Archiwa dla tagu: Urlop

Obóz, obóz i po obozie

Od ostat­niego wpisu minęło w cho­lerę czasu ale cóż począć — dopa­dła mnie pra­cowa rze­czy­wi­stość, kopa­nie się z mailo­wymi zło­gami i ogólna kor­po­na­pier­dzie­lanka. Życie… W dwóch sło­wach pod­su­mo­wu­jąc mój dzielny wyjazd na aiki­dowy obóz: było ciężko. Się bowiem oka­zuje, że wyjazd na taką imprezę trzeba poprze­dzić solid­nym przy­go­to­wa­niem kon­dy­cyj­nym i sporą pracą nad wytrzy­ma­ło­ścią orga­ni­zmu w oko­li­cach sta­wów wszel­kich. W sobotę […]

7 Komentarzy  Czytaj →

Obóz Aikido aka Judo plus kilka fotek

Kolejny dzio­nek na obo­zie mija mi pod zna­kiem Judo. Ano, przy­je­chało tu do nas na gościnne występy zdaje się dwóch miś­ków (i kiedy piszę „miś­ków” dokład­nie to mam na myśli — chłopy jak niedź­wie­dzie po pro­stu), któ­rzy poka­zali nam dziś kilka faj­nych tech­nik napa­rza­nia w par­te­rze. Papa CoSTa do par­te­ro­wych tech­nik wydaje się być stwo­rzony! Szarpnięcie, […]

3 Komentarzy  Czytaj →

Obóz Aikido aka Ju Jitsu

Dni na obo­zie mijają mi szybko nad wyraz bo i nad ów wyraz są pra­co­wite. Treningów masa, potu wyle­wa­nego jesz­cze wię­cej, na sali duszno jak cho­lera ale skille rosną a o to prze­cież cho­dzi. Dziś odbył się tre­ning z sen­se­jem Rovigattim. Facet jest ponoć cho­dzącą legendą róż­nych sty­lów robie­nia prze­ciw­ni­kowi zazi a dziś poka­zy­wał nam jakieś faj­niut­kie tech­niki ju […]

1 Komentarz Czytaj →

Obóz Aikido i kijowy da mastah

Kolejny dzio­nek na obo­zie Aikido dostar­czył mi kilku głęb­szych prze­my­śleń. Otóż do tej pory nie mia­łem do czy­nie­nia z fajną sztuką macha­nia kijem, czyli zaję­ciami poświę­co­nymi broni dłuż­szej i krót­szej, która to sztuka jest istot­nym ele­men­tem Aikido. Po pro­stu pory zajęć mi nie odpo­wia­dały i nie było dla mnie moż­liwe dotar­cie z pracy na czas i uczest­ni­cze­nie w tych zaję­ciach. Dziś […]

2 Komentarzy  Czytaj →

Obóz Aikido aka pocę się

No i jestem na tym obo­zie dla popa­prań­ców, któ­rzy zamiast raczyć się zim­nym piwem w te gorące dni, wolą sie­dzieć w dusz­nej sali i wyle­wać litry potu. Do Bornego Sulinowa zaje­cha­łem wczo­raj koło połu­dnia by na dzień dobry dowie­dzieć się, że po połu­dniu czeka mnie pierw­szy tre­ning. Zdążyło się w mię­dzy­cza­sie nazjeż­dżać ludzi od cho­lery i sala, która z zewnątrz wyda­wała mi się […]

1 Komentarz Czytaj →

Przedurlopowo mi

Jutro roz­po­czy­nam krótki bo krótki ale w zamy­śle mocno inten­sywny urlop. Zawsze moje przed­ur­lo­powe dni wypeł­nione są górą roboty, która oczy­wi­ście musi być zro­biona przed wyjaz­dem bo prze­cież nie można tego tygo­dnia czy dwóch pocze­kać i zro­bić ulotkę czy ety­kietę jak czło­wiek. Efekt jest taki, że robię trzy tony rze­czy dzien­nie a każdą na odwal się bo gdybym […]

3 Komentarzy  Czytaj →

Święta, święta i po świętach czyli krótki raport z chrzcin Gucia

Można rzec, że już mam po urlo­pie. Dwa tygo­dnie minęły jak z bicza strze­lił a te moje wyma­rzone kilka dni wol­nego rodzina zor­ga­ni­zo­wała mi bar­dzo pięk­nie i pro­duk­tyw­nie. Efekt jest taki, że do pracy wrócę z tęsk­notą i werwą oraz śpie­wem na ustach — wszystko, byle by tylko od wózkowo-codziennej rutyny zwiać jak naj­da­lej. W sumie o to chyba wła­snie cho­dzi w urlopach […]

5 Komentarzy  Czytaj →

Jutro wyjazd czyli święta w Stalowej Woli

O dziwo — dosta­łem urlop. Choć tak po praw­dzie to nie wiem, czy dosta­łem bo naj­zwy­czaj­niej w świe­cie żad­nego pod­pi­sa­nego doku­mentu nie otrzy­ma­łem a za całą pew­ność, że jed­nak urlo­po­wać się mogę, ma mi słu­żyć Słowo Dyrektora. OK, w takim razie pod­par­łem się Słowem i z pracy we wto­rek nogę dałem. Był po temu już czas naj­wyż­szy, serio. Zmęczenie […]

1 Komentarz Czytaj →

Pojechaliśmy, zjedliśmy, nie przytyliśmy

I wró­ci­li­śmy wczo­raj z pra­wie tygo­dnio­wego wypadu do Jeleniej Góry z oka­zji oczy­wi­ście świą­tecz­nej. Plany mie­li­śmy wiel­kie, listę todo­sów pełną a życie zwy­cza­jowo wszystko zwe­ry­fi­ko­wało i podało nam po swo­jemu i lekko al dente. Zaczęło się już w dniu wyjazdu, kiedy to Doropha pod­nio­sła dosyć istotną rodzinną kwe­stię: kinol Gutka jakiś taki sią­piący jest. Jako że dobro mło­dego ponad wszystko — babcia […]

5 Komentarzy  Czytaj →

Jak przetrwałam dwa tygodnie

… bez moich potwo­rów? Stworzyłam sobie inne, wła­sne, wewnątrz. Od czego w końcu mamy wyobraź­nię? Pisząc “moje potwory” mia­łam na myśli Majkę i Kostasa oczy­wi­ście. Zaczęło się sie­lan­kowo. Odwiozłam łobuzy na dwo­rzec, przy­pil­no­wa­łam, żeby wsie­dli, pociąg ruszył i takie tam. OK. Sobota i spo­kój. Żad­nych kosta­so­wych przed­wy­jaz­do­wych, pra­co­wych, zmę­cze­nio­wych ner­wów i maru­dzeń, Majkowych kaszli i inha­la­to­rów, obiad­ków, pra­so­wań. Błogostan. Tylko ja, […]

13 Komentarzy  Czytaj →