<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>CoSTa&#039;s Family Page &#187; Praca</title>
	<atom:link href="http://costa.info.pl/tag/praca/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://costa.info.pl</link>
	<description>Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 24 May 2012 20:56:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>U papy CoSTy zmiany!</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/06/u-papy-costy-zmiany/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/06/u-papy-costy-zmiany/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Jun 2011 19:07:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=28057</guid>
		<description><![CDATA[<script type='text/javascript' src='http://costa.info.pl/wp-includes/js/jquery/jquery.js?ver=1.7.1'></script>
Ojjj… Ależ lag w ostatnich wpisach! Porobiło się u mnie nieco zmian i trochę czasu zabrakło, by jakoś siąść do komputera i wklepać to wszystko w sensownej formie. Ale nie ma co odwlekać i w końcu trzeba się wyspowiadać :) Ano, znalazłem sobie robotę. W lutym dałem sobie spokój z korporacją, dla której robiłem przez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ojjj… Ależ lag w ostatnich wpisach! Porobiło się u mnie nieco zmian i trochę czasu zabrakło, by jakoś siąść do komputera i wklepać to wszystko w sensownej formie. Ale nie ma co odwlekać i w końcu trzeba się wyspowiadać :)</p>
<p>Ano, znalazłem sobie robotę. W lutym <a href="http://costa.info.pl/2011/02/22/szesc-lat-pracy-pozniej/" title="Sześć lat pracy później">dałem sobie spokój</a> z korporacją, dla której robiłem przez ostatnie sześć czy siedem lat. Powodów było sporo a wśród nich po prostu zmęczenie korporacyjnym wysysaniem człowieka i związane z tym uczucie ciągłej beznadziei bo nic nie dawało się już zrobić na czas, z niczego nie czerpało się satysfakcji i ogólnie nie było sensu ciągnąć tego dalej. A że nie lubię robić rzeczy bezsensownych, położyłem papier i udałem się na od dawna zasłużony, dłuższy odpoczynek.</p>
<p>Za szukanie pracy wziąłem się na początku kwietnia i po miesiącu z kawałkiem szperania, po kilku rozmowach i w sumie niezbyt wielkiej ilości rozesłanych cefałek, rozpocząłem pracę w firmie będącej kompletnym przeciwieństwem korpo, z którego uciekłem. Firma nazywa się <a href="http://www.ticon.pl/" title="Strona firmy Ticon">Ticon</a> (tak, strona jako pierwsza przejdzie gruntowny remont ;)), handluje i produkuje węże, złącza i co tam jeszcze głównie na potrzeby przemysłu, jest mała, z kupą ludzi znających się na rzeczy i z ogromną chęcią rozrostu. Niżej podpisany na rozmowach kwalifikacyjnych sprawił chyba dobre wrażenie i teraz siedzi tam jako specjalista do spraw marketingu i ma kombinować, jak tu obrót firmie zwiększyć. Będę też przy okazji sobie projektował ale przede wszystkim — praktycznie od początku do końca prowadził swoje projekty. Mniami!</p>
<p>Czemu akurat mała, wręcz rodzinna firma? Bo tu po prostu można się ze swoim pomysłem i sposobem jego realizacji przebić. Szczerze mówiąc to wystarczy przez stół prezesa pomolestować :). Bo tu czas to pieniądz i nie marnuje się go na bezproduktywne spotkania wnoszące tyle, co nic a tylko zawalające wszelkie możliwe terminy. Bo tu pierwszy dzień pracy zacząłem od wyjazdu do klienta, którym okazała się być kopalnia ropy i pobiegałem w kasku między tymi kilometrami rur i przewodów z kopalnianym człowiekiem, który tłumaczył mi jak to wszystko funkcjonuje. Bo tu przez pięć roboczodni zacząłem dopiero poznawać górę zadań, jakie trzeba na gwałt wykonać i dostałem doskonały support od ludzi, którzy w specyfikę funkcjonowania firmy mnie wprowadzali i nadal wprowadzają.</p>
<p>Bo jest normalnie jednym słowem.</p>
<p>Jeszcze nieco czasu potrzebuję na oswojenie się z firmą, produktem, zawieszonymi projektami i schedą po poprzedniku. Jeszcze trochę czasu potrzebuję na wgryzienie się w rynek, na wczytanie się w statystyki i próbę dokonania pierwszych analiz. Sporo czasu potrzebuję na poznanie wszystkich narzędzi, jakie firma przez lata stworzyła lub nabyła i jakie mógłbym wykorzystać w marketingu. Ze strony już czysto detepowej to powiem wam, że jest tam taki jeden Pan Ryszard, który robi po prostu cuda. Dajcie temu facetowi kamień a rozrysuje go wam w rzutach, przekrojach i czym tam jeszcze. Ba! On tego cholernego kamulca weźmie i przerobi na model 3D po czym wrzuci do renderera i wypluje packshotowe cudeńko. Yay!</p>
<p>Firma oferuje produkty mocno techniczne i na wskroś przesiąknięta jest duchem inżynierstwa, tworzenia dokumentacji technicznych, przewodników produkcyjnych i tak dalej. Czy to przeszkadza? Ani trochę! Pracuje się tu zupełnie inaczej, niż w Kronospanie ale wydaje mi się, że o wiele sensowniej. Cały czas tam słyszę, że firma ma problem z finalizacją pomysłów, na które wpadają ludzie projektując, wytwarzając i sprzedając ich produkty. Kochani, ale przynajmniej wiecie, że macie problem i gdzie mniej więcej on leży! W Krono pewnie nadal nad tym obradują…</p>
<p>OK, terminator rozgrzebanych projektów i twórca nowych nadciąga! Łojej, ależ fajnie w końcu robić coś, co ma sens! :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/06/u-papy-costy-zmiany/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sześć lat pracy później…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/02/szesc-lat-pracy-pozniej/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/02/szesc-lat-pracy-pozniej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Feb 2011 13:12:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=22636</guid>
		<description><![CDATA[I minęło sześć (albo nawet i siedem, ciężko się doliczyć) lat pracy w firmie zwącej się Kronospan. To było długie i ciężkie sześć lat, podczas których nauczyłem się bardzo wiele o tym, jak pracuje spora międzynarodowa korporacja. Sześć lat, które odcisnęło na mnie spore piętno. Czym się tam zajmowałem? Zacząłem i skończyłem jako ichni „grafik” [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>I minęło sześć (albo nawet i siedem, ciężko się doliczyć) lat pracy w firmie zwącej się Kronospan. To było długie i ciężkie sześć lat, podczas których nauczyłem się bardzo wiele o tym, jak pracuje spora międzynarodowa korporacja. Sześć lat, które odcisnęło na mnie spore piętno.</p>
<p>Czym się tam zajmowałem? Zacząłem i skończyłem jako ichni „grafik” choć tak po prawdzie z grafiką miałem niewiele wspólnego, bo grafik ze mnie żaden. Za to cakiem sprawny ze mnie składacz różnych rzeczy i tym się właśnie zajmowałem — DTP i wszystko, co się z tym wiąże: od przygotowania ulotek, przez projektowanie opakowań, po składanie katalogów i organizowanie sesji zdjęciowych produktów. Generalnie byłem kolesiem od wszystkiego, z robieniem prostych stronek włącznie.</p>
<p>Z czasem na barki zrzucano mi coraz więcej zadań i jakoś nie wiedzieć kiedy zajmowałem się zaspokajaniem wszystkich graficznych potrzeb grupy spółek Kronospanu. A było i jest tego od cholery i trochę i byłem na najlepszej drodze do dania sobie siania, kiedy przyjęli w końcu kolesia, który nieco mnie od tego całego detepowego dziergania odciążył. Podzieliliśmy się obsługą produktów i tym sposobem zostały mi na głowie same produkty wykończeniowe czyli panele podłogowe, ścienne i cała masa drobnicy z tym związanej. W łapkach swoich miałem pieczę nad CI grupy i poszczególnych spółek i całą związaną z tym produkcję korporacyjnego śmiecia w postaci faktur, papierów firmowych i czego tam jeszcze.</p>
<p>Wraz z mijającym czasem i rosnącym doświadczeniem, na klatę dostawałem coraz to sympatyczniejsze zadanka aż w końcu jakoś całkiem niedawno polazłem do prezesa z prośbą o podwyżkę, którą otrzymałem, w zamian dostając zmianę obowiązków i obietnicę nowej zabawy w korpoświecie. Brzmiało to całkiem fajnie i nawet się nie zastanawiałem zbytnio, by tę propozycję przyjąć. Otóż miałem zająć się całością reklamy w grupie — od jej tworzenia począwszy po dbałość o jej emisję w mediach, dogadywanie się z owymi mediami, organizowanie kampanii itd. Do tego wszystkiego miałem mieć pod sobą decyzje dotyczące druku wszelkich naszych wydawnictw, dbałość o zachowanie ciągłości dostaw drukowanych materiałów wspomagających sprzedaż a nawet kwestie związane z tworzeniem, utrzymaniem i przygotowywaniem ekspozycji dla naszych klientów.</p>
<p>Brzmi nieźle i szczerze mówiąc takież też było. Ale niestety nie wszystko wyszło tak fajnie, jak wyjść powinno. Niestety nie doczekałem się osoby, która przejęłaby ode mnie obowiązki stricte detepowe i żeby nie było — znalazłem takową ale oczywiście po odbyciu rozmowy kwalifikacyjnej korpo zamilkło a wszelkie dopraszanie się u przełożonego jakiejś rekacji spełzło na niczym. Efekt był taki, że zasuwałem za dwoje albo i troje bo ktoś tam wpadł na pomysł, że przecież powinienem jeszcze zająć się magazynowaniem materiałów marketingowych. W tych warunkach zadbanie o cokolwiek graniczyło z cudem. Samo detepowanie zajmowało mi praktycznie cały pracowy czas bo taka korporacja ruchu w poligrafii i okolicach generuje naprawdę sporo. W tych warunkach po prostu nie było możliwe zajęcie się nowymi obowiązkami w sposób solidny i zaczęła się równia pochyła ciągłych lagów w terminach, niemożności zajmowania się zadaniami i zwyczajne niewyrabianie na zakrętach. Korytko z rzeczami „do zrobienia” puchło o wiele szybciej, niż chudło korytko z rzeczami „zrobionymi”. Doszło do absurdalnej sytuacji, w której zaczęto przebąkiwać o musie zlecania prac na zewnątrz i zlecono mi znalezienie odpowiednich firm, na co ja z kolei nie miałem czasu bo zleceń z klauzulą „ultra pilne i w ogóle na wczoraj” napływało coraz więcej a wymagalność starych rosła z dnia na dzień. Wiem, że to wydaje się banalne — podzwonić po kilku firmach, wymacać stawki i lecieć z ofertami do przełożonych. Problem w tym, że te prace zlecone oczywiście musiałbym nadzorować, w tym briefować, przesyłać materiały, dbać o zgodność z ogólną linią graficzną materiałów dla naszych produktów i robić te dziesiątki innych rzeczy związanych z nadzorem (o raportach dla przełożonych że już nie wspomnę). Taką przesiadkę trzeba przygotować, wykonawców zleceń odpowiednio w produkcie przeszkolić itd. itp. Kto przez to przechodził (także z drugiej — wykonawcy — strony), ten wie ile przy tym jest pracy organizacyjnej.</p>
<p>Szalę przechyliła ostatnia Budma i dosłownie codzienna bytność w pracy do późnych godzin po to, by przygotować wszystko co trzeba na targi. Weekendy czy święta trzeba było przyjść, by się z tym wszystkim wyrobić a ja sobie w brodę teraz pluję, że jestem taki obowiązkowy i jeśli się do czegoś zobowiążę, to to wykonam. Pluję sobie w brodę bo mogłem ten czas w spokoju spędzić z rodziną czy grać na konsoli. Owszem, czuję satysfakcję z tego, że większość rzeczy związanych z targami udało się przygotować a organizacja jakoś sprawnie przebiegła (kudosy dla mojej koleżanki z roboty — Majki, która zorganizowała sporą imprezę dosłownie z niczego). Ale ta satysfakcja podlana jest ogromnym zmęczeniem i wyczerpaniem. Niestety na urlop nie mogłem nawet liczyć co w sumie może i na dore wyszło, bo te 34 dnia zaległego urlopu jakoś firma teraz spłacić musi a je dzięki temu mogę sobie zrobić choć tydzień nicnierobienia.</p>
<p>Dalej już tak być nie mogło. Nienawidzę wykonywać swoją pracę na odpierdol się, nie jestem tym typem pracownika. Oddaję albo porządnie zrobione, albo wcale. Niestety na wykonywanie swoich obowiązków w sposób porządny nawet nie miałem co liczyć więc złożyłem rezygnację i dałem sobie spokój. Być może to błędna decyzja ale zawsze to jakaś decyzja a nie takie trwanie w stanie permanetnego napieprzania bez widoków na szczyptę sensu w tym wszystkim. Robota nie sprawia mi frajdy jeśli nie ma większego sensu.</p>
<p>Co teraz? Diabli wiedzą. Daję sobie ten tydzień na posiedzenie w domu, na pogranie na konsoli i nieprzejmowanie się zbytnio przyszłością. Od przyszłego tygodnia pewnie zakaszę rękawy i porozglądam się baczniej po rynku pracy. Być może otworzę coś swojego i ponaparzam się z rzeczywistością na swoich warunkach. A może znajdę jakąś fajną firmę, w której to, co się robi, ma być przede wszystkim sensowne. Pieniądze są oczywście ważne ale nie najważniejsze — kiedy przez większość dnia robisz rzeczy, które są fajne ale które nie układają się w sensowną całość i które w związku z tym nie przynoszą Ci satysfakcji — odpuść sobie. Szkoda tego całego czasu na robienie rzeczy, które nie przynoszą satysfakcji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/02/szesc-lat-pracy-pozniej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas</title>
		<link>http://costa.info.pl/2011/01/budma-budma-i-po-budmie-czyli-co-u-nas/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2011/01/budma-budma-i-po-budmie-czyli-co-u-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Jan 2011 21:50:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=20935</guid>
		<description><![CDATA[Skończyło się. Nareszcie wzięło i się skończyło coś, przez co ostatni miesiąc z okładem spędziłem praktycznie siedząc w pracy i zawalając wszystko inne — od życia rodzinnego poczynając na bieganiu na treningi aikido kończąc. Półtora miesiąca wyciągnięte z życiorysu. I po co? I po to, by na kilka godzin zająć czymś ludzi, którzy z nami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skończyło się. Nareszcie wzięło i się skończyło coś, przez co ostatni miesiąc z okładem spędziłem praktycznie siedząc w pracy i zawalając wszystko inne — od życia rodzinnego poczynając na bieganiu na treningi aikido kończąc. Półtora miesiąca wyciągnięte z życiorysu. I po co? I po to, by na kilka godzin zająć czymś ludzi, którzy z nami i tak handlować będą bo robimy im statystycznie z 30% obrotu jak nie więcej.</p>
<p>OK, może nieco mniej enigmatycznie. Co roku dzieją się w Poznaniu takie targi, na których pokazuje się całkiem sporo firm z branży — powiedzmy ogólnie — budowlanej. Targi nazywają się adekwatnie <a href="http://www.budma.pl/pl/" title="Strona targów">Budma</a> i dla szukającego oraz w tematyce siedzącego jest tam całkiem sporo do oglądania. Przy okazji tych targów korpo, w którym robię, oraganizuje w swoim salonie zwanym <a href="http://www.maltatrading.pl/" title="Strona Malty Trading">Malta Trading</a> nasze show, którego konstrukcja jest zawsze taka sama czyli zwołuje się kupę aktualnych i potencjalnych klientów i stara się im pokazać nasze nowości i jakoś przekonać ich, że warto to w ich salony czy sklepy wsadzić. Klienci oczywiście narzekają na ceny, dostawy i co tam jeszcze czyli dzieje się biznes czyli robi się to, o co na targach chodzi. Ale jest jeden mały problem: to wszystko trzeba przygotować.</p>
<p>Przygotowaniem tego wszystkiego zajęła się taka jedna dziewucha, z którą pracuję plus yours trurly a przeszkadzało nam w tym sporo ludzi, którzy kombinowali jak mogli jak by tu nam robotę utrudnić. Majka (zbieżność imion z moją córą kompletnie przypadkowa :)) jakoś ten organizacyjny bajzel starała się trzymać w ryzach, ja starałem się to wszystko jakoś ubrać w szatki w miarę wizualnie sensowne. W efekcie powstała całkiem chyba fajna ekspozycja naszych nowości podparta katalogami, ulotkami, blendami i setkami innych pierdół, które trzeba było na czas wyprodukować i dostarczyć, tak by klienci mieli na czym oko zawiesić, skąd informację wziąć i ogólnie by jakoś to wyglądało. Powiadam Wam — MNÓSTWO pracy, siedzenie w święta i weekendami w robocie li tylko po to, by nie móc wziąć urlopu i dać tym ludziom kilka godzin na zrobienie kilku interesów.</p>
<p>Jesteśmy kompletnie wykończeni, ja mam totalnie dość i chcę teraz urlopu, o którym mogę tylko pomarzyć bo w międzyczasie nagromadziło się tyle codziennej zaległej roboty, że aż nie chce mi się maila otwierać bo nie ma to większego sensu. Pozycji w ToDo mam tyle, że już nawet nie chce mi się ich jakoś rozplanowywać w czasie i po prostu już tylko odhaczam to, co udało się załatwić lub w międzyczasie zdechło bo na zajęcie się tym już doby nie starczyło. Im dłużej w tej firmie siedzę, tym bardziej mam wrażenie, że to jakiś obóz karny i kompletna porażka w temacie zarządzania. Presja jest przepotężna, wymagania potworne a wszystko to składa się na bardzo odpychający obraz kołchozu, do którego nie chce mi się już należeć. I mam nadzieję, że niebawem zmieni mi się robota na coś bardziej ludzkiego. Ja mam już dość i wysiadam.</p>
<p>Doropha w swojej robocie też dostaje nieźle po karku. Ichni — także niemiecki — właściciel wpadł bowiem na cudowny pomysł, że przecież po jaką cholerę ma pracować tyle ludzi, skoro może ich pracować mniej i mogą zapieprzać za tych zwolnionych. No i tym sposobem Dorcia ma w pracy Sajgon podobny do mojego acz branża totalnie inna. Szkoda dziewuchy bo po robocie dostaje jeszcze w kość od dzieciaków a mnie do pomocy przez ostatni miesiąc z okładem nie było, bo przecież po co w tym kraju respektować prawa pracowników, skoro można je spokojnie łamać a Inspekcji Pracy śmiać się można w nos bo mandaty nakładane przez tę instytucję to kpina a nie dolegliwość dla firmy. Gdyby jakiś kolejny polityk-idiota dziwił się czemu w tym kraju dzieciaki się nie rodzą to mam dla niego jeden z powodów: może dlatego, że rodzice nie mają sił na bzykanie bo ów polityk-idiota wraz z kolegami zafundowali tu pracownikom drugie Chiny.</p>
<p>A skoro już w tematach rodzinnych jesteśmy… U nas po staremu: dzieciaki rosną, nabierają skilli (Gutek już cakiem nieźle ponoć sobie radzi z krokiem dyskotekowym choć mnie się chyba wstydzi i jak na razie nie chciał mi pokazać swojego stylu tancerskiego :)) i generalnie fundują nam kupę radochy z przewagą — na szczęście — radochy a nie kupy. Majka do szkoły chadza sobie raźno, wkuwa Strasznie Trudne Rzeczy czyli w końcu zaczyna czytać a w opanowaniu tej trudnej sztuki pomóc jej ma szkolna biblioteka, z której już conieco wypożyczyła i sylabizując jakoś przeczytała. Staramy się w niej zaszczepić potrzebę i chęć czytania i mam nadzieję, że nam to jakoś wyjdzie bo młoda garnie się jak na razie zdecydowanie chętniej do iPoda czy iPada niż do książki. Jakimś półobrotem w końcu odpowiednie wartości jednak jej wszczepię…</p>
<p>Jak widać u nas wszystko w porza∂ku prócz tego, że jesteśmy umęczeni potwornie i na nic poza pracą i dzieciakami czasu i chęci już nie mamy. Ot życie…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2011/01/budma-budma-i-po-budmie-czyli-co-u-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumujmy się nieco</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/10/podsumujmy-sie-nieco/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/10/podsumujmy-sie-nieco/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Oct 2010 07:54:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[FPS]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[PS3]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=14317</guid>
		<description><![CDATA[O ja cię pierniczę, się u mnie dzieją rzeczy ostatnio wyczesane. Ostatni tydzień pokazał mi, jak w dużej firmie bez sensownego nadzoru i z dużymi brakami personalnymi może powstawać budżet marketingowy i powiadam Wam — rzeźnia to mało powiedziane. Poniedziałek i wtorek spędziłem na wyjeździe do Mielca, gdzie w jednej z naszych fabryk zebrała się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O ja cię pierniczę, się u mnie dzieją rzeczy ostatnio wyczesane. Ostatni tydzień pokazał mi, jak w dużej firmie bez sensownego nadzoru i z dużymi brakami personalnymi może powstawać budżet marketingowy i powiadam Wam — rzeźnia to mało powiedziane. Poniedziałek i wtorek spędziłem na wyjeździe do Mielca, gdzie w jednej z naszych fabryk zebrała się wszelka wierchuszka i gdzie redefiniowano zadania, cele i wszystkie te pierdoły, o których wierchuszki lubią dużo gadać ale robić już im się za bardzo nie chce. I coś Wam powiem — zarządzanie ludźmi w firmie, w której robię, to jakieś kuriozum. Brak kadry widać na każdym kroku a kiedy dochodzi do sytuacji, w której budżet marketingowy konstruuje niżej podpisany z dziewczyną z działu zakupów, to chyba jest coś nie tak. Bardzo nie tak. Mam wrażenie, że prezesunio problem widzi ale nie za bardzo jest w stanie sobie z nim poradzić ze względu na spore rozmiary organizacji i wynikającą z tego inercję. No nic, niżej podpisany do skreślenia budżetu się przyczynił, różne plany i wizje w tabelki ujął (no, przynajmniej te, na których się mniej więcej wyznaje), jakoś wierchuszkową drżączkę z przedstawieniem spóźnionego budżetu (serio panowie dyrektorowie, nie da się zaplanować wszystkich działań marketingowych na nadchodzący rok w dwa raptem dni) właścicielowi przeżył a w ten weekend zasłużonego odpoczynku zażyć oczywiście nie może, bo syn jego Guciem zwany dokazuje jak rzadko :). Wiem, skomplikowane, długie i wielokrotnie złożone zdanie. Sorry, ta strona to nie Wyborcza :).</p>
<p>Tak więc było męcząco ale i rozwijająco jak diabli. Czego się nauczyłem, to moje i już nie oddam. Papa CoSTa ma teraz za zadanie zadbać o sensowne wykorzystanie budżetu na materiały drukowane i zrobić coś sensownego z niezbyt wielką kupką pieniędzy na obecność w prasie. Muszę też jakoś dogadać się z kolegą z biurka obok, który dostał górę kasy na nowe media, by połączyć jego górę z moja usypką i zrobić jakąś sensowną kampanię w mediach. No i do tego zaczynam kombinować przy imprezach targowych. Sporo ich na ten rok przewidziano, budżet całkiem sensowny do tego skrojono i pozostaje tylko jakoś zapanować nad tym całym bałaganem, tak by wszystko zagrało jak trzeba. Postaram się skoczyć na te co znaczniejsze i trochę fotek z Moskwy, Kijowa czy czego tam jeszcze podrzucić ale nawał roboty jest taki, że nie wiem, czy nie skończy się na siedzeniu za słuchawką telefonu i ciągłym peplaniu, uzgadnianiu, dopinaniu szczegółów, zamawianiu czego trzeba, opieprzaniu kogo trzeba i tak dalej.</p>
<p>A co w rodzinie? Dobrze! Gucio rośnie jak na drożdżach, zęby mu wyłażą na potęgę i zaczyna przypominać małego rekina. Da Majek w szkole bawi się nieźle, pilnie odrabia zadania domowe i być może naukowcem nie zostanie ale nie wygląda na to, by miała zostać jakimś nieukiem. I bardzo dobrze :). Doropha ma mnóstwo roboty w tych swoich ubezpieczeniach ale wydaje się, że podoba jej się i praca wykonywana, i miejsce, w którym ją wykonuje. Ma fajny skład, spore wyzwania przed sobą, z powodu zębów budzącego się trzy razy na noc Gutka na głowie i chyba ma już lekko dosyć i nie marzy o niczym innym, niż solidna doza snu. Ot, życie :).</p>
<p>A z sensownych newsów: polazłem wczora do Empiku kupić żonie coś i skończyło się na zafundowaniu sobie Bad Company 2 na moje kochane PS3. Whoa, singiel jest zaprawdę niezły ale już obawiam się multi bo musi wciągać potwornie. No i kurczę jest to jedna z najlepiej dźwiękowo opracowanych strzelanek ever. Dźwięk jest genialny, odgłosy broni po prostu boskie a po założeniu słuchawek (cholera, muszę sobie kupić takie emulujące 5.1 jakie ma Ender) dosłownie wciągło mnie na pole bitwy. Re-we-la-cja! Oto, co potrafi zrobić dobrze przemyślane i wykonane udźwiękowienie. Gra wciąga niech ją szlag i pewnie dziś wieczorkiem jakaś misyjka lub dwie…</p>
<p>Wychodzę powoli z przeziębienia i zabieram się od tego tygodnia za aikido. W grudniu egzaminy i czas na pierwszy pasek. Człowiek już sporo na toto łazi, kilka technik już się poznało, czas zweryfikować umiejętności i odhaczyć level lub dwa. No ale to wymaga przede wszystkim zdrowia a smarki i kaszel w tym nie pomagają. Na szczęście jakby nieco zelżało i mogę się wbijać w kimono.</p>
<p>Jak więc widać — pracowicie u nas ale tak poza tym w porządku. I dobrze, niech tak zostanie. Tylko jakiś urlop by się przydał bo cosik znużenie robotą zaczynam odczuwać a tu tyle jeszcze do zrobienia, tyle zadań do wykonania… No nic, pomyśli się o czymś w najbliższym czasie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/10/podsumujmy-sie-nieco/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>U papy CoSTy zmian ciąg dalszy</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/10/u-papy-costy-zmian-ciag-dalszy/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/10/u-papy-costy-zmian-ciag-dalszy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Oct 2010 07:12:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=13507</guid>
		<description><![CDATA[Wiem, wiem… Tydzień zdaje się nie dawałem znaku życia na blogasku. Cóż, czasem i tak bywa, że Połączony Front Sił Antyblogowych jak się zawiąże, to za cholerę nie chce się rozwiązać i prowadzi swoją szkodliwą działalność na całego. Ostatnio pisałem o małych zmianach, jakie nastąpiły w mojej pracy i generalnie moich obowiązkach służbowych i nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wiem, wiem… Tydzień zdaje się nie dawałem znaku życia na blogasku. Cóż, czasem i tak bywa, że Połączony Front Sił Antyblogowych jak się zawiąże, to za cholerę nie chce się rozwiązać i prowadzi swoją szkodliwą działalność na całego.</p>
<p>Ostatnio pisałem o <a href="http://costa.info.pl/2010/09/26/u-papy-costy-sie-zmienia/" title="U papy CoSTy się zmienia">małych zmianach</a>, jakie nastąpiły w mojej pracy i generalnie moich obowiązkach służbowych i nie tylko. Tydzień temu dostaliśmy wraz ze współpracownikiem zadanie rozkręcenia w firmie solidnego działu marketingu, nowych technologii i czego tam jeszcze. W związku ze związkiem czeka nas mnóstwo pracy koncepcyjnej, kombinatoryki stosowanej, planowania budżetów i czego tam jeszcze. No i musimy wytworzyć kilka ton dokumentacji opisującej zadania, cele i inne takie. Ogólnie rzecz biorąc — całkiem twórcza robota.</p>
<p>Na dzieńdobry szukamy dwójki ludzi: detepowca z zacięciem graficznym, który odziedziczy dotychczasowe moje zadania przy bieżącej obsłudze potrzeb poligraficznych wszystkich tych spółek, dla których robię i kogoś (jedna lub dwie osoby), kto będzie w stanie zająć się technologicznym rozwojem produktów, które oferujemy i obmyślać nowe w ramach technologii, które posiadamy i takich, które będzie uważał za słuszne do wprowadzenia. Z czasem zakres zadań się powiększy i funkcji oraz etatów przybędzie bo zakres działań, jakie nasz prezesunio przewidział jest po prostu ogromny. Tak sobie kombinuję, jak to wszystko choć wstępnie zabudżetować ale nie ma wyjścia, jakoś radę dać trzeba a powiadam Wam — nie jest to proste. Szczególnie w korporacyjnych warunkach, gdzie trzeba lawirować ostro i optymalizować koszty na starcie, by jakoś zmieścić się w budżetowych korporacyjnych warunkach a przy okazji jakoś wyznaczone zadania spełnić. Ciekawy i fajny problem do rozwiązania oraz zapewne niezły case study dla wszelkich studentów czy innych takich :).</p>
<p>A co ja w tym całym bajzlu mam do zrobienia prócz planowania i kombinowania? Oj, wyczesaną fuchę! Otóż na barki spadło mi zadanie zadbania o spójność i wizerunkową jakość naszych materiałów poligraficznych, zadbanie o prawidłowe ich funkcjonowanie w ramach produktowego CI i — co z tym związane — zadbanie o rozwój CI naszych produktów. Do tego muszę dbać o narzędzia marketingowe dla naszych handlowców, opracowywanie ich, rozwój, aktualizację i ogólnie będę musiał porobić za łącznika między potrzebami sprzedaży a kreacją. Muszę teraz na gwałt powymyślać nowe narzędzia i zająć się już istniejącymi, tak by w ciągu najbliższych miesięcy stworzyć spójny koncepcyjnie i wizerunkowo pakiet, z którego będą mogli korzystać nasi handlowcy w kontaktach z klientami. Do tego ściśle będę musiał współpracować z ludźmi wymyślającymi i rozwijającymi nasze produkty i zajmę się tym, co robią Nokie i inne Microsofty — będę wizualizował przeróżne wynalazki, walił concept-arty i co tam jeszcze. Cool stuff :)</p>
<p>Dobra, to teraz przejdźmy do biznesów :). Jeśli znacie kogoś znającego się na DTP i z kreatywnymi zapędami, do tego z graficznym zacięciem… Takiego kogoś potrzebuję. Praca będzie w Poznaniu a szczegóły dotyczące wynagrodzenia, zakresu obowiązków (spokojnie, nie wymagam umiejętności robienia stron, renderowania wnętrz i czynienia wina z wody :)) pouzgadniam z naszym HR i puścim w świat jakieś ogłoszenie. To, co chcę zobaczyć, to portfolio. Reszta interesuje mnie mniej. Robota jest korporacyjnie stresująca (zawsze napięte terminy i zawsze „na wczoraj”), korporacyjnie średnio ciekawa finansowo ale za to przy przyłożeniu się ma się pewność zatrudnienia i rozwoju. Szkolenia są, a jakże, zdarzają się uzasadnione inwestycje w sprzęt i oprogramowanie i ogólnie jest męcząco, żmudnie i etatowo. Wolne dusze, wolni strzelcy i kolesie/kolesiówy mający problemy z przystosowaniem się do korpowymagań nawet niech się nie starają. Osobiście wykopię kontestatora mocnym półobrotem. Tu trzeba umieć się przystosować i poruszać w korporzeczywistości. To nie oznacza nałożenia wędzidła na kreatywność i pomysły. To oznacza po prostu umiejętność współpracy w zespole, umiejętność przyjęcia krytyki i umiejętność przejścia do porządku dziennego z czasem przedziwnymi pomysłami i wymaganiami dyrekcji. Jak to w korpo :)</p>
<p>Obiecuję, że od dziś zaczynam się regularniej odzywać. Będzie o tej mojej robocie sporo bo to całkiem ciekawe zagadnienie jest i może kogoś moje doświadczenia z wdrażania różnych projektów w korpowarunkach zainteresują. Ale też wracam do pisania o pierdołach. Po prostu czuje potrzebę poblogowania…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/10/u-papy-costy-zmian-ciag-dalszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>U papy CoSTy się zmienia</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/09/u-papy-costy-sie-zmienia/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/09/u-papy-costy-sie-zmienia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Sep 2010 12:14:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=13034</guid>
		<description><![CDATA[Ojć, pozmieniało mi się ostatnio w robocie bardzo. Znaczy nie od razu ta zmiana zajdzie ale jest nieunikniona i to kwestia najbliższych tygodni. Ćwierkałem i fejsowałem ostatnio o tym, że wkurzało mnie już mocno bycie w firnie kolesiem od wszystkiego, który i folderek poskłada, i agencję reklamową przy robocie przypilnuje, i markę wypromuje i w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ojć, pozmieniało mi się ostatnio w robocie bardzo. Znaczy nie od razu ta zmiana zajdzie ale jest nieunikniona i to kwestia najbliższych tygodni.</p>
<p>Ćwierkałem i fejsowałem ostatnio o tym, że wkurzało mnie już mocno bycie w firnie kolesiem od wszystkiego, który i folderek poskłada, i agencję reklamową przy robocie przypilnuje, i markę wypromuje i w ogóle diabli wiedzą co jeszcze zrobi :). Problem w tym, że bieżąca robota, której mam naprawdę sporo, uniemożliwia praktycznie prace nad fajnymi, ciekawymi projektami, które w międzyczasie się pojawiły. Jakoś to jeszcze ciągnę ale wszystko robię po łebkach, co po prostu sensu nie ma. Stąd i decyzja, że czas coś w robocie wyjaśnić.</p>
<p>Nie ma lepszego sposobu na wyjaśnienie czegokolwiek, niż pójść po podwyżkę :). Wszelkie komunikowanie przełożonym jakichkolwiek problemów mija się z definicji z celem więc najlepiej po prostu zapytać, czy bycie w firmie ma sens. Nie stoję w miejscu, rozwijam się, mam rodzinę, rodzina ma wymagania a ja ciągle tkwiłem w sytuacji sprzed lat. Nie tylko finansowo ale i w kwestii sprawowanych obowiązków. To już nie miało dalszego sensu.</p>
<p>I wiecie co? Jasne postawienie sprawy przynosi zazwyczaj klarowne rozwiązania. Nie wiem jak to nazwać ale mam to „szczęście”, że prezesa mam konkretnego jak cholera. Ciężko moją rozmowę o podwyżce nazwać „rozmową”. Facet wymienił litanię potrzeb grupy firm, dla której robię, kazał zgromadzić zespół, który te potrzeby zacznie zaspokajać a wszystko to można sprowadzić do stwierdzenia, że w Poznaniu mam razem z kolegą stworzyć silny ośrodek marketingowy i R&amp;D. Do dotychczasowej mojej roboty mam sobie kogoś znaleźć (ano, zaczynam szukać detepowca z zacięciem graficznym) a od października jedziemy z nowymi zadaniami. Wychodzi na to, że będziemy tworzyli nową firmę od podstaw… Fajne zadanie! :)</p>
<p>Tak więc pozmieniało się. Roboty będzie po łokcie ale za to w cholerę ciekawej. Kasa też większa więc… Zmiana zdecydowanie na dobre :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/09/u-papy-costy-sie-zmienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To ciężki tydzień był…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/09/to-ciezki-tydzien-byl/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/09/to-ciezki-tydzien-byl/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Sep 2010 15:15:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Link]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Torrent]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=12780</guid>
		<description><![CDATA[To był naprawdę ciężki tydzień dla mnie. W sumie z jednego względu: dużo, dużo, dużo, dużo, duuużo pracy, w wykonaniu której wcale nie pomógł wyjazd w delegację. W sumie zajmuję się aktualnie nawet nie wiem iloma rzeczami jednocześnie i zaczynam zaliczać katastrofalne lagi. A tego nie lubię jak jasna cholera — słynąłem do tej pory [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To był naprawdę ciężki tydzień dla mnie. W sumie z jednego względu: dużo, dużo, dużo, dużo, duuużo pracy, w wykonaniu której wcale nie pomógł wyjazd w delegację. W sumie zajmuję się aktualnie nawet nie wiem iloma rzeczami jednocześnie i zaczynam zaliczać katastrofalne lagi. A tego nie lubię jak jasna cholera — słynąłem do tej pory z terminowości ale przy nawale zleceń i zadań, który na głowę mi się ostatnio zwalił, po prostu nie wyrabiam.</p>
<p>DTP zaczyna powoli w moim przypadku schodzić na plan dalszy. Firma, w której robię, czyni ekspansję w internecie a to dla mnie (między innymi dla mnie, na szczęście sprawami internetu zajmuje się ktoś inny ale i mnie pod projekty podłączono) oznacza ileśtam wyjazdów, ileśtam rozmów, kontrolowanie materiałów, które dla internetu (i nie tylko internetu) powstają i tak dalej.</p>
<p>Jedna z firm, dla których robię postawiła sobie w Szczecinku telebim i nagle okazało się, że trzeba ten czas emisyjny czymś wypełnić. W związku ze związkiem zaczynam solidnie rzeźbić w <a href="http://www.apple.com/iwork/keynote/" title="A co to takiego?">Keynote</a>, poznaję soft coraz lepiej i tak się zastanawiam, co ludzie widzą w tym PowerPoincie. Jest przy Keynote ubogi jak papa CoSTa po zapłaceniu rachunków. Kawał fajnego softu i jeden problem, z którym radzę sobie nieco na około — słynne już (po ilości jęczenia w necie sądząc) washoutowanie filmików z tego programu wypuszczanych. Zainstalowałem sporo kodeków i przy okazji odkryłem <a href="http://www003.upp.so-net.ne.jp/mycometg3/" title="Najważniejsza Strona w Internecie">Najważniejszą Stronę w Internecie</a> czyli pakiet z enkoderami dla Maka, do których pewnie niejedna gęba się uśmiechnie. Za free, działają świetnie i generalnie polecam jak diabli bo to kawał pięknej koderskiej roboty. Tak czy inaczej nowe skille związane z tym całym bałaganem papie przybyły. I dobrze. Po zapoznaniu się z Keynote czas będzie na przesiadkę na jakiś soft do czynienia wideo i zaoferowanie potencjalnym reklamodawcom usług na odpowiednim poziomie. Dodatkowa rubryczka w zakładce „skille” w związku z tym się zapewne wypełni. I — jako się rzekło — dobrze. Najgorzej, że tym całym telebimem trzeba zarządzać, pisać oferty, szukać reklamodawców do wypełnienia czasu i zarobienia conieco na inwestycji… Bronię się przed tym rękami i nogami ale i tak rykoszetami wracają te zagadnienia i coś trzeba będzie z tym zrobić. Dobrze, że w kilka osób udało nam się stworzyć taki nieformalny zespół, który całkiem dobrze sobie chyba radzi choć warunki mamy naprawdę ekstremalne. Kto pracował w dużej firmie ten wie, jak bardzo wszelką kreatywność zeżreć może wewnętrzna biurokracja i korporacyjna inercja. Ale się nie damy! :)</p>
<p>DTP, telebimy, internety… Namnożyło nam się ostatnio różnych zadań z różnych dziedzin i zarówno ja, jak i moi koledzy z roboty w nich siedzący, poczuliśmy potrzebę wyodrębnienia ze struktur korpo jakiegoś osobnego, reklamowo-marketingowego bytu. W poniedziałek mam spotkanko z prezesem, na którym szepnę mu słówko o zrobieniu nowej spółki w ramach holdingu. Jakiegoś szefa tego bałaganu trzeba będzie znaleźć i mam ogromną nadzieję, że szybko jakiś marketingowy as z zacięciem do szefowania się na rynku pracy znajdzie. Bo potrzeba nam takiego właśnie asa bardzo. Stado bez przywództwa jakoś sobie radę daje ale jest ogromna różnica między „dawać sobie jakoś radę” a „być fakin gazelą i gepardem biznesu w jednym” :). Jest na sali jakiś potencjalny szef? Namiary poproszę…</p>
<p>A więc u mnie robota, robota i robota… Zaległe dni urlopu jakoś nie mogą być wykorzystane bo nie ma na to po prostu czasu. Nawet siedząc w tej chwili, mając już wszystkiego dosyć i w końcu klepiąc coś na bloga nie mam pustych przebiegów — uploaduję dwa billboardy i jakieś okleiny okien na serwery i tylko przytupuję z niecierpliwości w oczekiwaniu na koniec, bym mógł polecieć do domu i nieco odsapnąć.</p>
<p>W sobotę skoro świt śmigamy do Jeleniej Góry. A biorę da Majka pod pachę, wsadzamy się w autobus i gnamy do dziadków. Na coś fajnego babcię naciągniemy, zeżremy jakąś pizzę, poczujemy co to znaczy nie martwić się wydawaniem na żarcie aby coś do pierwszego zostało i pokrzepieni tym  światowym uczuciem wrócimy w niedzielę do Poznania. Przywożąc przy okazji samochód, który już u nas na stałe zostanie.</p>
<p>Ano, od jutra staję się <strong>człowiekiem zmotoryzowanym</strong>!</p>
<p>Czyli kolejne wydatki, kasa na naprawy, ubezpieczenia, lanie paliwa… Życie pizga jak mawia mój druh Ginter. No cóż, zachciało się wozić tyłek na treningi i basen, to trzeba za wygodę płacić. Ale już teraz lojalnie ostrzegam — samochód będzie służył głównie Dorophie. O ile zrobi sobie prawo jazdy. A Doropha jest z tych kierowców, którzy na skrzyżowaniach zamykają oczy by się nie stresować tym strasznym i skomplikowanym ruchem. Problem w tym, że ona sobie to prawko zrobi (bo uparta jest i celu dopina zazwyczaj) i w końcu samochodem na ulice Poznania ruszy. A wtedy miejcie się WSZYSCY na baczności :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/09/to-ciezki-tydzien-byl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedurlopowo mi</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/07/przedurlopowo-mi/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/07/przedurlopowo-mi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Jul 2010 07:06:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Aikido]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Urlop]]></category>
		<category><![CDATA[Wyjazd]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=5283</guid>
		<description><![CDATA[Jutro rozpoczynam krótki bo krótki ale w zamyśle mocno intensywny urlop. Zawsze moje przedurlopowe dni wypełnione są górą roboty, która oczywiście musi być zrobiona przed wyjazdem bo przecież nie można tego tygodnia czy dwóch poczekać i zrobić ulotkę czy etykietę jak człowiek. Efekt jest taki, że robię trzy tony rzeczy dziennie a każdą na odwal [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jutro rozpoczynam krótki bo krótki ale w zamyśle mocno intensywny urlop. Zawsze moje przedurlopowe dni wypełnione są górą roboty, która oczywiście musi być zrobiona przed wyjazdem bo przecież nie można tego tygodnia czy dwóch poczekać i zrobić ulotkę czy etykietę jak człowiek. Efekt jest taki, że robię trzy tony rzeczy dziennie a każdą na odwal się bo gdybym miał temu poświęcić choć odrobinę więcej uwagi, nigdzie bym nie ruszył.</p>
<p>Ale ruszam! Wyjazd w piątek, śmigam w okolice porosyjskiego dziedzictwa czyli do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Borne_Sulinowo" title="Conieco o Bornym Sulinowie">Bornego Sulinowa</a> gdzie z racji samych historycznych naleciałości tego miejsca piło się będzie pewnie dobrze. Choć z tym piciem to jeszcze zobaczymy bo po trzech treningach dziennie mogę mieć wszystkiego dosyć. Aikido potrafi cholera zmęczyć :)</p>
<p>TAK, jadę przez ponad tydzień ćwiczyć dźwignie, chwyty, kopy, walnięcia z basi, półobroty, piruety i co tam ostatnio dublerzy Stevena S. w temacie Aikido w filmach pokazywali. Efekt założony jest jeden: schudnąć conieco. Techniką obalania kolegów, koleżanek i flaszek zajmę się w międzyczasie ale celem głównym wyjazdu jest zrzucenie z pięciu kilo a jeśli się uda, to i z siedmiu. W tym celu poczynione zostały już przeze mnie odpowiednie przygotowania — aby nie żreć za dużo wziąłem i wydałem kasę przeznaczoną na wyjazd na czipsy i browary więc pokusy żadne mnie tam nie czekają. Czipsy i browary już zżarłem i wypiłem więc nawet nie mogę se pokusy w kieszeń wsadzić. Byłoby to o tyle trudne, że przez ten tydzień z okładem chadzał będę w przepięknym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Keikogi" title="A to co to?">keikogi</a>, które po pierwszym dniu pewnie przestanie już być piękne i które jak by nie patrzeć kieszeni nie ma. Brak kieszeni = brak pokus więc jeśli coś rzucacie (palenie, picie czy co tam innego) zaszyjcie je sobie i zobaczycie, jak wkur*** potrafi być brak kieszonki tu i ówdzie (a zwłaszcza ówdzie).</p>
<p>Obiecuję na ile się da opisywać, co mi tam robią w tym zamieszczać zdjęcia złamań otwartych. Mam też nadzieję na to, że taka ostatnia dupa ze mnie w tej grupie nie będzie i to ja będę przyczyną czyjegoś bólu i osobistej tragedii, co oczywiście także uwiecznię i opublikuję w imię so called „społeczeństwa informacyjnego”. W każdym bądź razie przez najbliższy tydzień z okładem na blogu zagości Aikido i jęczenia o dupowatości mojej.</p>
<p>Darz Borne Sulinowo papo CoSTo! Pot, krew, łzy, zero chwały i złamania otwarte na ciebie czekają!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/07/przedurlopowo-mi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co tam panie w polityce…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/07/co-tam-panie-w-polityce-3/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/07/co-tam-panie-w-polityce-3/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jul 2010 15:55:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4682</guid>
		<description><![CDATA[Ciężko orzec, czemu ma służyć cisza wyborcza ale tym razem nie zamierzam się wyborami gorączkować. Są nudne jak flaki z olejem, obydwaj kandydaci dla mnie nieakceptowalni więc zwyczajowo będę wybierał mniejsze zło. Kiedyś dla odmiany z chęcią wybrałbym większe dobro ale cóż, jak się nie ma co się lubi to się wybiera, co się ma. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciężko orzec, czemu ma służyć cisza wyborcza ale tym razem nie zamierzam się wyborami gorączkować. Są nudne jak flaki z olejem, obydwaj kandydaci dla mnie nieakceptowalni więc zwyczajowo będę wybierał mniejsze zło. Kiedyś dla odmiany z chęcią wybrałbym większe dobro ale cóż, jak się nie ma co się lubi to się wybiera, co się ma.</p>
<p>Tydzień prawie nie ruszałem bloga i były po temu powody rozliczne. Po pierwsze: praca. Mam jej coraz więcej i szczerze mówiąc bardzo mnie to cieszy. Robię rzeczy ciekawe, uczestniczę w fajnych projektach, zacząłem podróżować po kraju i ogólnie robota sprawia mi kupę satysfakcji. Autentycznie cieszy mnie to, co robię i w czym uczestniczę. Natomiast nie cieszy mnie wynagrodzenie, które za to dostaję i trzeba będzie po urlopie poważnie pogadać z naczalstwem bo tak dalej być nie może. Roboty coraz więcej, odpowiedzialności także ale jakoś pieniądze nie chcą za tym iść. To ulegnie zmianie, nie ma bata.</p>
<p>Po drugie: mundial. Załapuję się co prawda tylko na wieczorne meczyki ale i tak mnie wciągnęło. W piłce kopanej jest coś magicznego i potrafi wessać na całego. Te wieczorne sesyjki z piłeczką, podręcznym i zimnym piwkiem to jest to, co faceci lubią najbardziej :).</p>
<p>Po trzecie: rodzina. Co prawda jakichś szczególnych obowiązków rodzinnych nie mam ale i tak codzienna rutyna do siadania wieczornego przed netbookiem jakoś nie skłania. Poza tym jakoś nie mam serca ostatnio do siadania do komputera jakiegokolwiek. Komputer to praca. W domu chciałbym coś bardziej cool i wygodnego w użyciu w wyrze :).</p>
<p>Po czwarte: mocno letnie klimaty. Wieczorkiem taras, browarek, paplanie z żoną i takie tam pierdoły, które skutecznie od bloga mnie odciągają. A tekstów mam do napisania kilkanaście co najmniej bo na tyle się notatek zebrało. Może z czasem…</p>
<p>A co tam u nas w ogólności? Gutek rośnie nam wielki, zdrowy i po prostu cudowny. Ten koleś to ideał niemowlaka po prostu — nie ma babki, w której nie wzbudziłby matczynych uczuć i chęci ściskania, miętoszenia i podziwiania jego krągłości. Faceci oglądający mojego syna czują od razu szacun wielki dla jego postury i podziwiają wgłębienia, jakie zostawia tyłkiem swoim w naszych panelach :). Doropha zmieniła po raz kolejny robotę, zarabia więcej ode mnie i już cieszę się na perspektywę bycia jej utrzymankiem :). Da Majek skończył rok szkolny, w uwagach pani wychowawczyni napisała, że dziecko powoli się ubiera i myli stronę lewą z prawą czyli odkryła naszą prywatną Amerykę, z którą do czynienia mamy dokładnie codziennie. Ale do pierwszej klasy dzieciaka nam puścili czyli Majka jakaś głupia nie jest i powinna sobie poradzić. Póki co mała korzysta z wakacji czyli niszczy baterię w iPodzie grając we wszystko co się da i siedzi na dworze do jakichś późnych godzin wieczornych.</p>
<p>Zapomniałbym — dostałem w końcu urlop i ruszam w przyszłym tygodniu na tygodniowy obóz, na którym będę poznawał tajniki aikido. Będę dostawał tam bęcki, będę miał trzy treningi dziennie i mam nadzieję, że dam rady w ogóle wrócić o własnych siłach. Póki co wzmacniam się piwem ale za dobre słowo na drogę się nie obrażę :).</p>
<p>To mniej więcej tyle. Jak widać standardowo ale ostatnio przy okazji także całkiem wesoło. Humory nam dopisują, zdrowie także, mamy fajne roboty, cudne dzieciaki, starczy nam na życie i lekkie conieco ponad więc jest dobrze. I oby tak dalej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/07/co-tam-panie-w-polityce-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>IAB ShowCase „Panorama poznańskiego rynku interaktywnego” — podsumowanie</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/06/iab-showcase-panorama-poznanskiego-rynku-interaktywnego-podsumowanie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/06/iab-showcase-panorama-poznanskiego-rynku-interaktywnego-podsumowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Jun 2010 16:11:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4667</guid>
		<description><![CDATA[Ano byłem dziś na tej konferencji, w której zasadniczo chodziło o to, by pokazać kilka — jak lubią to nazywać marketoidy — kejsów różnych. A po ludzku i po polsku: chodziło o to, że zaprezentowało się marketoidom (czyli jak by nie patrzeć także i mnie :)) kilka firm, które prócz autopromocji zaprezentowały w większej lub [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ano byłem dziś na tej konferencji, w której zasadniczo chodziło o to, by pokazać kilka — jak lubią to nazywać marketoidy — kejsów różnych. A po ludzku i po polsku: chodziło o to, że zaprezentowało się marketoidom (czyli jak by nie patrzeć także i mnie :)) kilka firm, które prócz autopromocji zaprezentowały w większej lub mniejszej mierze swoje przypadki udanego mniej lub bardziej działania w internecie, polegającego na wciskaniu ludziom różnych rzeczy do kupienia. A jeszcze prościej — my marketoidy mieliśmy posłuchać o kilku ponoć udanych kampaniach promocyjnych w necie.</p>
<p>Spoko, dalej będzie gorzej a ilość akronimów na centymetr kwadratowy monitora Was porazi :).</p>
<p>Zaczął sprawiający wrażenie mało sympatycznego ale za to przystojny pan Mateusz Zyguła, który jest — cytuję z wizytówki — CEO &amp; Owner aka Dyrektor Generalny — Właściciel firmy Widzialni.pl. Pan Mateusz pozastanawiał się, czy jakoś można kontrolować kampanie SEO i wyszło mu, że można, co — o dziwo — doskonale wychodzi jego firmie. Dobra, robię sobie jaja ale pan Mateusz przytoczył fajny kejs Skody i jak powalczyli przy okazji z Google, by im się ładnie wszystko w temacie Skody pozycjonowało. Dostaliśmy kilka rad, między innymi i taką, by nie stawiać kilku kopii strony bo może się to wszystko nieładnie skończyć w indeksach Boga Ojca Wszelkiego Internetowego Marketingu — papy Google. Panie Mateuszu, my som marketoidy. My gorsi od Żyda i na serwery z kopiami na pewno złotówki nie damy. Nie ucz pan ojców i matek dzieci robić :). Ogólnie prezentacja lekko blada i średnio przydatna, prowadzenie na tróję a całość zbyt rozwlekła.</p>
<p>Później na scenę wkroczyło Polskapresse z opowieścią o kampanijnym współdziałaniu wielu rodzajów mediów. Czytaj: tych, które oferuje Polskapresse. Zerkając w notatki widzę między innymi taki zapis: „Połowa czasu to prezentacja samych siebie. Kaman, gadaj do rzeczy chłopie!” i to pretty good sums it all że się tak anglojęzycznie wyrażę. Zamiast fajnych kejsów dostaliśmy nudnawą autopromocję, której pan Dariusz Prus nie poprowadził w sposób interesujący. Z notatek: „O mamo, śpię” mówi chyba wszystko. W pewnym momencie na scenę wpadła pani Anna Ziółkowska, która prezentowała kejs ale chyba nieco przedobrzyła z anglicyzmami. Generalnie marketoidy i okolice nie potrafią mówić po polsku, książeczki z regułkami najwidoczniej wyżarły umiejętność posługiwania się ojczystym językiem o czym przekonało mnie soczyste „corem całej akcji jest internet” w wykonaniu pani Anny. Tak, chodziło o „core”… Prezentacja słaba, przegadana i po prostu nudna. Ale przede wszystkim — nie na temat. Ja rozumiem, że trzeba walnąć autoprezentację ale to już było przegięcie. 20 minut słuchałem o Polskapresse i owegoż zajebistości i możliwościach ale jakoś nie pokazano mi konkretnych efektów owej zajebistości.</p>
<p>Później na scenie pokazało się GoldenSubmarine i od początku prezentacji zrobiło się fajnie. Żywa formuła, animacje, fajny pomysł na prezentację swojej koncepcji… O to chodzi! Prezentacja była prowadzona w dobrym tempie, pan Grzegorz Krzemień i pani Marta Krysik byli przygotowani jak trzeba, slajdy korespondowały z treścią i odwrotnie — słowem, profeska. No i pokazali kejsy, dla których przecież tam przybyliśmy. Kilka pomysłów na ciekawe kampanie GoldenSubmarine pokazało i oglądało się to naprawdę dobrze. Zdecydowanie jedna z lepszych prezentacji.   </p>
<p>Prezentacja Goldenów minęła szybko i na scenę wszedł pan Michał Grzybkowski  z Beyond.pl. No i tu się zaczął kochani jeden wielki konkret. Prezentacja poprowadzona została świetnie po prostu, pan Michał pokazał o co w tym całym biznesie serwerowym chodzi i z jakiego typu problemami może się marketoid zmierzyć, gdy mu daj boże kampania wyjdzie lepiej, niż zamierzał (czytaj: kasę bulić będzie musiał). Moim skromnym zdaniem to była najlepsza prezentacja całego spotkania, która przywróciła mi wiarę w sensowne wykorzystanie Power Pointa. Jasne, klarowne slajdy podkreślające tylko to, co człowiek miał do powiedzenia. A mówił niedługo i interesująco pokazując nam kejsa strony Komorowskiego, z którą wyczyniały się fajne rzeczy. Bardzo przekonujące to było i pozwoliło pewnie na doszacowanie budżetów kolokacyjnych :).</p>
<p>Później pojawili się na scenie panowie z MaxRoy.com, którzy mówili o SEO, pozycjonowaniach i o tym, jak zabrać się za problem wyszukiwarkowych zapytań dotyczących marki. Pan Tomasz Frontczak mówił o narzędziach Google, które można wykorzystać do przeróżnych celów i była to dla mnie poniekąd nowość. Do tych pierdół można podchodzić naprawdę kreatywnie! Fajnie też panowie mówili o potrzebie przewidywania trendów i potrzebie dostarczania treści przed organizowaniem eventów i ładnie to zobrazowali danymi statystycznymi. Ogólnie — dla marketoidów prezentacja była bardzo fajna i pewnie niektórych mocno podnieciła bo było kilka cyferek.</p>
<p>Następny z prezentacją wystąpił pan Jarosław Przybyła, CEO („CEO” jest chyba teraz na wizytówkowym topie) firmy Mobijoy!. Po dwóch naprawdę dobrych prezentacjach zostaliśmy na dzieńdobry poczęstowani wyjętą wprost z poradników „Jak zrobić prezentację” papką, której końca nie było widać. Z notatek: „Facet bardzo chce złamać formułę typowej prezentacji. Szkoda tylko, że o tym nam mówi (tak chyba w książkach było). Do rzeczy kierwa!”. I już chyba czujecie bluesa. Pan Jarosław mówił o marketingu mobilnym (komórki i takie tam inne) ale robił to w sposób tak mało konkretny, tak nieprzygotowany i tak niewarty uwagi, że aż szkoda gadać. Mówił o wykorzystaniu Bluetooth do wysyłania komunikatów marketingowych ale konia z rzędem temu, kto wskaże mi kogoś, kto ma BT w ogóle uruchomione. Nie znam nikogo, kto lata z telefonem z odpalonym BT przez cały czas. Niestety CEO nie wspomniał jakoś obszerniej o reklamie w aplikacjach na tzw. smartfony a szkoda wielka. W ogóle miałem wrażenie, że CEO mówiąc „komórka” miał na myśli Nokię z zeszłej epoki, na której uruchomienie javowej aplikacji to szczyt nowoczesności i możliwości. Sorry CEO, mamy Androida, iOS, MeeGo, Bada, Symbiana i pewnie kilka innych jeszcze systemów, które oferują coś więcej niż pobranie gierki za SMSa. Jak pewnie zgadliście niezbyt wysoko oceniam tę prezentację. Nudna, nic nie wnosząca, żadnego kejsa…</p>
<p>Po nudzie nastał czas na rozrywkę — na scenę wkroczył pan Maciej Skrzypczak z Interactive Solutions i sprzedał nam kejsa bliskiego sercom każdego gracza: promocję gry Alan Wake w Polsce. Opowiadał rzeczy fajne a kejs był modelowym przedrukiem tego, co zrobili chłopcy od promocji Cloverfielda (taki film z potworem rozpieprzającym Nowy York). Bardzo fajna prezentacja prowadzona może nieco zbyt niepewnie (trochę się to panie Macieju na wiarygodności odbija, trzeba ten element dopracować) ale sam kejs bardzo smakowity i ładnie unaoczniający, jak duża może być społecznościowa siła internetu. Fajne, nie przegadane, wizualnie ciekawe… Niezła prezentacja.</p>
<p>Po grach przyszła kolej na wydawców. Na scenie pojawili się panowie Krzysztof Beniowski i Bartosz Wysocki z Agory, którzy opowiadali między innymi o standardach reklamy w internecie. Chodzi o techniczne standardy i że w końcu zaczęto nad nimi pracować. Co z tego wyjdzie — zobaczymy ale co do samej prezentacji, to znów sięgnę po notatki: „Bardzo źle przygotowana prezentacja”… I to było niestety bardzo widoczne. Niby Agora, niby wydawca duży a do przygotowania prezentacji panowie chyba nie przysiedli jak trzeba. W pewnym momencie już nie mogłem tego słuchać a zanotowałem sobie: „Kuźwa, puściliby kawałek keynote Jobsa o iAd i prezentacja byłaby załatwiona — byłoby szybciej i bardziej efektownie”. Panowie nawijali nam o czymś, co papa Jobs powiedział nam już jakiś czas temu — że reklama ma budzić jakieś emocje, interakcję itd. Sorry ale odgrzewany kotlet nie smakuje najlepiej. Niefajna, taka nieco rozpieprzona i bez suspensu prezentacja. Szkoda bo temat bardzo ciekawy.</p>
<p>Na koniec na scenie pojawił się pan Tomasz Dura (OGROMNE brawa za oldschoolowe „Prezes Zarządu” na wizytówce (bardzo fajnej zresztą)) z firmy eFRESH. Tu był konkret i to, o co chodziło organizatorom — kejs, przedstawienie owego, metody działania, wnioski. Z pruskim wręcz drylem pan Tomasz opowiadał o działaniach związanych z Programem 14 dni realizowanym przez jego agencję dla Nestle. I to był kochani konkret. Do zmęczenia, do przynudzenia lekkiego ale konkret, który wbił się do głowy. Prezentacja solidna, bez fajerwerków ale przygotowana dla ludzi, którzy chcieli zobaczyć jak z problemami radzą sobie agencje i jakich problemów mogą się sami spodziewać wymyślając jakieś swoje działania w internecie. Good stuff.</p>
<p>I to by było tyle w temacie prezentacji. Później panowie z Beyond.pl wzięli nas na wycieczce po swojej serwerowni i chwalili się swoimi zabawkami. Na mnie szczególne wrażenie zrobił jebudu wielki generator, który w przypadku padu zasilania napędzi te tysiące serwerów. Świetnie się tę serwerownie zwiedzało i szacunku człowiek zaraz nabiera dla adminów, którzy muszą tam siedzieć godzinami i jakoś z tą całą elektroniką żyć.</p>
<p>Podsumowując: dobra organizacja, IAB spisał się dobrze, niektórzy prelegenci mogliby się spisać lepiej ale całość dostarczyła mi sporo materiałów do przemyśleń o strategii zaistnienia firmy, w której robię, w tak bogatym w możliwości medium, jakim jest internet. Naprawdę, good stuff. No i za free co pozwoliło mi się nachlać kawy, coli i nażreć ciastek :).</p>
<p>Jeśli ktoś ciekaw agendy, <a href="http://www.iabpolska.pl/20100601391/iab-showcase-poznan-22-czerwca-hotel-andersia.html" title="Agenda spotkania">o tutaj wisi sobie ona</a> (na bardzo nieciekawej stronie tak swoją drogą).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/06/iab-showcase-panorama-poznanskiego-rynku-interaktywnego-podsumowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W delegacji…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/06/w-delegacji/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/06/w-delegacji/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Jun 2010 21:51:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Wyjazd]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4659</guid>
		<description><![CDATA[Zostawiłem dzieci, żonę, kota, dom, chudobę i co tam jeszcze. Za wzywającym rykiem szefa podążyłem niczym ten leming w kierunku zachodzącego słońca czyli na południe od Poznania i po pięciu godzinach w samochodzie wysiadłem w fajnym miejscu. Miejsce nazywa się Pałac Izbicko i wygląda tak: Ładnie tu jak cholera, mają tu internet, który działa dziwnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="float:right; margin:0 0 10px 15px; width:240px;">
		<img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/06/20100616-izbicko.jpg" width="240" />
		</p><p>Zostawiłem dzieci, żonę, kota, dom, chudobę i co tam jeszcze. Za wzywającym rykiem szefa podążyłem niczym ten leming w kierunku zachodzącego słońca czyli na południe od Poznania i po pięciu godzinach w samochodzie wysiadłem w fajnym miejscu. Miejsce nazywa się <a href="http://www.palacizbicko.pl/" title="Strona hotelu">Pałac Izbicko</a> i wygląda tak:</p>
<div id="attachment_4660" class="wp-caption aligncenter" style="width: 235px"><a href="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/06/20100616-izbicko.jpg" title="Pałac Izbicko"><img src="http://costa.info.pl/wp-content/uploads/2010/06/20100616-izbicko-225x300.jpg" alt="Pałac Izbicko" title="Pałac Izbicko" width="225" height="300" class="size-medium wp-image-4660" /></a><p class="wp-caption-text">Pałac Izbicko</p></div>
<p>Ładnie tu jak cholera, mają tu internet, który działa dziwnie ale mimo wszystko działa, mają tu dobrą wodę i całkiem zimną swobodnie lecącą z kranu (straszne gówno dają nam do picia w Poznaniu w porównaniu do tego, co dają tutaj), mają całkiem sympatyczne pokoiki a łazienki są czyste, schludne i w ogóle. Tak, robię frikową reklamę ale jeśli ktoś szuka w okolicach Strzelec Opolskich miejsca do przekimania, to całkiem niedaleko Strzelec znajdzie właśnie ten pałacyk. Może komuś się info przyda.</p>
<p>A tak poza tym to odkleili mnie od komputera i pogonili w delegację. Będziem słuchali kazania prezesa o tym, jak to w dwa miesiące mamy wdrożyć projekt, na który w normalnych firmach terminy oscylowałyby w okolicach roku. Będzie pewnie profilaktyczne opieprzanie, groźby i obietnice potu, krwi, łez i zapowiedź zawieszenia urlopów by z terminem się wyrobić. Ale Kronospan to nie jest normalna firma więc w sumie nie ma się co dziwić i trza wnioski urlopowe składać by z lata skorzystać :). Mój został złożony i czeka na rozpatrzenie. Jak się uda, to przede mną ponad tydzień intensywnego trenowania na obozie aikido. Trzy treningi dziennie powinny zrobić ze mnie nie lada połamańca, który gdy tylko się nieco podleczy, będzie w firmie wprowadzał normalność. Obmyśliłem bowiem sposób taki, że wysłanie szefowstwa na przymusowe L4 związane ze złamaniem karku powinno pozwolić wdrożyć procedury naprawcze. Taaak, ze mnie byłby prezes co się zowie :).</p>
<p>A więc jutro dowiem się, co mi zrzucą na głowę. Wiem tylko tyle, że będzie tego DUŻO. No nic, przynajmniej zwiedziłem jeden hotel więcej a to zawsze +1 do punktów doświadczenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/06/w-delegacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyjazdy i rozjazdy</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/03/wyjazdy-i-rozjazdy/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/03/wyjazdy-i-rozjazdy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 07:19:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4497</guid>
		<description><![CDATA[Od jakiegoś już czasu robię w swojej firmie za zwierzę detepowo-marketoidowe. Taki miks zafundowano mi po wylaniu mojego szefa, którego obowiązki musiały w związku z tym zejść w hierarchii nieco niżej (szkoda, że nie poszły za tym i pieniądze no ale cóż począć poza tupnięciem nóżką?) i dostało się kilku osobom po ich czasie pracy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od jakiegoś już czasu robię w swojej firmie za zwierzę detepowo-marketoidowe. Taki miks zafundowano mi po wylaniu mojego szefa, którego obowiązki musiały w związku z tym zejść w hierarchii nieco niżej (szkoda, że nie poszły za tym i pieniądze no ale cóż począć poza tupnięciem nóżką?) i dostało się kilku osobom po ich czasie pracy dodatkowo. Ot sytuacja jakich wiele w korporacjach chciałoby się rzec. W czym więc problem?</p>
<p>W sumie prócz permanentnego braku czasu i zmęczenia tak po prawdzie to w niczym. Właśnie siedzę nad dwoma projektami, które jakoś budżetuję, ugaduję i w temacie których odbywam spotkania. A w międzyczasie się uczę. Dużo, szybko i w najlepszy możliwy sposób, bo na żywej tkance wydawanego na promocję pieniądza. I widzę, jak bardzo brakuje mi wykształcenia kierunkowego, znajomości terminów odpowiednich, pewnego obycia z marketingowymi tematami.</p>
<p>Skutkiem ubocznym zaczynają być wyjazdy i spotkania. To dla mnie, siedzącego do tej pory na dupie przed kompem i pielęgnującego hemoroidy kolesia — nowość. Nie to, żebym miał jakieś w kontaktach z ludźmi problemy ale wyjazd polegający na przejechaniu połowy Polski, godzinnym pogadaniu i powrocie to dla mnie do tej pory była kompletna strata czasu i strasznie dupne podejście do zarządzania zasobami. Przekonałem się jednak, że kiedy takie spotkanie zaczyna dotyczyć całkiem sporych budżetów, zaczyna być widać sens tego całego bujania się po świecie. Po prostu nie wszystko da się załatwić przez telefon czy Skype. Czasem spotkanie oko w oko jest po prostu niezbędne.</p>
<p>Zaczyna mnie to fascynować. Oderwanie granatem od komputera przez moją firmę początkowo traktowałem jak zamach na siebie i swoje zasiedziane królestwo. Jednak przekonawszy się naocznie, jak bardzo potrafi być taka zmiana inspirująca i motywująca, zaczynam rozumieć ideę karuzeli stanowisk. Zbyt długie siedzenie w jednym miejscu to prócz hemoroidów także spore samoograniczenie. I nawet jeśli niezbyt mi się to podoba czasami, muszę przyznać, że takie zmiany w życiu trzydziestopięciolatka to całkiem fajna sprawa.</p>
<p>Niestety są i mniej fajne skutki owych zmian. Maili już praktycznie nie czytam, bloga już praktycznie nie prowadzę, na jakiekolwiek zajęcia pozapracowe i związane z rodziną czasu i chęci po prostu brak. Zasuwanie za dwóch kończy się w jeden przewidywalny sposób: zmęczeniem. Sytuacja jest owszem mobilizująca ale po iluśtam godzinach zasuwania człowiek ma chęć na reset i niewiele więcej. Wczorajsze fragowanie w Killzone 2 to właśnie taki przyjemny sposób na odreagowanie i wyłączenie myślenia, w zamian zaś przynajmniej na krótko włącza się aparat bluzgania i wyzywania Voytassa od ostatnich za ciągłe wsadzanie śrutu w plecy :). Niezbyt to twórcze ale na twórczość po prostu nie mam ochoty.</p>
<p>Zapowiadają się w mojej pracowej „karierze” zmiany mniejsze i większe. Ciekawym bardzo, jakie będzie to miało przełożenie na dotychczasowy tryb życia. Póki co średnio mnie się te zapowiedzi zmian podobają. Stałe uczucie wypompowania i wynikająca z niego niechęć do robienia czegokolwiek nie są sposobem na życie. Jeśli dalej będzie to brnęło w jakimś nieustalonym kierunku, zapewne dokonam jakiejś małej pracowej rewolucji i albo zmienię robotę (idę do brata kopać rowy, płaci całkiem nieźle a robota ma same plusy :)), albo wydarzy się coś jeszcze innego. Ciekaw jestem bardzo, co to może być…</p>
<p>BTW — kto powiedział, że na klawiaturze iPhone nie da się pisać? Zapieprzam na tym aż miło patrzeć :). Wpis powstał dosłownie między przesiadkami…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/03/wyjazdy-i-rozjazdy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Praca — przekleństwo czy błogosławieństwo?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/02/praca-przeklenstwo-czy-blogoslawienstwo/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/02/praca-przeklenstwo-czy-blogoslawienstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Feb 2010 12:38:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4489</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio dostaję w robocie ostro w wydajnościowy tyłek. Sytuacja jakich pewnie w wielu firmach wiele — wylatuje twój boss, jego obowiązki spadają na innych (w tym i ciebie), dostajesz na twarz zadania, o których nie masz większego pojęcia i jakoś musisz się w tym odnaleźć. Mówiąc szczerze dosyć to motywujące doznanie jest i sprawia nawet [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio dostaję w robocie ostro w wydajnościowy tyłek. Sytuacja jakich pewnie w wielu firmach wiele — wylatuje twój boss, jego obowiązki spadają na innych (w tym i ciebie), dostajesz na twarz zadania, o których nie masz większego pojęcia i jakoś musisz się w tym odnaleźć.</p>
<p>Mówiąc szczerze dosyć to motywujące doznanie jest i sprawia nawet całkiem sporo frajdy. Tyle, ile nauczyłem się w ciągu ostatniego tygodnia, pewnie i przez pół roku nie wciągnąłbym na studiach. Wiedza najlepsza z możliwych, z pierwszej ręki, z linii frontu dosłownie, ciepła, pachnąca i aż prosząca się o konsumpcję. Do tego w dużych ilościach i z widokami na jeszcze tych ilości zwiększenie. Nauka przez praktykę to jednak najlepszy sposób przyswajania czegokolwiek i na własnej skórze przekonuję się, że nie ma nic lepszego, niż kilka motywacyjnych szturchnięć do napięcia muskułów i dania z siebie sporej dawki energii na ogarnięcie tego całego bałaganu.</p>
<p>Oj tak, praca potrafi być motywująca, potrafi być motorem zmian, do których dojrzewałbym pewnie latami. Pod tym względem to niekwestionowane błogosławieństwo — motywuje do rozwoju, do parcia do przodu, do wyostrzenia zmysłów i uruchomienia tych wszystkich męskich przymiotów, które śpią w nas ululane bezpieczeństwem i wygodną dzisiejszej egzystencji. Człowiek staje się drapieżny, czujny, chętny do podejmowania wyzwań i nawet jeśli czasem dostanie po łbie, to podniesie się i pójdzie dalej rozpychając się łokciami i walcząc z przeciwnościami. Praca stała się dla nas, wygodnych byłych myśliwych w papciach, sposobem na używanie naszych związanych z agresją, przemocą i chęcią władania (a wszystko dla zapewnienia bytu) instynktów. Praca dostarcza adrenaliny, dostarcza bodźców, dostarcza satysfakcji z wygranej i smutku z przegranej. W jakiś dziwaczny i pokrętny sposób telefon może stać się narzędziem walki a mysz i klawiatura zbroją. I to jest błogosławieństwo pracy — to natężenie doznań i wyrwanie z codzienności papciów.</p>
<p>Ale jest i druga strona medalu. To owej pracy przekleństwo. Co nim jest? Dla mnie — pewna fikcja tych zachowań, pewna umowność, oszustwo, jakie dokonuje się na swoich instynktach i najgłębszych, zapisanych w genach potrzebach. Stoczona walka na myszkę i telefon dostarcza frajdy ale podskórnie czuję, że o nie o taką frajdę chodzi. Zwycięstwo z bezwładem i korporacyjną inercją dostarcza adrenaliny (zaprawdę powiadam Wam, w firmie, w której robię jest to Duży Problem) ale z tego zastrzyku niewiele wynika.</p>
<p>Różne są motywacje podjęcia pracy z czego najbardziej oczywista to chęć zarobienia pieniędzy, co ma zaspokoić wewnętrzny imperatyw zapewnienia bytu sobie i bliskim. Problem w tym, że to wszystko odbywa się zbyt moim zdaniem wirtualnie, by mieć jakiś faktyczny związek z zaspokajaniem tych genetycznie zaprogramowanych potrzeb. Walka w pracy dostarcza satysfakcji ale po czasie okazuje się, że jest to bardzo powierzchowna satysfakcja, bardzo płytka, nie przynosząca pełni doznań, do odczuwania których wyewoluowaliśmy. Być może problemem jest zbytni postęp i niemożność dostosowania się do coraz większej wirtualizacji życia. A być może problem tkwi tylko we mnie. Jak by nie było, brakuje mi pewnej fizyczności w doznaniach płynących z pracy. Brakuje mi trofeów. Nie uznaję pieniędzy za takowe — to tylko kolejny ze środków służących zdobyciu rzeczy, artefaktów, zapewnieniu bytu u jego podstaw. Ale pieniądze nie są trofeum samym w sobie. Raz są, raz ich nie ma (zazwyczaj niestety ich nie ma) ale o niczym nie świadczą. W głębi swojego DNA jestem łowcą i potrzebuję doznań daleko wykraczających poza oglądanie stanu konta.</p>
<p>Zaczynam rozumieć miłośników sportów ekstremalnych pijanych adrenaliną. To właśnie ta potrzeba gna ich do robienia rzeczy, których ja bym nie zrobił. Rozumiem to choć instynkt samozachowawczy mówi mi, że to, co ludzie robią czasami w poszukiwaniu doznań bywa po prostu głupie. Słucham swojego instynktu bo to najlepszy doradca i po prostu ma rację. Tenże instynkt mówi mi też, że na dłuższą metę próba zaspokojenia swoich archetypicznych pragnień za pomocą wyzwań stawianych przez pracę nie ma po prostu żadnego sensu. Dlaczego? Ze względu wspomnianą wirtualność pracy i ulotność doznań przez nią oferowanych.</p>
<p>Praca oferuje mi etykietę zastępczą na opakowanie. Surogat tego, o co w życiu mężczyzny chodzi. Udawane, ulotne, nie pozostawiające większych śladów doznanie, które z podskórnie i genetycznie wyczuwanym sensem życia nie ma nic wspólnego. Praca nie jest więc ani przekleństwem, ani błogosławieństwem. Jest stanem, po którym czuje się tylko zmęczenie.</p>
<p>Tak jak to właśnie czuję teraz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/02/praca-przeklenstwo-czy-blogoslawienstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ufff… Koniec koszmaru. Po Budmie.</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/01/ufff-koniec-koszmaru-po-budmie/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/01/ufff-koniec-koszmaru-po-budmie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 08:06:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4415</guid>
		<description><![CDATA[Skończyło się. Nareszcie! To były jedne z najkoszmarniejszych dwóch tygodni, jakie kiedykolwiek przeżyłem. Nawał roboty miałem po prostu kosmiczny a terminy to była czysta abstrakcja. W pewnym momencie złapałem się na tym, że strzelam z siebie projektami z szybkością jakiejś niewielkiej agencji reklamowej. Problem w tym, że jestem jeden jedyny i nie mam tu kurna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skończyło się. Nareszcie! To były jedne z najkoszmarniejszych dwóch tygodni, jakie kiedykolwiek przeżyłem. Nawał roboty miałem po prostu kosmiczny a terminy to była czysta abstrakcja. W pewnym momencie złapałem się na tym, że strzelam z siebie projektami z szybkością jakiejś niewielkiej agencji reklamowej. Problem w tym, że jestem jeden jedyny i nie mam tu kurna nikogo więcej do pomocy, co niestety skończyło się obrazkiem jak z koszmaru każdego detepowca czyli wskanowywaniem próbek nowości kolorystycznych (tak, skanerem biurkowym za ok. 200 zyla :)) do świeżutkiego katalogu i wrzucaniem doń tłumaczeń owych nowości. Na godzinę przed deadline wyznaczonym przez drukarnię. Plikowanie draństwa to była po prostu mordęga a o korekcie tego osiemdziesięciostronicowego asa mogłem tylko pomarzyć. No i błędów poleciało w cholerę, za co miałem chyba wylecieć z roboty ale na szczęście mister prezes miał kupę spotkań i jakoś okazji do kopnięcia mnie w dupę mu nie starczyło. I dobrze, bo bym oddał. Znacznie, znacznie mocniej. Za całokształt i stan przygotowań do targów…</p>
<p>Anyway, narobiłem się. Na pracowego NASa za chwilę zacznę przenoszenie i indeksowanie całej tej góry danych, która po targach na dysku  mi się ostała. Tysiące fotek, setki tysięcy plików, kilkanaście filmów, kilkadziesiąt gigabajtów danych. Z tych wszystkich danych szczególnie w jednym przypadku jestem bardzo zadowolony. Ano, chodzi o <a href="http://costa.info.pl/2010/01/17/to-byl-ciezki-tydzien/" title="To był ciężki tydzień">wspomnianą już przeze mnie</a> swego czasu kolekcję Brilliance. Narobiłem się przy niej po pachy i mogę rzec, że od strony wizualnej to poniekąd moje dziecko. Owszem, i tu błędów sporo (w dzień słania do druku dostałem fizyczne próbki podłogi i jej kolorów i z dziką radością stwierdziłem, że skany kompletnie są nie na temat :)) ale ogólne wrażenie było chyba dobre. Faceci na stoisko się garnęli (co nietrudno zrozumieć) ale i kobitki rzucały hasłami, że im się podoba. Poniżej kilka fotek z ekspozycji i dwoma katalogami.</p>
<p><embed type="application/x-shockwave-flash" src="http://picasaweb.google.pl/s/c/bin/slideshow.swf" width="400" height="267" flashvars="host=picasaweb.google.pl&#038;captions=1&#038;hl=pl&#038;feat=flashalbum&#038;RGB=0x000000&#038;feed=http%3A%2F%2Fpicasaweb.google.pl%2Fdata%2Ffeed%2Fapi%2Fuser%2Fcosta.msm%2Falbumid%2F5430579764705019921%3Falt%3Drss%26kind%3Dphoto%26hl%3Dpl" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"></embed></p>
<p>Niestety moje dziecko wylatuje mi z rączek i leci do jakiegoś studia/agencji, która ma zadbać o dalszy rozwój marki. Szkoda kurczę bo miałem już dosyć klarowną wizję rozwoju tejże ale cóż począć, można się co najwyżej cieszyć, że sporo roboty mi z pleców spadło.</p>
<p>Jestem tymi dwoma tygodniami wykończony. Powinienem dziś robić bóg raczy wiedzieć jak wiele i jak szybko ale mam po prostu dosyć. W weekend zaliczyłem jeszcze trasę Poznań — Jelenia Góra — Poznań, z czego kurs powrotny wlekącym się opłotkami autobusem i szczerze mówiąc marzę o chwili wytchnienia. Siadłbym do bardzo zaniedbanego (za co bardzo przepraszam) bloga, nagrałbym w końcu z <a href="http://bronikowski.com/" title="Strona Opiego">Opim</a> tego cholernego podcasta, który nam się ciągle wymyka, napiłbym się w spokoju piwa, na trening bym skoczył jak biały człowiek…</p>
<p>Dupa, już dzwonią złamasy. Albo urlop, albo L4. Przynajmniej dzień. Tak dla zwykłego wyhamowania. No nic, może w przyszłym życiu :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/01/ufff-koniec-koszmaru-po-budmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To był ciężki tydzień</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Jan 2010 19:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Choroba]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Doropha]]></category>
		<category><![CDATA[Gutek]]></category>
		<category><![CDATA[Majka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4408</guid>
		<description><![CDATA[Nieźle, ostatni wpis na blogu miał miejsce siedem dni temu… Co się stało, że przez tydzień praktycznie tu nie zaglądałem i nie pisałem zwyczajowych głupot? Ano praca mnie dopadła. Ciężka, po 11–12 godzin dziennie siedzenia przed komputerem i składania różnych rzeczy na gwałt. Tydzień czegoś takiego potrafi wykończyć, powiadam Wam… Już niebawem rozpoczynają się ważne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nieźle, ostatni wpis na blogu miał miejsce siedem dni temu… Co się stało, że przez tydzień praktycznie tu nie zaglądałem i nie pisałem zwyczajowych głupot? Ano praca mnie dopadła. Ciężka, po 11–12 godzin dziennie siedzenia przed komputerem i składania różnych rzeczy na gwałt. Tydzień czegoś takiego potrafi wykończyć, powiadam Wam…</p>
<p>Już niebawem rozpoczynają się ważne dla firmy, w której robię, targi zwane <a href="http://www.budma.pl/pl/" title="Strona targów">Budma</a>. Jak co roku moje korpo bierze w nich udział choć na swój sposób — ostatnio zresztą coraz modniejszy wśród wielu firm. Zamiast bowiem wystawiać się na terenie targów, robi sobie ekspozycję z nowościami i miejsce spotkań w należącym do holdingu salonie <a href="http://www.maltatrading.pl/" title="Strona Malty Trading">Malta Trading</a>. Co roboty przy tych nowościach miałem, to moje…</p>
<p>W tydzień poskładałem kilka wydawnictw, w tym spory katalog (80 stron, nieźle) z panelami <a href="http://www.kronooriginal.com/" title="Strona podłogi">Krono Original</a> i zupełną nowość w ofercie — podłogi <a href="http://www.brilliancefloor.com/" title="Strona podłogi">Brilliance</a> (jak widzę wciąż wisi placeholder ale na targi powinna wystartować normalna strona). Brilliance doczekało się swojego katalogu, okołopodlogowych rzeczy w rodzaju pocztówek z dekorami i typowo ekspozycyjnych pierdół w stylu blend na ekspozytory. To samo z resztą dotyczyło kolekcji Krono Original, którą trzeba było okatalogować, okleić naklejkami, oblendować i zrobić te wszystkie setki pierdółek, które składają się na coś, co można nazwać ekspozycją. Nie wiem jakim cudem ale wygląda na to, że wszystko się uda i na dzień startu targów będzie gotowe.</p>
<p>Niestety koszt tej udanej (chyba) roboty jest dosyć wysoki — sporo stresu, mnóstwo siedzenia przed monitorem (iMac 24″ (ten starszy) ma jednak niezłą matrycę, oczy jakoś mi nie wypadły :)), sporo nerwów w kontaktach ze współpracownikami i ogólnie zadyma. Na szczęście z czasem chyba dochodzi się do wprawy i obrabiając już czwarty rok Budmę muszę przyznać, że siła każdej korpo to ludzie i tylko ludzie. Współpracuję z naprawdę świetnymi ludźmi, dzięki którym w ogóle to wszystko się jakoś turla.</p>
<p>W tematach rodzinnych ten tydzień to też mnóstwo ciężkiej pracy, tym razem dla Dorophy. Praktycznie sama (ja wracałem do domu późno i z jedynym marzeniem — walnąć się do wyra) opiekowała się dwójką chorych dzieciaków a chory Gutek to po prostu jakaś masakra na większą skalę. Nie mam pojęcia jak ona to wytrzymuje i jakim cudem tej dwójki po prostu nie zabija. Z Majką jeszcze jest spoko, przynajmniej do czasu, kiedy nie zaczyna jej się nudzić i kiedy nie zaczyna wpadać przez to na coraz to fajniejsze pomysły, by zwrócić na siebie uwagę. Ale Gutek… Oj, ten koleś to choleryk. I to wredny. Potrafi po prostu drzeć mordę nie wiadomo jak długo i doprowadzać tym do płaczu wszystkich w okolicy. Doskonale też wychodzi mu copółgodzinne budzenie się w nocy i — jakże by inaczej — darcie mordy, które jakimś cudem jeszcze nie doprowadziło Doroty do samobójstwa.</p>
<p>Jesteśmy zmęczeni. Wszyscy. To minie ale póki co jest średnio ciekawie. Jutro z samego rana nawiedzamy lekarzy (w międzyczasie jeden nawiedził nas, co skończyło się lekkim bankructwem) i zobaczymy, ile tym razem trzeba będzie zostawić w aptekach. Zaczynam powoli przekonywać się do homeopatii — wciskanie ludziom cukru wychodzi zdecydowanie taniej, niż wciskanie tych wszystkich zdobyczy nowoczesnej medycyny. Ot i powód popularności homeopatii — jedno opakowanie cukiereczków i już ma się czyste sumienie, że człowiek się leczy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/01/to-byl-ciezki-tydzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coroczne styczniowe szaleństwo — Budma</title>
		<link>http://costa.info.pl/2010/01/coroczne-styczniowe-szalenstwo-budma/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2010/01/coroczne-styczniowe-szalenstwo-budma/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 07:10:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4178</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się. Znów, jak co roku, zwyczajowo na ostatnią chwilę, zwyczajowo bez domknięcia kolekcji na czas, bez ich wyprodukowania i bez skanowania nowości kolorystycznych. Zwyczajowo Kronospan będzie ogłaszał premiery, które zwyczajowo będę musiał ubierać w szatki dosłownie w przeddzień targów. Zwyczajowo będzie stresu pod niebiosa (już jest), padnie mnóstwo wyzwisk, obietnice wypieprzenia z pracy, wracanie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczęło się. Znów, jak co roku, zwyczajowo na ostatnią chwilę, zwyczajowo bez domknięcia kolekcji na czas, bez ich wyprodukowania i bez skanowania nowości kolorystycznych. Zwyczajowo Kronospan będzie ogłaszał premiery, które zwyczajowo będę musiał ubierać w szatki dosłownie w przeddzień targów. Zwyczajowo będzie stresu pod niebiosa (już jest), padnie mnóstwo wyzwisk, obietnice wypieprzenia z pracy, wracanie koło ósmej wieczorem do domu po całym dniu z myszką, monitorem i InDesignem i zwyczajowo jakoś uda się mi to wszystko przepchnąć, drukarzy wkur*** ale jakoś to do kupy poskładać. Zwyczajowo dostanę za to opierdol, że na ostatnią chwilę i tak dalej.</p>
<p>Wszyscy to czasem przechodzimy ale tu apel do ewentualnych czytających to przełożonych w różnych firmach: pieniądze są fajne i warto jakąś nagrodą sypnąć ale tak po prawdzie ważniejsze jest chyba zadbanie o wyeliminowanie stresu związanego z totalną pracową naparzanką, którą — jako się rzekło — czasem pracownik musi odbębnić. Przypieprzanie się, poganianie i ciągłe monitorowanie postępu prac (na pisanie raportów czy notatek tracę po prostu mnóstwo energii, którą wolałbym wykorzystać przy projektowaniu) NIE spowoduje, że wzrośnie wydajność w jakiś magiczny sposób. Raczej na odwrót — wydajność w magiczny sposób zacznie spadać na łeb i szyję a ludzie (no, przynajmniej ja) mają czasem tę przypadłość, że im mocniej się ich ciśnie, tym większy opór stawiają.</p>
<p>Organizowanie ciągłych spotkań w przeddzień targów, kiedy pracownik wie doskonale co ma robić i jak szalone ma na to terminy jest po prostu głupie. Wczoraj spędziłem cały dzień na spotkaniach, które można było zamknąć w dwóch godzinach. Na tyle je sobie zaplanowałem (bo i materii na więcej nie starczało) a resztę czasu miałem twórczo wykorzystać. Wyszła z tego tak zwana dupa sałata i plan zajęć poszedł się dziobać. Kiedy mam tak napięte terminy wszelkie formy dekoncentracji mogą (i pewnie będą) oznaczać jedno: się kurna nie da z tym wszystkim wyrobić. I nie przeskoczy tego żadna forma nacisku.</p>
<p>Mamy wtorek. Do piątku muszę poskładać pięć katalogów. Zróbmy dziś kolejne całodzienne spotkanie. Na pewno zdążę…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2010/01/coroczne-styczniowe-szalenstwo-budma/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kryzys…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/12/kryzys/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/12/kryzys/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Dec 2009 15:00:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Myśli]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=4141</guid>
		<description><![CDATA[Objawy: gapienie się tępe w monitor rozdziawianie szerokie paszczy aż po same migdałki i wydawanie dźwięku „łłłuuuueeeeechhhh” wyjazd biodrami ostro do przodu w poszukiwaniu pozycji zbliżonej do horyzontalnej wykorzystanie elementów otoczenia takich jak kręcący się fotel do samobujania się luźne oparcie nadgarstków o klawiaturę i wyczuwalny powiększający się bezwład w ramionach w tle lecące Nevertize [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Objawy:</p>
<ul>
<li>gapienie się tępe w monitor</li>
<li>rozdziawianie szerokie paszczy aż po same migdałki i wydawanie dźwięku „łłłuuuueeeeechhhh”</li>
<li>wyjazd biodrami ostro do przodu w poszukiwaniu pozycji zbliżonej do horyzontalnej</li>
<li>wykorzystanie elementów otoczenia takich jak kręcący się fotel do samobujania się</li>
<li>luźne oparcie nadgarstków o klawiaturę i wyczuwalny powiększający się bezwład w ramionach</li>
<li>w tle lecące <em>Nevertize</em> od <em>The Core</em> w celu budowania odpowiedniego nastroju</li>
</ul>
<p>Rozpoznanie:</p>
<ul>
<li><strong>kryzys</strong> aka <em>mam już kur*** dość, dajcie mi wszyscy święty spokój i pocałujcie mnie w du*** — chcę do domu!</em></li>
</ul>
<p>Leczenie:</p>
<ul>
<li>zebranie tyłka w troki, kopnięcie komputera w komputerowe krocze i lot koszący do domu wprost pod kołderkę</li>
</ul>
<p>Ano, dopadł mnie dziś kryzys. W ciągu ostatnich czterdziestu minut patrzyłem się tępo w monitor i próbowałem zmobilizować się do zrobienia czegokolwiek związanego z pracą. Wszystkie czynności z pracą nie związane wykonują się wręcz same ale jeśli tylko mam choćby zahaczyć o pracową tematykę, nagle wyrasta bariera nie do pokonania. Ot magia jakaś czy inna cholera.</p>
<p>Urlop wzięty. Od 21-go do Świąt siedzę w Jeleniej Górze gdzie mam nadzieję spotkać kilku znajomków z liceum, uwalić się przykładnie, pochwalić wagą mojego potomka wpędzając ich potomków w kompleksy, nie chwalić się swoją wagą by nie wpaść samemu w kompleksy i — nareszcie! — spojrzeć na góry, których mi w Poznaniu brakuje bardzo. Córę pewnie wezmę do Szklarskiej gdzie być może naśnieżą so called oślą łączkę i gdzie być może wreszcie uda się Majce kilka saneczkowych zjazdów zaliczyć.</p>
<p>A póki co czekam do fajrantu i realizuję leczenie na moją kryzysową przypadłość.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/12/kryzys/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A co tam u nas?</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/06/a-co-tam-u-nas/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/06/a-co-tam-u-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Jun 2009 20:58:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[Alien]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3490</guid>
		<description><![CDATA[Zniknąłem ostatnio z blogaska a to za sprawą potężnych ilości zleceń, które się na mnie zwalają ze wszystkich obsługiwanych przeze mnie firm. To po prostu masakra, co się ostatnio dzieje. Z przerażeniem patrzę na listę ToDo, która wydłuża się i wydłuża i mimo usuwania co i rusz wykonanych zadań, ni diabła nie chce być toto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zniknąłem ostatnio z blogaska a to za sprawą potężnych ilości zleceń, które się na mnie zwalają ze wszystkich obsługiwanych przeze mnie firm. To po prostu masakra, co się ostatnio dzieje. Z przerażeniem patrzę na listę ToDo, która wydłuża się i wydłuża i mimo usuwania co i rusz wykonanych zadań, ni diabła nie chce być toto krótsze. Muszę coś wymyślić bo tak się na dłuższą metę nie da. Wracam do domu zmęczony, nie chce mi się już nic więcej niż tylko paść na twarz i w takiej pozycji pozostać.</p>
<p>Podobnie w swojej robocie ma moja mamuśka, która zwyczajowy codzienny telefon zawsze rozpoczyna od pełnego emfazy „Yo, jak ja tu haruję!”. Fakt faktem, że babcia Wula źle rozegrała kwestie urlopów i zwolnień swoich ludzi i została na posterunku kompletnie sama, próbując robić za każdego z osobna i wszystkich razem. Tak się droga babciu nie da. Tym bardziej babcią będąc — się oszczędzaj, wnuczęta czekają…</p>
<p>Brzozik (czyli mój brat) też ma nielekko z tym swoim biznesem. Narobić się przy tym trzeba od cholery, gonić nierobów do roboty trza ciągle, biczem smagnąć, marchewką pokusić, kogoś wyrzucić, kogoś przyjąć… Ot zwyczajowe biznesmeńskie sprawy. Dziś wszakoż zadzwonił do mnie pełen dumy i poczucia wewnętrznej chwały, że oto idąc za przykładem córki wziął i zrobił przewrót w przód. Pacjent przeżył. Gratuluję panie prezesie!</p>
<p>Ania — żona Brzozika — je, myje się, ubiera, chodzi po zakupy, robi żarełko i usypia Alinkę (córkę swoją) praktycznie siedząc na walizce. Nie, nie dlatego, że tak gwałtownie chce od brata mojego odejść. Ot po prostu lada dzień na świecie pojawi się jeden Brzoza więcej. To będzie chłop na schwał a Ania przeżywa strasznego stresa związanego z porodem. Trzeba by ją jakoś odstresować ale moje metody czyli partyjka w Killzone online chyba niezbyt przypadną jej do gustu… Ktoś ma jakieś propozycje jak odstresować rodzącą panienkę? Z chęcią posłucham, bo…</p>
<p>…Doropha może nie już ale po wakacjach to na pewno urodzi. Brzuch ma Dorcia wspaniały — taki zadziorny, spiczasty i pięknie zaokrąglony. A w środku siedzi sobie najprawdopodobniej <strong>SYN</strong>! A tak, papa CoSTa chyba jednak będzie miał męskiego potomka i teraz zamiast <a href="http://costa.info.pl/tag/alien/" title="Wpisy o naszym Alienie">Alien</a>, zaczynam wdrażać się w wołaniu do niego per <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Son_Gokū" title="Nieco historii związanej z imieniem" class="broken_link" rel="nofollow">Songo</a>. Oczywiście cała moja rodzina wyje z przerażenia na samą myśl, że mój syn może nazywać się Songo ale na boga, skoro można dzieci nazywać imieniem Kostas, to czemu nie Songo do cholery? No nic, bez rozwiązań siłowych się nie obejdzie jak widzę i będę musiał rodzinę do pionu doprowadzić.</p>
<p>A póki co szykujemy się na urodziny. Urodziny oczywiście Majusi, która jutro kończy sześć wiosenek, co obejdziemy w sobotę paląc coś na grillu, odpalając EyeTotoya i spraszając połowę okolicznej dzieciarni. Ba! Zwalą się nawet dziadkowie z Jeleniej Góry, co wiadomością jest świetną, bo to będzie skutkowało wyrwaniem dziadka na coś do kina. Grają coś katastroficznego w kinach? Się zobaczy…</p>
<p>Majusia tak swoją drogą ostatnimi czasy mocno nam wydoroślała. Miała ku temu poważne okazje — koniec roku przedszkolnego tym razem oznacza definitywne pożegnanie z ulubionym przedszkolem. Po wakacjach Majka idzie do szkoły! Jasne, najpierw do zerówki ale nie zmienia to faktu, że wszystko będzie nowe, co już teraz nieco małą stresuje, choć tak naprawdę chyba dotarło do Majki, że skończył się pewien etap w jej krótkim życiu. Pobeczała nam się mała w przedszkolu z tej okazji ale dzielnie brała udział w imprezie pożegnalnej i bardzo ładnie wierszyk wyrecytowała.</p>
<p>Kurczę, za chwilę małą będę do szkoły odprowadzał… Kiedy ten czas tak zleciał?</p>
<p>Odpowiedź jest zawsze taka sama — w międzyczasie. W takim razie ja może w międzyczasie już skończę i przygotuję się mentalnie na kolejny pracowity weekend. Ale taka „praca” to tylko przyjemność :).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/06/a-co-tam-u-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Robota, dużo roboty…</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/05/robota-duzo-roboty/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/05/robota-duzo-roboty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 May 2009 19:50:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Głupota]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3346</guid>
		<description><![CDATA[Opowiem Wam historyjkę z pracy mojej. Historyjka pokazuje, czym kończy się tzw. Kryzys a właściwie to, co można owym Kryzysem tłumaczyć. Chodzi o zwolnienia ludzi na sporą skalę i co z tego może wyniknąć. W korpo, w której robię, marketing nigdy nie był zbyt mocnym działem. Różne firmy i firemki Kronospanu nastawione są typowo na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Opowiem Wam historyjkę z pracy mojej. Historyjka pokazuje, czym kończy się tzw. Kryzys a właściwie to, co można owym Kryzysem tłumaczyć. Chodzi o zwolnienia ludzi na sporą skalę i co z tego może wyniknąć.</p>
<p>W korpo, w której robię, marketing nigdy nie był zbyt mocnym działem. Różne firmy i firemki Kronospanu nastawione są typowo na produkcję, do sprzedaży podchodząc nieco po macoszemu. Nie inwestuje się w marki, nie inwestuje się w wizerunek, nie inwestuje się w sensowne działania prosprzedażowe. To, co głównie się produkuje za tę czy inną cenę zostanie sprzedane a reszta to właśnie reszta — ma się rozejść i zazwyczaj się rozchodzi lepiej lub gorzej.</p>
<p>Tak zwany Kryzys posłużył w korpo za doskonałą wymówkę w wywalaniu ludzi na zbity pysk. na pierwszy ogień — jak wszędzie indziej — do likwidacji poszedł marketing. Tym sposobem w Krono marketing praktycznie przestał istnieć ale — co oczywiste — nie przestały istnieć sprawy, którymi marketing zazwyczaj się zajmuje.</p>
<p>I tu przechodzę do mojej historyjki pokazującej, czym kończy się wywalanie ludzi bez pomyślunku. Otóż i od kilku miesięcy (sic!) słyszę o jakimś organizowanym przez Krono evencie, jaki ma się odbyć niebawem w Szczecinku. Wiecie — raucik, zebranie głównych klientów do kupy, pokazanie kilku nowych rzeczy, spojenie kogo trzeba czym trzeba czyli innymi słowy robienie interesów. Problem jest z owym pokazaniem. Otóż od owych kilku miesięcy (sic!) robiono jakieś wystawy, zagospodarowywano setki metrów wystawowego miejsca, kombinowano co, jak i gdzie pokazać oraz jak to opisać i przybliżyć… Problem w tym, że z takich czy innych powodów (brak ludzi głównie ale nie tylko) dosłownie w przededniu całego eventu NIC nie jest zrobione. Zaprojektowano ale w nieskończoność zmieniano i kombinowano w projekcie zagospodarowania powierzchni do zadruku. Dziesiątki metrów kwadratowych wielkoformatówki nie tylko nie są jeszcze zaprojektowane ale nawet nie wyszły do druku! Żeby było zabawniej, nie przygotowano ulotek, folderów i czego tam jeszcze. Event, który robi się od miesięcy (sic!) praktycznie nie jest zrobiony.</p>
<p>Problem w tym, że człowiekowi, który jakoś nad tym panował od strony projektowej dano radośnie urlop a całe to dobrodziejstwo inwentarza trafiło do mnie, jako zastępowego. I po raz kolejny szlag mnie trafia, kiedy co chwila mam telefon popędzający „zrób to, szybko, nie wyrobimy się!” od coraz to innych ludzi. Póki co jeszcze nie zadaję głośno pytania, które ciśnie mnie się na usta samo: <em>„a co do kur*** robiliście przez te wszystkie miesiące?!?!?”</em>. Przed oczami mam obraz totalnej klęski, z którą ktoś oczekuję, że sobie poradzę.</p>
<p>No więc drogie korpo nie poradzę sobie. Nie mam takich ambicji. Nie chce mi się. A jak komuś się będzie wydawało, że da rady docisnąć śrubę to sorry ale jakieś L4 się znajdzie i radźcie sobie chłopcy sami. Oj poradzicie sobie na pewno — kilka agencji już sobie zęby pstrzy na wystawianie faktur z adnotacją „usługa ekspresowa”. I tym sposobem wywalenie 3/4 ludzi pracujących w marketingu okaże się (jak zwykle i jak wszędzie) kosztownym strzałem w stopę. Krono nie dość, że pozbyło się doświadczonych pracowników, to jeszcze za chwilę zacznie bulić naprawdę ciężkie pieniądze tylko na to czekającym agencjom.</p>
<p>Ot zwyczajowa, „mądra” reakcja na tak zwany Kryzys.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/05/robota-duzo-roboty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwszy post pisany z laptopa :)</title>
		<link>http://costa.info.pl/2009/05/pierwszy-post-pisany-z-laptopa/</link>
		<comments>http://costa.info.pl/2009/05/pierwszy-post-pisany-z-laptopa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2009 18:48:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>CoSTa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[CoSTa]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://costa.kofeina.net/?p=3324</guid>
		<description><![CDATA[No i w końcu do czegoś się ten laptop przyda :). Na ten przykład do pisania na leżąco — właśnie testuję, czy się da i jak na razie wychodzi na to, że się da. Sorry z góry za literówki, ot opierając się na łokciach mimo wszystko pisze się średnio. Zmęczonym. W poniedziałek napadło mnie z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i w końcu do czegoś się ten laptop przyda :). Na ten przykład do pisania na leżąco — właśnie testuję, czy się da i jak na razie wychodzi na to, że się da. Sorry z góry za literówki, ot opierając się na łokciach mimo wszystko pisze się średnio.</p>
<p>Zmęczonym. W poniedziałek napadło mnie z rana jakieś przeziębienie czy inne wirusowe ustrojstwo i ledwie do pracy doczłapałem. W pracy dopadł mnie kryzys co się zowie — łeb, bóle wszędzie i na to wszystko napatoczył się mój dyrektorek i zapodał mi zadanie: nanieść na mapę Polski wszystkie lokalizacje z punktami sprzedażowymi naszych klientów. O mało mnie penis nie strzelił bo oczywiście te lokalizacje musiałem sobie wcześniej znaleźć, ładnie w arkusz wpisać by dostarczyć na spotkanie dane kompletne (bo dlaczego miałyby je przygotować osoby za to odpowiedzialne?). Po naniesieniu na mapę jakichś 250 miejscowości (plus oczywiście opisanie i dorzucenie odpowiednich wykresików) mam serdecznie dosyć.</p>
<p>Wtorek okazał się być lepszy — potraktowane bombą witaminowo-chujwiecową wirusiska dały za wygraną i chyba sobie poszły na dobre. Okazało się także, że nieoceniony Nikita z Cortlandu uratował mi spoooro ostatnich prac, za co jestem mu wdzięczny bardzo a nie wiem jak się odwdzięczyć facetowi, który browarów nie obala. Nie wiem, czy mnie na to co pija Nikita stać :).</p>
<p>Dziś za to dopadła mnie proza życia codziennego mojej roboty i walka z materiałami zdjęciowymi wprost z komórki. Kur… jeśli nie przestaną do komórek aparatów dołączać to mnie szlag trafi. Ostatnio same tego typu patenty w prezencie dostaję i nie idzie wytłumaczyć jednemu z drugim, że takie zdjęcie to sobie mogą w de wsadzić. Nie dają sobie tego przetłumaczyć, wszak na ekranach komórek zdjęcia wyglądają OK (a nie są to iPhony, oj nie).</p>
<p>Chyba jestem zmęczony. Chcę urlopu. Słońca. Morza. Dobrej kawy frappe.</p>
<p>Oby do wakacji…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://costa.info.pl/2009/05/pierwszy-post-pisany-z-laptopa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

