet dużo zmienił w moim życiu. Nieco inaczej zacząłem spoglądać na elektronikę użytkową i na swoje potrzeby, które taka elektronika ma zaspokajać. Na co dzień nie potrzebuję wyrafinowanych urządzeń, które mają wszystko i oferują wszystko. Potrzebuję natomiast urządzeń, które oferują mi rzeczy w codziennym użytkowaniu potrzebne i robią to w sposób natychmiastowy, nie wymagający czekania i będący „pod ręką”.</p>
<p>iPod touch zgromadził bardzo wiele moich ciepłych uczuć i chyba właśnie to wyniosło go na szczyt mojej listy. A z ciekawostek — swego czasu kręciliśmy z da Majkiem <a href="http://costa.info.pl/2008/01/09/podcast-012-ipod-touch/" title="da Majka i moje i iPodzie pitolenie :)">podcast o iPodziku</a>. Przezabawnie to z perspektywy czasu wygląda :)</p>
<p>I to by było na tyle. Jeśli ktoś zechce się podzielić swoimi typami na tę jego najlepszą/najgorszą elektronikę ever — będę wdzięczny. Zawsze to miło poznać kogoś bliże. Wszak „pokaż mi na czym stukasz swoje maile a powiem ci kim jesteś” :).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/03/elektronika-moje-the-best-i-the-worst/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tablet od Apple</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/01/tablet-od-apple/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/01/tablet-od-apple/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 07:25:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Mac OS X]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4180</guid>
		<description><![CDATA[Przyznaję się bez bicia — kompletnie nie jestem na bieżąco z sieciowym hype wokół domniemanego tabletu od jabłka. Wiem tylko tyle, że ponoć ma być pokazany już niebawem i że ma mieć bogowie raczy wiedzieć jakie ficzery. Z czego najważniejszym i największym będzie zapewne sporej wielkości logo na obudowie… Tak czy inaczej wiem na pewno, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przyznaję się bez bicia — kompletnie nie jestem na bieżąco z sieciowym hype wokół domniemanego tabletu od jabłka. Wiem tylko tyle, że ponoć ma być pokazany już niebawem i że ma mieć bogowie raczy wiedzieć jakie ficzery. Z czego najważniejszym i największym będzie zapewne sporej wielkości logo na obudowie… Tak czy inaczej wiem na pewno, czego ta zabawka mieć nie będzie:</p>
<ul>
<li>synchronizacji z komputerem via Wi-Fi</li>
<li>synchronizacji kontaktów, kalendarzy i innych takich bez pośrednictwa konta Mobile Me</li>
</ul>
<p>Czyli akurat tego, co w tego typu urządzeniu by się przydało najbardziej.</p>
<p>Nie mam pojęcia dlaczego Apple nie potrafi zrozumieć, że mamy już XXI wiek i że takie rzeczy jak synchronizacja danych z komputerem stacjonarnym czy laptopem via Wi-Fi i to bez pośrednictwa chmury czy jakiegoś innego pomysłu z tyłka rodem, to po prostu wymóg czasów. Ja rozumiem, że trzeba zarobić na Mobile Me ale tu powstaje pytanie, czy koniecznie musi to uszczęśliwić użytkowników. Otóż użytkowników to nie uszczęśliwia. Powiem więcej — budzi w nich bestię i chęć kopnięcia Jobsa prosto w lewy pośladek.</p>
<p>Kopa w prawy pośladek Jobs dostanie jeśli to urządzonko będzie zamknięte tak, jak iPhone. O ile w przypadku telefonu można to jeszcze w jakiś bardzo naciągany sposób tłumaczyć (co do mnie i tak kompletnie nie przemawia), o tyle zamknięcie tabletu byłoby po prostu strzałem w stopę. W obydwie stopy. I w rękę. Ta druga tylko dlatego nie byłaby postrzelona, że ciężko strzela się z dłoni już przestrzelonej… Żywię głęboką nadzieję, że projektanci-maniacy zamykający jabłkowe urządzenia jak tylko się da, wreszcie przejrzą na oczy i posłuchają ludzi, którzy im płacą, czyli klientów. Niemożność prostego przesłania pliku do iPhone to jakieś kuriozum. Jeśli tablet zaoferuje takie atrakcje, będzie to już nie tylko kuriozum ale dowód na zimbecylowanie jabłczanej ekipy.</p>
<p>Tablet wyobrażam sobie jako urządzenie iphonopodobne, tyle że z większym ekranem. Ze wszystkimi tego plusami i (bardzo wieloma) minusami. Zakładając, że użytkownik będzie miał jakąś swoją wydzieloną partycję, na której będzie mógł bez problemów pliki zapisywać i edytować, zaczyna się z tabletu robić urządzenie względnie interesujące. Jednak wciąż będziemy uwięzieni we wszechświecie iTunes, bez którego urządzenia zapewne nie da się używać (zarządzanie mediami i oprogramowaniem na sto procent będzie związane z iTunes). Także subskrypcje prasy czy zakupy książkowe będą najprawdopodobniej w całości przez iTunes zarządzane i — zwyczajowo — w naszym kraju te dodatkowe ikonki gazety i książki w iTS zapewne się nawet nie pojawią. Jestem bowiem przekonany o tym, że Jobs ogłosi nawiązanie współpracy z wydawcami prasy i książek i że zaatakuje solidnie rynek, na którym jak na razie króluje Amazon. Gdyby tego nie zrobił, byłbym bardzo zdziwiony — po kiego startować z urządzeniem mającym robić potencjalnie także za ebooka nie zapewniając mu contentu? Retoryczne pytanie…</p>
<p>Bardzo życzyłbym sobie, by wraz z premierą tabletu odbyła się i premiera mobilnych biurowych narzędzi jabłka. iWork już zdecydowanie zbyt długo zmierza w kierunku iPhone a puszczenie na rynek tabletu bez oprogramowania biurowego byłoby co najmniej dziwne. No chyba że japcok już zupełnie skręcił w chmury i w edycję dokumentów trzeba się będzie bawić via iWork.com… Oby nie.</p>
<p>Tablecik będzie grał muzyczkę (mam nadzieję, że zadbali o głośniczki jakieś sensowne), będzie wyświetlał filmiki i — jak znam życie — nie będzie potrafił wyświetlić filmików w HD na telewizorze. Nawet po podpięciu tym ultradrogim kablem, dzięki któremu można obejrzeć na TV wideo ze swojego iPoda czy iPhone. Inna sprawa, czy w ogóle będzie to potrafiło odtwarzać filmy HD ale zakładam, że obciach związany z ewentualnymi w tym temacie brakami byłby zbyt duży i jabcok na granie materiałów HD z iTunes Store zezwoli. O innych formatach oczywiście zapomnijcie ludzie.</p>
<p>To będzie zapewne niebrzydki, zapewne przedrogi, zapewne mocno ograniczony kawałek elektroniki. W życiu bym na to nie zwrócił uwagi gdyby nie to, że widząc swojego ajfona i klnąc na jego ograniczenia muszę przyznać, że to wszystko jednak jakoś działa. I to kurczę całkiem nieźle. No i sama wizja pogrania w <a href="http://costa.info.pl/2009/12/17/iphone-gra-n-o-v-a-near-orbit-vanguard-alliance/" title="Kilka słów o grze">NOVA</a> w wysokich rozdziałkach, z solidnym dopaleniem OpenGL i (w co bardzo wątpię ale może kiedyś…) z możliwością rzucenia obrazu w HD na telewizor… Taaak, to mogłoby nie-miłośnikowi Excela całkiem się spodobać.</p>
<p>Jak będzie, tak będzie. Ja stawiam na raczej mroczny obraz zamkniętego na świat urządzenia. Z drugiej strony będzie to najprawdopodobniej coś, co po prostu będzie dobrze działało i sprawiało kupę frajdy. I tym sposobem Jobs znów zamachnie się na miliony kieszeni i skosi kolejną górę kasy. I bardzo dobrze, niechaj zgarnia. Być może pobudzi to innych producentów sprzętu do działania, czego wszystkim miłośnikom gadżetów życzę z całego serca :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/01/tablet-od-apple/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zune HD okiem mym</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/09/zune-hd-okiem-mym/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/09/zune-hd-okiem-mym/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 Sep 2009 06:00:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Windows]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3861</guid>
		<description><![CDATA[No i pokazało się nowe Zune a im więcej o tym gadżecie czytam, tym większą mam na to cacko ochotę. Jak makowe strony długie i szerokie, fanboje nie zostawiają na produkcie wielkiego M suchej nitki i przewidują spektakularną porażkę. O ile w przypadku poprzednich modeli faktycznie Microsoftowi niezbyt się udało, o tyle jednak nowe Zune [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i pokazało się nowe Zune a im więcej o tym gadżecie czytam, tym większą mam na to cacko ochotę. Jak makowe strony długie i szerokie, fanboje nie zostawiają na produkcie wielkiego M suchej nitki i przewidują spektakularną porażkę. O ile w przypadku poprzednich modeli faktycznie Microsoftowi niezbyt się udało, o tyle jednak nowe Zune jest zupełnie inną historią. </p>
<p>MS wydaje się zauważył, że obecnie bardzo dużą uwagę zwracają konsumenci na oprogramowanie. I to nie tylko to napędzające samo urządzenie ale też to zawiadujące kolekcją mediów. I ponoć tym razem MS dało sobie całkiem nieźle radę a filmiki prezentujące funkcjonowanie interfejsu nowego Zune powodują lekkie moje ślinienie. Ach to menu z tekstem zamiast wszędobylskich ikonek… Bardzo to łechce moje poczucie estetyki. </p>
<p>Wcześniejsze modele cierpiały na różne przypadłości ale jedną z chyba największych była po prostu ich brzydota. Pod tym względem Zune HD po prostu ma się świetnie — widać wyraźnie, że tym razem projektanci przyłożyli się do roboty i zaproponowali coś po prostu ładnego i ponoć przyjemnego w dotyku. W dodatku ilość kolorów i zdobień (nie widziałem brązowego Bogu niech będą dzięki) pozostawia iPoda touch w smutnym jego, czarnym zakamarku.</p>
<p>Zune potrafi rzeczy, których na próżno wypatrywać w produktach Apple, co wnerwiać może czasami potwornie. Synchronizacja przez Wi-Fi sama nasuwa się na myśl. Podczas gdy jabłko łapczywie wyciąga rękę po abonament Mobile Me, usługi która oferuje synchronizację przez sieć bezprzewodową, Microsoft proponuje rzecz najoczywistszą z możliwych — po prostu skorzystanie z tego, że dwa urządzenia są w tej samej sieci. Tym sposobem synchronizacja kontaktów czy notatek nie wymaga Bóg raczy wiedzieć jakich zabiegów i wydawania dodatkowych — niemałych — pieniędzy. Proste, oczywiste i jasne dla każdego użytkownika urządzenia mobilnego. </p>
<p>Jak wiadomo, nazwa HD wzięła się z możliwości odtwarzania przez Zune filmów w 720p. OK, wymaga to docka dodatkowego ale szczerze mówiąc chyba nie miałbym większych problemów z wydaniem na docka kasy. Apple dla odmiany do grania filmów na telewizorze docka nie wymaga ale za to za odpowiednie kable liczy sobie jak za bardzo wysokiej jakości zboże. W pierony wysokiej. Wiem co mówię, swego czasu taki zestaw kabli kupiłem. Wolę ofertę MS, w której prócz docka dostaję i pilota do sterowania całością, a co jabłko olewa systematycznie nie dbając nawet o wyświetlanie interfejsu na telewizorze. W takim przypadku cały ten jabłkowy patent na iPoda podłączonego do TV nie ma większej wartości użytkowej i tu Zune po prostu miażdży produkty jabłka.</p>
<p>Zune to jeszcze terra incognita w temacie aplikacji. To, że będą jest oczywiste. Pytanie tyko kiedy i jakie. Wiele obiecuję sobie po zapowiadanej współpracy Zune z Xboxem i możliwości pogrania w gierki poprzedniej generacji konsoli. To jest tak oczywiste rozwiązanie, że dziwię się aż, że MS wraz z premierą urządzenia nie miało żadnego launch title, gry, która przyciągnęłaby ludzi na dobre. Bebechy urządzonko ma całkiem solidnie i wydaje się, że nie powinno mieć większych problemów w tym temacie. </p>
<p>Osobną kwestią jest sposób wypełniania Zune kątentem. Nie lubimy modeli subskrypcyjnych, prawda? Ale zaraz, zaraz… Dostęp do pełnego katalogu, możliwość wypożyczenia i załadowania sobie czego się tylko chce za 15 dolców miesięcznie? Kaman, to brzmi nieźle. Jeszcze lepiej, że 10 kawałków miesięcznie możesz sobie w ramach tej kwoty zostawić a z muzy zostanie DRM ściągnięte i można sobie z muzyką robić, co dusza zapragnie. To brzmi bardzo, bardzo dobrze — większość ssanej z netu muzy ssę po to by sprawdzić, czy warto w ogóle na nią wydać pieniądze. Oferta MS spowodowałaby, że mógłbym dać sobie spokój z torrentami i zapełniać swoje urządzenie muzyką do woli. How cool is that?</p>
<p>Apple powinno solidnie zadrżeć bo tym razem Microsoftowi wyszło fajne, sprawne, technicznie zaawansowane i bardzo wiele obiecujące urządzenie. W dodatku cenowo sensowne, oferujące świetną jakość obrazu i współpracujące jak trzeba z telewizorem. Jedyne, czego na razie nie wiem, to czas działania urządzenia na baterii ale cała reszta wygląda naprawdę dobrze. Poniżej wideo kolesia bawiącego się interfejsem i muszę przyznać, że to wygląda smakowicie.</p>
<p>httpvhd://www.youtube.com/watch?v=b11EF0x9G68</p>
<p>Jak na razie czytam i słyszę bardzo wiele pochlebnych opinii i mam nadzieję, że przełożą się one na sprzedaż urządzenia. Życzę tego Microsoftowi z całego serca bo Apple bardzo, bardzo potrzebuje solidnej konkurencji, co można było zauważyć choćby na ostatnim jabłkowym keynote — „odnowienie” linii iPodów touch wywołało moją konsternację i chciałbym bardzo, by w tym segmencie urządzeń Apple dostało ostro po dupie. I wygląda na to, że dostanie o ile Microsoft wypuści w końcu urządzenie poza granice Stanów. Ale na to muszą się zgodzić wytwórnie muzyczne, które jak znam życie pewnie w Europie model subskrypcyjny skutecznie by uwaliły. Krążą jednakże plotki, że Zune w końcu trafi oficjalnie do naszego regionu świata a ja się tych plotek będę trzymał. Bo — kochani fanboje jabłka — produkt to tylko produkt i jeśli mam do wyboru coś lepszego, co lepiej zaspokaja moje potrzeby, to na to wydam pieniądze. O ie będę mógł :/</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/09/zune-hd-okiem-mym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>LaCie vs. Toshiba czyli uwaga na to pierwsze</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/08/lacie-vs-toshiba-czyli-uwaga-na-to-pierwsze/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/08/lacie-vs-toshiba-czyli-uwaga-na-to-pierwsze/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Aug 2009 06:29:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[Mac OS X]]></category>
		<category><![CDATA[Porada]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3731</guid>
		<description><![CDATA[Zdechł mi dysk. A właściwie nie dysk tylko zasilacz do owego. Nie pierwszy zresztą raz tak swoją drogą ale tym razem niestety nawet wszechmocny Nikita nie był w stanie mi pomóc i w pasujący zasilacz doposażyć. O jakim dysku mowa? A o kupionym swego czasu przeze mnie LaCie mini Hard Drive &#38; Hub 500 GB, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/08/20090827-toshiba.jpg" width="240" />
		</p><p>Zdechł mi dysk. A właściwie nie dysk tylko zasilacz do owego. Nie pierwszy zresztą raz tak swoją drogą ale tym razem niestety nawet <a href="http://www.appletest.pl/" title="Nico, czas na aktualizację bloga!">wszechmocny Nikita</a> nie był w stanie mi pomóc i w pasujący zasilacz doposażyć. O jakim dysku mowa? A o kupionym swego czasu przeze mnie <a href="http://costa.info.pl/2007/09/06/LaCie-mini-Hard-Drive-Hub-500-GB/" title="Opis sprzętu">LaCie mini Hard Drive &amp; Hub 500 GB</a>, który określam mianem jednej z większych wpadek, jakie kiedykolwiek odstawiłem. Dysk początkowo sprawował się bez większego zarzutu ale z czasem zaczął pracować straszliwie głośno i dosłownie tylko włączałem go od czasu do czasu dla zrobienia kopii Time Machine bo nawet niepracujący, dysk wydawał skowyt nieziemski. A z czasem jeszcze doszedł problem z zasilaczem, który jak się okazuje jest problemem globalnym dla dysków LaCie (chyba że już coś firma w tym temacie zrobiła — jak na razie jej zasilaczy nie ma gdzie wymienić). Sprawdzę jak tam z gwarancją i pewnie Cortlandowi wpadnie kolejny dysk do magazynu i do wysyłki do Francji czy gdzie tam serwisy LaCie się mieszczą. Mam gdzieś czas oczekiwania na wymianę zasilacza bo kupiłem sobie wczoraj nowy dysk. Bez kopii bezpieczeństwa swoich plików czułem się jak nagus pośrodku gęstego tłumu i musiałem szybko coś z tym zrobić :).</p>
<p>Tym razem postawiłem na mobilność i kupiłem zewnętrzny, niewielki, leciutki dysk twardy, który fachowo zwie się <strong>Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E</strong> (<a href="http://www.chip.pl/testy/pamieci-masowe/dyski-twarde-zewnetrzne-25-cala/toshiba-portable-external-hdd-hddr320e03e" title="Poczytaj test Chipa">poczytaj test Chipa</a>) i który od pierwszego wejrzenia przypadł mi do gustu. W Chipie piszą, że dysk niezbyt się grzeje, jest cichy i całkiem szparko śmiga choć ponoć jakieś procesory obciąża. U mnie nic tam nie obciąża a śmiga aż miło patrzeć :). Rzecz bierze zasilanie z jednego portu USB, ma 320 giga miejsca wedle miary producenta czyli w rzeczywistości kapkę mniej. Instalacja w OSX w charakterze dysku dla Time Machine wymaga wymazania defaultowej partycji i sformatowania jej w systemie plików HFS. Defaultowa partycja sformatowana jest w FAT32 i jest to całkiem fajne, o ile chce się mieć partycję widoczną dla różnych systemów operacyjnych. Ja takiej funkcjonalności nie potrzebuję, dysk ma trzymać kopię danych z miniacza i być może z przyszłego MacBooka, który niestety oddalił mnie się nieco ze względów finansowych. Dlatego też polazłem w mobilność dysku do backupów — po prostu kopie Time Machine na laptopie będą kwestią podpięcia małego i lekkiego dysku i to wsio.</p>
<div id="attachment_3736" class="wp-caption aligncenter" style="width: 420px"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2009/08/20090827-toshiba.jpg" alt="Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E" title="Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E" width="410" height="368" class="size-full wp-image-3736" /><p class="wp-caption-text">Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E</p></div>
<p>Jak na razie twardzielek sprawuje się odpukać nieźle. Szkoda tylko, że poleciała mnie kasa, która miała być na uaktualnienie Leoparda… No nic, coś się wymyśli.</p>
<p>A tak bay de łej Snow Leo — wypytałem się wczoraj w iSpocie jak najsensowniej uaktualnić Leo do wersji Snow w przypadku, gdy chce się robić czystą instalację. Chłopak z iSpotu podrzucił w sumie niegłupią myśl — po prostu trza zbakapować dane, wymazać partycję, zainstalować świeżutkiego Leo i zaraz po tym uaktualnić do Snow. Trochę to może pokręcone ale ma sens a przy koszcie 129 złociszy za aktualizację systemu aż tak wiele pracy to w końcu nie jest. Szkoda, że jeszcze nie chciało mi się napędu w mini naprawić (od jakiegoś roku z okładem nie czyta mi płyt z danymi — Audio CD i DVD czyta bez problemów ale np. płyty instalacyjnej z Leo już nie, ot dziwna sprawa) bo znów czeka mnie zrzucanie w pracy systemu do obrazka, później obrazka na partycję i instalowanie z partycji. Co w sumie i tak może się nie powieść, bo nawet nie wiem, czy w końcu Maki obsługują boot z napędu podłączonego via USB, czyli rzecz oczywistą w świecie PC. No nic, się okaże a przy okazji megaczyszczenie dysku się zrobi bo syfu mam co niemiara.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/08/lacie-vs-toshiba-czyli-uwaga-na-to-pierwsze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: http://www.w3-edge.com/wordpress-plugins/

Page Caching using disk: basic
Database Caching 188/313 queries in 0.148 seconds using disk: basic
Object Caching 5277/5569 objects using disk: basic

Served from: costa.info.pl @ 2012-02-10 03:41:01 -->
