Menu serwera

Wracamy do żywych

Chciałoby się rzec po prostu – UFFFFFFF

Powoli mija nam zeszłotygodniowa trauma związana z zabiegiem da Majka. Nie obyło się oczywiście bez komplikacji i kolejnych chwil z duszą na ramieniu, takich atrakcji nasza córka raczej nam nie oszczędza niech ją szlag. Zapowiadało się ogólnie rzecz biorąc całkiem niewinnie – ot w czwartek Majkę ze szpitala wypisano i lotem koszącym do domu moje kobiety zjechały. Jakimś cudem Doropha nie padła jak długa a w piątek musiała się w końcu w pracy pojawić, by kicka w wiadomą część ciała nie dostać i z roboty po prostu nie wylecieć (choć w sumie z niej ciężarówka i mogą jej skoczyć :)). Tym sposobem zostałem piątkowym opiekunem Majki, co okazało się być zadaniem trudnym.

Córa do dziś ma spore problemy z łykaniem, co w piątek jeszcze oznaczało niechęć kompletną do jedzenia. Picia zresztą też. Efekt? Wmuszanie w dzieciaka zarówno jednego jak i drugiego, potężny z tym związany stres i coś mnie się kołaczące pod czachą, że chyba nie jest OK kiedy mała ma takie wypieki i to bez braku temperatury. Ale ta suka nie dała na siebie długo czekać. Jak Majkę trzepło, tak dosłownie w kilka minut temperatura skoczyła do ponad trzydziestu ośmiu stopni a młoda odjechała. Zdołałem w nią tylko wpompować Nurofen w solidnej dawce i mała zaliczyła gorączkowy odjazd. Spała (o ile można to nazwać snem) od jedenastej przed południem do prawie osiemnastej po południu a ja tylko bawiłem się termometrem by w końcu ufnąć na widok spadającego słupka rtęci.

Po tym gorączkowym strzale chyba się Majce poprawiło – nasza doktor Queen jak nazywamy naszą dojeżdżającą lekarkę, pooglądał, pobadała, nie stwierdziła jakichś płynów w różnych jamach i wyszło na to, że Majka dostała odłamkowym brakoodpornościowym. Niestety ale nasz szkrabek praktycznie nie ma odporności i po wyrżnięciu wszystkich tych migdałów oraz po założeniu drenów w uszach teraz będzie to nasze główne zadanie: odbudować małej odporność.

Grecjo! W tym roku przebywamy! Odbudowywanie odporności będzie bazowało na zdrowym trybie życia (nie ma to jak pół dnia siedzenia w morzu), zdrowiej diecie (Suflaki! Kalamarakia! Karpuzia! Elies! Feta! :)) no i oczywiście na wieczornym hartowaniu gardła przed chłodami (yay! LODYYYY!!! :)).

Ufff… Będzie dobrze…

Pomnik należy się mojej żonie aka Dorophie za całokształt i mojej mamci aka babci Wuli za ogromną pomoc, jaką nam tutaj od siebie ofiarowała. Nie mam pojęcia skąd te kobity biorą siły na walkę z choróbskami da Majka ale jakoś to robią. Faceci, naprawdę jesteśmy przy kobietach słabi…

, , ,

9 Responses to Wracamy do żywych

  1. waltharius 4 kwietnia, 2009 at 21:29 #

    CoSTa, bo my słaba płeć jesteśmy ;-) Chociaż Twoja Majka jakoś bardziej do nas dopasowana tą swoją chorowitością.
    A tak poważnie, to dobrze, że już idzie ku lepszemu i zabieg się udał tak jak miał się udać. W końcu o zdrowie trzeba dbać i póki się da robić wszystko, żeby młody organizm zaczął odporność budować.
    Trzymam kciuki za daMajka i za Was!

    P.S.
    No i czekam(y) na kolejne podcasty z córą w roli głównej! :D

    • CoSTa 4 kwietnia, 2009 at 22:24 #

      Dzięki Walth ogromne. Widzisz jak to bywa z dzieciakami czasami. Z tego całego szpitalnego bywania jedna dla mnie nauka wypływa – dziękować, że dziecku nic więcej prócz nieco skomplikowanych migdałków i drenów nie jest. Ufff…

      Dzięki za kciuki! To działa! :)

  2. PeterCub 4 kwietnia, 2009 at 22:35 #

    Pocieszać się tylko, że teraz to już może być tylko lepiej. Sam w dzieciństwie chorowałem i podobna operacja polepszyła mój stan zdrowia (pozostała oczywiście przegroda nosowa, którą to już jako dorosły sobie „przedłutowałem” na zabiegu kilka lat temu). Hands and thumbs up.

  3. Pyoter 5 kwietnia, 2009 at 01:02 #

    CoSTa! Musisz teraz żonę nosić na rękach! Dobrze, że te kłopoty powoli się kończą i życzę Wam, żeby już nigdy nie wróciły!

  4. CoSTa 5 kwietnia, 2009 at 01:08 #

    Dzięki chłopaki, jakoś to będzie. Ważne, że wywaliliśmy głównie syfiące rzeczy.

    Jako się rzekło, nareszcie UFFFF :)

  5. Biter 5 kwietnia, 2009 at 01:14 #

    Grecja powinna zadziałać, dobrze że już ciepło jest to i będzie łatwiej do tego czasu przetrwać. Oby już wszystko było dobrze, najlepszego! :)

  6. ciotka's eleni 6 kwietnia, 2009 at 08:58 #

    Zapraszamy, zapraszamy, slonca i ciepla napewno wam tutaj nie zabraknie az bedziecie go mieli dosc i zatesknicie za chmurka i kropelka deszczu.

  7. Mama Wula 6 kwietnia, 2009 at 12:22 #

    Kostas!Zapomniałeś o uwielbianych przez Majeczkę figach spożywanych jedynie z moich rąk i jedynie pod drzewami figowymi na wsi u babci,łyżeczką prosto do ryjka.Słodycz i słońce zawarte w figach gwarantują 100 % wzrost odporności.Nadmieniam ,że na Andros rosną dzikie figi z których kapie cukier.Trzeba tylko połazić po wyspie. Nie mogę się doczekać wakacjiMama Wula

Dodaj komentarz